Jump to content

JSJ

Members
  • Content Count

    246
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by JSJ

  1. Ja się nie znam, ale wyobrażam to sobie tak, że na nieco wybrudzone już żółtko należało nanieść tylko białą mgiełkę, tu i ówdzie przetkaną mocniej kryjącymi plackami. Efektu odłażących płatów farby, poza tłumikami płomieni na oryginale nie widzę, także większych śladów spływania. Dlatego myślę, że wygląd tego kamuflażu nie był wynikiem sterania, a raczej oszczędnej i modulowanej operacji natryskiwania bielidła. Zgłaszam babole: Na wsporniku dla przedniej lampy Bosch są „dziurki” pod modelowy element - rezygnując z lampy należało odwzorować tam 4 otwory rozstawione wg układu śrub na tymże, czyli na podstawie lampy. Uszka na lufie działa były demontowalne - po trzy na dwu obejmach skręcanych śrubami na dole. Za hamulcem wylotowym była jedna, a druga była jakoś przypasowana do przodu grubszej sekcji lufy (prawdopodobnie z zahaczeniem w jej bruździe). Coś mi się zdaje, że olałeś krzyż wyeksponowany na rzecz mocniej przymalowanego; czyżbyś naprawdę nie widział tego "właściwego"?
  2. Tabele danych podają 86 ogniw na stronę. Zdjęcia panter i panteropochodnych (nowych i o domniemanym niewielkim przebiegu, z kołem napędowym przed modyfikacją w r. 45.) umożliwiające policzenie wykazują 87 sztuk. Myślę, że 86 przyjmowano jako minimum po eksploatacyjnym zużyciu, a po kolejnym rozciągnięciu pasa już zakładano jego wymianę. Nie można wykluczyć przypadków większej redukcji ilości ogniw, chociaż aż o 5 wydaje się nieprawdopodobne. Dla modelu jednak praktyczny wyznacznik to to, o czym piszesz - zwisy i napięcia dobrze wyglądające. Skorzystaj ewentualnie z możliwości odchylania kół napinających na osi ich osadzenia nieco do tyłu, co może pozwoli dołożyć po 1 ogniwie, a samo w sobie będzie domyślnie OK, gdyż pojazd był już nieco przechodzony i na pewno po niejednej takiej regulacji. Nic nie umiem powiedzieć o ilości „ostróg” antypoślizgowych stanowiącej komplet na pojazd, ale na pewno zakładano je tylko na co któreś ogniwo. 15 - 20 na jeden pas, bez ścisłej równomierności, to wedle mojej intuicji wystarczy, nawet z górką. Trafienie w lewy bok przyjmuję jako fakt - to ono spowodowało zapewne rozpirzenie listwy błotnikowej. Tylko jakichś subtelniejszych skutków nie mam śmiałości się dopatrywać.
  3. Nie żartuj. Gdyby były jakieś detaliczne zdjęcia, to nie byłoby tak ciekawie, że nawet wspomnieć o tym nie ma komu. A jest tym ciekawiej, że to, bynajmniej, nie jest unikalny przypadek i są pewne mutacje, też do pokombinowania. W tym tutaj prawdopodobne jest ograniczenie kąta otwarcia.
