Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 381
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. Nie wymagał, nie różniła się. Edycja: Trzeba zwrócić uwagę na śmigło. O ile w D-25 montowany tam HS mógł ulec wymianie, to w M raczej nie było już czasu na takie kwiatki (początek służby IV 1945). Właściwy będzie Curtiss Electric 'symetryczny' paddle blade. Płatowce oparte były na wariancie D-30. Zatem miały charakterystyczne dla tego wariantu elementy - hamulce aerodynamiczne do lotów nurkowych i tępe krawędzie natarcia lotek. Niestety jeszcze nie wiem jak te krawędzie wyglądały :(.
  2. Jak bardzo chcesz wgryźć się w model? Przede wszystkim inny silnik z serii C. Płetwa grzbietowa przed statecznikiem pionowym (dodana w Wielkiej Brytanii w stylu D-40). Z wyposażenia kabiny najbardziej w oczy rzuca się podłoga i celownik. Gdybyś potrzebował pomocy - mów. Gadki o P-47 to sama przyjemność!
  3. W dwudziestopięcioletnim motocyklu przydałoby się więcej takich smaczków ;). Niby jest zupełnie swobodna linka prędkościomierza, ale to akurat raczej przesada. Owiewki, osłony lampy, zadupka wręcz, ale nie błotnika. Jeżeli GPZeta miała ten element złożony z elementów z łączeniem wzdłuż osi motocykla - wtedy takie przesunięcia nie są niczym dziwnym. Trochę sobie żartuję, ale ta linka prędkościomierza powinna mieć jakiś uchwyt. Właściwie powinna też być podłączona od tyłu - w normalnej konfiguracji inne podłączenie jest w zasadzie niemożliwe, ale w Twojej, zagrzebanej wersji to cholera wie. Skąd wziąłeś taką dziewięćsetkę na upside-downie? I jeszcze, wiesz może co to jest ta srebrna, niemal pozioma belka nad sprzęgłem i taka sama z drugiej strony? Gmol? Powodzenia przy motocyklach!
  4. Chciałbym zwrócić uwagę na pewną wątpliwość. Pasy inwazyjne namalowano szybko i niestarannie. To niemal standard, a bywały i wyjątkowo niechlujne malowania pędzlem. Dodatkowo dochodzi nierozwijalny kształt kadłuba Spitfire, utrudniający równe malowanie, ale i deformujący obraz jaki odbieramy. Zachodzi tu podobne zjawisko, jak na tym rysunku, gdzie wszystkie poziome kreski są równoległe, tylko nasz mózg zostaje lekko oszukany: Spójrzcie na tak pokazane litery kodowe ZF P: Jeżeli dodamy fakt, że ZF namalowano na niemal pionowej części kadłuba, a litera P oddala się od nas ku górze wraz jego krzywizną, to mocy może nabrać twierdzenie, że to nie P było krzywe, tylko wyłącznie pasy. By dowieść tej tezy trzeba by porobić próby na modelu i spojrzeć pod odpowiednim kątem, ewentualnie powtórzyć mój eksperyment na identycznym ujęciu Spitfire'a z ewidentnie prostymi znakami kodowymi. Chcę tylko zwrócić uwagę jak zwodnicze potrafią być zdjęcia. Szczególnie dalekie plany wprowadzają dodatkowe przekłamania. Np miniatura zdjęcia wygląda inaczej niż jego powiększenie. Oczywiście wiadomo - wszystko możliwe, ale wydaje mi się, że skoro standardem było pozostawianie oryginalnych liter kodowych, poprzez ich obmalowanie kolorem pasów, albo poprzez zostawienie kwadratu z tłem (i podobnie postępowano przy reszcie dużych oznaczeń) to mało prawdopodobne jest, ze nagle zamalowano jedną literę i odtworzono ją potem (niestaranne obmalowanie może potęgować wrażenie krzywizny). Wątpliwości budzi też zamalowanie litery Z. Zdjęcie jest tak słabe, że nie sposób na nim bazować. Zbliżenie na ten fragment pozwala bez trudu dojrzeć piksele układające się w zarys Z na białym tle. To oczywiście żaden dowód, może tylko na marność fotografii. Dlaczego jednak i tu postąpiono by odwrotnie niż zwykle? Mnie bardzo podoba się podejście do modelu zaprezentowane przez autora. Dobra robota.
  5. greatgonzo

    Spitfire Mk V

    Różne środki sprawdzają się w modelarstwie. Jednak tekturka to chyba nienajlepszy pomysł. Farba wsiąka w papier i efekty niewiele mają wspólnego z tymi na plastiku. Co gorsza na tym drugim jest trudniej. Lepiej ćwiczyć na kawałku szkła, tworzywa lub jak wspomniano, na niepotrzebnym modelu. Nie warto odpuszczać malowania aerografem. Każde pryśnięcie to nauka przyspieszająca opanowanie narzędzia, a powierzchnia modelu wymagać będzie mniej troski niż po fragmentarycznym nawet, użyciu pędzla. Stosując technikę taką jak preshading warto zastanowić się po co się ją wykonuje. Preshading wymyślono jako sposób na wprowadzenie trzeciego wymiaru do powierzchni modelu. Nierówna powierzchnia spracowanych blach poszycia, wraz ze ściegiem nitów i kreskami linii podziału blach tworzy czasem w miejscach łączenia paneli delikatny cień. Preshading miał sprawić, by panele pokrycia wydawały się być wygięte, mimo że faktycznie powierzchnia modelu była 'płaska'. To efekt równie ciekawy, co trudny do kontroli. Preshading zaadoptowano do imitacji rozjaśnienia (płowienia?) farby. Tu już jest ślisko, bo jak wspomniano wcześniej : dlaczego panele miałyby płowieć równomiernie? A tym bardziej: dlaczego miałyby płowieć równiutko na środku? Preshading - technika dobra jak każda inna, ale dość trudna i wymagająca sporo rozsądnego planowania przed zastosowaniem. To co piszę dotyczy tylko sytuacji, gdy celem jest wykonanie modelu jak najbardziej wiernego oryginałowi. O ile to możlwe należy zawsze dążyć by maskować łuki wypukłe. Pryśnięcie krawędzi natarcia na żółto wymusza maskowanie łuków wklęsłych. To jest trudniejsze, bo taśma rozciąga się zgrabnie, ale ściska się bardzo niechętnie. Konieczne jest stosowanie cieńszych pasków, a ryzyko podciekania farby jest znacznie większe. Za to łatwiej jest położyć żółty teraz niż potem na kamuflaż. Zawsze pod górkę Wielkość żółtych pasów na krawędzi natarcia łatwo podejrzeć na licznych zdjęciach. Najlepiej budowanego egzemplarza, bo zdarzały się odstępstwa od reguły. Regulaminowo szerokość pasa wynosiła 4 cale, ale interpretacja takiego zarządzenia może być różna. Warto pamiętać, że czerwone czworokąty na krawędzi natarcia to osłony wylotów uzbrojenia. Były to gotowe naklejki z impregnowanego płótna i choć nie zawsze były czerwone, to takie właśnie stanowiły większość (zdarzały się niebieskie). Wobec braku gotowych zaślepek docinano je 'z metra' i tu kolor mógł być wszelaki. Można te elementy dość łątwo odtworzyć przy pomocy dociętej kalkomanii. Tryintobe, jeżeli Ci tu przynudzam to krzycz ;). Pozdrawiam
  6. greatgonzo

    Spitfire Mk V

    Aha, cienkie paski taśmy można docinać ostrym nożem, nakleiwszy ją wcześniej np. na szkło. Gotowa taśma jest wygodniejsza, ale konfekcjonowana w ten sposób jest droższa niż szeroka. Docinając nie trzeba kupować wszystkich grubości taśmy i przejmować się tym jakie są potrzebne. Taśma Tamiya (lub identyczna) sprzedawana jest jako niemodelarska pod inną marką i znacznie tańsza. Można poszukać informacji na forach modelarskich. Ja używam na tyle mało, że nie zainteresowałem się.
  7. greatgonzo

    Spitfire Mk V

    Limuzyna Spitfire'a to klasyczny przykład takiej powierzchni. Nie da się wyciąć odpowiedniego kształtu z kartki papieru i uformować tę owiewkę. W przeciwieństwie np. do limuzyny Hurricane'a, która może powstać w ten sposób. Kula - powierzchnia nierozwijalna. Walec - powierzchnia rozwijalna.
  8. greatgonzo

    Spitfire Mk V

    Maskując najpierw przyklejam wąziutki paseczek taśmy. Tym węższy, im bardziej nierozwijalna jest powierzchnia. Potem trochę szerszy pasek pośredni. Daje mi to już wystarczająco szeroki pas taśmy by przykleić cokolwiek. Czyli na przykład tak: Jak się to ma do osłony kabiny? Podobnie postępuję przy powierzchniach nierozwijalnych, jak np. limuzyna w Spitfire. Paseczki taśmy Tamiya muszą być naprawdę cienkie. Mniej niż 1 mm by poddawały się wyginaniu bez odkształceń. Dopiero do nich dociągam maskol maskując resztę. Przy maskowaniu małych powierzchni jak okienka wiatrochronu pomocne są dedykowane maski. Te jednak często trzeba przyciąć do kształtu, lub nieco powiększyć traktując je jako wstępny szablon. Podobnie można wykonać takie maski od zera. Właściwości taśmy Tamiya przy maskowaniu są faktycznie niezastąpione i sprawuje się ona lepiej niż folie maskujące i zwykłe taśmy malarskie. Trochę więcej fotek z maskowania masz tu w rozdziale malowanie: http://www.modelarstworedukcyjne.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=66:p-47-d-25-re-reaktywacja-relacja-z-budowy&catid=35:relacje-z-budowy&Itemid=77
  9. Źródło tej foty nienajlepsze. Druty antenowe w ogóle różnie wychodzą na zdjęciach, potem jeszcze retusze, kompresje... . Znane są zdjęcia EN951 z drutowymi antenami IFF widocznymi ponad wszelką wątpliwość. Także to powyżej, choćby we wspomnianych 'Donaldach Zumbacha'. No i IFF jednak musiał być w jakiejś formie ;).
  10. O polskie korzenie posądzany jest Lt. Thaddeus R. Bell. Andre Zbiegniewski sugeruje oryginalne brzmienie nazwiska 'Bielski'. Thad Bell poległ 27.01.1944 nad Rabaul, walcząc w składzie słynnego VF-17. Miał na koncie dwa pewne zestrzelenia. Ponadto w składzie VMF 121 natknąłem się na mechaników o nazwiskach Kogut i Dobosz, ale oni raczej kręcili przy Korsarzach.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.