Skocz do zawartości

merlin_70

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    515
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Zawartość dodana przez merlin_70

  1. Zwróćcie uwagę , że instrukcje ZTS generalnie trochę porad modelarskich zawierały . Jakaś to baza była . Problemem był brak , narzędzi chemii modelarskiej . Ja po walce z farbami olejnymi artystycznymi , gdzieś przeczytałem ( moze w SP ) , że ktoś do pomalowania wtedy wypasionego modelu użył odpowiednio zmodyfikowanych farb artystycznych. Jak zmodyfikowanych tego już się człowiek nie doczytał i kombinował jak młody koń pod górę , bo dopiero później się dowiedziałem , że taka wiedza była zastrzeżona tylko dla wtajemniczonych niczym wiedza tajemna i niektórzy to nawet sami farby warzyli niczym mistrz Sędziwój na dworze króla polskiego .
  2. Dobrze , że rozjaśniłeś , gdybyś na to co było wcześniej położył bezbarwny to prawdopodobnie wyszłoby jeszcze ciemniej. Ewentualne washe też by go ściemniły
  3. Sorry , ale ja nie tyle dyskwalifikuje książkę, co pokazuje ten PRL jako kraj paradoksów. Znam 1 wydanie i znam tą okładkę. Ale jak chcesz porównanie poradnikow to zerknij do białej serii o budowie modeli kartonowych i zobaczysz o ile pisanie było mniej oderwane od potrzeb i na ile pomagało rozwiązać problemy .
  4. Kompresor możesz zrobić , albo zlecić komuś - tzw " lodówkowiec " wyjdzie taniej , aerograf , który skokowo polepszy poziom Twojego malowania znajdziesz poniżej 100 złotych . Robisz w 1/72 więc całe dodatkowe oprzyrządowanie nie jest ci potrzebne bo z dwóch dużych pudełek zrobisz miejsce do malowania i całego domu nie pomalujesz ( sprawdzone w praktyce ) . A ceny modeli rosną .
  5. Okładka "kultowej" książki Pana Wagnera ( to wydanie z 1984 roku ) jest fantastycznym przykładem paradoksu PRL - u. Cóż mamy na okładce ? Otóż mamy model ( zachodni ) i zachodnie farby rozcieńczalniki i szpachlówkę . Polskie są narzędzia - skalpel i jeszcze dwa inne . I tu zagadka co z tych rzeczy można było nabyć w 1984 roku w normalnej ( nie czarnorynkowej ) sprzedaży . Chyba te dwa narzędzia ( o ile ich ktoś sam nie zrobił ) , bo skalpela w zwykłej sprzedaży ( poza CEZAL ) w roku 1984 tez się kupić nie dało . I tak to wyglądało . Książka o modelarstwie z artykułami , których nie można było kupić na okładce i plany samolotów w klubie 1/72 SP , których tez w normalnej sprzedaży nie było. A merlin_ 70 głupi i inni i to czytał będąc nastolatkiem i dziwił się , ze nie można było tego kupić w sklepie. A sam skalpel toż to polski dowód na racjonalne gospodarowanie materiałami . Ostrze niewymienne osadzone w metalu . Kto by tam wymienne ostrza produkował. Stali mieliśmy dużo . Mam takie w domu do dziś mi służy , ostrze już dawno ( znaczy 30 lat temu ) się stępiło. Znaczy pomysł był dobry
  6. Relacja na britmodelerze doskonały sposób pokazuje , braki jakie mają te modele . To już nie jest pełnowartościowy wyrób. Fatalny poziom wykończenia powierzchni . Tu problemem będzie też zachowanie symetrii . Pójdzie na to masa super glue , kilo szpachli i tak będzie ulep w którym kizianie go pactrą pędzelkami to najlepsze co go może spotkać, bo malowanie aero tylko podkreśli braki w tych zestawach. Te formy już się dawno zużyły.