  4. Ten pionowy uchwyt (fabryczne wykonanie) byłby dobry dla późniejszych serii. Gdzieś do 11.44. producentowi nie chciało się. Poziome uchwyty robił sobie sam Abt. 654., a tu to widoczne z góry uszko, to jedno z takich, jakie dorobiłeś, stanowiących część "ubogacenia" na modłę Abt. 655. Miało pewnie taką samą rolę (przypinanie kamuflażu), a przy okazji stanowiło od biedy i uchwyt. Wiszący hełm przemawia za dość logicznym założeniem, że tylna ściana miała jeszcze kilka uszek, tylko nie sposób ich zobaczyć i pozostaje improwizacja. Gniazda antenowego po lewej stronie nie da się tu wskazać, więc zostaje skośna blaszka kryjąca otwory. Co tam widać, nie wiadomo, ale żadnej „puszki”, zaś bliżej włazu może drugi hełm (?). Za przeróbki przy stelażach brawa i zaraz, dla równowagi, jednak kilka „ale”, prawdopodobnie częściowo do zwalenia na słabą instrukcję - Znowu „popularny” błąd, czyli odwrotne pozycje pokryw włazu - w MIAG półpokrywy z dwoma zamkami były montowane jako prawe! - Tamże (wg znanych egzemplarzy) odboje pod tylny właz były zawsze tuż przed grzybkami nawiewów na pokrywie nadsilnikowej, ok. 2,5 cm od okalających je progów p.-wodnych. - Zaczep dla brzegu tylnej klapy (lewy brzeg pokrywy) powinien być też ciut do tyłu i, aby działał, sporo na lewo. Jego dziób na górze powinien wypaść na krawędzi otwieranej tylnej klapy. Chciał nie chciał, ciągle wraca jako wzór Jagdpanther z IWM. - Jeśliby w zestawie były „zawirowane” okrągłe grille, te bym preferował, bo niepozorny fragment powyższego zdjęcia tej strefy (z owym uszkiem na klapie) pozwala na taką identyfikację. Dowody pośrednie stanowią MIAG-owe eksponaty z okresu zbliżonego (prod. 10.44). Na koniec cymes - jedna z modyfikacji jednostki, zmieniony kierunek otwierania klapki otworu na „nożyce” na pseudokopułce obserwacyjnej. Na tym pojeździe, zamiast do przodu, otwierała się na lewo (przeniesiony/przerobiony fragment zawiasu, wewnątrz zlikwidowany jeden z zamków). Popatrz na zdjęcia z przodu, z uwzględnieniem faktu, iż pokrywa stanowiska jest obrócona i klapkę widać za osłoną peryskopu. Liczyłem na to, że sam zauważysz tę nietypowość, ale niestety..., więc gratisowo oddaję swoje bezcenne odkrycie. ----- Przeredagowałem 1. akapit i jeszcze uzupełnienie: Zauważam po czasie, bo wzrok umęczony, że te pokrywy włazów dachowych są z wariantu produkowanego do 6/7.44. - stąd trzeci zamek na prawych, a konfiguracja dla tych starszych "wypustów" właściwa. Zapewne masz jednak w ramkach to, co trzeba i o czym nadmieniałem, czyli takie komplety: wyraźnie większa półpokrywa z zamkami + mniejsza bez zamków, ale powinna być z wewnętrznym uchwytem prętowym. Gdyby też były opcjonalne zawiasy do tego, powinieneś wybrać szersze. Pytać, pytać..., a jak nie, to cierp, że tyle rzeczy na opak.
  5. Żeby nie zapomnieć - napisałem nieprawdę o spłaszczonych nóżkach; nie od wina, ale jednak coś mi się wczoraj porobiło. Po tym pokajaniu się - do rzeczy: Czepialstwa nie będzie, ale do pozycjonowania paru uszek miałbym co nieco. Np. te dwa na przodzie obsunąłbym o ok. połowy dystansu do dziobu - lewe jest dobrze widoczne na jednym ze zdjęć od przodu, wśród gałęzi; jest przez nie przetknięty badyl. Gdybyś tak zrobił, dobrym i wiarygodnym uzupełnieniem byłoby jeszcze jedno, jakby wierzchołek trójkąta nad nimi, pod jarzmem, powiedzmy na poziomie błotników. Dalej idąc, łącznie z dwoma obecnymi ponad błotnikami tworzyłyby one coś w rodzaju "W". Może miałbyś ochotę zaznaczyć charakterystyczne dla Jp. z MIAG wykonanie obu przednich stelaży - tu mam na myśli głównie nakładkowe połączenie długiej pionowej listwy z poziomą. Nę tę krótką, pod nożyce, też warto zwrócić uwagę, bo 1.- też była nakładką, ale prostą bez styku z pancerzem, 2.- była nieco cieńsza, 3. - jako taka stanowiła wspólną cechę lewych stelaży Jp. czy panter G niezależnie od producenta.
