Dlaczego przeprosiny, zapytacie?
Ano dlatego, że odkąd po raz pierwszy, w gimnazjum, skleiłem model samolotu z pomocą forum i w miarę "na poważnie" minęła już niemal DEKADA, a ściślej 8 lat. Przez ten czas skleiłem całe 4 (słownie cztery, 0.5 na rok) samolociki, a zadowolony nie byłem z żadnego. Co najmniej drugie tyle zdążyłem popsuć na amen albo sprzedać, dlatego stwierdziłem że trzeba kupić sobie jakiś banalny samolocik na którym sprawdzę, czy w ogóle jeszcze mam fun ze sklejania samolotów.
Wybór padł na Spitfire'a z Airfixa, bo to dokładnie te same wypraski które męczyłem DEKADĘ temu. Plus, była okazja żeby odhaczyć temat Kościuszkowców na półce.
I wiecie co? Dalej jest fun
Do merytoryki modelu nie podszedłem ze śmiertelną powagą i wiem, to widać. Malowany tymi farbami Vallejo które akurat miałem pod ręką, poza Sky'em z eksperymentalnej niebieskiej Hataki (niezła, ale Vallejo wciąż przyjemniejsze w obsłudze). Pyndzlem oczywiście. Od siebie dorzuciłem pasy z taśmy malarskiej i antenkę z żyłki. Trafiły mi się jakieś figlarne kalkomanie Airfixa, dlatego brakuje trochę oznaczeń eksploatacyjnych na górze płatowca. Główne oznaczenia to oczywiście ModelMaker i polskie Spitfire'y, bodaj najpopularniejszy zestaw kalkomanii w Europie Środkowej.
Do ideału brakuje, ale mimo wszystko bawiłem się przy sklejaniu setnie i już wiem, że mój zapasik samolotów raczej wyskładam niż wyprzedam
I jeszcze kilka zdjęć z DW-K sprzed 8 lat/4 samolotów. DW-K malowany jeszcze Humbrolami, jak instrukcja nakazała:
Pozdrawiam!