-
Liczba zawartości
4 491 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
OK, już prawie wiem. To była naklejka, rodzaj tabliczki informacyjnej. Na zdjęciach nie ma jej przed późnym 1D. Potem w późniejszych wersjach inwencja rośnie i pokrywa zamienia się w słup ogłoszeniowy. Naklejka biała z chyba czerwonym liternictwem, albo innym czerwonym elementem. Raczej nie było to nikomu potrzebne do eksploatacji bo naklejki często znikają z pokryw operacyjnych maszyn do końca produkcji F4U. Na zdjęciu Kilego może być zniszczona, brudna, zamalowana... . Ciekawe czy uda się znaleźć co tam było powypisywane.
-
Ta łatka dolną częścią akurat zakryłaby informacje o ciśnieniu w oponach, ale te na ogół były i tak zamalowane. W sumie nie mam pojęcia ale obstawiam zamalowanie poprzedniego numeru. Tak działając można zmienić numer za jednym podejściem, bez czekania na wyschnięcie farby. Wtedy kolor jak widać - może być każdy. Może być nawet nalepka.
-
Masz rację, ale to według mnie tylko jedna z racji . In Detail & Scale Kenzeya to według mnie świetne opracowania, bardzo przyjazne modelarzom i zawierające kompendium zdumiewająco szerokiej i bardzo dobrze usystematyzowanej wiedzy. Oczywiście, zdarzają się niedokładności, czy pomyłki, ale te są nieuniknione i jest ich niewiele. I przecież, np. w 'F4U...' nie ma instrukcji, że silniki malowano na jasno szaro. Opracowania nie są obszerne i nie ma mowy by zawierały wszystkie informacje (Hmm..., np książka tylko o R-2800 to cegła na tysiąc stron i też nie znajdzie się tam wszystkiego ;). Walkaround wymaga już większego przygotowania by nie zabłądzić w labiryncie różnych podtypów i współczesnych rekonstrukcji. Ale z pewnym bagażem wiedzy znowu dają radę. Ospreye też są bardzo pomocne, ale trzeba je przyjmować ze świadomością ich ograniczeń. Np sylwetki boczne mogą być traktowane tylko poglądowo, co jest w zasadzie oczywiste w każdej przekrojowej publikacji, gdzie profile powstają na bazie wspólnego podkładu i wszelkie wyróżniki serii i poszczególnych egzemplarzy należy traktować raczej jako bonus niż normę. To są dobre książki, ale jedna idealna niestety nie istnieje.
-
Kurczę, szkoda,że nie przyciemniłeś bloku silnika i osłony reduktora. Na serio jasno szare spotkałem tylko na egzemplarzach ekspozycyjnych i 'szkoleniowych'. Jednoznacznie dobre zdjęcia samolotów pokazują je ciemniejszymi. Trochę żałuję też, że nie wspomniałem o widocznych wyróżnikach serii 'C'. Stosunkowo niewielkim trudem można było wprowadzić poprawki. :(
-
Ach! Znaczy można oddychać spokojnie? ;)
-
Ale popychacze zaworowe dalej celują w niebo, niestety. :(
-
To dobrze. Są zdjęcia samolotów z VMF-312 z rakietami malowanymi w układzie szary korpus, głowica OD, okolice zapalnika NMF. Zresztą U-4 z innych jednostek też. Szarego koloru na goleniach podwozia Korsarzy nie sposób wykluczyć.
-
Kalki Aeromaster i z modelu Tamiya: Kalki Aeromaster Kalki z publikacji Kagero: I jeszcze z Modelmanii o F4U. Kalki dla uczestników projektu w prezencie. Jedyny warunek: wykonanie modelu w ramach projektu. Aeromaster i Tamiya 1/48 Z publikacji - różne skale. Chyba wyciąłem już komuś oznaczenia do trójki Straiga z VF-17, więc w razie zapotrzebowania sugeruję zapytać tu lub PW. Powyższe malowanie kabiny jest OK dla wersji do F4U-1A włącznie. Być może pierwsze -1D też.
-
Wojtek, przekładnia ukryta jest pod tym właśnie elementem. FAA nie moja broszka. Wiem tylko, ze dostosowywano je do potrzeb brytyjskich. Radio, instalacja tlenowa, takie rzeczy. Pewnie da się to gdzieś odnaleźć. Temat zapłonu zerżnij z tego zdjęcia z samym silnikiem. Korsarz z drugiego zdjęcia ma zamontowaną jakąś hybrydę, albo inny silnik, co jest standardem przy dzisiejszych samolotach z R-2800, szczególnie latających. Ten wygląda jak żywcem wyjęty z P-47-D-25.
