-
Liczba zawartości
237 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
9
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez jacmin
-
Przeglądając harmonogram prac doszedłem ostatnio do wniosku, że pora zająć się podstawką pod model, żeby po skończeniu helikoptera nie musiał na nią czekać. Tak jak wcześniej pisałem, planuję pokazać model podczas prac serwisowych na miejscu postojowym w bazie Udorn w Tajlandii. Te miejsca postojowe były budowane z prefabrykowanych mat stalowych, których nośność pozwalała na starty i lądowania nawet sporych samolotów. Generalnie amerykanie używali w Azji Południowo Wschodniej 2 typów mat. PSP i M8A1. Były jeszcze maty aluminiowe AM-2, ale to raczej margines. Czym te maty się różniły i jakie były zastosowania? Zacznijmy od PSP (PSP - pierced steel planking, znane również jako Marston Mats). Maty PSP zostały opracowane przez amerykańskie wojsko w 1941 r. w odpowiedzi na potrzebę szybkiej budowy lotnisk w rejonach walk. Wykonane ze stali ocynkowanej, miały perforowaną powierzchnię i boczne zaczepy umożliwiające łatwe łączenie modułów. Standardowy wymiar pojedynczej maty to ok. 3,05m długości x 38cm szerokości, grubość 6 mm, waga ok. 30 kg. Ich zalety to szybki montaż na różnych podłożach, mobilność i możliwość wielokrotnego użycia, dobra przyczepność i odprowadzanie wody. Wadą był duży ciężar i podatność na korozję. Podczas kołowania powodowały też duży hałas. Stosowane były od II wojny światowej, poprzez Koreę do Wietnamu. Poniżej kilka zdjęć: No to teraz M8A1. Pierwsze użycia przypadają na 1962-1963r, w ramach rozbudowy infrastruktury lądowisk dla śmigłowców i lekkich samolotów w trudno dostępnych terenach. Pojedynczy moduł miał długość 3,66m, szerokość 0,56m, grubość 3,6mm, waga 22kg. Zalety: lżejsze niż PSP, lepiej odprowadzały wodę, mniej podatne na korozję, ciche. Poniżej kilka zdjęć:
-
W ten zapiątek na pierwszy ogień poszło działo nr 3. Malowanie nie odbiega od pozostałych choć nie ma "sukienki", a łuski i ogniwa odprowadzane są dwoma elastycznymi rurami: W następnej kolejności zająłem się kołami z Armory. Są bardzo ładnie wykonane, widać bieżnik, śruby napisy i elementy hamulca. Wstępnie pomalowałem je białym podkładem Gunze i po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że chyba już tak zostanie. Opona została pryśnięta "Tire black": Kolejny etap to wash. Wykonałem go artystyczną olejną umbrą naturalną. I ostatecznie imitacja zabrudzeń pyłem wykonana olejną artystyczną sieną paloną. A na koniec zapiątku zostawiłem sobie marmurkowanie. Tak jak pisałem wcześniej, wykonałem je z szablonu. Tu też zamiast białej farby użyłem białego podkładu Gunze. Wyszło to tak: Działania na ten tydzień zakończyłem liniami podziałowymi:
-
Jeśli jeszcze aktualne to https://allegrolokalnie.pl/oferta/lufy-usn-127mm-bez-oslony-podmuchowej-1350-evr
-
https://allegrolokalnie.pl/oferta/sprezarka-modelarska-vjd
-
Mój kompresor wisi dalej na Allegro https://allegrolokalnie.pl/oferta/sprezarka-modelarska-vjd. mogę puścić za równe 200.
