Sampo
Użytkownicy-
Liczba zawartości
156 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Sampo
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 5 z 7
-
@JollyMonk jest dokładnie taki zestaw AK Real Colors...tylko w Polsce niedostępny. W ogóle jest trudno dostępny, jeden znalazłem w Hiszpanii i na razie się nie zdecyduję. https://www.eltallerdelmodelista.com/en/wwi-german-aircraft-colors-air-series-p-40016.html Może nie jest już wydawany? Żeby było śmieszniej to nie da się tych kolorów kupić na sztuki. Powalczę już do końca z tym co mam. Z moich prób z tymi farbami wyszło, ze najlepiej mieszać je poprostu z letnią wodą, a nie dedykowanymi rozcieńczalnikami, na pewno nie z tym od AK. Ja już się popróbuje to nie są złe farby. Reagują przyzwoicie i dają bardzo dobre krycie, nawet za dobre bo po jednej warstwie cały preshading zniknął
-
@Endrju chodziło o zniechęcenie własnych lotników do bombardowania wszystkiego co znajdzie się w zasięgu ich wzroku A poważnie to biało-czerwone pasy szybkiej identyfikacji wprowadzono na włoskich okrętach w 1940 właśnie po bitwie koło przylądka Stillo. Doszło wtedy do incydentu ze zbombardowaniem przez Regia Aeronautica okrętów Regia Marine. Włoscy lotnicy na szczęście byli tak samo (nie)skuteczni jak ich towarzysze na morzu i obyło się bez strat.
-
Warsztat obserwowałem z uwagą i kibicowałem, nie mając nic konstruktywnego do dodania, więc nie komentowałem Gratuluję pierwszego okrętu. Fajnie pomalowany i delikatnie przybrudzony, tak w sam raz na okręt, który nie wypływał na zbyt długie akcje Model rzeczywiście uproszczony, ale nawet relingi robią różnicę. Sam pewnie zauważyłeś, że zbyt mocno naprężyłeś naciągi i maszt wygiął się w tył. Też mi się to często zdarza. Warto poprawić, nie kosztuje to dużo trudu. Pozdrawiam i czekam na kolejne okręty!
-
Masz rację @jerzype dlatego po wstępnych oględzinach odpuściłem sobie to malowanie. Aftermarketów nie widziałem, jedyna opcja to malować od ręki, jak się ma umiejętności artystyczne. Ja się pogodziłem z faktem, że jestem sklejaczem, nie artystą A tymczasem kadłub sklejony. Silnik wzbogaciłem o elementy wykonane z drutu (chyba rurki układu chłodzenia - zgaduję). Dojdą jeszcze kabelki, ale wstrzymałem się z obawy, że nic więcej się nie wciśnie. Rura wydechowa też dorobiona z drutu bo ta zestawowa nie przypominała oryginału.
-
Części pokrojone, poszlifowane, wstępnie pomalowane. Trudno coś więcej dodać Długo dochodziłem do porozumienia z farbami od AK. Wypluwało mi grubsze albo drobniejsze ziarno, albo przesadzałem z rozcieńczaniem. Bo serii prób okraszanych przekleństwami w języku producenta i dwukrotnym zmyciu powierzchni chyba się nauczyłem jak się z nimi obchodzić. Efekt wygląda na razie tak: Nim zamknę kadłub podłubię jeszcze przy silniku i w kokpicie. Wstępne spasowanie połówek kadłuba daje nadzieję, że coś tam będzie widać
-
Dzięki @Boch! O to mi właśnie chodziło. No to spód będzie niebieski z palety AK ( german light blue). Z zielonym jeszcze pokombinuje. Podoba mi się ta grafika przedstawiająca LVG z 7EL, spróbuję coś takiego dobrać.
-
Zastanawiałem się, ale kolega @PrzemoLPP w dyskusji w galerii mojego ostatniego modelu Airco DH9 zwrócił uwagę, że kadłub "toruńskiego" LVG to nie było Lozenge, jak na instrukcji pudełkowej, ale malowane odręcznie wielokąty. Więc powyżej moich umiejętności:) No i nie da się zrobić tego malowania prosto z pudelka, bo nie ma w nim kalkomanii lozenge, trzeba ją zakupić osobno. O czym kupujący dowie się jak otworzy pudełko...
