Trochę się moja technika zmieniła od tamtego modelu, więc opowiem na przykładach.
Najpierw maluję części składowe szarym bazowym. Żywice osobno, blaszki osobno. Potem biorę błyszczącego, czarnego humbrola, maczam w nim płaski pędzel i wycieram wszystko w ręcznik papierowy. Dopiero jak pędzel nie brudzi ręcznika, wcieram mocno farbę pędzlem w żywicę i blaszki. Ważne są dwie rzeczy. Żeby pędzel na prawdę nie brudził ręcznika. Wtedy możemy wcierać farbę w model na prawdę bez obaw, że coś pobrudzimy. Co prawda malowanie przebiega wtedy w kilku podejściach, ale mamy większą kontrolę. Po drugie żeby była to farba błyszcząca, bo schnie najwolniej. Przy matowych farbach mi to nie wychodzi. Kiedy mam tak przygotowane części, podklejam pod blaszki pomalowaną wcześniej kliszę i składam wszystko do kupy. Na koniec maluję najmniejszym pędzlem retuszerskim parę kropek w innych kolorach (czerwony, żółty, biały) oraz monitory na zielono. Trzeba mieć już wyćwiczoną rękę, żeby nie drgała.
Kokpit Airesa do Tornado 1/72.
Tutaj troszkę inna sytuacja, ale bardzo podobna. To plastikowy kokpit Intrudera, też 1/72. Najpierw czarny bazowy z aero na tablice, oraz szary na wannę. Następnie pomalowałem pędzlem panele na czarno i odłożyłem do wyschnięcia. Drybrush był zrobiony białą, błyszczącą emalią i potem jak wyżej - detale retuszerskim.