-
U Jadarów od 15.05. będą dostępne nity HGW. Jeszcze tego spróbuję. A co u Wesołego Zielonego Olbrzyma? Po korekcyjnym szpachlowaniu i czyszczeniu linii podziałowych pomalowałem go czarnym Mr. Surfacerem: Kiedy sobie radośnie podsychał zabrałem się za rampę. Pomalowałem ją kolorem wnętrza i zamaskowałem antypoślizgowe pasy. Przy okazji postanowiłem wypróbować nowy płyn do chipingu: Po naniesieniu aerografem cienkiej warstwy tego specyfiku i odczekaniu 30 min, natrysnąłem pasy antypoślizgowe. Zgodnie z instrukcją odczekałem kolejne 30min i zabrałem się za drapanie. Teraz przyszedł czas na płytę montażową miniguna. Początkowo zasugerowałem się zdjęciami wykonanymi w muzeum w Sajgonie i wykonałem ją jako prostokątną. Jednak analiza zdjęć wykazała, że w 40th ARRS używano trójkątnych: To ostatnie zdjęcie jest z innego okresu ale dość dobrze pokazuje jak to wyglądało. Po przeróbce na poniższym zdjęciu widać różnicę: I drobna przymiarka z przerobionym minigunem: I to by było tyle. Zapraszam za tydzień.
-
W HGW jak widać tak. Ale w instrukcji Eduarda nie ma na ten temat słowa. A jak widać na moim zdjęciu film jak najbardziej się usuwa, ale razem z nitami. Jedyne co pominąłem w instrukcji to 3-5 cienkich warstw Surfacera 1500, ale myślę, że te 4 warstwy lakieru też coś dawały.
-
Wracając do nitów. Po wyschnięciu podkładu zacząłem marmurkowanie. Tak jak pisałem wcześniej, z wrodzonego lenistwa postanowiłem zrobić to od szablonu: Tu popełniłem mały błąd, bo położyłem szablon bezpośrednio na powierzchni modelu i krawędzie "marmurków" wyszły zbyt ostre, co później nieco było miejscami widać. Chyba najlepszy efekt udało mi się osiągnąć w miejscu wskazanym niebieską strzałką (biały mat, szablon delikatnie odsunięty, ciśnienie 1bar, odległość ok 2cm, bardzo delikatny strumień). Zabieg ten uwidocznił też krawędź filmu z nitami. Czerwona strzałka wskazuje rozpłynięcie farby na krawędzi kalki. Po całej operacji szablon czyścimy albo oryginalnym rozpuszczalnikiem (w moim przypadku Gunze) albo IPA. UWAGA!!! Czyścik Tamiya rozpuszcza plastik tego konkretnego szablonu! Przy okazji przeprowadziłem mały test na zrywanie kalki nitów. Nakleiłem standardową taśmę maskującą Tamiya i okazało się (zgodnie z przypuszczeniami), że kalka się poddała: Kolejną rzeczą, którą chciałem sprawdzić to jak układają się na tych nitach kalkomanie. Wybrałem po jednej z oryginalnego zestawu (gwiazda) i z zakupionych kalek Print Scale (numer): I tu po kolei - barwy kamuflażu (warto je rozjaśnić, bo na czarnym podkładzie oryginalne są trochę za ciemne) , podkład z błyszczącego lakieru bezbarwnego (ślad krawędzi filmu z nitami nadal widoczny): Następnie kalki razem z preparatami Set i Sol od Microscale. Położyło się to rewelacyjnie - wszystko ładnie "usiadło" na nitach i pojedyncze sztuki są widoczne a także wyraźnie wyczuwalne pod palcem: Teraz 2 warstwy zabezpieczającego błyszczącego lakieru ( krawędzi filmu z nitami już prawie nie widać): I ostateczna warstwa półmatu. I co? I niestety klapa. O ile po lakierze błyszczącym krawędzie kalki z nitami prawie zniknęły, tak lakier półmatowy " wyciągnął je w całej okazałości! No trudno. Ja się poddaję. To nie jest efekt o który mi chodziło. Może ktoś kładł te kalki i jest w stanie mi powiedzieć co robię nie tak? Może macie doświadczenia z HGW? Chętnie bym zobaczył efekt końcowy. Niestety aktualny model zrobię bez nitów.
-
Choć fotografia tego nie oddaje, to koła od Armory są jednak nieco lepsze od oryginału. Przede wszystkim mają ugiętą oponę, co jeszcze ostatecznie przy odrobinie pracy można by uzyskać na oryginale, ale mają też napisy i lepszy bieżnik, o elementach hamulców nie wspomnę.
-
Dzięki za podpowiedź! W następnym modelu przetestuję. Ale cena tego dobra to z butów wyrywa!!!
