Skocz do zawartości

jacmin

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    237
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Zawartość dodana przez jacmin

  1. Sprzedam sprężarkę modelarską jak na zdjęciu. Podstawę konstrukcji stanowią: agregat lodówkowy, 2 butle wyrównawcze z gaśnic samochodowych, presostat, reduktor, i zawór bezpieczeństwa. Konstrukcja przeznaczona jest przede wszystkim jako źródło sprężonego powietrza dla różnego rodzaju aerografów modelarskich, ale nadaje się również do innych zastosowań nie wymagających dużej wydajności, takich jak np. pompowanie kół rowerowych. Zaletą sprężarki jest jej bardzo cicha praca (co ma duże znaczenie jeśli nasz warsztat modelarski znajduje się w mieszkaniu) oraz niewielkie wymiary. Po włączeniu sprężarki agregat pompuje powietrze do butli wyrównawczych. Po osiągnięciu 7 barów presostat wyłącza zasilanie. Po ustawieniu ciśnienia na reduktorze i rozpoczęciu poboru powietrza, ciśnienie w układzie zaczyna spadać aż do ok 4,5 bara. Wtedy presostat załącza zasilanie agregatu i cykl ładowania butli się powtarza. Sprężarka posiada zawór bezpieczeństwa fabrycznie ustawiony na 8 barów. Ma on za zadanie wypuszczenie z układu nadmiaru powietrza w przypadku gdyby presostat uległ awarii i nie wyłączył sprężarki po osiągnięciu ciśnienia 7 bar. Butle zostały przetestowane ciśnieniem 12 bar przez 2 doby. Naturalnym zjawiskiem podczas pracy sprężarki może być powstawanie skroplin czy przedostawanie się drobin oleju do układu. Można je łatwo usunąć przez zawór położony w najniższym punkcie układu. Ułatwia to też nachylenie butli. Wielozadaniowość sprężarki zapewnia standardowa szybkozłączka powietrzna oraz redukcja na szybkozłączkę aerografową, pozwalającą na podłączenie aerografu modelarskiego. Ze względu na zastosowanie w konstrukcji agregatu lodówkowego możliwy jest jedynie odbiór osobisty w Warszawie lub Płońsku. Po prostu podczas transportu paczka może być ustawiana w różnych pozycjach co może spowodować wyciek oleju z agregatu. W obu miastach dowiozę sprzęt pod dowolny adres. Testowanie przed zakupem możliwe a nawet wskazane. Cena 350zł. Za dopłatą 30zł mogę dodać nowy aerograf z dyszą 0,3mm.
  2. Skoro z działkiem poszło nie najgorzej, to trzeba iść za ciosem i rozpocząć nierówną walkę z przyrządami stanowiska EWO. Czemu nierówną? Bo ich nie ma! Problem polega na tym, że nikt nie robi blaszek tych przyrządów. Jakiś czas temu można było kupić blaszki do wersji G ale obecnie graniczy to z cudem. Początkowo wersja F była pomyślana jako samolot szkoleniowy, więc miała zdublowane przyrządy na obu stanowiskach, co jest logiczne. Przednie przyrządy wersji F były identyczne jak w wersji D. Tylne przyrządy nieco się różniły, ale były na tyle podobne, że od biedy można by użyć drugiego zestawu blaszek z wersji D. Niestety wersja F i G Wild Weasel różni się dramatycznie od "zwykłej" F: Tego nie da się oszukać tą samą blaszką. Trzeba rzeźbić. Z przezroczystego plastiku (czemu przezroczystego wyjaśni się później) dociąłem element odpowiadający górnej części tablicy. Następnie nakleiłem na niego "półeczkę" z polistyrenu: Teraz trzeba było się zająć poszczególnymi instrumentami. Przez lata mojej modelarskiej działalności nazbierałem różnych niewykorzystanych wersji fototrawionych przyrządów i często korzystam z ich fragmentów : Wybrałem fragmenty odpowiedniej wielkości i po docięciu przymierzałem na przezroczystym elemencie: Koncepcja jest taka, że docięte fragmenty pomaluję na czarno a następnie nakleję na przezroczysty element. Folie z rysunkiem wskaźników podkleję pod spodem tego elementu tak, żeby były przez niego widoczne jak na poniższej przymiarce Następnym etapem będzie zastąpienie fragmentu oryginalnej tablicy moją radosną twórczością: Robiąc tą tablicę prawie się udusiłem od wstrzymywania oddechu. Przyrządy pilota przy tej gimnastyce to była już prawdziwa przyjemność. Oczywiście na razie wszystko robię "na sucho": Czas sprawdzić jak wanna siedzi w kadłubie. Jak widać na zdjęciu poniżej, między wanną a bokami kadłuba mamy spore szczeliny: Da się to dość dobrze zniwelować wklejając pod właściwym kątem elementy kokpitu Airesa (2 dodatkowe elementy musiałem odlać z żywicy) Tyle udało się wykonać w ten zapiątek. Niestety musiałem wcześniej opuścić warsztat, więc na ciąg dalszy zapraszam za tydzień.
