JSJ
Użytkownicy-
Liczba zawartości
318 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez JSJ
-
Z powodu awaryjnej przerwy odzywam się ciutek późno, ale na szczęście nie ma stanu alarmowego . Zmylił mnie nieco stan zaawansowania prac malarskich we wnętrzu. O tym lekko "oszukanym" pogrubieniu przy kątownikach myślałem podobnie - nie ma potrzeby dodawać sobie pracy dającej efekty niewidoczne. Byłoby szkodą, gdybyś zrezygnował z otwierania płyty tylnej przez drobne trudności wykonawcze, więc pokombinuj. Co do tej poprzeczki, to większość, jeśli nie wszystkie modele przeze mnie widziane, miały ten ewidentny błąd - błąd producenta w pierwszym rzędzie, bo skoro łączy coś w jeden zespół (jak tutaj), to mylna sugestia murowana. Samo połączenie z płytą tylną nie jest trudne do wykazania na odpowiednich zdjęciach, natomiast gorzej ma się rzecz od strony wewnętrznej, bo tam też jest wzmacniający kątownik, podobny do tych bocznych, ale prawdopodobnie nie w jednym kawałku, tylko w postaci dwóch odcinków w partiach brzegowych. Mogły być różne wykonania tych wzmocnień, ale brak mi ściągawki, aby je opisać. Otwieranie górnej osłony, jak sądzę, będzie banalnie proste, gdy postarasz się zrobić "prawdziwe", działające zawiasy na jej przodzie (blaszka, drucik). Przy dobrym spasowaniu całości zbędne może być łączenie na tylnych zawiaso-zamkach. A sam sposób otwierania do przodu jest jak najbardziej realistyczny, bo połączenie z przednimi zawiasami jest w zasadzie nierozdzielne bez odkręcania paru śrub. Przedni właz - zrobisz, co się da. Trochę żal, że już masz klapę zamocowaną, bo jak znam życie i przykłady choćby z tymi modelami Trumpetera, to obawiam się, że zostało niewykończone połączenie górnej i dolnej części pokrywy - oprócz wspomnianego skosu powinno tam być łagodne przejście powierzchni (profil z wyraźnym łukiem). Już mniejsza o to zaokrąglenie, ale ludziska zostawiają wręcz szparę. No, wybacz to trucie, ale jestem oglądaczem wyczulonym na taki brak konsekwencji w uszczegółowianiu, więc jak już komentuję, to z dmuchaniem na zimne i na Twój model teraz padło. A padło dlatego, że zrobiłeś kawał imponującej roboty i oby tak dalej.
-
Cześć, Tornado. Nie wiem, jaki masz plan, ale raczej widać, że nie ma w nim pogrubienia płyt kadłuba na tyle. O tyle to dziwne, że pogrubiłeś płytę przednią. A to płyty "wanny" (boczne i tylna) przy płycie otwieranej powinny być pogrubione bezwzględnie, bo ich brzegi widać jak byk, a mają grubość na oko o połowę za małą (potrzeba ok. 2,5 mm). Producent albo liczył na domyślność modelarza, albo sam nie wiedział, co i jak, więc pozostawił te partie z gubościami dla siebie po prostu wygodnymi. Napisałeś chyba, że chcesz otwierać tylną płytę, ale nie pojawiają się kątowniki, do których były przykręcane jej dolne boki - to też dziwne przy tak "wypasionym" wnętrzu. Na wszelki wypadek dodam, że przy opcji otwieranej płyty należy odciąć od góry kadłuba poprzeczny pas za żaluzjami i połączyć go z górnym bokiem tej płyty - to są części zespawane na amen, aczkolwiek i ten pasek poprzeczny jest przykręcany do łączników na górze. To tak w zarysie elementy warte zwrócenia uwagi na tym etapie. Każda korekta może powodować potrzebę innych, ale zdaje mi się, że przy tej skali i narzuconym przez wnętrze poziomie szczegółowości "nie ma zmiłuj" - trzeba obłożyć się zdjęciami i brnąć konsekwentnie do przodu. Jeszcze słówko na temat przodu modelu - jeśli właz ma być otwierany, też prosi się o uzupełnienie. Jeśli nawet Trumpeter nie dał, należałoby pod krawędź wewnętrzną otworu włazu podkleić coś udającego dobrze widoczną z zewnątrz rynienkę uszczelniającą. Moim zdaniem to była pierwsza w hierarchii ważności istotna czynność waloryzacyjna w tej strefie, a zaniechanie producenta nie daje się usprawiedliwić. Już nie rozpisuję się o tym włazie, ale nawet, jeśli płyta ma tu dobrą grubość, to prawdopodobnie nie wymodelowano odpowiednich skosów - brzegi otworu, jak i tej wpuszczanej w otwór części pokrywy powinny mieć spore pochylenie (ok.75°) w stosunku do powierzchni pancerza. Bez tego powstaje wrażenie, że jest tu cieniej, niż być powinno. Jan Jędryka
-