  7. To nie moja wina - to system mnie tak ukształtował - tak się też mówiło. A poważnie te 30 lat później pracując w różnych instytucjach widzę , że myślenie rodem z PRL - u ( znaczy kombinacyjne ) ma dalej przyszłość . Jak zaczyna się budżetowanie , albo składanie zamówień na tonery papier, narzędzia etc to najlepiej radzą sobie zespoły , które stosują PRL - owskie zasady gospodarki planowej ( potrzebujemy 10 tonerów , zamówimy , 16 , 4 nam obetną , będzie 2 nadwyżki , które się potem znowu na nowe wymieni ) i to potem do takich zespołów przychodzą pod koniec roku koledzy ( których PRL nie dotknął ) po toner. Ale , żeby nie było tak słodko to w warunkach niedoboru , jak coś dostałeś co było felerne to z tym zostawałeś no bo jak wymienić na dobre skoro tego dobrego nie było.
  8. Pamiętam te modele jak przez mgłę naście lat temu , była wypraska , blaszki i bogate kalki . Wtedy wydawało się , ze jest to coś. Wtedy . Teraz moi mili to straszy . Wiem , ze są bliskie sercu tematy , ale czy naprawdę na rynku nie ma innych lepszych modeli , które są do zrobienia, a jak pokazuje , życie z czasem ktoś i te tu pokazane na nowo zrobi, albo człowiek nabierze umiejętności , że sam je wydzierga. To są mocno zniszczone formy to mi poza blaszką stare Novo z ZSRR przypomina , i pewnie tak po sklejeniu będzie wyglądało Im dłużej sklejam tym mniej kupuję . Po prostu nauczyłem się , ze życie nie znosi próżni i wcześniej , czy później ktoś ten model wyda na nowo, a wtedy zostanie się ze starym struclem. Kiedyś ktoś fajnie napisał . Jak zrobisz od podstaw ktoś wyda żywicę , zrobisz żywicę wyjdzie short run , zrobisz short run , wyjdzie pełny wtrysk w nowej technologii.
  9. Jest to pisane bardzo delikatnie , ale niedobór wielu dóbr , powodował, że niezwykle istotne było co się robi , gdzie się pracuje , albo gdzie Twoi rodzice wujkowie pracują i w zależności od tego miałeś określone benefity . Mama pracowała w kiosku/ sklepie miałeś gazety i inne dobra , należałeś do uprzywilejowanej grupy władzy miałeś specjalne sklepy w których więcej było , pracowałeś w kopalni , albo na statku miałeś specjalne sklepy w których jeszcze więcej było za specjalne pieniądze - nowe nieznane w ekonomi pojęcie " eksport wewnętrzny " Kolega jeździł regularnie na bazar sprzedając drożej to co gdzieś zdobył taniej tylko dlatego , ze jego ojciec był kolejarzem i miał darmowy bilet bo wtedy jego operacje bazarowe się domykały i miały sens ekonomiczny. Wujek pracował z zakładzie przemysłu skórzanego to przyniósł ( znaczy ukradł ) butapren i wybijaki do skór by można było otwory w kartonie robić , a wujek lekarz to i parę skalpeli przyniósł ( oczywiście poza ułatwionym dostępem do opieki lekarskiej .
