merlin_70
Użytkownicy-
Liczba zawartości
515 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez merlin_70
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Myślę , ze albo zamówili wypraski , albo kupili formy . Oba modele wpisywały się w ideologię ZSRR. Ja pamiętam za dziecka , że były sprzedawane w tych topornych opakowaniach z ZSRR i instrukcją po rosyjsku. -
Złożenie jest na końcu , wcześniej jest wyczyszczenie i nasmarowanie . Należyte . Od razu wyeliminowałeś dwa pierwsze elementy , bo nie dopuszczasz , że robisz coś źle. Wszystkie elementy razem muszą zadziałać . Mnie też się kiedyś wydawało , że czyszczę dobrze , smaruję dobrze i dobrze składam . Tu nie ma nic do zepsucia za 15 próbą Ci wyjdzie. A potem będziesz wiedział , To też jest umiejętność modelarska tak samo ważna , albo bardziej jak zamieszczanie filmików na you tube. Problem jest taki, że po naciśnięciu spustu nic się nie dzieje, coś tam lekko zasyczy, powietrza z przewodu nie puszcza do aerografu. Jeśli wyjmę spust i nacisnę na zaworek czymś cieńszym, tępą końcówką igły lub wykałaczką to działa. No to masz pierwszy trop - zaworek działa jednak ruchomy element w nim wymaga nacisku o odpowiedniej sile w odpowiednim miejscu , a w aerografach długość spustu się nie zmienia i nacisk też generalnie nie , czyli żeby działało gdzie może być problem ? ?? - prawdopodobnie w brudnym , a potem prawdopodobnie słabo nasmarowanym mechanizmie zaworu , którego jeden lub więcej z elementów nie podaje się swobodnie naciskowi końcówki spustu. Bo jak naciskasz czymś cieńszym to inną przykładasz siłę do ruchomego elementu i ona jest wystarczająca by to poruszyć . Poza tym Procon wymaga by już po wyczyszczeniu i nasmarowaniu sprawdzić przyskladaniu jednak czy ta końcówka spustu weszła w swoje miejsce ( bo końcówka spustu jest na przegubie )
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
raczej tak . Innej Aurory w sprzedaży wtedy nie było i nic nowego się nie pojawiło . Była ona " jutrzenka rewolucji" i Potiomkin .Oba jak na czasy i skalę całkiem przyzwoite. -
Rozmontować , dokładnie wyczyścić , nasmarować tym co służy smarowaniu aerografów , złożyć - powinno pomóc. Też to miałem . prawdopodobnie niedokładnie wyczyściłeś , źle nasmarowałeś i źle go złożyłeś . To raczej nie jest usterka mechaniczna .
-
IBG Spitfire - wątek otwarty dla każdego budującego te modele
merlin_70 odpowiedział Tainan41 → na temat → [L]Warsztat
Generalnie użycie pojęcia "idiotoodporny" jest niezbyt fortunne . Bardziej bym powiedział " user friendly" Kwestia skali i tego jaki samolot model odtwarza jest drugorzędna , bo to nie jest tak , że Spitfire powinien być samoskładalny , a P - 11 c już nie . Problem jest być może trochę inny i przedstawie wam go na przykładzie Spita Tamiyi / Airfixa / i nowej Tamiyi w 48 . Modelu z IBG nie mam to się na jego temat nie wypowiadam. W 1993 roku Tamiya wypuściła Spitfire mk I i Vb oba model były proste , wszystko w nich pasowało , ale posiadały kilka różnych błędów . Dobre spasowanie powodowało , ze ten model przez długie lata rządził . I dalej jest nie bez szans . X - naście lat później wyszedł w 1/48 Airfix , był teoretycznie lepiej opracowany , dokładniejszy i bardziej wyglądał jak Spitfire . Ale spasowanie , zapadliska form ( w skrajnych