  3. Już 2 tygodnie temu obiecałem sobie, że wezmę się za działko M61 Vulcan, ale jakoś zwlekałem z rozpoczęciem. Prawdę mówiąc zniechęcała mnie konieczność zgrania 6 luf z całym stadem innych elementów. Postanowiłem to sobie nieco ułatwić. Przygotowałem "placek" z plasteliny, przy pomocy którego stabilizowałem złośliwe elementy. Najpierw przygotowałem pierścienie w których mocowane były końcówki luf: Następnie zabrałem się za składanie luf od ich początkowego pierścienia Potem nawlekałem kolejne pierścienie a na koniec nałożyłem przygotowaną wcześniej końcówkę. Odrobina kleju CA połączyła wszystkie elementy w dość sztywną całość: Jak widać na zdjęciu powyżej, trzeba będzie dorobić korpus działka a całą komorę wyciąć i wykonać od podstaw.
  4. Wczoraj dotarły ostatnie dodatki czyli dysza, zestaw płetwy brzusznej i różnych wlotów oraz węzły podskrzydłowe zewnętrzne pod AGM-45. W piątek wieczorem postaram się to wszystko oczyścić i przygotować do dalszej pracy.
  5. Sprzedam sprężarkę modelarską jak na zdjęciu. Sprężarka jest prawie nowa - użyta jedynie do testów. Podstawę konstrukcji stanowią: agregat lodówkowy, butla wyrównawcza z gaśnicy samochodowej, zawór zwrotny, presostat zintegrowany z reduktorem, odprężnikiem i zaworem bezpieczeństwa. Konstrukcja przeznaczona jest przede wszystkim jako żródło sprężonego powietrza dla różnego rodzaju aerografów modelarskich, ale nadaje się również do innych zastosowań nie wymagających dużej wydajności, takich jak np. pompowanie kół rowerowych (pompowanie kół samochodowych raczej dla cierpliwych). Zaletą sprężarki jest jej bardzo cicha praca (co ma duże znaczenie jeśli nasz warsztat modelarski znajduje się w mieszkaniu) oraz niewielkie wymiary, a także presostat ze zintegrowanym reduktorem, dwoma manometrami (jeden wskazuje ciśnienie w butli, drugi aktualnie ustawione na reduktorze), zaworem bezpieczeństwa i odprężnikiem. Po włączeniu sprężarki agregat poprzez zawór zwrotny pompuje powietrze do butli wyrównawczej. Po osiągnięciu 8 barów presostat wyłącza zasilanie jednocześnie uruchamiając odprężnik, który spuszcza powietrze z przewodu łączącego agregat z butlą. Ma to za zadanie ułatwienie startu agregatu po ponownym uruchomieniu. Po ustawieniu ciśnienia na reduktorze i rozpoczęciu poboru powietrza, ciśnienie w układzie zaczyna spadać aż do ok 4,5 bara. Wtedy presostat załącza zasilanie agregatu i cykl ładowania butli się powtarza. Sprężarka posiada zawór bezpieczeństwa fabrycznie ustawiony na 8,5 bara. Ma on za zadanie wypuszczenie z układu nadmiaru powietrza w przypadku gdyby presostat uległ awarii i nie wyłączył sprężarki po osiągnięciu ciśnienia 8 bar. Butla została przetestowana ciśnieniem 12 bar przez 2 doby. Naturalnym zjawiskiem podczas pracy sprężarki może być powstawanie skroplin czy przedostawanie się drobin oleju do układu. Można je łatwo usunąć przez zawór położony w najniższym punkcie układu. Ułatwia to też nachylenie butli. Wielozadaniowość sprężarki zapewniają 2 szybkozłączki. Jedna to standardowa szybkozłączka umożliwiająca podpięcie np. węża z końcówką do pompowania kół rowerowych, druga pozwala na podłączenie aerografu modelarskiego. Ze względu na zastosowanie w konstrukcji agregatu lodówkowego możliwy jest jedynie odbiór osobisty w Warszawie lub Płońsku. Po prostu podczas transportu paczka może być ustawiana w różnych pozycjach co może spowodować wyciek oleju z agregatu. W obu miastach dowiozę sprzęt pod dowolny adres. Testowanie przed zakupem możliwe a nawet wskazane. Cena 250zł.