  6. Fakt, te uszka na osłonie lekko za duże. Ale jeszcze popatrz na zbliżenia, bo wszystkie pozostałe (oprócz tych fabrycznych na przodach burt) miały taki sam „styl” z podwiniętymi i spłaszczonymi końcówkami, choć nieco krótsze one się jawią. Jeśli pójdziesz w przerabianie, to daj znać, bo i rozstawienia mi coś nie do końca pasują. Proponuję zaznaczyć kontury krzyża na docelowym miejscu lewego boku (na wprost otworu na wizjer, może o włos ku przodowi), bo będzie punktem odniesienia do tych dupereli. O tyle to też warte zachodu, że (według mnie) jedno uszko widnieje w okolicy środka krzyża. Osobiście pozycję stelaża osprzętu też bym tak roboczo zamarkował. Na osłonie jarzma były ślady (spawy i może końcówki po odłamaniu) pozostałe po trzecim uchu, na mój gust największym ze wszystkich i z nóżkami na boki. Miejsce to krawędź górna, teoretyczne przejście w poziome obrzeże lub granica zaokrąglenia obrzeża (nie widzę, jak to jest uformowane). Oprawami jarzma jestem zaskoczony, bo nie są dla tego (wrześniowego 44.) pojazdu! - październikowe i późniejsze. Byłem pewny, że widziałem w prezentacji towaru właściwy, trzeci wariant z zewnętrznymi śrubami (dolne przy brzegu jak na górze). Sprawdź to migiem, bo jak nie ma, to cały urok tego okazu pryska.
  7. Zapomniałem wyjaśnić, co równano do czego - boczny błotnik/listwa nie mogła wskazywać poziomu mocowania przedniego, gdyż determinowały ten poziom zetowniki dodawane już w hucie składającej, wsporniki na boku czekały na aplikację do gołych burt w zakładzie finalnym; pokazuje to m.in. zdjęcie stosów kadłubów Jp. na terenie MIAG. Dlatego za priorytetowe uznałem uściślenie, jak i co było z tym profilem i jego bazą montażową. Dla dobra sprawy odnotuję jeszcze dziwny zwrot o „normalnej” wysokości zetownika. Wygląda, jak by była też jakaś nienormalna opcja. Będąc na miejscu potrzebującego wyjaśnień liczyłbym chyba na zwykłe określenie tej wysokości. Ona wynosiła w płaszczyźnie umownego styku ok. 35 mm (łącznie z dolnym zagięciem). Kwestia samego styku zetownika z płytą - występował lub nie, ale na pewno był pożądany ze względu na ogólną zasadę spawania części dobrze przylegających, czyli w jednoznacznych pozycjach. Zdjęcia wskazują, że w tym celu czołowe ścięcie płyty „uciekało” od pionu ku dołowi nieco w tył, aby nie kolidować z dolnym zagięciem profilu - tak więc na górze, a nie na dole mogło jak najbardziej ten styk mieć. Foto poniżej - fragment brytyjskiego raportu „Welding Design & Fabrication of German Tank Hulls & Turrets”, 1948.
  8. To nie do mnie coś dotarło, kolego, tylko zwracam uwagę, że zawracasz głowę powtarzaniem rzeczy już widocznych od chwili, gdy pokazałem zdjęcie z przodu z Houffalize. Co do ścięcia i „dolegania”, to skwapliwie potwierdziłeś teorię Baldigozza („dokładnie tak” pod dwoma cytatami), gdy stwierdzał, że płyta na dole nie jest ścięta (coś Ci się zmieniło potem). Niczego też nie chcę udowodnić, poza tym, że nie ma w danych miejscach dużej „pustej” przestrzeni, którą sobie wyimaginowałeś. Nie rozumiesz chyba sam siebie, bo kwestionowałeś wygląd przedniego detalu w Overloon ze względu na praktyki „speców” - co do tego mają rzeczy z tyłu… Detal mieszczący się w aktualnym temacie jest prawidłowy. Poza tym szkoda się odnosić do bełkotliwego stylu obrony „swego”, który miesza wszystko, np. badziewie z Abera z realnym obiektem; mnie żadne Abery nie interesują w dyskusji o faktach ze świata 1 : 1. Wreszcie, żeby się do znudzenia posługiwać tym „czytaniem ze zrozumieniem”, trzeba zacząć od siebie, a w Twoim przypadku zacząć też pisać rzeczy o spójnej i jasnej treści. Bogato zdobiony styl graficzny jest ogólnie uznawany za infantylizm; oczywiście normalni ludzie tego nie lubią (no, byłbyś usprawiedliwiony, gdybyś miał np. 10 lat). Rozwalasz kolejny wątek, chcąc za wszelką cenę mieć ostatnie słowo. Ja, jak zwykle, może Ci ustąpię w myśl znanych powiedzeń, a nie moje zmartwienie, że "kto słucha mesera262, sam sobie szkodzi".
