MikeP
Użytkownicy-
Liczba zawartości
304 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez MikeP
-
Mnie też się podoba - bardzo fajne kolorki i zróżnicowanie powierzchni. Jeśli łosz, to nie ciemny. Ja bym zrobił szary - tylko odrobinę ciemniejszy niż kolor bazowy - ale tak jasny, żeby jego istnienie nie rzucało się w oczy. Oby nie czarny. Jedynie na okapotowaniu silnika i z przodu na spodzie dałbym mocniejszy. Na pewno się przyda na kalkomaniach. Pobrudziłbym też olejami skrzydła w okolicach pokryw uzbrojenia. Zdjęcie pokazuje, że tam ściemniały od smarów i czynności obsługowych. A rozważałeś malowanie znaków od masek?
-
Drobnego. Od 2000 w górę. Tak żeby powierzchni nie podrapać. Najlepiej daj jakieś zdjęcie - będzie można powiedzieć coś konkretnie.
-
Jeśli dałeś już sola i wyschło to jest pozamiatane. Jeżeli jest tragicznie, to proponuje papier ścierny, aerograf i farbę GSB. Innego sposobu żeby tak wtopioną kalkę ruszyć nie znam. Chyba łatwiej będzie ją usunąć mechanicznie niż kombinować z miejscowym zmywaniem chemią. Ale takie łatanie to nie jest nic strasznego - zdarza się każdemu. Nawet Wojtek Fajga naprawiał niedawno kalki w pięknym Albatrosie. Mnie też się zdarzały takie miejscowe podmalówki - nic trudnego.
-
musisz tylko poczekać aż dobrze siądą - znikną zmarszczki, kalki dobrze wejdą w linie. Sido tyle żeby się błyszczało - dla mnie jedną. Generalnie im mniej warstw tym lepiej zwłaszcza w 1/72.
-
Suche pastele sobie kup i mieszaj kolory do pożądanych. Z ołówkiem to mi się zupełnie nie widzi - szkoda modelu. Dlaczego te linie miałyby być ciemno-szaro-metaliczne. Na srebrnym ołówek się rzeczywiście sprawdza.
-
Podobają mi się niektóre efekty eksploatacyjne - szczególnie brudy wokół skrzydłowych wlewów. Nie podoba mi się schematyczne podejście do zaciemniania linii i niektóre srebrne odpryski (zwłaszcza śmigło). Solidny model, którego odbiór trochę psuje sieć przesadnie uwydatnionych kolorem podziałów technologicznych. Ten konkrety samolot miał też prawdopodobnie nieco inny - nietypowy kamuflaż. Prawie całe boki były białe, a szary na kadłubie nie łączył się z szarym na skrzydłach - taką interpretację podaje przynajmniej Osprey w "Combat Aircraft 16" - zdjęcie jest dość słabej jakości. Ogólnie się podoba.
-
Pewnie już nieaktualne, ale kolory zależą od producenta samolotu. Znaczenie ma fakt czy będzie to TBF czy TBM i kiedy wyprodukowany.