  10. Umnie w bibliotece tez stały i wisiały.Jakaś swiecka tradycja to była.
  11. No właśnie jak się nie było na zewnątrz to się sklejało . To były jeszcze czasy powiedziałbym przed eksplozją kaset video i komputerów , czyli zainteresowania młodego chłopaka poza aktywnością fizyczną sprowadzały się do majsterkowania modelarstwa , zabaw z elektroniką etc . Stąd tak wielu z nas sklejało. Na Zachodzie do eksplozji gier video było podobnie tylko u nich wszystko następowało wcześniej. A i to nie było takie proste bo przeszkodą dla wielu było zwyczajnie to gdzie mieszkali .Pomimo różnych deklaracji między miastem , a wsią różnica była w PRL - u duża. Tu duże miasto, giełdy bazary, kluby , modelarnie LOK i więcej kiosków , CSH itd , tam jeden kiosk , albo kiosk i poczta i wszystko jak SP nie dowieźli to to się jej w drugim kiosku nie znalazło . To był problem w kontaktach, wymianach doświadczeń. Mieszkałeś w Warszawie lub innym dużym mieście, byłeś modelarsko wygrany , Była szansa na klub modelarski , modelarnie LOK , albo zakładową i ileś kiosków do oblecenia. Koleżanka mieszkała na wsi raptem około 10 km od mojego miasta, by u nas chodzić do ogólniaka musiała mieszkać w internacie , bo najszybciej w domu byłaby rowerem przez łąki lasy i rzekę w bród , tylko jeszcze wtedy rowerów górskich nie było , ale twierdziła , że z tego internatu były i plusy , bo matka codziennie do krów nie goniła . To znajdź wtedy czas na jakieś hobby , powiedz jej by za czymś jeszcze pojechała do dużego miasta . No to jechała za kurtą , spodniami , butami . Tak naprawdę dopiero internet pewne sprawy rozwiązał
  12. Ale te 20 $ to była miesięczna pensja w PRL -u. Kurtka albo spodnie jeans w Pewexie Ja na giełdę/ bazar zawitałem w PRL - u późno, ponieważ były ceny z przeliczenia czrnorynkowego dolara to było drogo , dla nastolatka dużo za drogo i płacenie tak jak ten jeden jedyny raz za matchboxa albo i więcej za model wtedy było dla mnie nie juz do zakceptowania . Nie dysponowałem ani farbami ani umiejętnościami malowania pędzlem by go pomalować w sposób dla mnie satysfakcjonujacy . Stąd nie kupowalem . Farby to u mnie cala historia chińskie artystyczne , polskie artystyczne , NRD- owskie artystyczne. I albo kolory z d...y , albo schla tygodniami a, jak człowiek dobrał i zmieszał to jak to przechować , w domu smierdzialo no i jak pomalowalem model to lepił się miesiac , a Pan Wagner i klub 1/ 72 SP o humrolach autentykach pisal .
  13. No bo to było zdobywanie , a nie kupowanie i skrzywienie psychiki obecnie masz tego konsekwencje : kupowanie na zapas , bo się skończy zachwyt nad wszystkim co na Zachodzie zrobią itd między innymidlatego też tak nas konsumcja szalona obecnie dopada. Poza tym wtedy jak coś zachodniego miałeś to byłeś gosc , albo półtora gościa. A skąd te ustawianie pustych puszek po coli i piwie na szafkach.Czlowiek mial reklamówkę z Zachodu i już z nią po mieście paradował.Nic ze pusta była. Jak ja się czułem jak w 1984 wydałem te 850 zeta i kupilem lightninga z matchboxa . W życiu bym teraz w przeliczeniu na pensje rodziców nie wydal Ustrój zrobil nas dziadów, ale każdy kombinował tu pohandlowal tu wyjechał na wycieczkę za granicę i już się czuł lepszy od pozostałych , niektórzy znaleźli sobie niszę i w nich żyli, a to modelarz jeździł na zawody do demoludów, a to ktoś w alpinizm wszedł ,wyjechał pohadlowal znowu jechal znowu pohamdlowal i jak 50 $,zarobił byl już pan. A teraz wchodzę do modelarskiego sklepu na Zachodzie tam prawie wszystko co u nas , tylko drożej bo sprzedawca tez musi w euro zarobić . No to szukam okazji i wyciągam za 20 £ 1/ 48 hasegawa F 16 d w polskich barwach i uczucie mam jak 30 lat temu
  14. Tak dobrzy Niemcy antyfaszyści z NRD sporo tego produkowali , były czołgi i transportery w roznych skalach małej i dużej., czyli tak .1/87 i 1, 35 byl pt 76 , t 54 , ale u nich tzw politechnizacja młodzieży zawsze stała na wyższym niż u nas poziomie
  15. Ano widzisz wystarczyło troche postowania i nagle obraz PRL - odmalowany kilkanaście stron wcześniej jakoś dziwnie zszarzal . Bo te wszystkie rzec tu pokazywane owszem były, ale nigdy na raz , nigdy w wystarczającej ilości,, albo jakości. Zwyczajnie młodsi byliśmy i wszystko było w kolorach orwo kolor . A Plany Modelarskie to ja w kiosku w PRL - u ze 3 razy widzialem , jak byl temat tak ciekawy jak radar morski TRN 500 w TBi U