-
Witam wszystkich, Z nadejściem wiosny wziąłem sobie na warsztat tytułowego LVG C. VI. z KP. Model jak model, ale producent zaproponował fajne malowania naszego lotnictwa, więc postanowiłem zmierzyć się z tematem. Sam produkt wygląda bez zarzutów, praktycznie nie ma nadlewek, detal jest ładnie odwzorowany. Zaopatrzyłem się w zestaw kolorów do samolotów niemieckich z AK i na próbę kupiłem śruby rzymskie od Yahu. Mam chyba wszystko co potrzeba plus trochę samozaparcia więc można ruszać z budową:) Z proponowanych opcji wybrałem malowanie nr 3, zielono-fioletowe przedstawiające maszynę o numerze 1505/18. Z rezerwą podchodzę do instrukcji, ale wolę się upewnić i tutaj zwracam się do kolegów z pytaniami, bo już przy pobieżnym przejrzeniu pojawiły mi się wątpliwości... Pierwsza sprawa - producent sugeruje aluminium jako kolor dolnej części kadłuba. Dlaczego aluminium i skąd ten pomysł? Konstrukcja płatowca była ze sklejki, wg mnie pomysł z instrukcji nie ma uzasadnienia, ale co w zamian? Kolor sklejki, drewna, plamy fioletowo-zielone tak jak na reszcie płatowca, a może błękit.. Chętnie poznam i zastosuje uwagi. Druga sprawa to dobranie odpowiedniego zielonego. Instrukcja podaje ciemno-zielony. Pobawiłem się farbami z zestawu AK i ten dark green jest naprawdę ciemny, prawie czarny, znacznie ciemniejszy od fioletowego, co kłóci się z barwami na pudełku. Wg mnie zielone plamy powinny być wyraźnie jaśniejsze od fioletowych, tak to wygląda na czarno-białych zdjęciach. W zestawie AK są jeszcze trzy zielone odcienie, oznaczone jako light-green, grey-green i fokker-grey (ale też wychodzi zielony). Skłaniam się nad użyciem tego jasno zielonego, który też nie jest wcale taki jasny. Nie mam wiedzy jak wyglądało malowanie niemieckich płatowców z I wś, były jakieś reguły i regulaminy w tym zakresie, czy szło to co było pod ręką, na zasadzie zieleń to zieleń? Też chętnie posłucham uwag, a tymczasem idę wycinać części z ramek.
-
Wyschnie. Tylko pilnuj, żeby się nie zdeformował! Postaw go w pion, bo jeśli dużo zalałeś to grawitacja może sporo popsuć.
-
Ten model jest z 2008 roku...
-
HMS Hibiscus - korweta typu Flower; konwersja Black Cat Models 1/350
Sampo odpowiedział socjo1 → na temat → [O]Warsztat
Eee tam Missouri. Ten Ptaszek przy dziobie wielkoluda wygląda ciekawiej. Podzielisz się wrażeniami jak się składa ten druk 3D i jak w ogóle wrażenia ze spasowania zestawu? Mój czeka w Polsce na odbiór..może jeszcze w tym roku się za niego zabiorę... -
Moim skromnym zdaniem jeden zestaw waloryzacyjny jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Kadłub zostaje ten sam, nadbudówka w głównej bryle chyba też, jeden zestaw daje duże pole do popisu dla nas, modelarzy. Robienie każdego ptaszka i każdej modernizacji osobno może wyglądać jak sztuczne mnożenie bytów, chociaż jest to powszechna praktyka na rynku (te same modele w różnych pudełkach i tylko kalki się zmieniają). Robisz bardzo fajne modele, dla raczej wąskiego grona fascynatów PMW (chociaż niektóre typy okrętów pewnie miały by branie poza Polską). Ja nie sądzę, aby w tak niszowym temacie dublowanie jednego tematu było dobrym pomysłem (sam chętnie kupię 2-3 kadłuby z możliwością waloryzacji pod kątem powojennych modyfikacji naszych ptaszków).
-
Bardzo fajny temat. Dziękuję @socjo1 za info, autor autor nie pochwalił się nowym projektem, a wygląda bardzo fajnie. Druk 3D ma swoje mankamenty. Natomiast wcześniejsza Osa jest produktem godnym polecenia, jeśli Jaskółka trzyma taki sam poziom to wyszedł fajny model pięknego okrętu.
