Chciałbym zwrócić uwagę na pewną wątpliwość.
Pasy inwazyjne namalowano szybko i niestarannie. To niemal standard, a bywały i wyjątkowo niechlujne malowania pędzlem. Dodatkowo dochodzi nierozwijalny kształt kadłuba Spitfire, utrudniający równe malowanie, ale i deformujący obraz jaki odbieramy. Zachodzi tu podobne zjawisko, jak na tym rysunku, gdzie wszystkie poziome kreski są równoległe, tylko nasz mózg zostaje lekko oszukany:
Spójrzcie na tak pokazane litery kodowe ZF P:
Jeżeli dodamy fakt, że ZF namalowano na niemal pionowej części kadłuba, a litera P oddala się od nas ku górze wraz jego krzywizną, to mocy może nabrać twierdzenie, że to nie P było krzywe, tylko wyłącznie pasy.
By dowieść tej tezy trzeba by porobić próby na modelu i spojrzeć pod odpowiednim kątem, ewentualnie powtórzyć mój eksperyment na identycznym ujęciu Spitfire'a z ewidentnie prostymi znakami kodowymi. Chcę tylko zwrócić uwagę jak zwodnicze potrafią być zdjęcia. Szczególnie dalekie plany wprowadzają dodatkowe przekłamania. Np miniatura zdjęcia wygląda inaczej niż jego powiększenie.
Oczywiście wiadomo - wszystko możliwe, ale wydaje mi się, że skoro standardem było pozostawianie oryginalnych liter kodowych, poprzez ich obmalowanie kolorem pasów, albo poprzez zostawienie kwadratu z tłem (i podobnie postępowano przy reszcie dużych oznaczeń) to mało prawdopodobne jest, ze nagle zamalowano jedną literę i odtworzono ją potem (niestaranne obmalowanie może potęgować wrażenie krzywizny).
Wątpliwości budzi też zamalowanie litery Z. Zdjęcie jest tak słabe, że nie sposób na nim bazować. Zbliżenie na ten fragment pozwala bez trudu dojrzeć piksele układające się w zarys Z na białym tle. To oczywiście żaden dowód, może tylko na marność fotografii. Dlaczego jednak i tu postąpiono by odwrotnie niż zwykle?
Mnie bardzo podoba się podejście do modelu zaprezentowane przez autora. Dobra robota.