Suma summarum, dobrze, że Kolega się nie zraził i coś tam działasz. Jako "prachtyk" w ryciu, trasowaniu i nitowaniu napiszę (I tu pewnie się narażę Innym Kolegom ) - nie wymyślaj koła od nowa tylko zalewaj linie, rysy, zapadliska CA. Dostajesz jednorodny materiał, szlifowalny, bez porów, o dużej wytrzymałości. Robienie takich eksperymentów może i pomaga zrealizować pasję pt "mały chemik" ale pochłania czas. Co do otrzymanej jakości nie będę się wypowiadał, bo nie eksperymentowałem aż do tego stopnia.
No ja bym tak bardzo nie przywiązywał się do tej deklaracji. Życie potrafi zaskoczyć. Wbrew pozorom nawet w dobrych modelach trzeba czasami coś skrobnąć, poprawić lub odtworzyć po szpachlowaniu. Więc nożyki na pewno warto kupić. Może nie od razu wszystko w jednym rzucie ale warto. Nożyk Trumetera jest poręczny, kosztuje ok 30 zeta, daje cienką linię ale ma jedną wadę - jest jednorazowy - tzn w którymś tam momencie stępi się na tyle że trzeba kupić drugi.
Nożyk Tamiyi jest droższy (niewiele, parę złociszów), ryje odrobinę szerzej niż trumpek, trochę mniej poręczny ale za to cholernie ostry, i co najważniejsze - ma zapasowe ostrza w schowku w rękojeści. A zatem starcza na wiele dłużej.
Właściwie to chyba w każdym sklepie modelarskim (15-20 zł)
Można dokupić do niej specjalny uchwyt ale ten z kolei jest jakiś, nie wiedzieć czemu, drogi
A co samego Mig-a to odłóż dziada go do kąta i niech sobie poleży i czeka na eksperymenty (bo tylko do tego się nadaje) . Sklej sobie coś bardziej normalnego i mniej stresującego. Tak dla zachowania zainteresowania modelarstwem, bo ten wyrób migopodobny może tylko zniechęcić.