-
HMS Hibiscus - korweta typu Flower; konwersja Black Cat Models 1/350
Sampo odpowiedział socjo1 → na temat → [O]Warsztat
A ja mam pytanie o rufę korwety. Czym robiłeś zacieki/zużycie w tylnej części pokładu? Te plamy to wszystko aero, czy wycierałeś jakimiś olejami? A jeśli aero to podziel się kolorami na takie fajne zużycie -
Dziękuję. Nie jest to pierwszy okręt w ogóle. W sumie to trzeci. Dobrze ponad 15 lat temu zrobiłem Wariaga i Orła z Zwiezdy też w 1/350. Stoją na półce i proszą się o rewitalizację Również dziękuję za uwagi. Zajął mi trochę ponad rok. Dokumentację zbierałem wcześniej, ale pierwsze cięcia zacząłem jakoś w lutym. Jeśli chodzi o olinowanie to jako punkt wyjścia obrałem sobie tę fotografię: Fotografia z Wikipedii. Cesariewicz na redzie w Helsinkach (w tle wyspa-twierdza Suomenlinna z cerkwią Aleksadra Newskiego). Jest to najpóźniejsza fotografia okrętu dobrej jakości jaką znalazłem, wg mnie lato 1916 r. Przedstawia Cesariewicza po ostatnim remoncie, przed wyprawą do Zatoki Ryskiej (później już nieustannie był w akcji i nie mógł być taki czysty po dwuletnim pobycie na morzu, a do Helsinek zawitał tylko raz, na kilka dni w zimie 1917/1918). Zdecydowałem się na minimum z dwóch względów. W internecie można znaleźć kilka ciekawych projektów modelarskich i trochę planów olinowania, tylko każdy jest inny i raczej są to dywagacje, a z dokumentacją foto jest słabo. Postanowiłem odwzorować olinowanie podstawowe, wanty i sztagi główne, usztywnienie kominów, jako te pewne elementy widoczne powyżej. Po drugie nie chciałem przesadzić. Odpuściłem sobie część luźno wiszących flaglinek. Bałem się trochę, że model "utonie" w pajęczynie olinowania i zaburzy to całość kompozycji. Tak na zasadzie, co za dużo to niezdrowo (jak z brudzeniem). Ale kiedy jest to "za dużo" można dyskutować. Co do luf to wcześniej jakoś tego nie zauważyłem i nie biły po oczach a teraz.... Na pewno wieże artylerii głównej były zdecydowanie mniejsze niż w innych konstrukcjach z epoki. Może to zaburza proporcje. Pogrzebałem w kwitach i tak z ciekawostek technicznych, to wieże zostały po prostu zabrane z projektu francuskiego pancernika Jauréguiberry (z pojedyńczą lufą) do których wsadzono działa konstrukcji Obuchowa. Od początku były uważane za zbyt ciasne i był to jeden z elementów przeprojektowanych w typie "Borodino". Ze względu na ich niewystarczający rozmiar Cesariewicz przed I wś nie doczekał się podniesienia kąta ostrzału (trzeba było wymienić całe wieże, co było nieopłacalne), a co bez problemu zrobiono na "Sławie". Z ciekawości porównałem wielkość wież na podstawie tego co mam i wyszło coś takiego (z lewej wieża Cesariewicza, w środku Orzeł, na prawo Sisow Wielkij z lufami Abera): Trudno będzie coś z tym zrobić, bo nie rozbiorę wieży, natomiast spróbuję poprawić przedni maszt i reję, chyba za mocno naciągnąłem linki... Dzięki za uwagi. A co do Potiomkina, to chyba jest tylko Ogonok w skali 1/400 i jego późniejsze klony?