-
W czasie gdy schły kolejne warstwy szpachli zabrałem się za koła. I tu ciekawa rzecz. Mamy dostępne 2 zestawy waloryzacyjne Armory : AW72343 opisany jako "wczesny" oraz AW72318 opisany jako "późny". W stosunku do obu producent zapewnia, że pasują do modeli dowolnego producenta. Tyle, że różnią się średnicą prawie o 1,5 mm!!! W naturze to by było prawie 11cm. Wersja wczesna od późnej różni się wyglądem prawej felgi podwozia przedniego. W wersji wczesnej obie felgi są identyczne i wyglądają jak w tym środkowym kole. W wersji późnej prawa felga wygląda tak: Ponieważ wymiarowo bardziej prawidłowy jest zestaw "wczesny", powstał mały problem, bo ma niewłaściwą felgę w przednim prawym kole. Ale problemy są po to, żeby je rozwiązywać. Wyfrezowałem felgę z zestawu wczesnego, a brakujący element dotoczyłem na wiertarce z jakiejś starej części: Okazało się, że przesadziłem i trochę to było za małe, więc operację musiałem powtórzyć. Wyszło tak: Teraz było już ok. Zanim niedziela zmusiła mnie do powrotu z majówki, pomalowałem jeszcze podkładem parę elementów: I tu drobna uwaga. Rozpędziłem się i zamaskowałem końcówki łopat wirnika głównego i ogonowego, żeby później prysnąć je na żółto. Nic bardziej mylnego! Po analizie zdjęć ptaszorów z 40th ARRS okazało się, że wszystkie łopaty były jednolicie czarne! Wyjaśnienia domaga się też kolor czarny podkładu. Czemu czarny? Plan jest następujący: Po czarnym podkładzie pójdzie białe marmurkowanie ( w moim przypadku z szablonu), być może jakieś odcienie żółci i zieleni, potem poprawka czarnym w miejscu podziału blach i dopiero delikatne natryśnięcie kolorów docelowych tak by w polach czarnych się przyciemniły a w jasnych rozjaśniły. Ale to jeszcze pieśń kolejnych zapiątków.
-
Ale wracając do tematu głównego. Coś mnie tknęło i przed wklejeniem oszklenia zdjąłem zewnętrzne maski. I to była dobra decyzja. Okazało się, że patrząc z zewnątrz widać było drobne artefakty z malowania od wnętrza. Trzeba to było usunąć drewnianą wykałaczką. Przy okazji zakleiłem od środka otwory na wycieraczki i siatki. Kiedyś na innym modelu tego nie zrobiłem i do środka wpadły drobiny farby osadzając od wewnątrz na oszkleniu odkurz, który był z zewnątrz widoczny. Musiałem drucikiem owiniętym watą usuwać to paskudztwo przez otwór w owiewce co przypominało remont silnika przez rurę wydechową. Nigdy więcej! Rozmaskowane i oczyszczone oszklenie wygląda następująco: Pozostało wkleić część oprzewodowania prowadzonego po ramce: i można było wkleić oszklenie. Przed tą operacją pomalowałem rant na czarno, aby uniknąć odbicia szarej krawędzi modelu w grubości oszklenia. Ponieważ kleiłem na klej PVC (ze względu na jego przezroczystość i nieagresywność w stosunku do oszklenia) nie miało to znaczenia na przyczepność. Tylko w miejscach gdzie pomalowane na czarno oszklenie stykało się z kadłubem dałem CA bo nie do końca ufam PVC. Coś musi to oszklenie trzymać! I tu się zaczęła jazda! Problem polegał na fatalnym spasowaniu oszklenia z kadłubem. Cała masa szpachlowania (czarną podkładoszpachlą Mr Hobby) i szlifowania. Najgorsze były miejsca styku trójkątnych szybek na dachu z kadłubem (tych, które później będą malowane na clear green). Trzeba było równać kadłub do szybek, oczywiście rysując szybki. A potem ponownie zabawa z "uzdatnianiem" oszklenia. Efekt końcowy poniżej:
-
Może niepotrzebnie się tym ekscytujemy i po pomalowaniu nie będzie tego widać. Zaczekajmy do próby.
-
Też się nad tym zastanawiałem, ale film jest zbyt cienki na rolowanie. Nic by nie zostało.
