Pamiętacie może model który prezentowałem na forum jakiś czas temu?
Był nim piękny model AFV Cluba, swojego czasu zrobił mała furorę w internecie.
A teraz do rzeczy:
Jakieś dwa dni po zrobieniu galerii, przyszły do mnie lakiery Pactry (Matt) które zamówiłem do niego lecz nie przyszły na czas tak aby już był gotowy w galerii. Otóż sam model nie miał właśnie Fixera ani matu - pigmenty się z niego sypały a czołg się błyszczał. Nieuchronnym było by go takie zostawić - niby lakierowanie prosty zabieg - a jednak. Lakier Pactry zrobił coś czego się nie spodziewałem, zeszły kalki - pod nimi farba zaczęła się łuszczyć do tego jeszcze dochodziła kwestia białego szronu, opar które były na CAŁYM modelu. Po zobaczeniu tego czegoś nie widziałem co robić. Pierw próbowałem go zamalować lakierem błyszczącym (czasem pomaga) lecz sprawa się pogorszyła, było ich więcej. Próbowałem zmyć to szczoteczką do mycie zębów - bez skutku, jeszcze z odłażąca farbą. Była to prawdziwa masakra bo model mi się niesamowicie podobał. Rzuciłem go w kąt szafki w piwnicy w nadziei, że kiedyś się za niego wezmę lub go gdzieś zutylizuję...
Po skończeniu T-28 postanowiłem jeszcze raz spróbować go zrobić. Tak czy siak taki jak wcześniej już niestety nie będzie. Lakiery wszystkie z Pactry ( 6 sztuk) wywaliłem do kosza. Jest to nauczka dla mnie.
Proszę nie pisać tutaj tekstów w stylu "Ale fajny był" lub "jak zwykle zmywasz farbę" bo pójdzie do półki drugi raz...
Na model dodałem kilka bambetli, na przodzie, na włazach silnikowych oraz tyle, wieża dostała gąski tak jak na box-arcie. Do modelu dodał suche błoto które jest już po części na uk. jezdnym. Całość jest zabezpieczona podkładem.
Problemem jest to, że nie mogę już pozyskać kalek do wersji "Minotaur".
Samym plusem jest rozpiska którą popełniłem podczas malowania mojego Churchilla - zawiera dokładne opisy technik, mieszania farb oraz innych czynności wykonanych podczas pierwszego podejścia.
Jak na razie fotki kiepskie bo na czarnym nie wiele widać, w czwartek położę bazę więc będą lepsze.