-
Witam wszystkich serdecznie, Mniej więcej rok temu, w tym samym czasie, kiedy rejestrowałem się na forum i pokazywałem nieśmiało pierwsze próby sklejarsko-malarskie postanowiłem sobie skleić coś naprawdę "poważnego" czyli okręt. Po drodze było kilka samolotów, mniejsze łodzie podwodne, średnio udane, ale dotarłem do końca z prezentowanym modelem, który również nieśmiało przedstawiam publice. Może najpierw o samym modelu. Trumpeter wypuścił Cesariewicza w dwóch wersjach mających dawać możliwość budowy okrętu w konfiguracji z 1904 r. i 1917 r. Ja zabrałem się za tę drugą. Model robiłem z tzw. pudła, dokupiłem jedynie pokład Wood Hunter i lufy mastera, których ostatecznie nie wykorzystałem. Blaszki były w zestawie. Co do zgodności historycznej to jest to już bardziej zagmatwane. Artbox na pudełku pokazuję wersję niezgodną z tytułem, coś z lat 1910-1915, przed ostatnią przebudową, podczas której usunięto tylny mostek, z masztów dolne reje, a masywne suwnice do spuszczania szalup zastąpiono lekkimi dźwigami. Poprawniejszy rysunek znajduje się na bocznej ścianie pudła. Model ma przedstawiać w założeniu Cesariewicza w okresie po ostatnim remoncie czyli 1916-1918. Materiału źródłowego w postaci zdjęć z tamtego okresu służby nie ma zbyt wiele, więc opierałem się na instrukcji. Sam okręt był nietypową jednostką we flocie rosyjskiej, jedynym pancernikiem skonstruowanym i zakupionym we Francji. Projekt został oceniony jako na tyle udany, że stał się protoplastą serii budowanych już w Rosji pancerników typu "Borodino", które (prawie wszystkie) szybko skończyły karierę pod Cuszimą. Zapisał piękną kartę podczas wojny rosyjsko-japońskiej, będąc jedynym pancernikiem, który powrócił na Bałtyk po łomocie jaki Rosjanom spuściło powstające Imperium Wschodzącego Słońca. Dotrwał do I wojny światowej, już wtedy całkowicie przestarzały praktycznie nie uczestniczył w działaniach bojowych, ale i tak był jednym z aktywniejszych ciężkich okrętów. W 1916 r. zdecydowano się wysłać go do Zatoki Ryskiej do wsparcia równie starego pancernika "Sława" (piątego typu "Borodino", który nie zdążył na Cuszimę). W 1917, już jako Grażdanin (Obywatel) uczestniczył w obronie Wysp Monsundzkich, gdzie doszło do jedynego na Bałtyku starcia pomiędzy pancernikami,. Po rosyjskiej przegranej został wycofany najpierw do Tallina, potem Helsinek, aby zakotwiczyć w 1918 r. w Kronsztadzie, gdzie formalnie był nadal na stanie floty, ale już nigdy nie wyszedł w morze i rdzewiał przy nabrzeżu do 1925 r. I takiego trochę, sponiewieranego trudami kampanii starałem się go przedstawić. Będę wdzięczny za wszelkie merytoryczne komentarze i uwagi, co nieco może jeszcze da się poprawić (śruby nie są wklejone). Na pewno wymienię dźwigi kotwiczne na dziobie z zestawowych plastików, ale nie mam pomysłu czym to zastąpić, a nic gotowego nie znalazłem. Wyszedł jak wyszedł, po tym przydługim wstępie zapraszam do galerii:
-
Nieeee. Żeby znaleźć miejsce na Wingnuta musiałbym usunąć wszystkie zdjęcia żony i dzieci z półki Zwykly Kolozavody w 1/72. Zamarzyłem sobie tego w lozenge ze Szkoły Oficerskiej w Toruniu (chyba jedyna maszyna ze swastyką i szachownicami) ale okazało się po otwarciu pudełka, że to tylko boxart, a kalki do kamuflarzu trzeba dokupować osobno. Dlatego zostawiam go sobie na wiosnę jak wymyślę jak go zmalować
-
W dalszych planach mam LVG C.VI. Ale najpierw pójdę za ciosem i spróbuję się poprawić w kładzeniu srebrnej farby. Leży na dnie szafy wiekowy PWS 16 z RPM-u chyba stanie się pierwszą ofiarą moich prób samodoskonalenia się Rok temu rzuciłem się też na ambitniejsze projekty do których siadam jak mam spokój od domowników, więc baaaardzo powoli finalizuję..
