Hmm. Nie zdarzyło mi się jeszcze sprzedać modelu poniżej kosztów, a troszkę już tych modeli zrobiłem. W większości przypadków cena końcowa jest większa, niż model + dodatki i wykorzystana chemia. Oczywiście większa proporcjonalnie do ceny zestawu w sklepie. To nie są kwoty takie, żeby można było powiedzieć, że zarabiam ;) Traktuję to raczej jako symboliczny dodatek. Póki nie mieszkam na swoim, taki układ jest dla mnie korzystny, bo nie mieszczę modeli na półkach w pokoju. Maksymalnie jeden - dwa gotowe modele. Akurat wychodzi ten tydzień licytacji, żeby nacieszyć oko, potem robi się miejsce na następny ;) Co by nie było, nie tracę też na tym. Robienie modeli na zlecenie jest o tyle kłopotliwe, że goni termin, co nie sprzyja jakości "końcowego produktu". Większa frajda jest zrobienia dla siebie, nawet jeśli potem ten model się i tak sprzedaje. Takiego Flankera robiłem prawie rok. Corsaira ponad rok. Kto zechce tyle czekać? Taką mam metodę pracy, że często się przesiadam z modelu na model. Unikam w ten sposób znudzenia i zniecierpliwienia, co wychodzi modelom na dobre. Jak mam ochotę to szlifuję, jak mi się znudzi, to sklejam albo maluję. Bywa, że szpachla na modelu schnie 2 miesiące. O to chyba w tym chodzi, żeby robić to, na co ma się ochotę ;)