-
Zadajemy pytania, dostajemy odpowiedź
MikeP odpowiedział DeX → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Przy każdej niemal okazji ktoś się produkuje na ten temat, ja wybieram wersję greatgonza: Wiedziałem, że to kontrowersyjne, ale parę razy temat kolorystyki już gościł na forum: ostatnio przy okazji Mustanga B., http://www.pwm.org.pl/viewtopic.php?f=238&t=14044&p=180057&hilit=+mustang#p180057 wcześniej tu: http://modelwork.pl/posting.php?mode=quote&p=354180 W szczegółach wyglądało to trochę inaczej. W 1942 roku kilku producentów otrzymało zgodę od AAF na odejście od zabezpieczania powierzchni wewnętrznych samolotów. Wśród nich (był w tym towarzystwie też np. Boeing ze swoimi B-17) znalazł się i NA. Odstąpiono wtedy od zasad malowania, jakie dotyczyły Mustangów do tej pory. Można dość bezpiecznie przyjąć, że samoloty z Alisonami wszystkie produkowano wg starego schematu. Od B w górę wdrożono ową 'oszczędność', przy czym jej przyczyną była możliwość przyspieszenia produkcji w obliczu narastającego wysiłku wojennego. Dodatkowo występowały problemy z niektórymi materiałami niezbędnymi do produkcji farb zabezpieczających. Niektóre elementy konstrukcji zabezpieczano jednak chromianem cynku (ZCY). W 1944 roku zaczęły napływać z frontu informacje o problemach z pojawiającą się korozją płatowców, szczególnie w miejscach, gdzie stykały się różne materiały, co w zasadzie sprowadzało się do łączenia konstrukcji i pokrycia. Firmy radziły sobie z tym zabezpieczając elementy konstrukcji, lub spodnią stronę poszycia. Nie do końca wiadomo, jak poradził sobie z tym fantem North American, ale znane jest zdjęcie z linii produkcyjnej P-51D lub K z wnękami podwozia i wnętrzem pokryw całkowicie pomalowanymi ZCY. Nie wiadomo dokładnie kiedy to nastąpiło. Znane są zdjęcia frontowych Bubbletopów z niemalowanymi pokrywami. Można więc spokojnie przyjąć, że właśnie pod koniec wojny przestano 'oszczędzać' na farbie i ostatnie partie Mustangów przybyłe na front miały ponownie malowane wnęki, choć inaczej niż kiedyś. Trudno na tej podstawie jednoznacznie określić wygląd dowolnego egzemplarza, ale jest to niezła podstawa do tzw 'educated guess'. Nie ma tu za wiele miejsca na możliwość występowania koloru IG na dowolnym Mustangu z Merlinem, poza kabiną pilota. Chyba, że zaprzęgniemy do pracy wyobraźnię i zrzucimy wszystko na mechaników w Grupie, którzy mogli pomalować wszystko i wszystkim... -
Okopcenie nieźle wyszło. Rozważ kolor piast kół od środka. Zdaje mi się, że chyba jednak ciemne:
-
Hej, szpary między połówkami skrzydeł wołają o poprawkę. Straszne są w tym modelu te wloty do sprężarki - może warto byłoby je wymienić. Mam też wrażenie, że sama dziura jest trochę za mała. Robiłeś coś z lotkami, czy zostawiłeś te karykaturalne żebra?
-
Sam już nie wiem co z tymi paskami na dole. To, że ich nie namalowali na obrazkach z ruskich stronek nie świadczy o niczym. Treści samego rozkazu nie znam, a jedynie opis w "Official Monogram..." Eliota. Podobno każdy pilot dostał rozpiskę z rysuneczkami jakie znaki mają które grupy lotnicze. Na tej kartce przedstawiono rysunki statecznika i jednego skrzydła (prawego z góry). Podobno było jednak jakieś dalsze uściślenie, że znak ma być malowany na prawym od góry i lewym od dołu - logiczne, na przeciwko gwiazdy. Według mnie na lewym od dołu malowali wszyscy, bo takie było polecenie i względy praktyczne za tym przemawiają (powiedzmy, że mijają się w powietrzu dwie formacje hellcatów na różnych pułapach - ci co lecą niżej także powinni móc rozpoznać z kim mają do czynienia, nie wspominając już o obserwacji samolotów z pokładu okrętu). Dla mnie pasek od dołu powinien być przynajmniej jeden (a sam pewnie pomalowałbym i ten drugi na zasadzie analogii do górnych powierzchni). Potwierdzają to zresztą przypadki innych grup - wszystkie samoloty mają oznaczenia przynajmniej na lewym skrzydle od dołu (np. kratka z Horneta), a niektóre, z tych grup które oznaczyły się na obu skrzydłach od góry mają komplet oznaczeń także od dołu (np. Cv-20 USS Bennington) Trochę jednak moją pewność zmąciło to Twoje zdjęcie "23". Wygląda, że górny pasek urywa się na końcówce skrzydła. Jak będą paski od góry i przynajmniej jeden od dołu merytorycznie ciężko będzie się przyczepić - Twoje decyzja, a może coś jeszcze wynajdziesz.