-
Masz rację, @greatgonzo,że nie można tłumaczyć dosłownie nazw z języków obcych i moje tłumaczenie squadronu na szwadron jest mało trafione. Myślę, że w takim razie eskadra jest najbardziej pasująca jeśli omawiamy tamten okres lotnictwa i szukamy analogii z polskim nazewnictwem. Co do metodologii to wyszedłem od szukania poprawnego tłumaczenia angielskiego określenia jednostki lotniczej na j.polski i tak jak pisałem wcześniej ani eskadra, ani dywizjon nie wydały mi się satysfakcjonujące. W drugą stronę Anglicy w ogóle nie próbują tłumaczyć nazw obcych jednostek z tamtego okresu i piszą w oryginale (escadrille, jagdstaffel) ewentualnie z wyjaśnieniem, iż są to odpowiedniki squadronu. Ale tutaj ponownie przyznam Tobie rację, że dosłowne kalkowanie angielskiego słowa squadron w dyskusji w j.polskim byłoby najmniej poprawne.
-
Nie rozumiem.. przecież to my próbujemy przetłumaczyć angielskie oryginalne nazewnictwo na j. polski i znaleźć najbardziej pasujące określenie jakim dysponujemy w naszym języku.. Tu się nie zgodzę. Nie wiem, czy na całym świecie, ale w strukturach NATO jednostką organizacyjną w lotnictwie grupującą kilkanaście maszyn jest squadron i tak są tłumaczone wszystkie nasze eskadry Sił Powietrznych (francuskie eskadrille zresztą też). Określenie squadron oznacza eskadrę we wszystkich natowskich dokumentach, relacjach prasowych, także tłumaczonych na j. angielski polskich dokumentach rządowych. U nas są to eskadry lotnicze (wcześniej eskadry lotnictwa taktycznego). Tłumaczenie, jak wszystko w wojsku jest bardzo precyzyjne i nie zostawia wątpliwości z jaką jednostką mamy do czynienia.
-
Nąciągi to nić elastyczna kupiona w lokalnej pasmanterii po 1,5 euro za szpulę (nie wiem ile metrów, ale starczy do końca życia). Strzelam na oko, że grubość 0.03-0.04 mm. Taka ala Ushi. I zwykły superglue. Kleiłem w ten sposób - końcówkę nici najpierw przyklejałem przy kadłubie, a następnie poszczególne zastrzały "obkręcałem" nicią, idąc od kadłuba do zewnątrz płata (jak zaczynałem na dole, to góra płata, dół i tak dalej). Minimalną ilość kleju aplikowałem przy łączeniu zastrzałów z płatem igłą, a następnie naciągałem nić palcami, aby trafić w to łączenie. Nie wiem, czy jasno opisuje ten proces Ważne, żeby dać nici się przykleić, mimo, iż CA łapie błyskawicznie, to tutaj warto odczekać do minuty przed każdym kolejnym krokiem (trzymając naciągniętą nić w palcach).
-
Dziękuję za uwagi i cieszę się, że temat jest interesujący dla bądź co bądź wyjadaczy w tematach lotniczych Może po kolei, najpierw sprawy modelarskie. Jak sam pisałem w wątku warsztatowym, jest to moje pierwsze podejście do wielu nowych technik po wieloletniej, ponad 20-letniej przerwie. Po obejrzeniu YouTuba i przeczytaniu masy postów na forum starałem się skupić na poprawnym sklejeniu i malowaniu srebrnej powierzchni. Widać po zdjęciach, że nie wyszło do końca poprawnie, ale sporo doświadczeń zebrałem i wykorzystam je w kolejnych modelach. Połówki kadłuba szlifowałem i poprawiałem kilka razy. Przed położeniem koloru, a po podkładzie nie widziałem różnicy, pojawiła się po psiknięciu docelowym srebrnym lakierem AK (kilka warstw). Powiem tak, po kilku próbach zakończonych wytarciem wszystkiego do plastiku stwierdziłem, że lepiej nie będzie, a zepsuję resztę powierzchni. Nadal nie wiem gdzie leży przyczyna. Na płatowcu użyłem kilku różnych farb, skrzydła, gdzie ziarno jest najgrubsze było psiknięte srebrną Tamiya X-11. Chciałem sprawdzić różnicę w posiadanych farbach. Np. osłona silnika wyszła inaczej, gładko (metalizer AK). Może też dlatego, że farby kładłem prosto na podkład, nie dając pomiędzy lakieru i nie