-
Wojtek, wiesz, że na zestawach to ja się zupełnie nie znam, ale na Twoich fotkach wyprasek na szybko można dostrzec kilka oczywistych niedokładności. Np: - obecność podłogi w kabinie - obudowa przekładni śmigła (zresztą we wszystkich pokazanych tu zestawach wygląda to jakby ten element projektował jakiś sfrustrowany wielbiciel Allisona; ta Twoja jeszcze nie jest najgorsza) - cały osprzęt zapłonu na tej obudowie - brak stabilizatora na krawędzi natarcia prawego skrzydła. Gdzieś czytałem, że '107' DeLonga był jego jedynym samolotem z oznaczeniami zwycięstw. Tak zastanawiam się, czy ta sylwetka F4U-4 z całą paletą zestrzeleń nie jest rodzajem laurki. Zupełnie nie wiem, bo okres koreański jest mi obcy, ale dziwię się że świat nie jest pełen zdjęć tak efektownego samolotu.
-
Jak zobaczyłem Blackburna to serce mi drgnęło, a tu FAA :(. Trudno. Trochę mniej do przerobienia, choć widzę, baza merytoryką nie powala ;).
-
Ależ nie, od U-4, tylko we wczesnej wersji, taka jak w U-1D ;).
-
Bólu za to może dostarczyć Ci osłona kabiny. Samolot DeLonga ma najwcześniejszą wersję. W Twoim inboxie takiej nie widzę.
-
Na tych nie, co nie znaczy, że nie ma zdjęć z jasnymi goleniami. Myślę, że Recce ma tu rację i w produkcji używano koloru srebrnego, ale zwyczajem jeszcze z IIWŚ wszelkie konserwacje w obrębie podwozia wykonywano farbą GSB. Stąd granatowe golenie w większości operacyjnych samolotów. Tu serwis powodował bardzo szybkie straty w powłoce lakierniczej z niebagatelnym, destrukcyjnym wpływem płynu hamulcowego. Poprawki pojawiały się według potrzeb i bez trudu można znaleźć samoloty z goleniami GSB i srebrnymi felgami, goleniami i felgami w GSB, a nawet hybrydy z golenią i wewnętrzną stroną felgi w GSB, a zewnętrzną srebrną. Jest zdjęcie rzędu F4U-4 z VMF 312, gdzie można dopatrzeć się wszystkich trzech wersji plus jeszcze układ: całe podozie GSB i tylko centralny kapselek na zewnętrznej stronie felgi srebrny (zdarza się częściej).
-
Warto też zwrócić uwagę, że foty z ID&S przedstawiają prototyp. William Recce pisze, że kabina powyżej konsoli przyrządów malowana była na czarno, co zresztą zgodne było z dyrektywą zamawiającego. Rzecz dotyczy okresu IIWŚ i choć kołacze mi się po głowie, że później to nawet tym bardziej, to jednak po prostu nie wiem jak to wyglądało w okresie koreańskim.
-
Moses, na archiwalnych zdjęciach skrzynie reduktorów są wyraźnie ciemniejsze, także na koreańskich czwórkach z VMF 312 włącznie. Potwierdzają to też firmowe fotki P&W (przy okazji: silnik w ID&S jest źle podpisany - to pewnie R-2800-18W, a nie -32W; ten montowano w - U5).Ale mnie chodziło o iskrownik, który był czarny bez wyjątków.
-
I malowaniem osprzętu silnika? I te osłony popychaczy wejdą w gniazda osłon dźwigieniek zaworowych?
-
W przypadku 'Annie Mo' Bordelona trudno mówić o oryginalności ;). Ale temat zacny i nieźle udokumentowany. Jedyny as Corsairów z Korei.
-
Regulator napięcia czarny.