-
Witajcie! Majowe święta minęły, więc wypada coś skrobnąć. Ponieważ Dzejo zanęcił mnie w sprawie nitów, przede wszystkim chciałbym podzielić się pierwszymi wrażeniami z obcowania z tym wynalazkiem Eduarda. A te są nieco mieszane. Przede wszystkim są one bardzo delikatne i mam pewne obawy, czy po nałożeniu kolejnych warstw farby będą należycie widoczne. Ale po kolei. Od Eduarda dostajemy elegancki arkusik kalkomanii z 37 rzędami wypukłych nitów w kolorze czarnym Trzeba je oczywiście wyciąć z niewielkim naddatkiem. I tu pojawił się pierwszy problem. Starałem się naddatek dać jak najmniejszy, ale okazało się, że po wycięciu film z nitami samoistnie oddzielił się od papieru podkładowego. Na szczęście, po zwilżeniu dał się nanieść na model (ćwiczyłem na złomie CH-34 pomalowanym czarnym podkładem Mr Hobby). Generalnie należy się z tym wynalazkiem obchodzić jak ze zwykłą kalkomanią, czyli najpierw odtłuścić powierzchnię, potem Set, nałożenie kalkomanii i Sol. Wyszło zachęcająco. Nity wyglądają bardzo ładnie, równiutko, niestety widoczna jest też krawędź kalki. Przy normalnych kalkach takie rzeczy gubią kolejne warstwy lakieru bezbarwnego i szlifowanie, ale tutaj to raczej nie wchodzi w grę. O ile uszkodzenia nitów przy szlifowaniu można by uniknąć dając większy naddatek przy wycinaniu, to już zalania rysunku nitów kolejnymi warstwami lakieru już raczej nie. Cóż zobaczymy co będzie po 2 warstwach farby. Na razie kalki odsypiają pracowity świąteczny okres. Wrócę do nich w najbliższy zapiątek.
-
No i namówił do złego! Nity od Eduarda w drodze. W majówkę będę testował.
-
Nie, nitować nie będę. Wiem ,że jest szkoła Falenicka i Otwocka ale ja wybrałem wagary. Nie mam cierpliwości.
-
Ja, jakiś czas temu popełniłem coś takiego: Zaletą sprężarki jest jej bardzo cicha praca (co ma duże znaczenie jeśli nasz warsztat modelarski znajduje się w mieszkaniu) oraz niewielkie wymiary, a także presostat ze zintegrowanym reduktorem, dwoma manometrami (jeden wskazuje ciśnienie w butli, drugi aktualnie ustawione na reduktorze), zaworem bezpieczeństwa i odprężnikiem. Po włączeniu sprężarki agregat poprzez zawór zwrotny pompuje powietrze do butli wyrównawczej. Po osiągnięciu 8 barów presostat wyłącza zasilanie jednocześnie uruchamiając odprężnik, który spuszcza powietrze z przewodu łączącego agregat z butlą. Ma to za zadanie ułatwienie startu agregatu po ponownym uruchomieniu. Po ustawieniu ciśnienia na reduktorze i rozpoczęciu poboru powietrza, ciśnienie w układzie zaczyna spadać aż do ok 4,5 bara. Wtedy presostat załącza zasilanie agregatu i cykl ładowania butli się powtarza. Sprężarka posiada zawór bezpieczeństwa fabrycznie ustawiony na 8,5 bara. Ma on za zadanie wypuszczenie z układu nadmiaru powietrza w przypadku gdyby presostat uległ awarii i nie wyłączył sprężarki po osiągnięciu ciśnienia 8 bar. Butla została przetestowana ciśnieniem 12 bar przez 2 doby. Naturalnym zjawiskiem podczas pracy sprężarki może być powstawanie skroplin czy przedostawanie się drobin oleju do układu. Można je łatwo usunąć przez zawór położony w najniższym punkcie układu. Ułatwia to też nachylenie butli. Wielozadaniowość sprężarki zapewniają 2 szybkozłączki. Jedna to standardowa szybkozłączka umożliwiająca podpięcie np. węża z końcówką do pompowania kół rowerowych, druga pozwala na podłączenie aerografu. Można by było dodać tu jeszcze filtr powietrza, ale mam na przewodzie do aero.