  6. Witam ponownie! Niestety przez zimowy wyjazd w moim F-105F niewiele się zmieniło. Ot, pracowite szpachlowanie, szlifowanie, znowu szpachlowanie, znowu szlifowanie. Słowem - nuda Z ciekawszych rzeczy udało mi się przymierzyć do kokpitu. No, to będzie spore wyzwanie. Niestety obecnie nie można nigdzie kupić blaszek do F-105G a co za tym idzie drugie stanowisko (EWO) będę musiał wykonać od podstaw. Boczne panele od biedy ujdą z zestawu blaszek do wersji D ale deskę z przyrządami trzeba będzie rzeźbić. Może komuś została jakaś sierotka? Gdy miałem wolne chwile pomiędzy wyjazdowymi aktywnościami, robiłem rozpoznanie tematu. Wpadło mi w ręce ciekawe zdjęcie: Co ciekawe, Res Kit umieścił tą modyfikację w swoim detalu płetwy: Trzeba tylko dorobić obejmę haka. Zauważyłem też kolejną różnicę pomiędzy wersjami F i G. Dotyczy ona końcówek skrzydeł, a konkretnie świateł pozycyjnych. W wersji F światła znajdowały się na łukowatych końcówkach skrzydeł: W wersji G światła przeniesiono do przodu na krótki maszt, a w ich miejsce zamontowano anteny w kopułowej osłonie: Znalazłem nawet fragment instrukcji modyfikacji wersji F do G gdzie jest to wyraźnie pokazane: Fat Fanny, późniejszy Firebird 5 miała końcówkę skrzydła typową dla "F" co potwierdził mi Pułkownik Lowry: A jak to wygląda w zestawie Trumpetera? Jest to typowe zakończenie skrzydła dla wersji G Oczywiście to nie problem i da się łatwo doprowadzić do zgodności z F. Jak to Shrek powiedział "Z dwojga złego lepiej w tą stronę..." Niebawem zapraszam na ciąg dalszy.
  7. Brawo Soris! Nie wiedziałem że istnieje takie zdjęcie. Dzięki!
  8. Sprawdziłem źródła i dokładna wypowiedź brzmiała "You gotta be shittin’ me !.” Przypisuje się ją majorowi Alowi Campbelowi i funkcjonowała jako skrót YGBSM.
  9. Zgodnie z obietnicą zamieszczam link do nowego projektu - Firebird 5.
  10. Nie wiem ile w tym prawdy, ale fama niesie że podczas zaznajamiania pierwszych załóg z taktyką Łasic ktoś nie wytrzymał i krzyknął " no k....a, bez jaj! co stało się późniejszym mottem .
  11. A teraz do dzieła! Tradycyjnie wyciąłem i oczyściłem wszystkie elementy. Część z nich jak fotele, koła, czy dysza trafiły na modelarski szrot, bo zostaną zastąpione dodatkami. Kolejne zadanie do pozbycie się zasobników charakterystycznych dla wersji G: Przestrzeń dookoła zabezpieczyłem twardą, przezroczystą taśmą, od której zwykle ryję linie podziałowe a na nią żółtą taśmę modelarską żeby lepiej widzieć swoje "pole operacyjne". Następnie papier ścierny na rolkę i szlifowanie: Po tej operacji powstała śliczna, podłużna dziura, którą trzeba zaślepić. Dociąłem pasek polistyrenu i lekko go wygiąłem, żeby dopasować do krzywizny kadłuba. Od zewnątrz w szczelinę wklejałem paski polistyrenu aż do uzyskania wypełnienia. Potem oczywiście kilka razy szpachla. W sobotę będę to wszystko docierał i ponownie szpachlował. Jak starczy czasu to zajmę się działkiem i jego komorą.
