MikeP
Użytkownicy-
Liczba zawartości
304 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez MikeP
-
Niesamowity model. Szczegółowość w tym rozmiarze jest wprost nie do uwierzenia, a malowanie skrzydła też superrealistyczne. Szczere gratulacje.
-
Spitfire Mk. VIII, 79 sqn. RAAF, 1:48, Revell/Hasegava
MikeP odpowiedział MikeP → na temat → [L]Galerie
Dziękuję bardzo za przychylne komentarze. Mikołaju, wysokościowego co prawda nie miałem w planach, ale chodził mi intensywnie po głowie amerykański PR XI w PRU Blue. Powstrzymuje mnie tylko brak Twoich umiejętności dorabiacza-detalisty i niemanie stosownych oznaczeń. -
Spitfire Mk. VIII, 79 sqn. RAAF, 1:48, Revell/Hasegava
MikeP odpowiedział MikeP → na temat → [L]Galerie
Dzięki, Obicia to wydrapywanie wykałaczką do wcześniej nałożonego podkłady z metalizera. -
Przedstawiam zaległą galerię Corsaira skończonego już jakiś czas temu i prezentowanego na innym forum. Model przedstawia samalot Lt. Dorisa "Chico" Fremana ze sławnego dywizjonu "Jolly Rogers". Włąsne modyfikacje to dorobienie górnych klapek chłodzących na obwodzie osłony silnika (charakterystyczne dla pierwszej serii F4U-1A dla Navy), wychylenie powierzchni sterowych i dorobienie paru drobiazgów (napędy trymerów, przewody hamulcowe), imitacja odkształceń powierzchni w tylnej części kadłuba.
-
Rewelacyjny!!!
-
Przedstawiam moją interpretację australijskiego Spitfirea Mk. VIII z 79 sqn. RAAF, latającego wiosną 1945 r. nad Indonezją. Model to lekko zmodyfikowany zestaw Revell/Hasegawa z kalkami Barracuda. Zaznaczyłem panele zbiorników paliwa w skrzydłach, dodałem lampy identyfikacyjne na dolnych powierzcniach, dorobiłem przewody hamulcowe, wychyliłem lotki i stery, spiłowałem niepotrzebne owiewki i dodałem parę wzierników odpowiednich dla mk. VIII. Malowany pactrami, brudzony olejami i akrylami dla plastyków. Zapraszam do komentowania.
-
Poszukuję zdjęć skrzydła Hellcata, od dołu z wypuszczonymi lub zdemontowanymi klapami do lądowania. Nie wiem jak wyglądało miejsce zbiegu komory podwozia, krawędzi obu części składanego skrzydła i klap). Przejrzałem co mam i nie mogę znaleźć takiego ujęcia. Widziałem tylko model Luisa Changa na hyperscale'u i zaledwie jedną fotkę rozbitego Hellcata na plecach, na której coś widać, ale wolałbym zaufać pewniejszej dokumentacji. Będę wdzięczny za przesłanie skanu lub wskazanie źródła.
-
Nie, nie jest źle na początek przygody. Fajnie, że dorobiłeś antenę i naciągi przy statecznikach. Brudzenie trochę jeszcze nie udane, ale następnym razem pewnie będzie lepiej. Powodem braku komentarzy jest pewnie niszowość tematu. Wielu taki model kiedyś skleiło, ale niewielu (wliczając w to także mnie) wie jak powinien wyglądać. Powodzenia
-
Tak, ale...dobrze jest, jeśli ta bajka ma jakieś umocowanie w rzeczywistości. Odpowiedziałem na Twojego posta, bo po pierwsze padło nieszczęśliwe sformułowanie/cytat o błocie, lub jego braku na pokładzie lotniskowca i o tym, że zaolejone komory silnika, czy uzbrojenia w czymś miałyby pomagać. To zabrzmiało dla mnie fałszywie. Odnoszę się do konkretnych stwierdzeń, nie do ogólnych poglądów, czy wierzeń. Może faktycznie niezrozumiale się wyraziłem. Chodziło mi o to,że: 1. Fałszywe jest stwierdzenie (z którym w tej czy podobnej formie się zetknąłem), że samolot na lotniskowcu nie ma prawa być bardzo brudny, poparte jedynie tym argumentem, że nie ma się czym ubrudzić bo na morzu nie ma błota i kurzu. Moim zdaniem samolot na morzu może być uświniony na maxa, chociaż substancjami świniącymi rzeczywiście nie może być błoto i kurz. To, że mój jest uświniony w ten sposób jest wypadkową moich skromnych umiejętności wykonawczych w zakresie tzw. weatheringu i - być może błędnej -analizy