  16. Generalnie to impregnacja kartonu w ichniejszym modelarstwie jest cały czas stosowana , środki są różne od tzw caponu do super glue . Te modele co już nie wyglądają na kartonowe na,ichniejszych wystawach to właśnie często takie cyjano akrylowe . Ponieważ zanim zacząłem czytanie SP to już czytałem Morze to dla mnie pierwsze spotkanie z modelarstwem redukcyjnym ( niekoniecznie plastikowym ) stanowiły zdjęcia modeli 1: 1000 Janusza Skulskiego . To robiło wrażenie. Dla mniej zdolnych byly modele wg Mikromodeli i Mikrofloty Katzera
  17. To miałeś szczęście , bo jak kolega wykupił prenumerature to mu listonosz przynosił do domu i żeby się w skrzynce mieściła to mu MM składał na pół
  18. MM warty wspomnienia . To w PRL - u była jakaś modelarska alternatywa . Gazeta wychodziła , teoretycznie farby modelarskie nie były potrzebne ( wystarczały do retuszu akwarele - a i tak nie retuszowano ) . Temat ciekawy co jakiś czas się zdarzał . Towar mocno deficytowy pomimo dużego nakładu schodził i generalnie bez " teczki " w kiosku dość ciężko było kupić . Wiem , wiem , papier marny , kolory słabe i często przesunięte , ale się sklejało . Kilku moich kolegów już do plastiku nie wróciło , także po PRL . Modelarstwo kartonowe w Polsce było w lepszej sytuacji jeszcze z innego powodu . Wychodziły w tzw " białej serii modelarskiej konkretne poradniki z cyklu " Budowa kartonowych modeli ... - z konkretnymi poradami łopatologiczne dające szanse na sensowną zabawę w modelarstwo . Ale przy samodzielnym projektowaniu i budowaniu problemem była znowu chemia , a konkretnie farby . Był do klejenia hermol , supercement , a butapren jak wujek lub kolega z pracy z zakładu skórzanego w słoiku wyniósł
  19. Nie tylko wszystko wykupywali , ale do jednego punktu sprzedaży niekoniecznie musieli wysłać wszystkie rodzaje samolotów . W Krakowie mogłeś mieć karasia , a w Gdańsku poteza . Taka była gospodarka . Dotyczyło to modeli , publikacji . Rzeczy się najpierw poszukiwało , a dopiero po odnalezieniu nabywało . W nastoletnich czasach obowiązkowe było w PRL - u objechanie rowerem wszystkich kiosków w poszukiwaniu " czegoś" . Inną ciekawostką był czas tego rozsyłania , kiosk w Nowym Targu potrafił dostać na przykład TBiU pół roku wcześniej niż kiosk spod Łodzi
  20. Jak twój stary aerograf dobrze działa to nie kombinuj nie mnóż kosztów , bo to co kupisz nie będzie skokiem o 2 - 3 levele . Tak mam ps - 289 i od jakiegoś 1.5 roku nim maluję . Nie ma wad poza tym , ze smarowania wymaga. przesiadłem się na niego z teoretycznie porównywalnego cenowo sprzętu jakim jest Badger Renegate Crome - który miał dla mnie jedną wadę , a była nią dysza 0,2 . Tak był bezawaryjny łatwo się czyścił rozbierał , jednak przy tej dyszy był cholernie wrażliwy na chociażby słabsze wymieszanie farby , czy chwilowe wlanie farby trochę gęstszej niż mityczne rozcieńczenie rzędu 7 - 10 do 1 . na korzyść rozcieńczalnika . O malowaniu vallejo i mig nie wspominam bo je używam tylko do pędzla. Czyniło to malowanie wielkim znakiem zapytania , zatka się , czy nie . Dlatego wszelkie aerografy z dyszami O,2 omijam łukiem , i co raz częściej traktuje to jako fetysz. Porównując cienkość linii PS - 289 0,3 i Krome 0,2 są to wartości porównywalne . Kolega ma HS i kideyś przyjechał do mnie na kilka godzin przetestować moje aerografy , bo tez szukał świętego gralla . Ostatecznie został przy HS ( różnica nie była tak duża by uzasadniała zakup nowego aero ) . PS - 289 ma inną ergonomię chwytu - więc dochodzi kwestia przyzwyczajenia . Jak Cię przypili , żeby kupić to polecam . Wtedy zostaw ten 0.4 na podkład . Co do aerografów za 100 - 200 złotych to jako wyroby najczęściej małych chińskich rączek jak wszystkie wyroby tych rączek ( pracowitych , ale niedokładnych ) cierpią na to , że to czy to będzie sprzęt użyteczny dla Ciebie zależy od tego jaki jakościowo egzemplarz trafiłeś. To jest kwestia farta . Oczywiście można go potem tuningować , polerować , ale będzie jak z chińską wiatrówką . Tak ja takim chińczykiem zmalowałem x modeli , czyli można, przy przesiadce na PS 289 lub Crome różnica jest jednak wyraźnie odczuwalna. KFS kiedyś na warsztatach zapytany przez fetyszytów sprzętu - jaki aerograf używa ? Odpowiedział taki co się dysza nie zapycha i farba w osłonie dyszy nie zostaje.