OK, "badania" od strony detalu prowadzi niżej podpisany w porozumieniu z autorem powstającej, możliwie pełnej historii 7TP. Na mnie spoczywa rysunkowe ogarnieęcie dostępnego materiału, ale "po drodze" biorę udział w stopniowo klarującej sie klasyfikacji form wykonania. Mimo pozostających białych plam, może to być w sumie pozycja dużo bogatsza w treść od pierwszego podejścia, jakim było wydanie zeszytu "Czołg lekki 7TP" przez Fenix s.c. w 1996 r. Zapowiada się gruba rzecz, z dużym naciskiem na zagadnienia produkcyjne. Cudzysłów powinien może być od razu użyty, bo niektóre szczegóły wychodzą niejako same, gdy się dysponuje większą ilością zdjęć na dobrych i bardzo dobrych skanach, ale z drugiej strony, lepsze i liczniejsze zdjęcia ujawniają więcej detali powodujących nowe wątpliwości. Tak więc można to określenie brać poważniej lub mniej poważnie; ja nie mam głowy do kokieterii, bo uważam, że większość rzeczy przez NAS ustalonych to materia żmudnie wydzierana z niekompletnego, wręcz szczątkowego zasobu danych. Deklaracji o dacie wydania nie złożę. Może pół roku jeszcze, może więcej. Od dłuższego czasu trwa rozpracowywanie serii produkcyjnych, temat arcyciekawy i arcytrudny, możnaby powiedzieć, że maksymalnie "porąbany", a przecież dośc zasadniczy dla zrozumienia nawet "dziwnych" konfiguracji. Ale jest jakby przełom i to może oznaczać przyspieszenie, czego sobie, głównemu autorowi i zainteresowanym życzę. A tymczasem ujawniam niedyskretnie to i owo spośród faktów najpewniejszych. Jan Jędryka
-
OK, "badania" od strony detalu prowadzi niżej podpisany w porozumieniu z autorem powstającej, możliwie pełnej historii 7TP. Na mnie spoczywa rysunkowe ogarnięcie dostępnego materiału, ale "po drodze" biorę udział w stopniowo klarującej sie klasyfikacji form wykonania. Mimo pozostających białych plam, może to być w sumie pozycja dużo bogatsza w treść od pierwszego podejścia, jakim było wydanie zeszytu "Czołg lekki 7TP" przez Fenix s.c. w 1996 r. Zapowiada się gruba rzecz, z dużym naciskiem na zagadnienia produkcyjne. Cudzysłów powinien może być od razu użyty, bo niektóre szczegóły wychodzą niejako same, gdy się dysponuje większą ilością zdjęć na dobrych i bardzo dobrych skanach, ale z drugiej strony, lepsze i liczniejsze zdjęcia ujawniają więcej detali powodujących nowe wątpliwości. Tak więc można to określenie brać poważniej lub mniej poważnie; ja nie mam głowy do kokieterii, bo uważam, że większość rzeczy przez NAS ustalonych to materia żmudnie wydzierana z niekompletnego, wręcz szczątkowego zasobu danych. Deklaracji o dacie wydania nie złożę. Może pół roku jeszcze, może więcej. Od dłuższego czasu trwa rozpracowywanie serii produkcyjnych, temat arcyciekawy i arcytrudny, możnaby powiedzieć, że maksymalnie "porąbany", a przecież dośc zasadniczy dla zrozumienia nawet "dziwnych" konfiguracji. Ale jest jakby przełom i to może oznaczać przyspieszenie, czego sobie, głównemu autorowi i zainteresowanym życzę. A tymczasem ujawniam niedyskretnie to i owo spośród faktów najpewniejszych. Jan Jędryka
-
T-34/85 zakłady 112/183 + diorama AFVc/MiniArt/Edzio 1:35
JSJ odpowiedział kalaruch → na temat → [M]Warsztat
Ale o co chodzi w pytaniu? Bo numer (nie "tysiaczek") jest widoczny. -
T-34/85 zakłady 112/183 + diorama AFVc/MiniArt/Edzio 1:35
JSJ odpowiedział kalaruch → na temat → [M]Warsztat
Pierwsze i tzrecie zdjęcie to jeden czołg ("1000"). Jest jeszcze parę fotografii z tym wozem; ma wieżę z "ćwiartkowym" podziałem. Co do czwartego, nie są to chyba polskie czołgi (z jakiejś książki pamiętam podpis mówiący o radzieckiej jednostce), ale nie wiem nic pewnego. Sołdaty jednak nie za bardzo wyglądają na naszych . -
T-34/85 zakłady 112/183 + diorama AFVc/MiniArt/Edzio 1:35
JSJ odpowiedział kalaruch → na temat → [M]Warsztat
Wybór dobry albo zły. Jest mało zdjęć, ale i tak można się zorientować, że w wyniku kolejnych uzupełnień w Brygadzie znalazły się 85-ki z tego zakladu wyposażone w kilka wariantów wieży. Ja się doliczam czterech. Żaden nie stanowi większego problemu w modelowaniu, natomiast materiał fotograficzny sprawia duże trudności w rozróżnianiu. Pisałem o wariancie, który możnaby nazwać bazowym dla innych, czyli dla: wieży z krzyżującym się podziałem zamiast typowego podziału na dole, podobnej wieży, ale spłaszconej na bokach, wreszcie wieży z obniżoną krawędzią tylnej cześci. Zdaje się, że każy z tych wariantów ma jeszcze swoje podwarianty, polegające np. na zmianach na dachu. A to w sumie tylko cześć możliwości występujących przy czołgach z Sormowa. Nikt tego porządnie jeszcze nie opisał ani nie pokazał, więc jest bardzo trudno ogarnąć zagadnienie, a bez ogólnej orientacji każdy szczegół może stanowić pułapkę merytoryczną. Teraz więc przydałoby Ci się zgromadzić mksimum fotografii z późniejszym wyposażeniem jednostki (ciężka sprawa) oraz trochę zestawów z pomnikowymi lub muzealnymi przykładami 85-ek z z. 112, produkowanych w 1944 r. (np. z poznańskiej Cytadeli, z pomnika w Czarnem, kilka można znaleźć na rosyjskojęzycznych stronach). Naprawdę nie wiem, czy to gwarantuje wyrobienie sobie jakiegoś poglądu, bo fakt nieobecności na rynku takich modeli sugeruje, że nikomu nie udało się w tym rozeznać. Podobnie z tzw. literaturą, dostarczającą informacji wyrywkowych, bez szerszego kontekstu. Masz ciężki orzech do zgryzienia. Trzeba jeszcze powiedzieć, że chyba każdy model kadłuba nie przedstawiający czołgu z Sormowa będzie wymagał kłoptliwych zmian. Tu znów odsyłam do fotografii, jakie tylko się da zdobyć. Ogólnie znana jest typowa dla tych czołgów górna płyta tylna oparta na dolnej, inaczej, niż w całej pozostałej produkcji. Mniej znany jest fakt, że cześć nadsilnikowa (pancerz nad silnikiem i te po jego bokach) były oparte na wzorze z pierwotnego T-34, podczas gdy inni producenci poszli w stronę uproszczeń. Bez rozpoznania tych rzeczy nie jest możliwe odtworzenie prawidłowego wyrobu Sormowa. Postudiuj więc może jeszcze temat, jeśli Ci zależy na jakimś porządnym pokazaniu wiarygodnego czołgu Brygady i nie spiesz się z decyzjami. -