wypadkach wręcz dziury w elementach ) plus zgodne z dokumentacją , ale trudniejsze przy klejeniu rozwiązania technologiczne ( podwozie ) powodowały , ze nie rządził i modelarze wracali do starej Tamiyi jak ktoś chciał zrobić na szybko zgodnie z zasadą " dzisiaj skleję , jutro pomaluję i zdążę na Bytom . Airfix powinien być dla polskich modelarzy wręcz spadkobiercą duchowym modeli ZTS - u . Tu sobie mogłeś piłować szlifować do woli a grubych linii podziałowych i tak nie zatarłeś , a detali było niewiele . Tylko model mógł Cię pokonać , bo sklejenie było wyzwaniem i szpachla szla w ruch. W końcu wyszła Tamiya , która bije na głowę i starą Tamiyę i Airfixa i konkuruje z Eduardem. Jest bardzo dobrze spasowana , ale te dobre spasowanie plus duża ilość detali powoduje , ze margines błędu jest niewielki - pojedziesz dwa razy za dużo pilnikiem robi się szpara, miejsce gdzie odcinasz element od ramki jest widoczne , albo znika kąt prosty , przeszlifowanie powierzchni to zacierają się delikatne detale , element delikatnie sklejony odpadnie drugi raz dodasz trochę więcej kleju , albo musisz rozkleić jakąś cześć i jest problem bo ładna powierzchnia przestaje być ładna , a ślady powtórnego sklejenia straszą . No i jeszcze jedno taki wysoki poziom wykonania wyprasek powoduje , ze wszelkie przeróbki związane z ingerencją w bryłę stoją pod znakiem zapytania , bo rodzi się pytanie _ " czy jesteś w stanie odtworzyć to co zniszczyłeś tak samo dobrze , czy też nie i czy Twoja przeróbka nie będzie najsłabszym punktem modelu ? I tu uwaga. Wielu modelarzom , którzy niemal seryjnie wypuszczają modele często wydaje się , że nie ma możliwości popełnienia błędu w tym , czy innym modelu . Tamiya robi wszystko by takich błędów modelarze faktycznie nie popełniali , a i tak zdarza się modelarzom zwłaszcza sklejającym z doskoku , że i przy Tamiyi popełnią błąd , a popełnić nie powinni. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Niekoniecznie. Przyczyna podstawowa była jedna : PRL ze swoją planową gospodarką permanentnego niedoboru, która traciła często czas na rozwiązywanie problemów które sama stworzyła. Co przedkładało się na : - niedobór papieru. Tu papier jest wyłącznie opakowaniem. Zakład otrzymywał na papier przydział . Co dostał na tym drukował . Jak ktoś nie pamięta niech sobie przypomni jak wyglądał papier / karton na którym drukowano MM. I jak wyglądała kwestia kolorów i przesunięć . Jak w 89 roku wydali Liberatora w 1/50 to papier był ok to kolory na kokardach przesunięte. - konieczność ograniczania czegoś co się nazywało wsadem dewizowym, czyli najlepiej jakby się dało zrobić taką produkcję gdzie wsad z dewiz zachodnich nie był potrzebny . Przypominam po kursie oficjalnym nikt za bardzo w Polsce na taka produkcję by wam dewiz nie sprzedał , a po kursie czarnorynkowym cena skakała w górę . To dlatego ten P - 38 z Matchboxa kosztował 850 zeta 1984 roku . Czyli oszczędzano na farbach , pytanie czy na słabym papierze wydruk i tak by się udał. I w tej cenie było też to atrakcyjne opakowanie , koszt druku i autora - W PRL - nie musiałeś walczyć o klienta , bo towar i tak schodził , bo był niedobór więc po co sprzedawać coś w atrakcyjnym ( droższym ) opakowaniu jak można w tańszym . Dopiero około 1989 roku zaczęła się walka o