fotografii przedstawiającej (niestety nie w całości) ten właśnie samolot F6F-3 Hellcat, nr 24, wykonanej w sierpniu 1943 r. na pokładzie lotniskowca CVL-22 USS Independence. Zgadzam się, że "bajka" modelarska powinna mieć oparcie w rzeczywistości i od jakiegoś czasu staram się żeby moja miała, zadając sobie trud odnalezienia fotografii obiektu, którego model wykonuję lub wybierając malowanie modelu na podstawie zdjęcia, które mi się podoba. Nie bardzo widzę natomiast miejsce, przynajmniej w mojej bajce na wybór czy wykonuję samolot ze śladami eksploatacji czy bez nich w zależności od upodobań. Np. czysty Corsair w barwach VF-17 z granatowymi obwódkami znaków i okopceniami od km-ów z scoreboardem na kilka zestrzeleń zupełnie się w mojej bajce nie mieści, bo taki samolot po prostu nigdy nie istniał. Gdyby był brudny (najlepiej oczywiście ubrudzony na podstawie zdjęcia) ma szansę spodobać mi się. 2. Jeśli chodzi o to, że usmarowanie samolotu w czymś pomagało, także wyraziłem się nieprecyzyjnie. Oczywiście nikt go specjalnie smarem nie pokrywał, ale niezamierzonym efektem było powstanie kolejnej warstwy izolującej płatowiec od niekorzystnych warunków środowiska i to akurat w miejscach najbardziej poobijanych. Stwierdzenie,że w czymś pomagało faktycznie było nieuzasadnione, ale skoro nie szkodziło to mycie tego syfu nie było priorytetem.
-
Wolałby nie wypływać na mętne wody odwiecznej dyskusji co komu w modelarstwie wolno. Dlatego napiszę tylko, że zgadzam się prawie we wszystkim, a mam wrażenie, że w kwestii bazowania na dokumentacji przy odtwarzaniu śladów eksploatacji przekonujesz przekonanego. Każdy ma w tym hobby jakąś swoją bajkę i akurat w mojej nie jest kwestią wyboru czy robię modele brudne czy czyste, a jedynie to czy wybieram jako obiekt do odwzorowania samolot brudny czy czysty. Ja najczęściej wybieram brudne, bo takie mi się podobają.
-
Jasne, że skrajnie niekorzystne warunki miały wpływ na powierzchnie, tyle że na modelu raczej starałbym się to oddać w postaci przebarwień - rozjaśnień, niż w postaci ogólnej białej mgiełki. Z brudzeniem morskich samolotów wiąże się duże nieporozumienie: parę razy zdarzyło mi się przeczytać na forach, że powinny być czyste bo się nie błociły. Nieprawda - zdjęcia i logika temu przeczą. Przecież na okręcie Task Force w misji bojowej tysiące mil od przyjaznego lądu słodka woda (nie wspominając o benzynie) jest cenna i służy do picia, a nie do mycia samolotów (które producent starał się zabezpieczyć przeciw warunkom stosując odpowiednie powłoki). Mycie wodą z oceanu byłoby raczej niekorzystne) Także tak na chłopski rozum, to że się taki Hellcat uwalał smarem w rejonie komór uzbrojenia czy silnika w czasie czynności obsługowych nie specjalnie mu szkodziło, a wręcz trochę pomagało. Syf na morskim samolocie w służbie od kilku miesięcy (to jest długo dla takiego F6F) jest rzeczą jak najbardziej normalną.
-
Jeszcze jeden drobiazg. W moim wątku zastanawiałeś się: Nie jestem pewien czy dotyczyło to tego SBD, ale jeśli tak, to powinieneś pamiętać, że malowanie pochodzi chyba z okresu gdy VSMB-132 stacjonował w Marine Corps Base Quantico w Virginni (USA), a i potem na wojnę poleciał na Guadalcanal i nie operował z lotniskowców. Także w tym przypadku bardziej jednak chyba błoto i kurz niż sól z morskiej bryzy.Pozdrawiam
-
A widziałeś fotografię prawdziwego? Pytam bo efektów na nim starczyłoby na parę maszyn (chociaż jak dla mnie są trudne do interpretacji), ale niestety nie bardzo przypominają te obicia. Zawsze najlepiej najpierw trochę pogooglać. Warsztat ciekawy, precyzyjna robota, tylko trochę żal, że pirdoły w silniku pomalowane po zegarmistrzowsku, a płatowiec dosyć schematycznie. Powodzenia życzę.