-
P-51C Mustang, 1:72 Academy "trening z folią"
greatgonzo odpowiedział ministersan → na temat → [L]Warsztat
Poza tym w przypadku skrzydeł może to nie mieć większego znaczenia. Chyba, że udałoby się potwierdzić, że dany egzemplarz odarty był z farby i szpachli, co wprawdzie zdarzało się, ale raczej należało do rzadkości. -
Linki antenowe w lotnictwie
greatgonzo odpowiedział Claudiuss → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Na to nic nie poradzę. Piszę jak jest. Tak konkretnie to AWG 18 - 1.02mm. Swoją drogą chciałbym zobaczyć jak ktoś rozciąga między masztami samolotu czteromilimetrowy lity drut ;). -
Linki antenowe w lotnictwie
greatgonzo odpowiedział Claudiuss → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Linka stosowana w AAF wyglądała jak opisałem powyżej i miała grubość 0,04". Amerykańaski drut zmierzony amerykańską suwmiarką elektroniczną, więc o pomyłce nie ma mowy ;). Nie wiem jak w RAF, ale w Spitfire anteny były ze stali nierdzewnej, zapewne w formie plecionki. Grubości nie znam. Nie wiem czy był w nich rdzeń z innego metalu. -
Linki antenowe w lotnictwie
greatgonzo odpowiedział Claudiuss → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Broń Boże nie mówię nic przeciwko żyłkom. Po prostu nie stosuję ich i nic o nich nie wiem. Zaletą nici z pończoch jest ich fantastyczna rozciągliwość i tym samym świetna odporność modelu na uszkodzenia. -
Linki antenowe w lotnictwie
greatgonzo odpowiedział Claudiuss → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Hej, nie do końca się zgadzamy ;). Bardzo mi imponuje tak ambitne podejście do modelarstwa. Ale są tu pewne niespójności. Budując model do oglądania przez szkło powiększające staniesz wobec raczej nierozwiązywalnych problemów. Można pięknie wymalować aerografem łagodne przejście między kolorami, ale najmniejsze kropki odkurzu widoczne pod szkłem będą zbliżone wielkością do tych z natury - nie kilkadziesiąt razy mniejsze. Inny przykład, to sztandarowe już linie podziału. W skali powinny liczyć się w tysięcznych milimetra. Wyskalujesz linkę do setnych części milimetra, a na liniach będziesz miał błąd rzędu dziesiątych. Do tego taka precyzja skali zmusi Cię do przerobienia praktycznie każdej części modelu. O rzędach modeli w całym domu możesz wtedy od razu zapomnieć. Jeżeli nawet nie będziesz konsekwentny i nie zachowasz takiej precyzji dla podstawek, to i tak budowa jednego samolotu trwać będzie lata. Jak do tej pory nikt chyba nie buduje modeli 'pod szkło powiększające', ale wspomniane dylematy dotyczyć będą też normalnego oglądu. Człowiek odruchowo przeskalowuje wymiary dla siebie nienormalne do 'przyjmowalnej skali'. To działa jak liczenie w wykonaniu północnoamerykańskich indian: '1,2,3,4,5,dużo.' W przypadku takiej linki pojawi się wartość 'bardzo cienko' i zmniejszanie jej średnicy będzie potem mijać się z celem. Co więcej może zaszkodzić modelowi. Obronisz wprawdzie samą linkę mówiąc, ze niemal jej nie widać, bo trzyma skalę, ale nie obronisz modelu, gdzie linka będzie wielokrotnie cieńsza od sąsiadującej z nią linii podziałowej, gdy w naturze proporcje są dokładnie odwrotne. Tymczasem, o ile zachowasz grubość linki w zakresie 'bardzo cienko' możesz ją nawet znacznie pogrubić bez szkody dla niej samej, ale z zyskiem dla precyzji modelu jako całości. Sama linka (bez otoczenia), wiotka i filigranowa w naturze, będzie wyglądała lepiej gdy będzie o oczko za cienka, niż tyleż za gruba (pamiętając o zachowaniu skali 'bardzo cienko'). Ale już hydrauliczny, giętki przewód hamulcowy, kojarzący się z kawałkiem solidnej, gumowej rury - odwrotnie. Kiedy dodamy do tego jeszcze efekt otoczenia detali w modelu, które będzie wpływało na odbiór ich wielkości, koloru elementów, który podobnie wpływa na optykę i fizyczną niemożność wykonania niektórych szczegółów w skalowanych wymiarach, okaże się, że ważniejsze od idealnego trzymania skali jest właściwe wybalansowanie tych wszystkich niuansów. I wtedy nie ma mowy, by balans ten był jednaki dla gołego i uzbrojonego oka. Jeżeli chodzi o same linki to niewiele pomogę przy samolotach RAFu, ale w drugowejennym USAAF typowo stosowano lity drut z rdzeniem ze stali i płaszczem z miedzi. Na końcówkach drut był zagięty w pętlę i owinięty wokół siebie określoną liczbą zwojów. USN stosowała drut pleciony, także z możliwością występowania rdzenia. Plecionka mogła być z fosforobrązu. Zakończenie zaciskowe. Dokładnej średnicy nie znam, ale jeszcze się nie poddałem. -
Linki antenowe w lotnictwie
greatgonzo odpowiedział Claudiuss → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Moim zdaniem tu jest ten moment w modelarstwie gdzie ważniejsze od przeliczonej skali jest optyczne wrażenie uzyskane na modelu. Czasem lekkie zwiększenie elementu jest konieczne nie tylko by w ogóle było go widać, ale i by wyglądał realnie. Przy setnych milimetra niebagatelne znaczenie zaczyna mieć grubość powłoki malarskiej, którą trzeba uwzględnić w pomiarze, gdy chce się mieć idealną w skali wartość.
