Zaprzeczę. Owszem jeździli fotografowie, ale to raczej do Insertion Pointa, znaczy się do momentu kiedy Sealsi wychodzili z łódki, i rozpoczynali akcję (vide słynne zdjęcia z okładek Timesa). Wzięcie ze sobą kamerzysty ma taką akcję, kiedy trzeba działać metodą skrytą, a nie na rambo, kiedy należy poruszać się bezgłośnie i unikać wszelakich kontaktów, jest ryzykiem na które specjaliści tego pokroju by się nie pisali. Filmy o których wspominasz są nakręcone przez kameerzystów działających wraz z oddziałami regularnych marinesów albo armii, wszystkie zdjęcia które przedstawiają NSW, SOG, czy zwiad USMC w akcji są wykonywane przez członków oddziału.