-
Dzięki za wszystkie miłe opinie.
-
Ale zwróć uwagę, że i tak nie odważyłem się pójść tak daleko jak widać na oryginale... Dzięki
-
Hellcat jakiego nie znacie... Model zbudowany z dobrze znanego zestawu Eduarda - pochodzi z Dual combo FAA. Od siebie: ponitowałem (słabo to widać, ale to mnie akurat cieszy), dodałem przewody hamulcowe, koła skopiowane z żywicy od F6F-5, dorobione owiewki luf km-ów charakterystyczne dla wczesnych Hellcatów, otwarte żaluzje chłodzenia silnika i wylot ze sprężarki, dorobione rury odpowietrzające instalacji paliwowej (słabo widoczne przez tylne szybki). Malowanie jest dość kontrowersyjne, bo domniemane. Jedyne co wiadomo o tym konkretnym egzemplarzu ze zdjęcia, to to, że był wczesnym Hellcatem w dwukolorowym malowaniu z bardzo brudnym prawym skrzydłem, zamalowaną na ciemno gwiazdą i nosił numer "24". Resztę sobie dośpiewałem, próbując uwzględnić to co wiedziałem o malowaniu amerykańskich samolotów (a w sumie niewiele na pewno). Chciałem zrobić wczesnego wyeksploatowanego Hellcata i przez moment wahałem się między tym a lepiej znanym "00" Flatleya. Ponieważ trójkolorowego mam w dalszych planach, skusił mnie ten dwubarwny. Z efektu jestem dość zadowolony chociaż wiele rzeczy można było zrobić lepiej. Zapraszam do komentowania
-
Dzięki za życzliwe komentarze. Naciągi z nitek polistyrenowych wyciągniętych nad świeczką z ramek.
-
Bardzo fajnie pomalowany. Trudno powiedzieć czy za bardzo zmęczony, bo fotografie oryginału prawdopodobnie nie istnieją. ale hellcaty zużyte tak albo bardziej to nie rzadkość. Podoba mi się - chętnie zobaczyłbym zdjęcia przy lepszym świetle.
-
porządki, ale corsair też będzie.
-
Modelik samolotu, o którym niewiele wiem (oprócz tego co stoi w wikipedii to zupełnie nic), zrobiony w nietypowej dla mnie konwencji "czyściocha". Pierwszy szmatopłat i chyba na razie ostatni. Nie obyło się bez fałszywych ruchów i bluzgów. Malowany Alcladami - nie jestem pewien czy na zdjęciach dobrze widać efekt różnicy między metalem i płótnem, ale na modelu wyszło to nie najgorzej. Grubsze cieniowanie tych sreberek celowo odpuściłem co by nie mącić wizerunku "czyściocha". Zapraszam do komentowania.
-
Gdzieś tu padło określenie "barok". Zgadzam się z nim niestety, może nawet zakwalifikowałbym ten model do "manieryzmu". Kolejny raz doskonałe umiejętności techniki malowania oddałeś niesłusznej sprawie. Wiem, że wielu się ten styl podoba, ale ja będę tym drugim przeciw dziesięciu. Marzę żeby zobaczyć w Twoim wykonaniu model, w którym priorytetem będzie wierność oryginałowi (przynajmniej malarsko). Bez urazy, pozdrawiam.
-
Tyle, że to F4U-1, a nie U-1A. Żaden z tych dla Jolly Rogersów nie wyszedł z fabryki w dwubarwnym kamuflażu. Dobrze, że jest się o co spierać A model Radzia i tak fajny, nie?
-
Przypomnij sobie swojego Big Hoga - każdy widzi co innego (temat koloru okapotowania silnika). Jeden brud, drugi cień a trzeci zieleń. Sam mam kilka takich dylematów: na zdjęciu widzę jedno (i serce podpowiada żeby tak zrobić), a rozum i spece mówią co innego. Prawda oczywiście jest poza naszym zasięgiem.
-
A to się pochwalę, że nie we wszystkich: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=16023, Banny w swoim oczywiście też dał prawidłowo ;)
-
Nie podejmę się polemiki. Tego ujęcia faktycznie nie znałem, ale temat wałkowany jest od lat, a badacze którzy się weń wgryzali (Dana Bell i Eliot Reece) twierdzą, że białe i to jest dla mnie wersja kanoniczna na dziś. Jest taki artykulik Tomasza Gronczewskiego, który to zbiera do kupy. Zdjęcia czasem mylą. A ty tu widzisz zieleń? A może łososiowy? Tak czy owak - pokrywy podwozia z pewnością w kolorze spodu:
