Od początku:
Z jednym się niestety nie zgodzę, gdyż Mustangi, tym bardziej wczesnych wersji z silnikiem Allisona, nie były łatwe w pilotarzu.Wielu pilotów szczególnie RAF-u którzy wcześniej latali na Spitfire'ach i Hurricane'ach twierdziło,że Mustang wymagał wiele więcej od pilota. Amerykanie natomiast trafnie skwitowali nazwanie przez Anglików P-51 Mustangiem, mówiąc,że ten samolot rzeczywiście trzeba oswoić jak dzikiego konia.
Co do frontu wschodniego, to Sowieci dostali w ramach Lend-Leasu parę sztuk,ale nie byli w nim specjalnie zakochani. O dziwo bardziej pasowała im Airacobra.
O to mi przede wszystkim chodziło. Każdy postrzega modelarstwo na swój sposób, ale z mojego doświadczenia wiem,że model samolotu, pojazdu itd... o którym wiemy więcej, który poznamy, na którego w danym momencie mamy ogromną chętkę często sprawia nam wiele radości,a i efekt końcowy jest znacznie lepszy niż model robiony z marszu ot tak.
Nie chcę żebyś sobie broń Boże pomyślał,że napisałem tego posta,żeby zrobić Ci przykrość,albo dlatego,że radochę sprawia mi anihilacja. Nie
Po prostu jest kilka samolotów, które są mi bliskie (Mustang,Mitchell,Mosquito,Spitfire,Dakota) i gdy widzę,że ktoś buduje ich modele to chciałbym aby robił to jak najlepiej. Czasem mnie ponosi,ale to dlatego,że chcę kogoś zmobilizować do rzetelniejszej pracy. Chciałbym aby wszyscy to zrozumieli.
Jeśli będziesz miał jakieś pytania odnośnie tych maszyn, lub jakiekolwiek inne służę pomocą. Mnie również bliskie są wojska spadochronowe (w tym 101 DPD).
Pozdrawiam
Kornik