  9. Ee tam… Dziwne, że nie pada częste na forach pytanie „ale właściwie o co kaman?” Padły już pewne parametry dla wykonawcy, możnaby zaproponować ”lepsze”, ale powyższe kombinacje zamiast kawy na ławę to czysty misz-masz zmyłek i bajdurzenia: - Nie można podawać w wątpliwość czegoś z muzeów, jeśli brak poszlak co do sfałszowania. To paskudna tendencyjność, zresztą samobójcza, bo sam meser262 często bezrefleksyjnie stawia jako wzory marne doróbki muzealne. Nie wiesz - nie siej zamętu; na panterze w Overloon skopano wiele, ale tego fragmentu raczej nie było potrzeby, jeszcze dziś można prześledzić tę historię i nie znajdzie się haka. - Kiedy meser262 ilustrował swoją wypowiedź zdjęciami pantery, nie miał oporów. Teraz szuka „wierzytelnych” eksponatów i już pantery są w domyśle bee. Szkoda, bo rzadko kto ma możliwość obejrzenia Jagdpanther dla paru pierdół, a wielosłowie na temat zakrytych detali w Aberdeen do nikogo nie trafi. Nikt też nie będzie robił kontranaliz do pozornych analiz i dobrze, bo wątek przerodziłby się w koszmarną ciągutę. - Krótko mówiąc, w.w. na Jp. z Aberdeen nie daje rady WYKAZAĆ nic czytelnego dla większości albo nawet dla kogokolwiek. Wobec Jp. z IWM też forsuje domniemania (co za upór), które biorą w łeb w świetle poniższego zdjęcia owego „01”. Teraz pewnie padłby „argument” na odlew, że to zimmerit zasłania wszystko, co jest „puste”. Od razu więc analogiczne ujęcie pantery G z Houffalize - można się skichać i nie dowiedzie się, czy w ogóle pod spawem może być szpara 1- lub 5-mm. Zostaje koledze wybrać się do któregoś z „wierzytelnych” eksponatów i ostatecznie sprokurować widzialny dowód, że jego spekulacje miały minimalny sens, a tymczasem nie zamulać. - Złote myśli wypisane przez mesera262 na zdjęciu pokazują brak dyscypliny merytorycznej. Czy za ważne dla wątku uznał np. wykazanie „przerwy”, czy różnicy wysokości krawędzi, nie wiem, ale to dwie różne sprawy, a „przerwa” pozostaje nieujawniona. Zaś różnica wysokości była ewidentna na fotografiach już tu załączonych. Położenia błotnika rozmywają temat połączenia wspornika „zet” z pancerzem, bo błotniki były na tyle elastyczne, że przy montażu siła skręcania mogła łatwo pokonać różne niedokładności poziomów. To temat na odrębne dywagacje, ale zdjęcia pokazują różne sytuacje tego rodzaju. Dziwna jest uwaga przy połączeniu z wypustem bocznej płyty - po co ona i czy słuszna, mam poważne wątpliwości. Cały ów post szukający Bóg wie czego i to w sposób niestrawny, z infantylną pstrokacizną tekstów, uważam za okropny wykwit meseryzmu, nic więcej. >Baldigozz. Tobie też zabrakło odpowiednich obrazków z realu, ale przynajmniej próbowałeś analizy pozawerbalnej. Nie była ona dobra, więc przed znalezieniem zdjęcia z Overloon zrobiłem szybką kontrę, choć zdjęcie uznałem za ważniejsze. Daję jednak i to, bo za dużo już wodzenia po manowcach. Na koniec foto z huty składającej kadłuby dla MAN-a. Ciekawostka - z Huty Bankowej w Dąbrowie Górniczej, włączonej w „Panther-Programm”. To i inne zdjęcia pochodzące z Muzeum Miejskiego „Sztygarka” w tym mieście zamieszczono w artykule „Panther-Programm na Górnym Śląsku” w magazynie „Technika Wojskowa/historia”, I, II Nr 1/2010. Podobne, ale gorszej jakości, zawarte są w pewnym zbiorze dokumentującym takąż produkcję zakładów D.H.H.V. w Dortmundzie.
