Hmmm... jest okazja do skonfrontowania czegoś... W (zamierzchłej) przeszłości, budując model T-55 (produkcja chińska, nie wiem co za firma, na pewno nie trumpek, ale bardzo ładnie zrobiony), ojciec mnie dość solidnie zrugał, gdy pokazałem mu ukończony (według mnie ) model. Poszło o to, że jest... matowy i czyściutki.
Poocierałem metal jak tylko potrafiłem (ocena pozytywna ), ale nadal był matowy... Ojciec zawyrokował, że wcześniejsza wersja przeszła by na inspekcji w kompanii, ale tak mocno używany (a po moim przecieraniu był na potęgę ) powinien wręcz kapać od smarów wszelakich... Zakładając, że rodzic wie co mówi (przez ponad trzy latka zasuwał na T-54/55), złapałem w łapę butle werniksu malarkiego i przy użyciu szmatki potraktowałem mojego teciaka wymienionym specyfikiem... Teraz was się pytam, szacowna modelarska braci, jak to z tym jest, czy faktycznie były one tak usmarowane, czy mój ojciec miał napad pomroczności jasnej