szlifując powierzchni. Po uzyskaniu efektu pokazanego na zdjęciach zostawiłem, ponieważ to jednak nie były metalowe samoloty z gładką blachą, ale płótno malowane farbą. Założyłem, że nie było idealnie gładkie. Zdjęcia robione też w dużym przybliżeniu, nie wiem, czy to nie kwestia rozdzielczości, na żywo nie bije tak po oczach. A co do samych płatowców i ich wykorzystania i nazewnictwa: Lista sprzętu w które były wyposażane maszyny jest dłuższa, np. wożone były też zestawy narzędzi nie tylko do naprawy podwozia, ale też silnika (chociaż doczytałem gdzieś, że raczej chodziło o możliwość zbudowania sobie tymczasowego schronienia, a nie próby naprawy płatowca). Konieczność wożenia zapasowych kół wynikała z faktu, iż większość lądowań kończyła się zniszczeniem opon na skalistych równinach, nawet jeśli były to jakieś przygotowane wcześniej pasy startowe. Np. podczas kampanii w Somalii "prawie wszystkie" lądowania kończyły się utratą kół, z tego opisu wynika, iż były one praktycznie jednorazowe. Chyba w tamtym czasie były to opony wykonane w całości z gumy, a nie pompowane (poprawcie mnie jeśli się mylę), więc zdarcie gumy powodowało, iż opona była właściwie do wyrzucenia. Przyznaję, że bije po oczach, ale po zastanowieniu, świadomie zdecydowałem się na kalkę z angielskiego nazewnictwa. Raz, że od ładnych kilkunastu lat przebywam za granicą i co tu dużo mówić zdarzają mi się takie kalki językowe, korzystałem z literatury angielskojęzycznej, co nie tłumaczy kaleczenia języka polskiego oczywiście. Dwa, miałem problem z właściwym tłumaczeniem. Angielski squadron (co literalnie jest szwadronem), raz jest w języku polskim tłumaczony jako dywizjon, jeśli bierzemy nasze jednostki z Bitwy o Anglię, a raz jako eskadra - mam na myśli te zarówno z okresu walk o Niepodleglość (chociaż w literaturze angielskiej większości pojawia się dosłowne, francuskie określenie escadrille bez tłumaczenia), ale również współczesne (np. eskadra lotnictwa taktycznego to tactical squadron w angielskiej literaturze). Wydaje mi się, że oba warianty są merytorycznie równorzędne, ale jestem laikiem i zdecydowałem się na tłumaczenie dosłowne, nie wiedząc co wybrać. Może najwłaściwsze byłoby pozostawienie angielskiego oryginału?
-
Zapraszam do galerii
-
Witam wszystkich serdecznie, przedstawiam galerię modelu, tytułowego Airco DH 9A z 47 Eskadry RAF z okresu stacjonowania w Egipcie, w latach 20-stych XX wieku. Może najpierw parę słów o modelu. Wszystkie uwagi zawarłem w warsztacie . Generalnie model dobrze spasowany, miły w obróbce plastik no i ciekawa tematyka. Dużym minusem są kalki, kruche, nie współpracujące z płynami, generalnie do d...y i wymiany. A za samym modelem kryje się bardzo ciekawa historia wykorzystania tych maszyn więc nim przyjdą zdjęcia szczypta historii. Airco DH9A był rozwinięciem rozczarowującego poprzednika, DH9, którego największą wadą był awaryjny silnik o zbyt małej mocy i wynikające z tego słabe właściwości lotne. Inżynierowie Jego Królewskiej Mości wstawili więc nową jednostkę napędową - silnik Rolls-Royce Eagle co wymusiło przeprojektowanie kadłuba, przy okazji przedłużyli skrzydła i wyszła z tego nowa maszyna, niewiele przypominająca poprzednika, mimo tego samego oznaczenia. Próby wyszły pomyślnie i szybko podpisano kontrakt na, bagatela, 2250 sztuk. Samolot załapał się na Wielką Wojnę, przeszedł chrzest bojowy we wrześniu 1918 r., ale do zakończenia działań przezbrojono jedynie trzy eskadry, mimo iż wyprodukowano ponad 800. Wojna się skończyła, ale, że kontrakt na produkcję był już podpisany, więc Królewskie Siły Powietrzne dostały do końca 1919 r. jeszcze prawie 1000 samolotów, co