  10. Ode mnie skromne zdjęcie (Panther G, Overloon; błotnik odtwarzany), a Ty już zrobisz, jak chcesz, z „pustą połową” czy szczeliną „dość sporą”. Aczkolwiek ta fotografia potakuje moim wywodom raczej..., nieprawdaż…
  11. Ja się opieram na zdjęciach jak poniższe - Panther G, ale to samo dostrzeżesz np. na zdjęciu Jp. z IWM, jakie wstawiłem w wątku smokera. Ta listwa była spawana do płyty także na górze, praktycznie tuż przy zagięciu i nie była to spoina grubsza niż palec. Przy Twoim rozwiązaniu spaw musiałby wypełnić bardzo szeroki rów albo być tylko w jego dnie - w obu przypadkach „nietechnologicznie”. Skorygowałbym tylko swoją interpretację detali modelu: Chyba wyznaczone tam zacięcie jest za duże, bo obliczone na styk z krawędzią błotnika, a powinno być pod nią schowane. Można więc przyjąć, że domyślny styk zetownika i pancerza ma być nieco bliżej przodu (o jakieś 0,5 - 1 mm), ale by jednak zachować +/- 0,5 mm tej umownie pionowej powierzchni. Bardzo trudno określić, ile brzeg błotnika wystawać powinien za tę linię, ale sądzę, że w granicach podanej tolerancji. Przy okazji zwróć uwagę na klocek służący zamocowaniu wzdłużnego wspornika; to też wspólna cecha panter G i Jp.
  12. Ze zdjęć modelu wnioskuję, że ścięcie przedniej płyty przy mocowaniu błotnika jest wyznaczone na samym jej narożniku (pionowo). Słusznie i tak też powinno być na całej szerokości połączenia. Łatwo to zrobić dodając ciut materiału, gorzej z elementem udającym wspornik (zetownik zespawany z płytą, który łatwo się nie urywał i powinien raczej być na miejscu; on stykał się lub niemal stykał z płytą swoją pionową częścią).
  13. Chyba jesteśmy zdani na domysły co do szczegółów metody. Ja mam wrażenie, że najpierw robiono wzór żłobkowania narzędziem takim lub innym (szpachle, stemple czy coś tam), a potem przecinano to poprzecznie, tworząc pasy. Ręczna praca i tylko na z grubsza określony wymiar. Jest chyba słuszna teoria o praktyce u MAN-a - jechaniu radełkiem rząd przy rzędzie, co dawało większą powtarzalność, ale i tak nieraz się coś "omsknęło".
  14. No tak, „nie zajarzyłem”. Twój model pewnie nie ma takich braków, jak ten - poza w.w. za długa lampka konwojowa, brak osłony wyjścia kabla do niej, brak przelotki na korbę przy prawej osłonie kolektora wydechowego. Nie ma tego złego; chyba teraz jesteś w pełni uprzedzony, na co uważać.
  15. Otóż niezupełnie tak z tymi mocowaniami rur: Klamra na podnośnik w wykonaniu MNH miała dospawane na dole płytki dla łączników z rurami (widać to na 1. zdjęciu z Kubinki). To te płytki ustalały standardowy poziom dla obejm rur, a klamra była wyżej (w związku z przewidywaniami firmy co do wariantów lewara). W tej chwili to jest wszystko zmontowane w linii klamry - ona jest +/- na dobrej wysokości, reszta za wysoko. Błąd pewnie sam się ujawni przy próbie założenia „blach” osłonowych, które powinny mieć wcięcia na łączniki rur. To górne mocowania tych osłon wypadną na wysokości obecnego podwieszenia. Przy okazji - zamknięcie klamry (śruba) standardowo było po prawej stronie; masz więc odwróconą pozycję klamry. Jeszcze dwie rzeczy: Pod klamrą brakuje chyba podkładki (płytki z blachy ok. 7 cm (szer.) x 11 cm (wys.), 1 cm grubości - była tam zawsze. Wspornik przy lewej rurze powinien mieć odwrotne zagięcie (na lewo) przy płycie pancerza. Śruba mocująca go była bliżej osi rury (ok. 105 mm, co tu oznacza 3 mm). W końcu coś poza pytaniem. Płyta pod nogę lewara powinna być, de facto, ceownikiem - tak wąskim, jak wysokość zagiętych boków. Zamocowanie dla lampki odblaskowej przy dolnej krawędzi płyty powinno być bliżej występu bocznego pancerza o ok. połowy widocznego dystansu. Jak wyższe położenie klamry na lewar, tak i to było cechą panter z MNH.
  16. Tak, konkretnie jak poniżej. Tylko czy któś produkuje to cóś...
  17. Ja podejrzewam, że ten pojazd był tylko w Dunkelgelb plus zimowa biel. Ta różnica odcieni ciemnych kolorów na tyle może więc powstała tak, że na polach zasłoniętych przy malowaniu przez skrzynki nastąpiło zaprószenie brązowego podkładu tym żółtym i białym może też (był tam odstęp ok. 2 cm między powierzchniami). Reszty dokonało ogólnie rozumiane działanie czynników atmosferycznych. Przy pokrywach otworów została nietknięta „minia”, bo powinny tam być uszczelki. Pomysłu pokazania częściowej demolki nie komentuję, ale uwadze polecałbym charakterystyczne elementy egzemplarza. Np. miał on na co którymś ogniwie gąsienic nakładki antyślizgowe, miał też wariant szekli holowniczych bez ucha na sworzniu. Warte przestudiowania są też polowe przeróbki, np. zamocowanie „tuby-rury”. Na lewym boku widać dwa krzyże - ten przykurzony bielą z przodu był prawdopodobnie pierwotnie namalowany fabrycznie, sądząc z jego pozycji. W uzupełnieniu foto sprzed fazy dekompletacji.
  18. Co do hybrydy MNH/D-B: Typowania producentów są zgodne z moimi, więc oferuję też swoje umotywowanie i dopowiedzenia: Poza zimmeritem kadłub nie ma widocznych wyróżników (cech producenckich). Ewentualne wnioskowanie z wzoru kamuflażu - założywszy, że drugie zdjęcie pokazuje ten sam pojazd - nie jest celowe, bo może pochodzić on z końca okresu, gdy malowany był w jednostkach (koniec zimmeritowania przypadał na ten sam czas). Brak widoku tyłu, ale nie szkodzi. Wnioskując z zachowanych oryginałów - w Kubince, wg numeru 3. egz. Panther G w tej firmie (7,44.) oraz w Overloon (z 8.44. lub 8/9.44, nr. podwozia 128427) - kadłub miał w tym czasie blaszane osłony rur wydechowych oraz kanciate osłony ich kolektorów. Pierwsza wyraźniejsza zmiana na tylnej płycie w MNH przypada na ok. 9 -10.44. Chodzi tu o nowe zamocowania rur wydechowych, bez łączników z uchem dla lewara. Zaczęto też opcjonalnie montować nowe odlewane/spawane osłony kolektorów. Dokładniejszego datowania tych innowacji nie mam na czym oprzeć. „Niski wentylator” (wg waszej gwary) widać, więc na cóż słowa. Wieża - nieprawda, że „jarzmo” (osłona działa i kołyski) typu „kinn” oraz osłona nad nim były charakterystyczne dla 45. r. „Jarzmo” wprowadzano od września 44., a górna osłona pojawiła się już latem tego roku. Producenta wieży zdradzają przede wszystkim zaczepy na zapasowe koła (po jednym na stronę) na tyle bocznych ścian. Zebrało Ci się kilka przykładów takich wież - poza tą jeszcze na #122, 323 i (…?)21. Te firmowe wieszaki na wieżach D-B aplikowano od „późnego” grudnia 44. Poza tym wieża tej hybrydy jest całkiem typowa dla r. 44., jeśli pominąć niepewność, czy miała na osłonie działa punkty mocowania dla podstawy reflektora IR, widocznej na „122”.
