Skocz do zawartości

Erolek

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    401
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Erolek

  1. Dni mijają, robota pomalutku posuwa się do przodu (sczerze mówiąc chętnie bym się za coś nowego zabrał). Podstawka wycieniowana: i pomalowana. Użyłem mieszanki Tamiyi XF-19 Sky Grey i XF-57 Buff. Pi razy tramwaj w proporcjach 1:1. Całość pociągnięta akrylowym washem Citadel "Devlan Mud", a w co ciemniejszych miejscach "Badab Black". Pewnie jeszcze trochę syfu ogólnego dojdzie. W międzyczasie trwają prace nad pomostem roboczym. Koła z modelarskiego złomu (chyba jakaś niemiecka armatka), reszta od podstaw. Pozdrawiam Eryk
  2. Najpierw miałem ochotę zostawić ten kamuflaż tak jak jest. Na zasadzie - jak jest tak jest - nie poprawiać, bo popsuję. Z drugiej strony jaki byłby cel wrzucania zdjęc na publiczne forum i nie brania pod uwagę komentarzy innych? Dziękuję więc za motywację. Co do felg to wydaje mi się, że jednak czarne - nie tak jak ten egzemplarz w Duxford. Sporo muzealnych egzemplarzy ma czarne felgi, a z tego zdjęcia wyglądają mi raczej na czarne: Co do drugiej rurki Pitota, to była moja chwila nieuwagi i zasugerowanie się instrukcją. Już usunięta i ślady zamaskowane. Możesz mi dokładnie powiedzieć, o króre czane elementy podwozia Ci chodzi? Pozdrawiam Eryk
  3. Lancaster jako taki jest już skończony. Okopcenia robiłem aerografem mocno rozrzedzoną farbą Tamiya - najpierw XF-1 Flat Black, później na to XF-19 Sky Grey. Kilka fotek "na zachętę". Całość po ukończeniu podstawki. Teraz czas na podstawkę. Na początek płyta pilśniowa i papier ścierny gradacji 400. Pozdrawiam Eryk
  4. Wbrew obawom nie poszedłem wymierzać sprawiedliwości na własną rękę, tylko siadłem do podwozia. Jednak co nałóg, to nałóg... Wspomniane wyżej podwozie: I opisywana kilka postów wyżej dioramka w skali 1:10 000 Ewidentnie projekt "Lancaster" zaczyna zbliżać się ku końcowi. Następny model robię "spudła" i bez żadnych dodatków i przeróbek. Pozdrawiam Eryk
  5. Zaczyna być widać światełko na końcu tunelu. Żeby tylko nie okazało się, że to nadjeżdżający pociąg. Kalki kładły sie znośnie. Tutaj nawalił czynnik ludzki. Trochę mnie to nerwów i sztukowania kosztowało, ale jakoś wyszło. Zachciało mi się wycinać okienka na świeżych kalkach, co mało nie zakończyło się pierwszym i ostatnim lotem Lancastera... Zdecydowanie modelarstwo to nie jest sport dla ludzi o słabych nerwach. Na całośc połysk w sprayu Gunze. Potwierdza się brak miłości między mną a chemią Gunze. Tutaj kolejna czkawka - za szybko przewróciłem samolot na plecki, żeby mu brzuszek nabłyszczyć i skończyło się to eleganckimi fragmentami styropianu na poszyciu. Czyli szlifowanko, polerowanko i lakierowanie jeszcze raz. Efefkt znośny, ale daleki od perfekcji. Wash, czyli 3 odcinek poradnika "jak spieprzyć prawie gotowy model". Pracowałem przy dość mocnym sztucznym świetle i nie zauważyłem, że nie starłem washa z poszycia, przez co Lancaster bardziej przypomina ubłoconego Shermana. Zauważyłem to dopiero po nałożeniu warstwy satyny. Trudno, trzeba będzie z tym żyć i wyciągnąć wnioski na przyszłość. Lakier satynowy Vallejo. Tutaj bez niespodzianek i efekt zbliżony do zamierzonego. Na koniec najprzyjemniejszy moment - czyli usunięcie wszelkich masek. Teraz czas na podwozie. Aktualizacja przewidziana, o ile mi nerwy nie puszczą i nie wyjdę na ulicę strzelać do przechodniów. Pozdrawiam Eryk