spowodowało, że DH9A stał się podstawowym lekkim samolotem bombowo-obserwacyjnym RAF-u. Nie był najszybszy, nie miał największego udźwigu, ani zasięgu, ale pokazał inne zalety - łatwość obsługi, niezawodność i duży zapas mocy, które spowodowały, iż zdecydowano, aby wyposażać w niego eskadry w peryferyjnych regionach Wielkiej Brytanii. I tak Airco trafiły do Afryki, na Bliski Wchód, Indii, Pakistanu, gdzie generalnie przez następne lata wspierały lokalne siły Imperium w terroryzowaniu miejscowych plemion jeśli te wyrażały niezadowolenie z polityki miejscowego gubernatora Z ciekawszych tego typu wydarzeń uczestniczyły w kampanii przeciwko Derwiszom w 1920, gdzie ostrzeliwały lokalsów z karabinów maszynowych powodując masową panikę i ucieczkę kiedy tylko pojawiały się na niebie. Potem zrzucały bomby na głowy rebeliantów podczas buntu Somalilandzie w 1922 przeciwko zbyt wysokim podatkom (tzw. Burao Tax Revolt), były też wykorzystywane przez całe lata 20-ste na pograniczu pakistańsko - afgańskim jeśli plemionom z północy nachodziła ochota rabować poddanych Króla. Służyły też w czasie interwencji w Rosji, gdzie po wycofaniu sił brytyjskich zostały porzucone, a Towarzysz Polikarpow twórczo wykorzystał "darowiznę", ale to już zupełnie inna historia.. W czasie służby w Afryce i na Bliskim Wschodzie samoloty pełniły nie tylko funkcje bojowe, ale służyły do przewozu poczty, leków, czasami też jako VIP-owskie taksówki. Ze względu na konieczność lądowania w przygodnym terenie, często kończącym się zniszczeniem opon, standardowym wyposażeniem były zapasowe koła montowane pod kadłubem lub po bokach silnika: W związku z długimi lotami nad dziczą załogi musiały być samowystarczalne i poza uzbrojeniem pokładowym zabierały m.in: "dwukrotność zapasu paliwa i oleju", racje żywnościowe na 5 dni, sztucer, a przede wszystkim duże zapasy wody magazynowane w skórzanych zbiornikach o pojemności 10 galonów (około 45 litrów), mocowanych pod karabinem Vickersa, po lewej stronie kadłuba. Dlaczego skórzane i dlaczego 10-galonowe? Okazuje się, iż mniej więcej taki zbiornik mógł być wykonany z jednej skóry wielbłąda, która też mogła służyć za walutę w przypadku okazji do handlowania A jeśli maszyna odmówiła posłuszeństwa i po kapotażu pozostało tylko oczekiwać na pomoc nieszczęśnicy mogli zostać z daleka zobaczeni dzięki teleskopowemu masztowi, który również był na wyposażeniu maszyn stacjonujących w Egipcie i Somalilandzie (nie znalazłem informacji co na tym maszcie wisiało): Tyle ciekawostek teraz najsłabsza część tej galerii czyli sam model Walczyłem też z kokpitem, nie wiem, czy coś tu będzie widać: Będę wdzięczny za wszystkie komentarze i uwagi i jeszcze raz zapraszam do oglądania
-
@wuwumaster Dzięki za uwagi. Podmalunki jeszcze będą, bo w świetle dziennym nie tylko na zapasowym kole znalazłem miejsca do poprawki. Koło na burcie jest jak najbardziej potwierdzone początkowo chciałem zrobić jak w instrukcji czyli pod kadłubem, ale nie bardzo to wtedy pasuje, zapasówka prawie szorowałaby po ziemii przy lądowaniu. Znalazłem też zdjęcia gdzie zapasowe koło było montowane zamiast wyrzutnika bomb. W ogóle jak zacząłem szukać dokumentacji zdjęciowej i zgłębiać temat to byłem zaskoczony ile załogi ładowały sprzętu i zapasów w maszyny. Jednak loty nad Afryką w latach 20-stych to jeszcze była przygoda i niezła operacja logistyczna. Zapasowe koło doczepione do silnika to naprawdę pikuś Przy galerii postaram uraczyć Was krótkim rysem historycznym ukierunkowanym właśnie na takie ciekawostki i paroma zdjęciami. Proszę o kilka dni cierpliwości
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 5 z 7