T-34/85 zakłady 112/183 + diorama AFVc/MiniArt/Edzio 1:35
JSJ odpowiedział kalaruch → na temat → [M]Warsztat
Coraz cieplej... Tylko jedna uwaga (do znudzenia tych, co już to mają wbite w pamięć) - odlew wieży w zasadzie jest jeden, a linia podziału na dole to ślady styku części form. Od delikatnych do bardzo topornych, w zależności od serii albo nawet egzemplarza. Wymieniłeś co trzeba z cech wieży Z. 174. Na kadłubie główną taką cechą jest ten wariant szerokich zawiasów tylnej płyty. Z tym się trochę wiąże rozstawienie śrub obok nich. Na ile dokładnie są odwzorowane inne szczegóły, trudno mi odczytać. Np. ten zakład stosował haki holownicze bez zaznaczonego uskoku na "garbach", z tym, że chyba był to wariant uzupełniający zaopatrzenie w haki ogólnie używane. Nie mam tu pewności, ale przyjąłbym, źe te standardowe są w porządku. Przeróbki wieży: Może wbrew pewnym pozorom, łatwiej z niej uzyskać wieżę wzoru Z. 112, a to dlatego, że w obu wariantach jest ten dłuższy na przodzie dach. Więc zmiany byłyby bardziej kosmetyczne, niż przy zmianie na wieżę spłaszczoną wz. 183. Linia podziału w każdym wypadku do zmiany, oczywiście (zalecam przy tym patrzenie na zdjęcia odpowiednich wież, a tylko orientacyjne traktowanie rysunków z "Mitycznej broni", bo są bardzo przekłamane). Przy wariancie "Sormowo" jest jednak też problem z bryłą, bo tamtejsze wieże miały przednie partie (po bokach działa) nieco mniej zaokrąglone i jak się z tym nic nie poradzi, to może być fałszywy efekt na linii podziału. Wieżyczki dla wariantu "183" nie trzeba zamieniać na większą, jeśli nie uprzesz się na dokładnie ten egzemplarz, czyli wóź z numerem 215. Wieżyczki wcześniejsze, sprzed 1.45. (także w zasadzie te na czołgach z Z. 112) miały to samo rozwiązanie włazu, tylko boki nieco powyżej połowy wysokości zwężane lekko stożkowo. Model przedstawia wariant cylindryczny, bo to wersja Z. 174 wykonana nie z odlewu, a z gietej płyty. Oczywiście, jeśli jeden wzór wieży przerabia się na inny, trzeba się liczyć z małymi niezgodnościami, które ewentualnie pozostaną (np. pewne różnice występowały w rozmieszczeniu peryskopów na dachu, wizjerów na bokach kopułki, wczesne wieże ze 112. miały symetrycznie umieszczony zestaw wentylatorów). Ale od ostatecznego wyboru wersji zależy, co i jak ma być robione lub nie, krótko mówiąc, z czym można się pogodzić, a przy czym urobić ręce po pachy. Jeśli zostaniesz przy tym egzemplarzu, to jakoś Ci pomogę dopiąć te drobne kwestie pod jego kątem. -
T-34/85 zakłady 112/183 + diorama AFVc/MiniArt/Edzio 1:35
JSJ odpowiedział kalaruch → na temat → [M]Warsztat
Ten model powyzej to tank z Z. 174. Ciekawe, kto tworzy te rozmaite banialuki i coraz to nowe..., tu np. na temat pochodzenia. -
T-34/85 zakłady 112/183 + diorama AFVc/MiniArt/Edzio 1:35
JSJ odpowiedział kalaruch → na temat → [M]Warsztat
O jeju, skup się, dobrodzieju i zdeklaruj sam przed sobą, czy masz dane do analiz, czy nie. Ja tymczasem nie bardzo wiem, co rozumieć pod haslami "wieza 8-częściowa" i "typowy grzybek". Mogę się tylko domyślać, o co chodzi w tym pierwszym, zaś co jest typowe lub nie, to wymagałoby komentarza, na jakim tle. Często mylone są rzeczy typowe i nietypowe - z braku orientacji w rozwojowym ciągu określonych "typów". Wentylatory na "215" są dwa i własnie pod typowymi (dla średnio-późnych wojennych wież "85"-ek) grzybkami, zespawanymi z sobą. Jest to układ właściwie typowy już od pierwszych T-34-85 (pomijając małe różnice pozycji i gabarytów), a nawet na tzw. alternatywnych wariantach wież byl ukladem startowym. Tylko późne wieże z Sormowa i bodaj jeszcze późniejsze z Omska dają przykłady mniej typowego zastosowania wentylatorów - pod oddalonymi od siebie, bardziej kopulastymi grzybkami. Ale to były zmiany tak późne, że na zdjęciach z ostatnich operacji w Europie wciąż są unikatem i praktycznie dopiero w powojennej produkcji i eksporcie ZSRR stanowią opcję wyraźnie liczną. Na "215" jest wieża prod. Z. 183. i to jest najpewniejsze (właśnie na 100%; nie wiem, czego chcesz się doszukiwać). Jest to wieża ze spłaszczeniami bocznymi, jak najbardziej normalnym układem wentylatorów i nie wcześniejsza, niż z 1.45. gdyż ma zmodernizowaną, wiekszą kopulkę. Tak się w dodatku składa, że na wojennej produkcji "85"-ach, poza tymi z Z. 183 takich kopułek ze świecą szukać i się nie znajdzie - przykład nierównomiernego postępu modyfikacji. Są tu jeszcze inne detale właściwe dla wież tego producenta, ale uważam, że w.w. wzięte razem mają znaczenie rozstrzygające. Teraz kadłub - nie tylko wozy z Sormowa jeździły na kołach tłoczonych, to dość oczywista prawda. Więc koła jako takie nic nie mówią. Koła to koła, a kadłub to kadłub. Zerknij na stronę "andreaslarka" z przykładami wczesnych "85" z Z. 183 na takich kołach. Nie sugeruję wcale takiego pochodzenia Twojego wzorca, bo zdjęcie za mało pokazuje, ale chodzi mi o to, że z całym tym tankiem jest akurat odwrotnie, niz to przedstawiałeś - to wieża jest pewniakiem, a kadłub z podwoziem może być różnie interpretowany. To zresztą daje sporo swobody przy jego modelowaniu, więc przy pozytywnym myśleniu jest to plus. -