klienta . - dobór artysty , który tworzył okładkę . My mieliśmy w PRL - u na poziomie wzornictwo przemysłowe i mieliśmy "szkołę" plakatu , czyli baza była , ale życie weryfikowało , kto zostawał autorem . Mogli zrobić projekt okładki własnym sumptem , mogli zlecić artyście ( aczkolwiek jeśli chodzi o lotnictwo to szału w PRL - u nie było , za to w marynistyce jak okładkę projektował A. Werka i sprawa była z głowy , bo wydrukowany na dobrym papierze jego obraz mógł wisieć na ścianie, a i tak był to bardziej rysunek obraz marynistyczny , niż rysunek / obraz pokazujący detale techniczne - tako obraz gdzie szczegóły sprzętu się tez liczyły - znów odsyłam do okładek z MM jak bardzo się różniły poziomem - " bylejakość systemowa " - coś co toczyło PRL przez lata , a coś co przez kilka lat żyło w III RP w utajeniu by znowu wybuchnąć w Polsce w rozmiarach gigantycznych tym razem uzasadnione pogonią za zyskiem. Zrobić słabo , zrobić byle jak , wziąć kasę , za nic nie odpowiadać , jak zarzucą , ze byle jak to mnożyć przeszkody , że za mało czasu , za mało mi płacą , zarobiony jestem , dzieci chore , jeszcze postraszyć sądem etc. -
Pomysł z robieniem modelu na ZPT jak najbardziej chwalebny , tylko tworzywo byle jakie. Na rynku jest x modeli stosunkowo prostych w niezłych cenach , które dzieciak/ uczeń zrobi i nie będzie się zastanawiał dlaczego jest szpara przy osłonie kabiny . A i wybór jest bo można sobie na przykład Tyranosaura z Tamiyi skleić . W erze sklepów internetowych , czy jesteś na wsi , czy w mieście wszystko zamówisz i nie musi to być słaby Mistercraft i niekoniecznie w 1/72
-
Ale tu nie ma się co dziwić . Przy takim rozcieńczeniu i przy takim rozcieńczalniku tak się dzieje. Zwiększyć rozcieńczenie przynajmniej na 3 do 1 już powinno być lepiej , poeksperymentować z ciśnieniem , zmienić rozcieńczalnik na Laquer Thinner Tamiyi z żółtą lub pomarańczową nakrętką lub na tańszy zastępczy krajowy rozcieńczalnik WAMOD - u .
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Do paru kwestii się odniosę : 1. Poradnik modelarza lotniczego - jedna z książek wydawanej w ramach " białej serii modelarskiej " . Generalnie było bardzo poprawne opracowania dla modelarzy lotniczych ( czyli tych co modele latają ) , aczkolwiek jedna z kilku . Wychodziło tego sporo . Dla kogoś kto bawił się w modele latające , chodził do modelarni LOk - u akurat literatura była naprawdę pomocna . Wychodziły zbiory profili lotniczych , czy podręczniki do konkretnego rodzaju modelarstwa lotniczego ( halowe, na uwięzi . z napędem elektrycznym. ) obecnie cześć zwłaszcza z racji nowych technologii i materiałów się zdezaktualizowała , ale podstawy są i to dość solidnie wyłożone. Modelarstwo plastikowe zostało w tej serii pominięte. Kartonowe z kolei doczekało się chyba 4 opracowań z tej serii . Każde z nich w sposób przystępny czegoś uczyło na temat obróbki kartonu . Dziś z perspektywy czasu zdecydowanie bardziej przydatne modelarzowi kartonowemu niż książka Wagnera modelarzowi plastikowemu , bo miedzy innymi pokazywało jak sobie radzić , z tym co jest dostępne, jak rozróżniać rodzaje kartonu, czym malować a nie śnić o mitycznej szpachlówce Britfixa i pędzelku co nie zostawia śladu smug . Jak wszystko w PRL - u trzeba było być w odpowiednim miejscu i czasie by to kupić , bo ciekawsze tytuły tez szybko znikały. 