  6. Weekend, weekend i po weekendzie. I tak ad mortem defecata. Sprawozdanie z dzisiejszych prac: Wbrew wszelkim zasadom i logice - zacząłem od czarnego. Spód i boki dostały warstwę Gunze Black Gloss z serii C. Następnie pomaskowałem to co ma zostać czarne (czyli większość) ina górę poszedł Dark Earth z palety Gunze RAF Color 2. Za pomocą wałeczków z Blu Tack wyznaczyłem plamy kamuflażu i po zamaskowaniu (w sumie ponad pół rolki taśmy dzisiaj zużyłem) tego co ma zostać brązowe psiknąłem warstwę Dark Green z serii Gunze RAF Color. Ewidentnie farbki Gunze mi nie leżą. Potrzeba je rozcieńczyć tak, że ledwo kryją, bo inaczej aerograf parska i pluje. W dodatku śmierdzą jak opętane. Gdyby nie to, że kolorki kamuflażu RAF są ładnie zrobione, to malowałbym dalej tylko Tamiyą. Po usunięciu bandaży oczom ukazał się pacjent w całkiem niezłym stanie. Efekt znośny. Eleganckie przejścia kolorów. Prawie nic nie podeszło pod taśmę. Faba została tam, gdzie miała zostać (czyli na samolocie a nie na taśmie) A w międzyczasie z myślą o podstawko-dioramce powstaje "dioramka do dioramki", czyli mapa taktyczna zapory w Möhne. W skali 1:144 w modelu, czyli w rzeczywistości coś około 1:10 000. W następnym odcinku: Czy kalkomanie Airfixa okażą się uległe? Pozdrawiam Eryk
  7. Parę dni minęło. Robota się odrobinę posuneła do przodu. Tak więc po kolei. Wklejone wewnętrzne gondole silników, pomalowany kadłub pod szklarnią kabiny. Wklejone i zamaskowane oszklenie, wnęki i wszelkie inne otwory. Tutaj lekka dygresja- po 5 minutach z maskami Montexu - poddałem się. Przede wszystkim nie pasują (nie dziwota - robione są pod model Hasegawy a nie Airfixa), ale najgorsze jest to, że się odklejają same z siebie. Tak więc powrót do nieśmiertelnej taśmy Tamiyi. Później męka z eduardowymi zawiasikami, blaszkami, blaszeczkami itp. Całość w kupie prezentuje się tak: Następnie: standardowo - na szaro! Tutaj oczywiście wylazło kilka baboli, które trzeba będzie poprawić. Cudów nie będzie, ale przynajmniej spróbuję. A teraz lekko zaczadzony oparami podkładu idę sobie precz, bo chwilowo mam przesyt modelarstwa (do jutra powinno mi przejść). Pozdrawiam Eryk
  8. Wiem, że trochę poniewczasie, ale wrzuciłem walkaround Fokkera dr.I w malowaniu Manfreda von Richhofena znajdującego się w Luftwaffnemuseum w Berlinie. Może komuś się przyda na przyszłość. Fotki do obejrzenia TUTAJ Pozdrawiam Eryk
  9. Coś dla miłośników szmatolotów. Fokker dr.I Manfreda von Richthofena (Red Baron dla nieobczajonych w temacie) znajdujący się w zbiorach Luftwaffenmuseum na lotnisku Berlin-Gatow: Pozdrawiam Eryk