T-34/85 zakłady 112/183 + diorama AFVc/MiniArt/Edzio 1:35
JSJ odpowiedział kalaruch → na temat → [M]Warsztat
Tak jakoś przedstawiłeś swoje wątpliwości źe nie wiem, czy dotyczą tylko czołgu na zdjęciu, czy również elementów modelu. Może zresztą akurat nie bardzo kontaktuję, nieważne. Jednak uważam, że w obu przypadkach nic konkretnego nie wskazuje na kadłub prod. Zakładu 112. Jakie cechy o tym świadczą, zdaniem Twoim (lub może pana M.)? Może masz dodatkowe zdjęcia "215" na poparcie tego. Co do wież - wieża modelu najbardziej odpowiada produkcji z Omska (Z. 174), a ta "archiwalna" to rzeczywiście ze "183". -
To zdjęcie jest dobre, ale ponieważ przedstawia prototypową wieżę na prototypowym kadłubie z przeróbkami, to i detale mocowań osprzętu są tu zapewne jeszcze niedopracowane. Otóż: - Nie ma łomu, ani jego zapięć, - na seryjnych wykonaniach pozycja łopaty i wihajstra do gąsienic wygląda ciut inaczej - o szerokość paska mocującego należałoby posunąć łopatę do tyłu, o tyleż samo ów drąg do przodu, - dla każdego z trzech "przyborów" na błotniku powinnny być ograniczniki ruchu przód - tył w postaci krótkich odcinków kątownika (takiego, jak na krawędzi błotnika); dlatego te pozycje są dość ściśle określone, uwzględniając luz, oczywiście. Gdyby Ci to było potrzebne, szczegóły opiszę dokładniej. Natomiast od razu proponuję zamienić jedną z "trąbek" stanowiących podnośnik - ta od zewnątrz stanowi element w zasadzie cylindryczny (średnicy ok. 8,5 cm), gdyż służy jako wsuwane przedłużenie rury - osi obrotu wahacza. Po czym stanowi oparcie dla roboczej części, czyli pompki (to jest bodajże urządzenie hydrauliczne). Jest to niezupełnie rura, bo ma spłaszczenia z obu stron (na dole), a dzięki temu, że klocek, na którym to wszystko spoczywa, jest nieco wydrążony, jakieś 1.5 cm owej rury jest w nim zagłębione fragmentem nie spłaszczonym. Natomiast drugi element podnośnika, choć trudny do pełnego sprecyzowania, rzeczywiście jest w dużej części stożkiem, ale powinien leżeć w zasadzie podstawą do tyłu, zaś na przodzie mieć uchwyt - dźwignię. Ta zwykle opierała się na krawędzi klocka; nie ma problemu, aby to wypatrzyć na zdjęciach.
-
Co do schematu układu narzędzi na błotnikach - w formie graficznej raczej nie istnieje, nie są też znane materiały tekstowe. Ze zdjęć można wysnuć wniosek, że na jednowieżowych 7TP występował więcej, niż jeden wzór, ale trudniej o szczegóły. Kłopot w tym, że przebieg produkcji i wygląd poszczególnych serii przedstawia się dość skomplikowanie, a nie jest wykluczone, że w jakiejś fazie niektóre elementy były przerabiane na zasadzie "update" do jednego standardu. Ten domyślny standard jest bardziej czytelny, bo wczesnych zdjęć odpowiednio detalicznych jest mało, a opisowo wygląda mniej więcej tak: 1. Lewy błotnik - zestaw podnośnikowy oraz korba rozruchowa. Na modelu nie widać korby, a kloek pod elementami podnośnika powinien niemal stykać się z tym "wieszakiem" błotnika, który jest za nim. Przybliżone wymiary: długość korby - ok. 70 cm (dłuższy fragment przed zagięciem 44 cm), klocek (szer./dług.) 25 x 45 cm. 2. Prawy błotnik - z grubsza tak, jak jest plus łom mocowany najbliżej zewn. krawędzi błotnika. Elementy modelu wydają się za duże, więc znów przybliżone długości: łopata - 110 cm, dźwignia do napinania gąsienic - 154 cm, łom - 108 cm. Przynajmniej w tym układzie nie występuje siekiera, podejrzewam zresztą, że w ogóle nie występuje.
-
To prawda, że zdjęcie jest z tych badań, natomiast z tym pasowaniem - tak i nie. Ten typ tak miał. Główna osłona kominka, czyli ta dookolna banda była skośnie cięta w płaszczyźnie opadającej do tyłu - różnica między dachem w tym miejscu a jej górną cześcią to ok. 9°. Natomiast pokrywka (wedle najnowszych badan) była montowana równolegle do dachu. Była lekko wytłoczona, tworząc coś w guście półmiska. Zasada budowy, z małymi błędami, jest w dość znanej książeczce wydanej bardzo dawno. Druga sprawa: Uprasza się o nienamawianie na "maszt" przy wszelkich okazjach (jeśli dobrze rozumiem, iż chodzi o te bambusy). To było jakieś krótkoczasowe rozwiązanie i poza zdjęciami z Zaolzia nie ma przykładów stosowania.