2. Precyzyjny pistolet do malowania . Gdzieś go raz na żywo widziałem , ale to już po 1989 roku , więc nie PRL . Wydawał mi się zaprzeczeniem ergonomii . No i kwestia " precyzyjności " była mocno umowna . Ale wtedy już były ( a nawet wcześniej ) aerografy z ZSRR/ potem, Rosji , pojawił się po nim Łukowiak i wykonane z plastiku aerografy od Model Mastera. Ale to zwykle na początku nie aerograf był problemem tylko sensowne źródło zasilania . U mnie dopiero w XXI wieku ( u około 2002 roku został w sposób w miarę satysfakcjonujący rozwiązany problem malowania aerografem ( aerograf " pseudoiwata" + kompresor membranowy Atlantisa , jeszcze bez zbiornika wyrównawczego ) -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Kiedyś do czasu pojawienia się tzw noży segmentowych dla mnie podstawowe narzędzie do wycinania części z ramek . Karton , a przynajmniej niektóre rzeczy ( okna , otwory ) tez się nią wycinało Skalpele, a dokładnie ostrza do nich to trzeba było zdobyć . Obecnie w wielu sytuacjach zwykła żyletka i piłka zrobiona z żyletki ratuje sytuację , gdy wszelkie wspaniałe noże i piłki od braci czeskich nie wystarczają. ( zwyczajnie są za grube w stosunku do ostrza żyletki . No i żyletkę można pociąć. Powód jest prosty . Jest cienka i dobrze się nią odcina rożne nity , śruby, które jeszcze chcemy gdzieś wykorzystać , bo przez grubość ostrza nie zabiera materiału. Jak ostatnio odcinałem element z wydruku 3 d też okazała się najlepsza. A wskazywana książka to rok 1994 , czyli co prawda ponad 30 lat temu , ale jednak już nie PRL , o czym dyskutantom delikatnie przypominam. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Całkiem możliwe. Z hobby mainstreamowego jak to się mówi zrobiło się mocno niszowe. Ceny poleciały na łeb na szyję . Generalnie jak ktoś nie szuka jakiś unikatów ( znaczków z błędami etc ) to filatelistyka jest stosunkowo tanią zabawą . Kolega , który siedzi w kolekcjonerstwie mówił mi wręcz , że kolekcja polskich znaczków pocztowych ( łącznie z tymi przedwojennymi ) idąc rocznikami zamyka się łącznie kwotą rzędu obecnie 10 - 20 tysięcy złotych za wszystko. Na to się złożyło kilka przyczyn - skończyła się gospodarka niedoboru, - pojawiły się ciekawsze hobby , zwłaszcza dla młodych - znaczki przestały być lokatą kapitału. Generalnie Ci co w nie zainwestowali raczej stracili niż zyskali , - poczty zaczęły drukować masówkę do tego potrafiły po latach robić dodruki , No i nie zapomnijcie , że niestety papier nie należy do najtrwalszych materiałów i znaczki by nie traciły wartości muszą być same w doskonałym stanie to muszą być przechowywane naprawdę w odpowiednich warunkach i nie wystarcza , że ktoś je do klasera włoży ( bo po latach może się zdziwić bo znaczków od klasera nie odklei. -
Efekt jest mało przekonujący , bo jak człowiek patrzy to pierwsze co mu się rzuca w oczy , że to jest P - 11 c do której ktoś błędnie przykleił płat zamiast na górze to na dole . Pomijam kwestie odwróconego profilu płata , zbyt długiego podwozia , zbyt krótkiego kadłuba itp . Generalnie nie tyle wyszedł dolnopłat na bazie P - 11c tylko " jedenastka z odwróconym płatem. Jak mówi mój kolega wyszedł " nielot Dodo" Ale była radość tworzenia i to też jest ważne.