  19. Dzięki za wyjaśnienie, a co do Twoich rozterek: Ja te wszystkie obrazki i jeszcze inne znam, dlatego właśnie twierdzę, że temat „212” jest śliski. Tu masz namalowany z finalnym jarzmem, gdzie indziej było jarzmo pośrednie, w kolorystyce też by się znalazły różnice. Możesz oczywiście sobie wybrać narzuconą "wizję", ale bez potwierdzenia, bo wszak widać, że nie wiadomo co i jak. O kolorach numerów wiadomo tyle, że były z reguły ciemne, ale jeśli uwierzysz że pojazd był z Abt. 654, to wg autora monografii „Combat History of s.Pz.Jg. Abteilung 654” tam powinny być czerwone, a i tak przedstawiane bywały jako czarne, jak wyżej widać. Piękna gra przypadków. Odżałuj kalkomanie i poszukaj innych wzorców, nic lepszego nie poradzę.
  20. I tu się mylisz konsekwentnie brnąc w "tożsamość" "212" i pojazdu z Reichswald. Punkty w błędnym typowaniu wedle detali podałem. Kolejne zdjęcia obrazują ten drugi pojazd, uzupełniając serię. Nie chodziło też o tubę-rurę, tylko o pojemnik na tyle nadbudowy, jaki przemawiałby za rzekomą przynależnością do Abt. 654. Jest na niektórych malunkach i chyba o tym pisał Baldigozz. Jeśli nie o tym myślał, to z zamieszania przynajmniej ta korzyść, że niektórzy dowiedzieli się jednej rzeczy więcej.
  21. Ani MENG, ani jakiś nie-Meng nie powie, który wariant jarzma działa powinien mieć pojazd „212”, sam też zauważyłeś, że nie pokazują właściwego koła napinającego…, więc uzależnianie się od jakiejś malowanki nie jest zbyt roztropne. Tym bardziej, że widać jakie rozpoznanie tematu mają autorzy takich dzieł - w pokazanym zestawie z książki np. dwa egzemplarze „G2” niby w 1944 r.! „G2” stworzono w 45. - większy komentarz zdaje się zbędny. Postaraj się raczej ustalić, co z tego zestawu można z sensem zbudować (w postaciach z okresu bezzimmeritowego, jak rozumiem).
  22. Chopie, zapomnij o tym „212”, dobrze Ci radzę. Jest to jeden z najmniej rozpoznanych Jagdpanther, a to zdjęcie z widocznym numerem bodaj jedyne. Natomiast owszem, seria poza nim obrazuje jeden pojazd zdobyty w początkach marca 45. w Reichswald. Miałem się nie włączać, ale byłoby złośliwością zostawić Cię na pastwę własnych i cudzych złudzeń. Gdybyś miał i wczytał się w przyzwoitą kopię zdjęcia (1. załącznik) i porównał np. niższe położenie krzyża na boku, to już byś wiedział, że to NIE jest ów „212”. Jakiegokolwiek numeru zresztą się na nim nie doszukasz i nikomu się to jeszcze nie udało. „212” nie miał zaś tłumików płomieni - musiałyby być widoczne za tylną skrzynką z racji wyraźnego wysunięcia poza jej zarysy (w bocznym rzucie ok. 7 cm do tyłu i ok. 20 cm w górę). Zdjęcie omamiło już niejednego, bo może brali za tłumik sterczącą do góry klapkę pojemnika. Na fotografii „212” jest wyraźny kamuflaż, na tym drugim występuje chyba przetarte i nieco zmyte zimowe „wapno” tuszujące malowanie. Tyle kwintesencji, jeszcze kilka uzupełnień: O ile ten anonimowy był zapewne produktem MIAG, o tyle „212” nie pozwala na wiarygodną hipotezę o pochodzeniu. W grę wchodzi bowiem i firma MBA, produkująca Jagdpantery od listopada 44. Bez żadnych detali, danych i tylko na podstawie kamuflażu nic pewnego odpowiedzialnie nie da się stwierdzić. Np. wczesne Jp. z MBA mogły mieć wzór żywcem zapożyczony z MIAG - takiego podejrzenia nikt nie obali, bo nie ma podstaw. Również przypisanie „212” do …Abt. 654 jest strzałem na ślepo. W tej jednostce jesienią i zimą 44/45. był konsekwentnie używany inny układ oznaczeń (numery i krzyże rozstawione poziomo). Jeszcze i teatry działań są niezbyt przystające - nr. 212 kojarzony bywa z walkami w rejonie Ruhry, a Abt. 654 „obsługiwał” od przełomu 44/45 tereny Alzacji i pobliże. Gdyby ten wóz był z Abt. 654, na 90% miałby ów pojemnik na tyle budy, typową samoróbkę batalionu. A tu tylko w wyobraźni mógł Ci się objawić - widać przecież całą tylną ścianę z otwartym włazem. Na nieszczęście oba pojazdy z tych zdjęć wykazują podobieństwa, tyle że głównie spoza zakresu „hardware”. Podobne są pozycje Balkenkreuzów, podobna relokacja tuby na wyciory, podobne umajenie roślinnością. Ale to wszystko, plus jeszcze krój cyfr numeru „212” umieszczonego pod krzyżem odpowiada łącznie cechom Jagdpanther z batalionu 655. To skrótowy protokół niezgodności.