-
Otóż właśnie chodziło mi o te różnice, świadczące o istnieniu minimum dwóch wariantów. Co prawda, rzecz jest dość trudna do opowiadania i chyba nie byłem zbyt zrozumiały, ale na szczęście jest już ten foto-rysunek (?). Właściwie potwierdzam wszystko, co pisałem, z wyjątkiem jednej rzeczy: osłony nad wentylatorami na Jp. też są węższe od tylnych (analogicznie do zestawu na Panterze). Miałem na myśli, że jest tu (prawdopodobnie) ten sam wymiar, co pionowych ścianek "skrzynki". Jak slusznie zuważasz, poza ten wymiar wystaje (prawdopodobnie obustronnie) górna płyta i boczne wstawki. Wystają na jakieś 3 cm i mają zaokrąglone narożniki - z grubsza promieniem o tym wymiarze. Nie pisałem o tym, co dość dobrze widać, ale na wszelki wypadek dodam, że w odróżnieniu od rozwiązania na tym rysunku, osłona nad wentylatorem Jp. ma i z przodu podparcie na "widełkach", tylko dość o dość małym rozstawie. Natomiast nie potrafię wytłumaczyć sobie, co to jest pośrodku tych widełek - musi się wiązać z zamknięciem opuszczonej płyty, ale zagadkowe jest to podłużne "coś". Jakaś regulacja może... Całkowicie się zgadzam co do tego, że mądrzejsze jest montowanie takich rzeczy na śruby, gdy są takie do wykorzystania. Zresztą zdjęcia Jp. dość jednoznacznie wskazują, że w tym wariancie tak robiono - widać, że te podpierające U są zdecydowanie nad powierzchnią płyt pancerza, a nie widać na bokach dodatkowych podpórek, więc wychodzi, że podpórki (jakieś kawałki blachy z ewentualnymi tulejami) były dokręcane przednią i tylną śrubą na ruszcie. To, że były takie dodatkowe elementy, nie jest do udowodnienia, lecz jest logicznym wynikiem założenia, że była potrzeba odsunięcia mocowania poza obrys osłony odlewanej (zwłaszcza w przypadku tylnego U - po lewej stronie pojazdu jest miejsce możliwej kolizji z podwyższonym pudłem kryjącym wentylator). No, starczy, bo się zrobi mętlik zamiast jasności. Ale próbuję w miarę możliwości zauważyć, z jakimi zależnościami musiał się liczyć projektodawca. Odrębną nieco kwestią jest, kto nim był. Wobec braku danych na ów temat, ja przyjmuję teorię, że pierwotny pomysł mógł się urodzić gdzieś na froncie i tam były nawet stworzone jakieś prototypy. Ale to, co widzę na zdjęciach, wydaje mi się zbyt porządnie wykonane, jak na warunki polowe, więc sądzę, że jednak to fabryczne wyroby, w przypadku tego wariantu na Jagdpanther zwłaszcza. Ale, jak wspomniałem, ubóstwo dokumentacyjne na nie pozwala na pewność. Wreszcie, w zależności od przyjętej opcji co do powyższego, można odmiennie myśleć o tym, czy osłony były malowane i jak. Co innego zamontować improwizowane elementy na gotowym pojeździe dostarczonym z fabryki, a co innego, gdy są one składane w tejże fabryce razem z pojazdem. Jeszcze co innego, gdy np. fabryka montuje je po otrzymaniu od jakiegoś pod-producenta. Nie wiemy, która z możliwości jest prawdziwa, toteż możemy sobie dać luz w tej sprawie.
-
Jednak względnie prawidłowa nazwa może być wielce pomocna . Dlatego zamiast nitów i plaskich śrub proponuję "śruby o łbach soczewkowych". Te łby miały średnicę ok. 18 mm (gwint 10) i takich była zresztą większość na górnych powierzchniach wieży. Na tej pokrywce były rozstawione co ok. 10,5 cm (przy ogólnej szerokości "kominka" ok 46 cm). To akurat może się mieć nijak do modelu, jeśli jest w tym miejscu mocno zbabolony; tego nie wiem.
-
Na stronie www.panther1944.de jest do zobaczenia ilustracja panterowego zestawu osłon, prawdopodobnie pochodząca z czegoś w rodzaju certyfikatu wydanego na tę modyfikację przez OKH (Nacz. Dowództwo Wojsk Lądaowych) w 12. 44. Nic lepszego chyba się nie znajdzie, ale i tam można mieć wątpliwości, czy np. podpory osłony nad wentylatorem są po prostu przyspawane do pancerza, czy pominięto jakieś detale mocowania. Jednak ogólnie sprawa dość czytelna i zgodna z tym, co pokazują fotografie z bardziej górnych ujęć. Może stanowić jakąś pomoc w rozwiązywaniu osłon na Jagdpanther - wejdź i poszperaj, bo to coś nie za bardzo chce się linkować.