  10. Minęła już dobra chwila od ostatniej aktualizacji, więc czas na spowiedź z minionego tygodnia. Zacząłem od porozwiercania osłon na wydechy i dorobieniu z cienkiej blaszki okapotowania otwatego silnika. Sam silnik dostał kilka pierdół, których i tak nie będzie widać. Później nadzedł czas zmierzenia się z wnękami kół, bo Airfix zaproponował... nic. Po prostu dziury w gondolach. Trochę styrenu, szpachli, cierpliwości i sladowe ilości clach Eduarda dało w sumie taki efekt: I tak tego pewnie nie będzie widać, ale skoro już zrobiłem całkowicie zamknięte wnętrze kadłuba to nie wypadało odpuścić tak zupełnie. Tutaj widać drobnicę, która dostała się pod ożywczy strumień podkładu: A tutaj popacykowane na czarno: Kadłub oficjalnie stał się samolotem - po wklejeniu skrzydeł i stateczników na stałe. Lotki jeszcze nie wklejone w ostatecznch pozycjach. Jak widać Lancaster w wersji recesyjnej - odmiana dwusilnikowa: Tyle na chwilę obecną. Ach, gdzie te czasy, że w ciągu 4 godzin ZPT-ów dało się skleić całego Jaka-1M... Pozdrawiam Eryk
  11. To ja jeszcze siłą rozpędu znalazłem jedną ilustrację w "The Encyclopedia of Aircraft of WWII": Pozdrawiam Eryk
  12. To ja jeszcze w temacie polskich Beaufighterów. Ze wspomnianej przeze mnie książki Jerzego Damsza "Lwowskie Puchacze" - fotka Mk.II używanego przez Dywizjon 307: Dwie ilustracje z książki Tomasza J. Kowalskiego "Godło i barwa w lotnictwie polskim 1939-45": Pozdrawiam Eryk
  13. Ja właśnie skończyłem lekturę "Lwowskich Puchaczy" Jerzego Damsza i temat Beaufighterów jest mi aktualnie bardzo bliski. Co prawda Mk.II z Merlinami był chyba najbardziej znienawidzoną wersją tego samolotu (lądowanie Beaufighterem z jednym działającym silnikiem okazało się praktycznie niewykonalne i z reguły kończyło się katastrofą), ale i tak będę się pilnie przyglądał i kibicował warsztatowi. Pozdrawiam Eryk
  14. Ok. Co do łomu to się wycofuję w takim razie. Ja się głównie mk.V interesowałem, więc się więcej co do mk.I nie wypowiadam. Pozdrawiam Eryk
  15. Łom jako taki zostaw. Tylko niekoniecznie na czerwono. Gunmetal może? Ale pociesz się, że nie jesteś jedyny. Nawet kilka latających replik Spita ma to machnięte na czerwono. Taka moda. Pozdrawiam Eryk
  16. Dzięki. Już poprawione. Jakoś mi się ta nazwa - "półciężarówka" gdzieś po łbie plątała tak bez sensu. Pewnie jeszcze z czasów, kiedy nikt nie słyszał o terninie "van"... Zdjęcia wnętrza porobię, ale raczej nie w najbliższych tygodniach. Do szopy, w której halftack zimuje mam jakieś 100km, a dla kilku zdjęć nie chce mi się jechać. Pozdrawiam Eryk
  17. To zależy jaki efekt chcesz osiągnąć. Wiekość modelu nie ma tu absolutnie żadnego znaczenia. Dla przykładu podam (i tutaj poniekąd przy okazji odpowiedź dla kolegi Mikołaja) TEN model. Niby jednokolorowa buda, a cały model ma niecałe 9cm długości. W sumie użyłem do jego malowania coś chyba 8 albo 9 kolorów, z czego większość nakładana aerografem. Nie wliczając podkładu (w sprayu), washy, lakierów (znowu spray) i pigmentów. Pozdrawiam Eryk
  18. No właśnie też mi ten rządek siedzeń bardziej na M5, niż na M9 wyglądał, ale nie siedzę w pancerce za mocno, więc wolałbym, żeby ktoś mądrzejszy potwierdził. Cieszę się, że się podobają. Niech służą. Pozdrawiam Eryk
  19. Erolek