-
Święta, Święta i po Świętach. Miałem nadzieję, że tego czasu będzie więcej, ale trzeba pracować z tym co się ma! Na pierwszy rzut poszło oszklenie. Prawdę mówiąc było fatalne. Na przedniej środkowej szybie trafiła się nadlewka wielka jak stodoła, a rys po 10 przestałem liczyć. Tak więc praca od podstaw. Wierzch grubej nadlewki ściąłem skalpelem, a potem pracowite szlifowanie startując od papieru wodnego P800, przez 1200, 1500, 2000, 4000, 6000, 8000 i 12000. Na koniec odwołałem się do 3 Króli, czyli zestawu past polerskich Tamiya : czerwonej, niebieskiej i białej. Straciłem na tą operację większość niedzieli, ale było warto. Oszklenie zaczęło wyglądać tak jak powinno. Po odtłuszczeniu IPA, mogłem nakleić maski: Puste pola pomiędzy niektórymi maskami trzeba było wypełnić maskolem. Początkowo chciałem sobie zaoszczędzić trochę pracy i nie malować oszklenia od środka kolorem kokpitu (czyli złamanym czarnym) tylko prysnąć z zewnątrz na ramkę najpierw czarny a potem kamuflaż: ale okazało się, że tak pięknie to wypolerowałem, że od środka błyszczy się jak nie wiem co: Trzeba było zamaskować od środka i znowu pomalować: Maski okazały się nad wyraz porządne i praktycznie nic nie podpłynęło. Drobne korekty wykonałem po zerwaniu masek (tylko od wewnątrz bo zewnętrzne zerwę po kamuflażu) zaostrzoną wykałaczką owiniętą bawełną wyrwaną z płatka kosmetycznego. Przed zerwaniem masek warto delikatnie naciąć skalpelem obrys maski co pozwala zachować równe krawędzie w trakcie zrywania. W międzyczasie zamaskowałem spód, i prysnąłem na biało komory podwozia głównego. W zasadzie nie będzie ich widać ale tak jakoś z przyzwoitości im się należało. Przednią komorę, z racji bliskości kokpitu i mojego lenistwa machnąłem z pędzla. Przy okazji dorobiłem tajemniczy element z przodu oszklenia. Znajomy twierdzi, że to element systemu kalibracji i nie mógł być malowany z resztą ptaka (zawsze był szczelnie maskowany podczas malowania). Tak jak wszyscy nie-inżynierowie trzymał się od niego z daleka. Ostatnią rzeczą jaką wykonałem były światła pozycyjne. Najpierw rozgrzałem i wyciągnąłem przezroczysty pręt ze starej ramki, a następnie ciąłem na potrzebne kawałki i toczyłem w wiertarce: I to by było tyle. Na ciąg dalszy zapraszam za tydzień.
-
Nieee... Żadne suszarki. Własne łapki i tyle.
-
Czcigodni! Niech Wam w te święta klej nie zasycha, a zajączek przyniesie zestaw z najwyższej półki! Wesołych Świąt i jak najwięcej wolnego czasu!