-
Trzeba się, niestety, dobrze naszukać po sieci albo mieć parę dobrych książek, aby znaleźć kilka zdjęć takich czy podobnych oslon (na palcach jednej ręki się policzy). W dodatku nie wyjaśniają one za wiele. Informacja pisana - raczej nie istnieje, pominąwszy jakieś domysły. Według moich spostrzeżeń są dwa rodzaje zestawów - taki, jak na tym Jp. i taki, króry można napotkać na Panterach G (wyjątkowo i A). Jak na razie, wygląda to na sztywną regułę, czyli te widziane na Jp. nie występują na Panterach i odwrotnie. Przy okazji wysnułem wniosek, że dziełem fantastów mogą być osłony na przednich wlotach, bo śladu ich na żadnym zdjęciu nie widziałem, niezależnie od wariantu. Mamy je więc nad wentylatorami oraz nad tylnymi wlotami powietrza. W obu rodzajach kompletów jest tak, że osłony nad wentylatorami dają się odcchylać na tylnym podparciu do tylu (po czym opierają się na osłonach tylnych). Tylne osłony mają dość jasną konstrukcję, bo stanowią coś w rodzaju skrzynek - trzy głowne ścianki z dodanymi na bokach poziomymi płytkami. O ile "panterowe" są w zasadzie (tak wyglądają) wykonane jako jeden gięty arkusz blachy plus te boczne dodatki, to te na naszym Jp. mają każdą ścianę odzdzielną i jest dodatkowa ciekawostka - elementy poziome są grubsze od pionowych. Można przyjąć, że występują tu grubości ok. 5 i 10 mm. Mają od panterowych większy wymiar liczony po boku, gdyż sięgają z tylu +/- do przedniej krawędzi tylnej płyty kadłuba. Te na Panterach, najwyraźniej opracowane pod kątem "grilów" z wesji G, obejmują ich wymiar z pewnym zapasem, aby się oprzeć o pancerz przed i za wlotami, te "nasze" sugerują, że ich obrys na przodzie przypada na granicy pancerza i wlotu, a obejmują całą szerokość "dziury" mieszczącej z zapasem duże osłony Panter D - A i wcześniejszych Jagdpanther. W takim razie przednie zamocowanie może wypadac na śrubach mocujących ruszty, a tylne raczej jest dorobione przy krawędzi tylnego pancerza (obie pary śrub mieszczą się wewnątrz skrzynki). Z takiego opisu da się wyprowadzić ogólne wymiary - części modelu w rękę i kombinuj. Osłona nad wentylaror jest bodajże regularnym prostokątem i może mieć tę samą szerokość (wymiar w poprzek pojazdu) co tylna. Wariant panterowy ma ten wymiar nieco mniejszy, a fragment, na którym się obraca na podporze, jest jeszcze dodatkowo zwężony. Na naszym pojeździe widać, że to obrotowe zamocowanie jest na szerokim U, obejmującym cały wymiar płyty. Kłopoty w rozeznaniu detali sprawia głównie przednia podpora płyty. Jednak generalnie zdaje się, że przód i tył podparcia są związane jakimiś wspornikami z odpowiednią parą śrub mocujących odlewy okrągłych osłon zasadnicztych. Na zdjęciu widać osłonę nad wentylatorem otwartą i opartą na tylnej. Nie wiem, co by miało świadczyć o niekompletności zestawu. Jeszcze co do koloru numeru - cóż, jak to z kolorami, może być dyskusyjny, ale dla mnie w zasadzie jest on jasnoszary. Tu i ówdzie pokazywane są inne klatki z tego filmu, z którego wywodzą się te wyżej pokazane. Akurat ta z widocznym numerem jest jakby przeniebieszczona; na innej znajdujemy ten numer w znacznie cieplejszej tonacji. To nierzadkie uroki klasycznej techniki filmowej (w ruchu powstają efekty lekko pulsujących barw). Zaś pojęcie "szary" zawiera mnóstwo potencjalnych stopni jasności i wtrąceń kolorów, więc nie ma chyba potrzeby dopatrywać się aż tak zdecydowanej opcji, jak błękit. Myślę, że próbki przyłożone do kamuflażu, kiedy już on będzie, przekonają Cię do "zwykłej" szarości, może tylko leciutko zmąconej niebieskim. Jan Jędryka
-
Czołem. Bądź dzielny, bo jeśli chodzi o wyzwania, to kamuflaż nie jest tu jedynym - Jagdpanther w ogóle jest wyzwaniem, a ten egzemplarz, moim zdaniem, szczególnie. Pierwsze nieporozumienie, jakie widzę, to przypisanie go produkcji MNH (na jakiej podstawie?). Akurat z trzech producentów wchodzacych w grę to ta firma odpada; jak to pozory mylą... Przy kompletnym braku danych o charakterystycznych cechach Jp. pochodzących z MBA, można na dziś wskazać jedynie pochodzenie pojazdu z MIAG. Czarno białe 2 - 3 zdjęcia do znalezienia w sieci pokazują kilka szczegółów przydatnych dla prób identyfikacji: 1. Tlumiki płomieni na rurach wydechowych zaopatrzone w dodatkowe kolanka osłaniające wyloty 2. Ekstra osłony nad wlotami i wylotami powietrza chłodzącego silnik 3. Prawy segment pokrywy włazu dachowego z dwoma zamkami 4. Układ elementów na klapie nadsilnikowej, konkretnie pozycja podpór-odbojów dla klapy włazu tylnego. To, co jest pod punktami 3. i 4., zgadza się z szeregiem przykładów Jp. produkcji MIAG (archiwalia i wozy muzealne). W MNH zaś konsekwentnie stosowano odwrotną orientację pokryw włazów na dachu, a także owe odboje na klapie nadsilnikowej umieszczano tam bliżej przodu, czyli dalej od pokrywek nawiewu do gaźnika. Z kolei nie znam żadnego dowodnego przykładu Jp. z MNH mającego kolanka na tłumikach lub owe osłony antyodłamkowe - jeśli bliżej popatrzeć, zwykle "podejrzany" okazuje się mieć niepozorne cechy typowe dla MIAG. Warto jednak zastrzec, że poszukiwania tego typu odbywać się mogą, niestety, na ubogim ilościowo i kiepskim jakościowo fotograficznym materiale archiwalnym, jak załączony obrazek. W przypadku "823" mamy do czynienia z czymś, co z grubsza jest wprawdzie podobne do finalnej produkcji MNH określanej obecnie jako Jp. G2, ale nie można automatycznie przyjąć, że to to samo. Rzadkie zdjęcia podobnych temu pojazdowi nie odpowiadają na podstawowe pytania związane z najpóźniejszymi zmianami konfiguracyjnymi, głównie tylnej części, zachodzącymi podobno od grudnia 44. Toteż i tu nie można stwierdzić, czy na pewno pojazd miał podwyższoną obudowę lewego wentylatora i zmieniony zestaw wlotów do chłodzenia (przejęty z Panther G). Co do mnie, a próbuję to rozgryzać już długo, to raczej typuję inną mieszankę elementów nad silnikiem, niż na finalnych Jp. z MNH. Ale zbyt subtelne szczegóły wpływają na takie wnioski, więc nic pewnego nie stwierdzę, a tylko zaznaczam, że coś może jest na rzeczy. Produkcja Jagdpanther w 45. roku jest pełna zagadek i to rodzi tyle nieweryfikowalnych hipotez, że na razie starczy. Z pewnością ten Jp. miał fabrycznie przeniesione mocowania osprzętu - tu ewidentne jest jednak tylko znaczne ogołocenie prawej burty, a także zamocowanie dla łopaty i (chyba) gaśnicy na tyle "budy". Na tym koniec z rzeczami jako tako widocznymi, reszta pozostaje do spekulowania. Jak więc się zapatrywać na możliwości zawarte w zestawie Dragona, trudne pytanie. Na oko jest to model późny, ale nie za bardzo. Praktycznie dobry jako przykład produkcji jesienno-zimowej 1944 r., włącznie z wczesnymi wykonaniami MNH. Nie ma tłumików płomieni, jakoby wprowadzanych od grudnia tegoż roku i tych paru opcji związanych z unifikacją elementów układu chłodzenia w produkcji finalnej (w każdym razie w MNH). Oryginał natomiast nie daje się rozszyfrować w paru istotnych z punktu widzenia faz rozwoju miejscach. W paru innych zresztą też - tylko wnioskując z innych egzemplarzy mogących być bliźniaczymi, można np. domniemywać, że rzeczywiście raczej nowe koła napinające powinien on mieć, także tę "podniesioną" osłonę lewego wentylatora. Kto się na niego napali, jest właściwie skazany na popisy wyobraźni. Moim skromnym zdaniem, z dobrego materiału w dragonowym pudełku lepiej skompilować model trzymający się realiów mocniej dokumentowanych.
-
Bo i nie jest łatwo. Nie wiem, co o tym pisze T. Jentz w "Panzer tracts", bo nie mam, ale tylko tam chyba można liczyć na odniesienia do konkretnych dokumentów. Strona "panther1944.de" podaje jednak początek tego patentu na Ausf. D w 8.43. W świetle różnych zestawianych zdjęć wygląda to bardzo prawdopodobnie i w dodatku kojarzy się z pierwszymi Panterami A wtedy powstającymi, a one miały to od razu z nowym typem kopułki. Zdjęcia mówią jeszcze to, że na Ausf. D stosowano ten pierścień w ograniczonym zakresie, tzn. albo tylko na wozach dowódczych, albo te miały priorytet. W większości przypadków na fotografiach, gdzie jest owa modyfikacja, zobaczy się i inne atrybuty "sprecyzowanej" wersji dowodzenia, np. "Panzertopf" pod antenę na tyle płyty nadsilnikowej.
-
Zdjęć jest na tyle dużo, aby (zwłaszcza w skojarzeniu z rysunkiem) zrozumieć, o co tu chodzi. Spawu być nie mogło, bo ten zewnętrzny walec z oknami był obrotowy - zasłaniał albo odslaniał wizjery. Rozwiązanie pozornie może dziwne, ale mające sens przy tym typie wizjerów (bloki szkła do patrzenia na wprost), aby w razie wymiany któregoś w trakcie ostrzału nie dostać "kulki w łeb". Spotykana na zdjęciach zamknięta pozycja tej osłony bywała interpretowana jako "wersja wieżyczki z inaczej usytuowanymi wizjerami" .
-
Jest OK, jeśli Cię to zadowala. Zagłębiać się w merytorykę bardzo czy mniej, to rzecz jak najbardziej osobista. Jednak kasa ma do tego niewiele, zwłaszcza tu, gdyż chyba nikt nie produkuje zestawu z poprawną wieżą a la Z. 112. Trzeba więc, powiedzmy, raczej odwagi, aby samemu taką wykukać, ale wtedy już bez żartów - potrzebny byłby i dłuższy dach, i inne rozmieszczenie elementów na nim, inna forma osłon wentylatorów, a przede wszystkim regularny typ "zagięcia" ścian bocznych. Niewątpliwie trzeba mieć sporo chęci, aby prawidłowo pokazywać specyficzne charaktery odmian tego czołgu (ale czy z innymi jest inaczej...). Teoria składaka nieraz bardzo ułatwia zadanie, ale niekoniecznie tłumaczy błędy, tak jak tutaj, gdzie jest za wiele komponentów wzajemnie sprzecznych, m.in. już na poziomie kształtu odlanego korpusu. Takich wież nie było - oto straszna prawda. To nie dla czepiania się, tylko dla podkreślenia, że jest możliwa lepsza droga (krótsza i niedroga): Przy założeniu, że robi się wieżę z Z. 183, główna poprawka dotyczyłaby tej "białej" linni podziału na przodzie, a reszta to by były drobiazgi nawet nie do zauważenia przez większość.