  21. Tylko moje miasto bylo 3 albo więcej razy mniejsze od Częstochowy. W 2 połowie lat osiemdziesiątych bylem nastolatkiem i mój zestaw narzędzi nie różnił się za bardzo od Twoich z lat siedemdziesiątych, tez miałem teczkę na te czasopisma , tez próbowałem, ale nie wychodziło, wyjazd na wystawę na drugi koniec Polski byl poza moim zasięgiem w moim mieście nikt się tym nie zajmował, więc nikt Ci nie podpowiedzial , jak co skorygować, poza tym to nie było moje jedyne hobby, i dalej nie jest. I myslalem ze o tym bedzie dział o modelarstwie w PRL- u ,- niestety komuś ten wątek jest potrzebny do przepychania swoich racji i chwalenia się modelami z dna szafy. Dlatego Andrzeju ty jesteś mistrzem , a ja nie I powiem Ci, a co być może nie pamiętasz z moich maili do Ciebie sprzed x lat , że nigdy zamiaru zostania mistrzem nie mialem , co nie znaczy że nie mam zamiaru robić coraz lepszych modeli. Co więcej kilka lat temu zrobiłem model , który w swojej kategorii dostal na 5 wystaw 4 wyróżnienia i wiesz co zapal do zdobywania kolejnych krasnali mi przeszedł, a dlaczego, bo ju już wiem że mogę to osiągnąć . To mi wystarczy .
  22. I tu się kolego letalin z tobą zgodzę. , że tylko z takim takim jak piszesz rozumieniem vintage ma to sens i nie stanie się tym co piszesz na końcu
  23. Taka też była moja przyczyna odejścia od modelarstwa pod koniec lat 80 - tych , więcej czasu zajmowało zdobywanie różnych rzeczy , kombinowanie , a na końcu byl ciagle ulep pomaziany olejną farbką artystyczną , która mimo rozcienczenia i tak schla tygodniami .jak byłeś w mniejszym mieście gdzie nikt na poważnie się w to nie bawił to i pomocy nie dostałeś.,modelarnia jedna LOK tym się nie zajmowala , a artykuły w SP takiej pomocy nie udzielały, za to były plany samolotów co to nikt go w normalnej sprzedaży nie widział i relacje zawodów ze zdjęciami modeli wielkości dużego znaczka pocztowego w kolorach szarości . A dodajmu ze były to czasy gdzie srednia pensja była około 15 - 20 $ w przeliczeniu.
  24. Przypominam , że wg kolegi letalina nie ma czegoś takiego jak styl vintage . Ale prawda jest ze kiedyś się tak modele robiło i ujmy to wykonawcy nie przynosiło. Jak pierwszy raz użyłem aerograf to plamy w całej kuchni ścierałem- żółte
  25. Myszaty ja tez tak miałem kiedyś. . Jeszcze w późnym PRL - u zostawiłem modelarstwo na naście lat , bo nie byłem w stanie zaakceptować, że mam wydać gruba kasę za model ciapać go humbrolami i na końcu zawsze mieć to samo co kiedyś
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.