-
To nie trójkąty tylko takie szerokie pasy jak na ogonie (sam róg jest granatowy). Na dole prawdopodobnie też były. Kazali to namalować na samolotach lotniskowców Task Force 58 27 stycznia 45 roku (Technical Letter TCL-2/45). Nie było precyzyjnie określone jak mają być malowane skrzydła. Znaki geometryczne (28 rodzajów) mogły być malowane albo na górnej końcówce prawego skrzydła i dolnej lewego, ale ze zdjęć wiadomo, że malowano także obie końcówki po obu stronach. I zwróć uwagę, że na prawym skrzydle pasek jest namalowany inaczej niż na lewym. Pod innym kątem co wymusza rozmieszczenie znaków państwowych. Jak to się schodziło z tymi dolnymi nie mam pojęcia. Ciekawy smaczek - warto oddać na modelu. A prashadingu nie żałuj, w tym przypadku zupełnie nie zdaje egzaminu i w żaden sposób nie nawiązuje do rzeczywistego wyglądu granatowych hellcatów. Ja bym za to rozważył jasnego łosza - przynajmniej miejscami i jakieś czary z kolorem na skrzydłąch w okolicach km-ów - może olejnymi. Nie mądruje się bo sam nie mam dobrego pomysłu na malowanie GSB. Wiem tylko, że podobał mi się hellcat Kornika: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=19730 i polerka na chyba niedokończonym modelu Halseya: http://halsey-models.blogspot.com/search?updated-max=2010-05-10T03:47:00-07:00&max-results=7. Powodzenia życzę bo moim zdanie Glossy Sea Blue to najtrudniejszy kolor do uzyskania realistycznego efektu.
-
Fajnie, samolot Eugene'a Valencii. Może na coś się przyda przy odtwarzaniu śladów eksploatacji: Żródło: internet http://www.network54.com/Forum/149674/thread/1306551162/1306554052/Looking+for+info+on+Hellcats+flown+by+Eugene+Valencia Zwróć uwagę na końcówki skrzydeł, oznaczenia zestrzeleń dałbym tylko z jednej strony. I zrób mu piękne jasne (nie czarne) okopcenia na burtach.
-
Świetnie pomalowany. Bardzo ładnie oddałeś efekt kontrastu między płótnem a blachą. Może tylko ten postshading w rejonie sterów wysokości troszkę za toporny. Jakim kolorem to robiłeś?
-
Nie ma związku między rozłożeniem skrzydeł a położeniem powierzchni sterowych na ogonie. Samolot zaparkowany na pokładzie powinien mieć stery zablokowane. Nie było żadnego zintegrowanego systemu blokującego stery w określonej pozycji, ale "Piltot's handbook" zaleca ich unieruchomienie w następujący sposób: Nie ma reguły, że trzeba drążek przywiązywać maksymalnie ściągnięty. Zdjęcia z pokładów też jej nie potwierdzają, także masz swobodę, ale tę linkę w kabinie chętnie bym zobaczył, bo w modelach to wielka rzadkość i zawsze jakieś urozmaicenie.
-
Nie kwestionuje wiarygodności całości, ale rysunki i podpisy pod nimi są do bani. Ja robiłem Martleta z wykorzystaniem kalek od nich - zupełna ściema co do oznaczenia wersji samolotu na kolorówce. A masz te kalki MELVIN MASSACRE na ogon?
-
Moses, z tym malowaniem to rozważ to jeszcze. Nie znam co prawda zdjęć tego Wildcata "G4", ale jest bardzo znana sekwencja całej formacji podobnie pomalowanych samolotów. Znajdziesz je w In Action, Kagero i w Wildcat Aces... W dwóch pierwszych samoloty zidentyfikowane są jako FM-1 - moim zdaniem słusznie bo nawet po rozjaśnieniu trzeciego km-u w skrzydle dopatrzeć się nie można. Nie wykluczam, że G4 trafił do szkoły z innego źródła niż G1, ale obstawiam, że trójkolorowy F4F-4 w połowie 43 r. jest dużo mniej prawdopodobny niż FM-1. Co prawda w Kagero jest kolorówka z G4 podpisanym jako F4F-4, ale tym rysunkom nie ufałbym za grosz - akurat w tej publikacji jest masa oczywistych błędów. Kto wie czy HB nie bazował tylko na tym obrazku. A może ktoś znajdzie zdjęcie "G4" Jeśli chodzi o malowanie podzespołów to korpus silnika pomalowałbym na ciemniejszy szary - ten sam kolorek co przód silnika, a zespół intercoolerów na naturalny kolor metalu. Koniecznie musi być USMC? Parę ciekawych, dobrej jakości fotek Wildcatów USN znalazłbym. EDIT: W monografii AJ-Press jest zdjęcie tej samej formacji z G1 na pierwszym planie od dołu i z całą pewnością jest to FM-1: po dwa km-y w skrzydle i wspólny wziernik amunicyjny od dołu (podobnie jak G-8 - reszty nie widać dokładnie). Swoją drogą ten G1 to bardzo fajny temat do modelowania - jeden z lepiej udokumentowanych Wildcatów i z ciekawymi szczegółami malowania.