-
Na T-34 jest możliwe wiele, ale nie wszystko. Jeśli to jest wieża z Z. 112, to nawet po jakimś czasie wymian i dodawania elementów nie jest możliwe, aby miała te boczne "przycięcia" korpusu, jak model. Z tym bublem Zwiezdy lepiej było iść w stronę Z. 183. Tu jest pomieszanie z poplątaniem i dlatego trudno to oceniać merytorycznie, zwłaszcza jak się czyta 'to tylko T34", bo nie wiadomo, czy warto. Gdybyś mial do tego inny stosunek, jakiś pomysł na okres pokazywany na scence, możnaby konkretnie wpłynąć na wiarygodność całości. A tak, to pozostaje jedynie potwierdzić, że rzeczywiście część wczesnych T-34-85 z nową armatą (różnie o niej piszą - była to S-53 lub ulepszona Zis-S-53) miała takie zaczepy. Inna sprawa, że już osłona działa była nieco inna, bo np. nie miała tego żłobkowania na mufie, a zewnętrzny profil poprzeczny tej mufy nie był okrągły, tylko owalny. Wybrzuszenia na lewej ścianie wieży w produkcji Z. 112 nie było nigdy, a numery odlewów były (jeśli były) w innym miejscu, numeru na mufie wokół lufy nie stosowano i t. d.
-
O wyraźne zdjęcia "instruktażowe" będzie trudno, chyba że po rekonstrukcji w Bielsku. Akurat zwykle, jak widać, belka jest przysypana piachem lub kryje ją błoto. Odsyłam do rysunku powyżej; on pokazuje to, co jest przy bocznej ścianie zgodnie z prawdą. Widać w rzucie kątownik górny i dolny, tzn. ich ściany pionowe (wysokości). Podam wymiary tych blach kątowych wg katalogu cz. do 7TP dwuwieżowego, bo lepszgo dokumentu na te okazję nie ma: - Górna: szer. - 85 mm, długość - 220 mm, wys. - 110 mm, - Dolna - jak wyżej z wyjątkiem wysokości - 85 mm (ta pionowa ścianka jest z tyłu skośnie cięta, dopasowując się do tylnej krawędzi bocznego pancerza. Para kątownikow na jeden bok jest znitowana z belką czterema nitami o łbach sferycznych średnicy ok. 20 mm - rozstaw nieznany, trzeba przyjąć rozsądne pobliże krawędzi poziomej ścianki. Boki belki złączone są za pośrednictwem tych kątownikow (na styk) z bocznymi blachami pancerza. Jak pisałem, na stronę przypada 7 śrub; są to śruby 12-mm z łbami stożkowymi, od wewn. strony kontrowane wysokimi nakrętkami na podkładkach sprężystych. Takie same śruby były użyte np. do mocowania przedniego pancerza czołgu. Pośrodku belki prawdopodobne dodatkowe nitowanie ceowników z przekladką - 3 pary nitów rozstawione wzdłuż belki co ok. 15o mm. Co do haka, jest to jedna odlana lub wykuta calość, przykręcona do belki 4 śrubami 16-mm o łbach stożkowych średnicy 32 mm. Od wewnątrz wysokie nakrętki zabezpieczane zawleczkami, na podkładkach prostokątnych ze skosem kompensującym pochylenie ścianki ceownika. W.w. dokument podaje szerokość i wysokość podstawy haka (elementu płaskiego) - 220 x 125 mm oraz odleglość od powierzchni belki do osi zaczepu - 141 mm. --- Myski79 - nieskromnie przyjmuję, że pytania były do mnie. Otóż, w ten lub podobny powyższemu sposób można o wielu szczegółach, więc nie da się za wiele naraz. Pokombinuj tymczasem dla przyjemności nad zamocowaniem łącznika w belce, bo znając jego wygląd dojdziesz pewnie do tych wniosków, co i ja (kojarząc z tulejami). Oto on (pod resorem). Pytanie, co jeszcze można zmienić, jeśli dotyczy wyrobu Mirage, wolę pozostawić w zawieszeniu, aby nikogo nie dołować. Lepiej, aby padały pytania na tle zauważonych samodzielnie niezgodności, bo czego oczy nie widzą... Poza tym, przecież mnóstwo rzeczy do przerobienia nasuwa się jako oczywistości, a nikt ich nie koryguje. Jestem otwarty na kwestie konkretne, tzn. takie, które kogoś męczą, bo nie są wprost do wytłumaczenia przez spojrzenie na zdjęcia czy rysunki. Przykład zdjęcia wieży w tym watku jest dobry. Było pytanie, była próba odpowiedzi. Ale to też przykład dość wyjątkowy i wyrywkowy - z tej jednej fotografii wyciągnąć można dużo więcej - o zawiasach, blokadzie tylnej klapy, bazach anten, kominku wentylacyjnym, peryskopach - bez żadnej mitycznej dokumentacji dodatkowej.
-
Nie ma za co. Kto pyta, ten czasem dostaje odpowiedź. Uściślę się jeszcze w sprawie płytek między plecami ceowników - w starszym rozwiązaniu ewidentnie są to trzy kawałki (boki i środek), a między nimi pusta przestrzeń. W nowszym (tu właściwym) mogła to już być jedna długa plytka, chociaż niewykluczone, że był podział za hakiem - w każdym razie tu już nie widać szpary, tylko taką "fugę" - lecitukie zagłębienie na grubości owej przekładki. Oczywiste, że musiały być jakieś otwory w związku z rzeczami tam wożonymi. Pod zęby ogniw należało wyciąć dwa w górnym ceowniku, bo był nieco za płytki, aby je tak umieścić, jak wskazują zdjęcia. Dla każdego ogniwa były dwie długie śruby przetykane przez otwory na zęby koła napędowego (od góry nakrętkami ściskano ogniwa za pomocą pasków z blachy). Łącznik resoru był osadzany na dwu tulejach drewnianych, przy użyciu dużych i grubych podkładek oraz również śrub. Nie jest to całkiem jasne, ale możliwe, że któreś z tych podkładek były wgłębione w ceownik, a więc kolejne otwory (?). Najważniejsze dla nas jest to, że ów łącznik dokładnie licował się z krawędziami ceownika - ponad nie wystawały tylko końce śrub z nakrętkami; dlatego tak trudno w ogóle stwierdzić obecność tego elementu i jego pozycję na fotografiach. Jeśli Analogic pójdzie w stronę przeróbek, to jeszcze może coś dorzucę ku pomocy, na razie to jest tak pro publico bono.