-
Witam po kolejnym zapiątku! Cóż, Święta tuż, tuż, więc za wiele nie zrobiłem, ale w Święta ,mam nadzieję, przyspieszę! A na razie udało mi się wykonać wciągarkę. Użyłem zestawowego elementu, ale oczywiście trzeba było go przerobić. Przede wszystkim wydrążyłem miejsce oraz wykonałem sam mechanizm z pasków polistyrenu i drutu. Mocowanie do kadłuba zawarte w zestawie nie nadawało się do niczego ze względu na gabaryt i sam kształt. Wykonałem je od podstaw z drutu i starych fototrawów. Zaczep wciągarki jest hybrydą fototrawów Eduarda i detali wykonanych od podstaw a reflektor wytoczyłem z pręta polistyrenowego i uzupełniłem drutem: Przyznam szczerze, że te detale, a szczególnie złapanie geometrii montażu do kadłuba zajęły mi ilość czasu kompletnie nieproporcjonalną do efektu. Starczyło mi go tylko na szybki powrót do wirnika głównego. Ponieważ łopaty wirnika trochę ważą, na postoju, na każdym zdjęciu widać charakterystyczny "zwis". Aby osiągnąć taki sam na każdej łopacie, zbudowałem prosty szablon ( moja babcia nazwałaby go "prawidłem"), który pozwolił mi zachować geometrię w każdej płaszczyźnie: Głowicę wirnika podniosłem o 11mm w stosunku do poziomu co pozwoliło uzyskać zaplanowany zwis łopat: Montaż łopat zaplanowałem na igły lekarskie co przy nieco więkzych otworach w głowicy pozwala na swobodne ich ustawienie w szablonie. Teraz wystarczy podgiąć lekko łopaty. Należy pamiętać, że najwiękrzą krzywiznę będą miały w ok 1/3 długości licząc od głowicy a pozostały odcinek pozostaje praktycznie prosty: Teraz suchy montaż (postanowiłem pomalować wszystkie elementy oddzielnie i na koniec składać całość): I szybka przymiarka do ptaka: Do zobaczenia po Świętach!
-
Zadajemy pytania... Dostajemy odpowiedzi i pomoc...
jacmin odpowiedział krzychu-onisk → na temat → [L]Warsztat
Niestety nie posiadam żadnej wiedzy. Ale temat ciekawy! -
I znowu jestem! Pamiętacie ten klaster reflektorów pod spodem HH-53C? Dostałem odpowiedź ze Stanów i okazuje się, że do czasu rajdu na Son Tay (czyli do 21 listopada 1970r) ten system nie był jeszcze montowany więc Apple 4 na pewno go nie miał. To utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak wszystkie zdjęcia trzeba weryfikować. A co na placu budowy? Nie za dużo ale zawsze coś. Dorobiłem instalację widoczną na poniższych zdjęciach: Wyszło to następująco: Ponieważ zależało mi na tym, żeby na końcu była widoczna "rurka" a nie pręt, użyłem igły lekarskiej 0,6mm i tej samej średnicy drutu miedzianego. Połączenie wypada pod obejmą więc jest niewidoczne. Obejmy wykonałem z fragmentów starych fototrawów. Kolejnym etapem było wklejenie w kokpicie dźwigni skoku mocy, foteli pilotów, drążków i panelu podsufitowego: No i oczywiście deski przyrządów wraz z okablowaniem: Ostatnią rzeczą którą udało mi się zrobić były boczne okna kabiny pilotów ( przezroczysty plastik + ramka z cyny lutowniczej 0,3mm) i mocowanie rampy. Zrobiłem je wklejając w kadłub fragmenty starych fototrawów, a w rampie przygotowałem kanał i otwory do przeciągnięcia przewodów zasilania: I jeszcze światła lądowania: Na ciąg dalszy zapraszam za tydzień.
-
Minął kolejny zapiątek więc spieszę donieść o postępach w budowie. Przede wszystkim dzięki czujności kolegów udało się poprawić zawiasy ogona. Wykonałem je z pasków polistyrenu o grubości 0,25mm: Dodałem też tranzyt rury paliwowej z sondy do tankowania pomalowany podkładem: I tu mały przystanek. Podczas zwiedzania dziwnych miejsc w Stanach spotkałem się z 2 rodzajami podkładów. Jeden bardziej zielony (Green Zinc Chromatic) a drugi wpadający w żółć. Ten pierwszy widziałem np na AC-47 czy AH-1 Cobra. W większości przypadków spotykałem się z tym drugim. Dla zainteresowanych podaję proporcje mieszania w numeracji Pactra : Mam takie przyzwyczajenie, że szukając właściwej barwy mieszam kolory jednocześnie robiąc swój wzornik z zapisanymi proporcjami, zwykle w kroplach (czyli objętościowo). Potem mogę to przeliczać na większe objętości. Powstaje z tego moja własna paleta barw: Ale do rzeczy. Powoli bryła helikoptera nabiera kształtu, bo wkleiłem sponsony i trochę drobiazgów na spodzie. Z klastrem reflektorów jeszcze się wstrzymałem do czasu uzyskania potwierdzenia ze Stanów: Ciąg dalszy niebawem.