  23. Co do MG w kadłubie: Prosi się otwór w tej nieszczęsnej ściance, bo lufy widać stanowczo za dużo. Owszem, ładna, ale na załączonym ponownie zdjęciu zaznaczyłem, gdzie +/- kończyłby się ten element (na zdjęciach km. luzem można sprawdzić np. odległość tego końca od widocznego tu podniesionego słupka celownika)). To jest wprawdzie jarzmo Kugelblende 50 lub 80, ale jakieś przybliżenie stanowi. Jakieś, bo podobnego obrazka z jarzmem dla karabinu z lufą „niepancerną” próżno szukać, danych wymiarowych też. Ja bym proponował przyjąć, że Twoja lufka poza jarzmem wystawała ok. 40 cm (jakieś 2/3 długości), nieco więcej od tej na załączniku. Faktycznie, coś takiego sugerują archiwalia obrazkowe, a i ze względu np. na wyważenie karabinu mogła to być różnica sensowna (zwykła osłona była lżejsza od pancernej). W sumie jest to robota na oko, tylko chodzi o niezbyt duży odjazd od prawdy. Ja na Twoim miejscu zrobiłbym przymiarkę wg powyższej propozycji i ewentualnie ją skorygował, nie spiesząc się z wklejaniem; niech się przed decyzją opatrzy z paru stron, a tylko Ty masz taką możliwość.
  24. Każde jarzmo km. było jak imadło z dokładnym umiejscowieniem (ruchomym lub nie) karabinu, za pomocą szybkomocujących zacisków. Kolejne wersje jarzm miały nieco inne rozwiązania geometryczne, głównie z powodu rosnących grubości pancerzy. W dodatku zewnętrzne części jarzm (osłony) były płytsze lub głębsze i tak może to wyglądać nieco, ale nie tak bardzo różnie, bo znaczenie miała sama budowa karabinu MG 34. W trakcie rozwoju Pz. III i IV pojawiła się „pancerna” wersja osłony lufy na MG 34. Sama była prostsza w produkcji i pozwalała na uproszczenia w jarzmach. Wtrąciłem się, bo moim zdaniem na Twoim 1. zdjęciu „z epoki” jest już karabin z nią właśnie, czyli tzw. Panzerlauf - widać zwężoną przednią część osłony lufy i jest ona gładka na bokach. Widać też, ile tej lufy z jarzma wystaje. Poniżej karabiny we wczesnych jarzmach kulowych poglądowo - 1. Ze zwykłą wersją osłony lufy w standardowym wykonaniu, 2. Z osłoną Panzerlauf. Przyjmując znaną długość karabinu 1225 mm, można oszacować, że poza elementem kulistym jarzma wystaje ok. 370 mm lufy. Użyty prefabrykat ma bodajże przedstawiać wariant przejściowy, wygładzony (lufę z pozbawioną zaczepów i muszki klasyczną osłoną). Wygląda to na całą lufę aż do segmentu z mocowaniem bagnetowym za „kulą” lub np. na podstawie p.-lot. (to by było w realu ok. 60,5 cm). Do jarzm albo trzeba to skracać, albo częściowo chować, jak to zrobił bazylms.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.