-
Wszystkie - F-51D także - to przecież stare odkurzone samoloty wyciągnięte na wojnę z lamusa. Skrzydło co prawda było szpachlowane i malowane w całości, ale linie są często widoczne - zwłaszcza bliżej końcówki. Zawsze warto poszukać zdjęcia oryginału.
-
I to bardzo sobie cenię Zostawmy wobec tego "akademickie" dywagacje i niech każdy cieszy się tym co lubi i pozwala cieszyć się innym. Ale tam gdzie jest coś do wytknięcia - wytykajmy, by następcy łatwiej unikali fałszywych tropów.
-
Ja przestałem rozumieć. Tzn. jak otwierasz pudełko i widzisz strasznego gniota, to co myślisz? "Skoro zestaw kiepski to zapomnę wszystko co wiem o danym samolocie i wszystko czego nauczyłem się przy budowie poprzednich i dostosuje się poziomem wykonania do poziomu producenta"? Przecież aerograf jednak wyjąłeś z pudełka, a może na te wypukłe linie wystarczyłby pędzel? Z resztą widać, że niektórych uproszczeń jednak nie łykasz - brak napisu Minisi III na lewą burtę zniechęcił Cię do malowania. Właściwie, to ja nic do tego modelu nie mam - w końcu nie jest różowy, ale pozwalam sobie na tę polemikę, dlatego, że niedawno czytałem Twoje zdanie w wątku dotyczącym P-51D Przemka - Maxusa i odniosłem wrażenie, że czynisz innym swojego rodzaju zarzuty, że mimo niedoskonałego warsztatu i niewielkiej ilości złożonych modeli próbują kiepskie zestawy skleić i pomalować ambitnie. Pisałeś tam, że to modelarz powinien panować nad materią modelu, a nie odwrotnie. Otóż Twoja filozofia wyłożona w poście wyżej zaprzecza temu zupełnie - okazuje się, że to materia słabego zestawu determinuje poczynania modelarza. Przełknąłbym to bez słowa gdyby nie próba narzucania tego podejścia innym. Formułujesz tezę jakoby tylko złożenie określonej/dużej ilości modeli prosto z pudła, licho pomalowanych dawało papiery do przejścia na "wyższy stopień wtajemniczenia" - bez urazy, ale to bzdura. Czego uczy Wykonawcę taki Hellcat. Przecież Wykonawca umie czysto sklejać, maskować oszklenie, posługiwać się w miarę sprawnie aerografem - ale wszystkiego jeszcze nie potrafii. Nie umie na przykład tak dobrać gęstości lakieru, dodać odpowiednich środków, tak by ów lakier błyszczący położył się bez kaszy, albo np. nie potrafi robić realistycznych okopceń. Czy nauczy się budując kolejny model tak samo? Chyba nie. A czy nie przyjemnie czytało się komentarze do swojej produkcji gdyby brzmiały np: "zestaw hasegawy to porażka, ale okopcenia zrobiłeś bardzo realistycznie". Widziałem Twojego Corsaira i ośmieliłem się go skomentować na sąsiednim forum w zupełnie innym duchu - nie skojarzyłem, że oba te modele robiła ta sama osoba. Wolałbym gdybyś doskonalił się na drodze wytyczonej przez "Big Hoga", a nie będziesz musiał robić zastrzeżeń w stylu: "model co prawda kiepski, ale właśnie taki miał być".