-
Cena Czyni Cuda. Innymi słowy przystępność cenowa modeli tej firmy powoduje , że większość nabywców przymyka oko na problemy występujące w zestawach . Modele nie są drogie , atrakcyjnie opakowane wszelkie inboxy robią wrażenie , bo na ramkach dużo detali, są blaszki , gąsienice w formie ogniw i pasków. Innymi słowy wszystko jest OK do momentu gdy nie zaczniesz sklejać , albo patrzeć w dokumentację . I nagle się okazuje , że : - ogólny poziom spasowania lata świetlne za Tamiyą, - ogólnie bryła jest OK, ale detale już nie , rozmieszczenie detali to często fantazja , albo wynik przyjęcia , że dany element ma być wspólny dla x zestawów, - Ułożenie kół jezdnych w jednej linii stanowi dla Takoma , cały czas wyzwanie , połówki kół cierpią na brak współosiowości i do tego jeszcze dochodzą spore przesunięcia to powoduje, że często jest tak, że gdzieś w modelu ułożenie gąsienic na kołach trzeba maskować , bo coś albo nie przylega, albo jest krzywo , Kołki montażowe i otwory wpustowe, albo za małe , albo za duże. Zestawowe gąsienice w zaproponowanej formie też sprawy nie ułatwiają. - rozwiązania technologiczne mocno udziwnione przy ogólnie słabym spasowaniu modelu pomysły typu " przyklej wszystkie części do kazamaty Stug-a , a potem przyklej do wanny całą kazamatę" owszem jest rodem z niektórych instrukcji Tamiyi , ale tam będzie jedna część do drugiej pasować , a w Takomie niekoniecznie . Ja się niestety na Takomie mocno zawiodłem stąd taka krytyczna moja ocena. A niestety jeszcze parę modeli na półce na rozgrzebanie czeka. Reasumując pomimo korzystnej ceny, ani to model dla początkującego ( dla niego Tamiya ) , ani dla doświadczonego ( czytaj oczekującego czegoś więcej - bo dla niego jest choćby Dragon )
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
A z tego białego metalu to nie tłuczone były i są gąsienice do modeli czołgów przez Friulla ? -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Były inne zestawy , ale trochę później gdzieś już po wyborach w 1989 roku . Czyli jak dla mnie już po PRL - u . Za PRL- u widziałem i kupiłem tylko zestaw z kolorami podstawowymi . No i nie we wszystkich CSH były. Lato 1989 to data graniczna. Potem to i Humbrol był w sklepach i wszystko zależało wyłącznie od operatywności sprzedawcy. -
Niestety otrzymany w prezencie i trzeba go zrobić kiedyś .
-
Ależ trochę odczuwam . Zastanawiam się jak tego Revella sensownie zagospodarować . Nie jest to aż tak zły model w stosunku do Hobby Bossa , czy Italeri by go całkowicie porzucić. Może na 2PL przerobić . Jak coś nie wyjdzie ból będzie mniejszy
-
THX , Ale ja to wszystko mam przeczytane i trochę rozkminione właśnie w oparciu o te strony . A model 2A4 Menga i Revella mam i 2A5 Tamiyi też . Kanadyjczyka 2A4 nie uwzględniałem , bo on fakt jest sporo lepszy od 2A4 Hobby Bossa , ale to rozwiązywanie problemu naszej 2A4 okrężną drogą z mnożeniem kosztów . Model Italeri też znam i nawet tu na forum kupiłem od kolegi resztki na przeszczepy. I o to mi chodzi , że jak chcesz zrobić porządnego naszego 2A4 to jedynym sensownym rozwiązaniem jest Meng. Reszta to kombinowanie gdzie końcowy koszt wcale nie jest dużo niższy , a efekt i tak słabszy . I dlatego jak nie masz żadnego Leoparda 2A4 to jego kupujesz. Problem jest jak masz wcześniej x lat temu kupionego Hobby Bossa , albo Revella ( jak ja ) i chcesz go jakoś sensownie spożytkować . Ale to jest mnożenie kosztów
-
Tylko właśnie to są pułapki cenowo zakupowe. I to, że wszystkie te modele nie pojawiają się na rynku jednocześnie. I niekiedy masz już coś na pawlaczu, a nowy model wychodzi Co do Leoparda 2A4 to najlepszy i najdroższy jest Meng. Tam w zasadzie do zakupu jest tylko lufa + małe dodatki. Ale wszystko to powoduje , że kręcisz się około 350 zeta. Potem jest Revell , ale : niedostępny w sprzedaży, Do dokupienia gąsienice i lufa + podstawowe siatki ( które też nie są dokupienia od ręki w sklepie ) . Model ma błędy ( powierzchnie antypoślizgowe , plus wloty z tyłu ( za płytkie ) ,Ale to wszystko razem po podliczeniu i tak kreci się około 300 zeta , ale też jest sporo lepszy od Hobby Bossa . Hobby Boss - jest tanio ,ale do kupienia , gąsienice , lufa + zestaw ma słabe podwozie , wlot z tyłu jest ładny głęboki , ale bodaj liczba listew jest nie taka jak trzeba + sporo uproszczeń i błędów. reasumując trzeba wydać z dodatkami około 200 zeta i dalej błędy straszą . Jest jeszcze Italeri/ Mistercraft , czyli model co ma już ze 30 lat ponad . Dalej w sprzedaży . Droższy od Hobby Bossa, wersja Leoparda 2 wcześniejsza . Dodatki trzeba kupić te same co wyżej . Przyoszczędzisz odrobinę na polskich kalkach , jak się uprzesz , by naszego robić , bo są w zestawie .Nie ośmielam się twierdzić , który lepszy Italeri, czy Hobby Boss . Tu i tu by uzyskać minimum przyzwoitości trzeba co najmniej 100 zeta dołożyć + robociznę I jak zaczynasz kombinować z konwersją na Leoparda 2 PL na bazie Menga to się zamykasz w kwocie około 500 zeta. I to już są spore pieniądze. Nie dla wszystkich akceptowalne Leopard 2A5 Tamiya - do zakupu lufa, gąsienice i blachy model jest poprawny, ale dalej kręcimy się przy wydatku rzędu 350 złotych co najmniej. Bordermodel - około 250 zeta , jest oceniany już jako lepszy od Tamiyi . Do zakupu lufa Piszę o tym bo ostatnio zdjąłem z półki Stuga III z Tamiyi 1/35 i analiza ekonomiczna przeważyła porzuceniu prac . Miał być StuH 42 w lepszym wykonaniu. I zaczyna się liczenie . Model ( około ) 110 zeta, lepsza lufa około 60 - 70 zeta , gąsienice jak masz z zapasu to OK , a jak nie to trzeba kupić kolejne kilkadziesiąt zeta . Jakaś blaszka ta nawet podstawowa ( na grille ) to około 30 zeta , duża około 100 zeta , dodaj jeszcze ewentualne blachy na ekrany. Z prostego modelu przy trochę ambitniejszym podejściu robi się kilkaset zeta . I wychodzi , że nie tak stara Tamiya nie jest już taka jara w porównaniu do Dragona , czy Takoma , czy RFM. Oczywiście możesz sporo sam dorobić , ale nie wszystko i o czym piszę czas ma też swoja wartość. A w tej Tamiyi i tak roboty z zasłonięciem dziur , które straszą od dołu i wyprowadzenia błotników jest sporo. Genialna składalność Tamiyi nie wystarcza tytułem rekompensaty , a i cena tylko pozornie jest niższa. I niekiedy lepiej odpuścić sklejanie starszego modelu, a zachomikowane dodatki użyć w innym modelu. Stąd u mnie dodatki i ich zakup będą czekać.
-
Gąski Bronco są dostępne wszędzie , ale Panowie ze strony poświęconej Leopardom wskazują , że te gąski nie do końca pasują do zębów kół i te od Trumpetera są wg nich lepsze. Model Hobby Bossa też ma swoje za uszami . Jego atuty, że jest tani i generalnie powszechnie dostępny . Te wzmocnienia tyłu wanny to chyba do usunięcia, bo to chyba tylko w późniejszych wersjach Leo .
