Witam,
Dokładnie rok temu, 07.07.06 doszła do mnie paczka z moim pierwszym w życiu modelem do sklejania. Był to Bf109, również Revella w 1:48. Dzisiaj można powiedzieć jest rocznica mojej "tfurczości". Bf109 zrobiłem w 4 dni - efekty:
Jaka szkarada była - każdy widzi.
------------------------------
Dzisiaj, (specjalnie czekałem żeby go symbolicznie dzisiaj skończyć ) skończyłem Messerschmitta z cyferką o jeden większą - Bf110. Był on prezentem od kolegi, który po zgubieniu doń kokpitu nie mógł się zebrać i go skończyć. Darowanemu koniowi nie zagląda się do paszczy, więc jakoś brak kokpitu przebolałem. Poskładałem z tego co miałem "coś" co przez szybki wygląda yako-tako (zegary z FW190 Eduarda - a co:mrgreen: ). Bardziej skupiałem się na malowaniu. Przyznam, że żadnego modelu nie sklejało mi się tak źle, jak tego bydlaka. Jakoś nic mi się nie kleiło. Szczególne problemy sprawiło mi dość "ekscentryczne" łączenie skrzydeł - jedno skrzydło zawiera również brzuch samolotu, ogólnie powstała zapadlina na parę mm. W czasie szlifowania i odtwarzania linii podziału brała mnie przysłowiowa... złość, przez co linie podziałowe pojawiały się niekiedy w całkiem nieoczekiwanych miejscach. W związku z problemami, model od lutego do połowy czerwca leżał poryty i pokaleczony na szafie. Ale ponieważ suche finansowo czasy nastały model wylądował ponownie na warsztacie - został połatany - gdzieniegdzie przymknąłem oko na linie i zabrałem się do malowania. Malowany był Vallejo w 100%, a ponieważ dopiero niedawno się nań przerzuciłem, a do wypłaty daleko, malowałem go w całości 4 kolorami - białym, czarnym, jasnobłękitnym i zielonym. Wash olejny. Oceńcie proszę to co stworzyłem. I Bro z okazji mojej rozcznicy
-------------------------
Przepraszam za bardzo ogólne i nieładne fotki, ale jak wiecie ciemne dni panują nad Polską - przynajmniej u mnie. Może gdy pojawi się słonko dorzucę nowe.