-
Banny, rozumiem Twoje podejście choć go nie podzielam. Zadajesz sobie za każdym razem wiele trudu, aby dowiedzieć się masy interesujących szczegółów o maszynie i pilocie, prawie zawsze możesz podeprzeć się zdjęciem. Dlaczego więc nie pójść o krok dalej i spróbować oddać na modelu tych wszystkich ciekawych smaczków konkretnej maszyny, albo chociaż konkretnego typu samolotu. Glossy Sea Blue to faktycznie jeden z najtrudniejszych kolorów do realistycznego malowania, ale kolor okopceń to zupełnie inna sprawa. Nie było Hellcatów kopcących na jednolicie czarno - jest cała masa zdjęć, które z pewnością znasz, więc Twój model padł w tym względzie ofiarą schematyzmu - cóż za różnica czy weźmiesz farbę (czy cokolwiek innego czym to robiłeś) czarną czy szarą lub jakąś inną - odpowiedniejszą? Podobnie ze stopniem połysku - dlaczego musi być satynowy? Przecież są lakiery błyszczące - można mieszać błyszczące z matowymi, a nawet malować płynami do podług i jest połysk. Zły nie jest, ale chciałby zobaczyć Twoje modele z takim "backgroundem" historycznym jak dotąd, ale po przestawieniu priorytetu z ilości na jakość. Dla pocieszenia powiem Ci, że mój granatowy hellcat sprzed kilku dobrych lat był znacznie gorszy: poobijałem go dramatycznie - dobrze, że Ty swojego oszczędziłeś.
-
Fajny temat - jak to Hellcat, ale trochę szkoda, że to ta wypukła hassegawa. Ładnie pomalowany - fajne oszklenie i gładka powierzchnia, ale mam pewne uwagi merytoryczne. Nie podobają mi się czarne okopcenia - schematycznie podszedłeś do sprawy. To jeden z tych modeli, na których warto właśnie poeksperymentować, bo i tak szału nie będzie, a w razie czego strata niewielka - może warto jeszcze chwycić za jakieś pastele i urealnić to trochę? Po drugie według mnie to wczesny F5, który powinien mieć szybkę za kabiną (tak jak i Papper Doll). Ach jaka szkoda, że tak mało zdjęć paszczatych hellcatów przetrwało - pewnie masę ciekawych negatywów spoczywa gdzieś w Zatoce Leyete razem z wrakiem Princetona.
-
Nie wiem czy warto się na nim wzorować, ja raczej proponowałbym na tym: Płynność przejścia na moim modelu to raczej złudzenie lub moja nieudolność - w każdym razie nie taki był zamiar. Ale w kontekście zdjęcia WR-F to już by można było rozważać, czy nie było jakichś podmalówek zachodzących na oprofilowanie łączenia skrzydła z kadłubem. To jest właśnie jeden z tych momentów gdzie każdy zobaczy co zechce, ale jak już coś dojrzy to warto zasygnalizować, że się wie. O tym jak był brudzony mój "Cripes" dowiesz się więcej z warsztatu http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=86&t=25683. Skrzydła i kadłub były malowane innymi farbami. EDIT: Teraz mnie olśniło, w fabryce skrzydła były lakierowane srebrzanką już po złożeniu płatowca, może nie zawsze maskowali to łączenie? Wie ktoś jak to wyglądało? Liczę na Kornika i Gonza.
-
Tak, dla uzyskania maksymalnie laminarnego przepływu powietrza - w końcu skrzydło to był wielki atut tej maszyny. Ja takiego z lusterkami już mam za sobą - no ale w 48 to było trochę łatwiej http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=26161
-
Dziwnie się to czyta, Panowie. Starczy i do roboty. Ja jeszcze do tych skrzydeł wrócę. Tu nie chodzi o zróżnicowanie blach (nie o jakieś różnokolorowe kafelki) tylko o to, że w każdym Mustangu D (fabrycznym) skrzydło jest zaszpachlowane, zapodkładowane, a później pomalowane na srebrno. Pokrywy uzbrojenia również. Wynikiem takiego działania producenta jest zanik linii podziałowych, dlatego uważam, że aplikowanie ciemnego łosza w te grube linie jest bez sensu. Jak ma być poligon, to zrób to jak trzeba. Zaszpachluj i ewentualnie natnij cieniutkie linie skalpelem, bo spod tej szpachli jednak łączenia blach wychodziły. A różnice w kolorze i fakturze widać na kolorowej klatce filmu świetnie. Bez lusterek cała tyrada na temat niedającej się powściągnąć potrzebie detalowania traci na wiarygodności. Pozdrawiam i życzę sukcesu.