-
Cel i sens modelarstwa redukcyjnego. Jak oceniać modele?
merlin_70 odpowiedział HKK → na temat → Dyskusje ogólne
Ślady błota na wieży , to jedno , a wybrudzone na potęgę wnętrze kabiny samolotu zawsze przypomina mi wspomnienie jednego z polskich pilotów , który po turze bojowej oddelegowany został jako instruktor do OTU i wykonał przelot. W trakcie lotu przeszedł do lotu odwróconego i jak mu w oczy posypały się wióry i piach a na końcu w głowę uderzyła obluzowana nakrętka. A burty kadłuba modelu samolotu o grubości przeliczeniowej odpowiadającej pancerzowi czołgu ciężkiego przy jednoczesnej dyskusji , że fotel jest za mały , albo nieodpowiedni . I co z tego ? -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
MM to kawał historii polskiego modelarstwa . Czasopismo było stale wychodzącym periodykiem dostępnym ( teoretycznie ) w kioskach Ruchu . W praktyce w czasie PRL - u albo znikało natychmiast odkładane do teczek , albo utrzymywało się w sprzedaży max 1 dzień. Dobry temat spekulacyjny , na giełdach i bazarach sprzedawane kilkukrotnie drożej. Z racji ubogości miedzy innymi modeli plastikowych w zasadzie dla niektórych jedyna alternatywa jeśli chodzi o modelarstwo . Poziom zróżnicowany , były modele łatwe i były modele skomplikowane ( niekoniecznie tylko żaglowce ) Tematy musiały zaspokoić ( średni 10 wydań w roku ) miłośników lotnictwa , statków i okrętów i pojazdów . Budowle były wyjątkowe. Ale PRL - swoimi niedoborami, sposobem dostawy potrafił zniszczyć wszystko i tak : - słaby papier ( widać było włókna , przesunięcia kolorów ( niekiedy dość poważne ) , lub źle dobrane kolory - merytoryka na poziomie posiadanej dokumentacji , ale zdarzały się " perełki " jak T - 72 , lub GAZ, - zakup tak jak pisałem , duża część szła do szkół , domów kultury i modelarni więc nakład znikał, poza tym jak można byłó kupowano na zapas - w prenumeracie ryzyko ,że Ci ktoś ze skrzynki wyjął , albo listonosz złożył na pół by się gazeta w skrzynce zmieściła No i to co wielokrotnie pisałem do modelarstwa kartonowego wychodziły z tzw " białej serii " bardzo udane poradniki " Budowa kartonowych modeli , gdzie tłumaczona nawet zasady podstaw geometrii. Dla mnie pierwszy MM to T - 70 , potem eskortowiec Tobruk , Tyle historii Skany do pobrania to niestety piractwo , a po za tym pytanie jak skanowane były bo jak byle jak to się długości poszczególnych elementów mogą się zmienić i nic nie będzie pasować . -
Całkiem fajnie wyglądają te antyslipy. Teraz cała nadzieja , ze Ci ręka nie drgnie przy malowaniu , bo jak to jest surfacer wyłącznie, to musisz się modlić byś nic nie musiał przy malowaniu niczego ścierać, zmywać bo te antyslipy z surfacera też się wtedy zetrą. I to jest jedyne co moje obawy budzi przy tej metodzie
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Miał, miał i do tego prze długie lata był całkiem poprawnym Wellingtonem ze względu na sposób odtworzenia konstrukcji tak płatów jak i kadłuba . Długie lata próbowali to zrobić lepiej i nie wychodziło .Chyba dopiero ostatni Airfix ( aczkolwiek ine wersje ) jest lepszy i jeden z nich też ma polskie malowanie. -
Leon 2PL !!! 1:35 konwersja ACE Project Studio
merlin_70 odpowiedział SnajperTBG → na temat → [M]Warsztat
Szkoda, ale mam wrażenie , że oszukujesz samego siebie . Oczywiście możesz jeszcze dodać , że " makro wrogiem modelarstwa " . Ale zaprawdę powiadam Ci, że z tymi antyslipami zwłaszcza na dachu wieży lipa wyszła . Nic tu się nie wyciera , ani zużywa . Zwyczajnie jest za grubo i nierówno . Drogi model , drogie dodatki i na końcu lipa wyszła. Sorry cały Twój wysiłek poszedł gdzieś . I powiem Ci szczerze mam do przeróbki Leoparda 2a 4 z Revella w 1/35 i też mam do przeróbki antyslipy i jak mają tak wyglądać to bym wolał zostawić je bez poprawek albo jak producent modelu dał.