    M2A1 Half Track Dragon 1:35

    Tak jak obiecałem. Co prawda z lekkim poślizgiem, ale zdjęcia są. Walkaround halftracka dostępny TUTAJ Pozdrawiam Eryk
  20. Kilka fotek amerykańskiego transportera półgąsienicowego M5A1 (albo M9A1, nie przyjrzałem się dokładnie układowi wnętrza, więc niech mnie ktoś poprawi jeśli się mylę). Pojazd jest w prywatnych rękach w Irlandii i dość często aktywnie występuje na różych pokazach. Jak widać raj dla miłośników "usyfiania". Pozdrawiam Eryk
  21. Dziekuje za mile slowa, ale to sa tylko nedzne podrygi w porownaniu do Tego-Jedynego-Lancastera. Andrzej Ziober swoj majstersztyk zrobil tez na podstawie modelu Airfixa. A co do wnetrza - to tez nie zrobilem wszystkiego. Wlaz dla zalogi bedzie otwarty, wiec tyle zrobilem, co na upartego da sie zauwazyc swiecac sobie latarka. W kabinie troche poszalalem, ale sprobuje zrobic uchylone okienka, wiec moze na upartego tez bedzie cos widac. Pozdrawiam Eryk
  22. Pozostaych silnikow nie ma. Nie zapominajmy, ze jest to Airfix... W dodatku ta wersja Lancastera ma na kolektorach osony ukrywajace ogien wydobywajacy sie z rur zaslaniajacy calkowicie kolektory. Znaczy sie w modelu sa po prostu zaslepione wypustki na gondolach domagajace sie ingerencji modelarza. Tak wiec jakich bym kolektorow nie zamontowal, to i tak nie ma ich do czego porownywac, bo pozostale 3 silniki beda zamkniete, a okapotowanie tego otwartego bedzie sie paletac gdzies w okolicy samolotu. Pozdrawiam Eryk
  23. Tematem dzisiejszej lekcji będą silniki spalinowe. A konkretniej Packard Merlin. Tak sobie umyśliłem, że jeden z silników zrobię otwarty do przeglądu. Ot - taki modelarski szpan, że niby to umiem takie sztuczki-magiczki. Z jakiegoś bliżej mi nie znanego powodu Aires, do skądinąd pięknie odlanego żywicznego silnika, nie dołączył żadnych kolektorów wydechowych. W związku z czym trzeba było się trochę nagimnastykować z izolacją zdjętą z kabelka telefonicznego. Ze styrenowych patyczków zrobiłem łoże silnika (oczywiście nie byłbym sobą, gdybym na początku nie zrobił dwóch identycznych kratownic, zamiast jednej w odbiciu lustrzanym): Gondolę potraktowałem bezlitośnie piłką, pilnikiem i papierem ściernym. Pocieniłem też ścianki, bo dolne osłony mają pozostać na miejscu (w końcu to ma wyglądać na zwykły przegląd, a nie remont kapitalny. Całośc została zmontowana do kupy: Póżniej standardowo - podkład, malowanko Tamiya XF-71 Cockpit Green i wash akrylowy Citadel. Wymieszane w proporcjach 1:1 Badab Black i Devlan Mud. Mam słabość do akrylowego washa, a po dodaniu kropelki retardera nie zasycha tak szybko i daje się uzyskać w miarę przewidywalne efekty. Następnie już tylko zainstalowanie silnika i voila, można latać. Niniejszym w popisowy sposób udało mi się przepierniczyć cały świąteczny urlop i od jutra znowu w kierat, co pewnie zaowocuje obsuwami w pracach. Pozdrawiam Eryk
  24. Erolek

    M2A1 Half Track Dragon 1:35

    Jak się zejdę wieczorem w sobie, to wrzucę na forum całego walkarounda. Cierpliwości zatem. Pozdrawiam Eryk
  25. Jak zwykle - roboty dużo, efektów brak. Minione dni upłynęły mi na klejeniu i szpachlowaniu kadłuba oraz na odtwarzaniu zeszlifowanych nitów (stanowczo za dużo ich). Spasowanie elementów średnio-znośne. Jak widać szpachli tyle co na bezwypadkowym Golfie z Niemiec: A tutaj z tymczasowo wetkniętymi skrzydłami porównanie wielkości z Jakiem-1M (sklejonym jeszcze w poprzednim życiu) też w 1:72. Do zobaczenia w następnym odcinku. Pozdrawiam Eryk
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.