  12. Wracając do modelu. Po wielu dyskusjach z Pułkownikiem - chciałem pokazać jak najwięcej "anatomii" maszyny, ale bałem się że przesadzę i nie będzie to realnie wyglądało- ustaliliśmy, że optymalnym kompromisem będzie następujący schemat: Samolot stoi na płycie lotniska pomiędzy 2 osłonami przeciwodłamkowymi. Dookoła krzątają się mechanicy, przygotowując maszynę do lotu. Owiewki obu kabin orwarte, drabinki zawieszone. Otwarta pokrywa luku działka, wysunięte klapy (czasem były tak zostawiane) podwieszone zbiorniki podkadłubowy, oba podskrzydłowe oraz 2x AGM45 Shrike ( w takiej właśnie konfiguracji leciał na Son Tay). Przy osłonach przeciwodłamkowych na stelażach 2 dodatkowe zbiorniki. Pewnie pojawi się też podest C1 przy działku oraz trochę innego sprzętu używanego podczas rozruchu maszyny. Dość długo ustalaliśmy kolorystykę i ogólny wygląd, bo zachowały się jedynie 2 zdjęcia maszyny i to z 1968r, czyli przed rajdem. Nosiła wtedy nazwę "Fat Fanny" i miała namalowaną z lewej strony podobiznę rzeczonej Fanny (jaś firma wypuściła nawet kalkomanie do tego malowanie ale w 1/48): Na zdjęciu powyżej strzałka wskazuje miejsce, gdzie w wersji G znajduje się wybrzuszenie z zasobnikiem z elektroniką. Ten egzemplarz go nie posiadał stąd wiadomo, że to wersja F. Tak wyglądał ten samolot gdy stacjonował na Okinawie. Generalnie tradycja wyglądała w ten sposób, że gdy pilot dostawał przydział do maszyny, mechanicy malowali jego i EWO nazwiska z lewej strony na owiewkach (prawa strona była pusta lub miała jedynie namalowane tło do napisów) oraz tzw nose art, czyli grafikę z jakąś nazwą. Tak jak wcześniej pisałem, podczas rajdu samolot ten był wypożyczony z bazy Kadena na Okinawie, ale do Korat w Tajlandii trafił przemalowany, bez nazwisk pilotów oraz z zamalowaną "Fanny" . Posiadał klasyczny schemat malowania SEA, wnęki podwozia oraz przedziały elektroniki i działka w zielonym podkładzie Green zinc chromatic. Golenie i felgi srebrne. Wnętzre kabiny szare jak w większości amerykańskich maszyn z tego okresu.
  13. Dobra uwaga Moses. Miałem tu na myśli ogólną funkcję zwalczania OPL. F-4E i F-4F po części je pełniły ale rzeczywiście nie jako pełnoprawne Dzikie Łasice i to pod koniec wojny. Dopiero F-4G ale to już powojenna melodia. To samo dotyczy A-6.
  14. Witam wszystkich! Jako kolejny projekt rozpoczynam budowę modelu samolotu F-105F o sygnale wywoławczym Firebird 5, biorącego udział w osłonie słynnego Rajdu na Son Tay. Zacznijmy od tego czym był sam rajd. Była to operacja sił specjalnych USA przeprowadzona w północnym Wietnamie w nocy z 20 na 21 listopada 1970 roku. Celem była próba uwolnienia amerykańskich jeńców wojennych przetrzymywanych w obozie „Camp Faith”. Choć w obozie nie było już więźniów (przeniesionych kilka miesięcy wcześniej), operacja pozostaje wzorcowym przykładem precyzyjnie zaplanowanej misji specjalnej, z zaskoczeniem, koordynacją środków i minimalnymi stratami ( zainteresowanych odsyłam do lektury wspaniałej książki Terry Bucklera i Clifforda Westbrocka "Who will go..."). Zespół uderzeniowy składał się z 5 helikopterów HH-53C o sygnałach wywoławczych Apple 1-5 i 1 helikoptera HH-3E o sygnale wywoławczym Banana 1. Jednak to był tzw wierzchołek góry lodowej. W rzeczywistości akcję wspierała dobrze ponad setka innych maszyn jak tankowce, samoloty walki elektronicznej, samoloty Mig-CAP, bombowce i "Dzikie Łasice" w tym nasz tytułowy Firebird 5. Cóż to takiego te Dzikie Łasice. Były to dwumiejscowe odrzutowce, początkowo F-100, potem F-105, F4 i A6, mające za zadanie zwalczanie wietnamskiej rakietowej obrony przeciwlotniczej. Dysponowały elektroniką mogącą namierzać stacje radarowe (kierujące pociskami SAM) oraz rakiety antyradiacyne do ich zwalczania. Rakiety ziemia powietrze były istnym utrapieniem amerykanów i siały spustoszenie wśród samolotów udających się nad Wietnam Północny. Dzikie Łasice miały strasznie niewdzięczne zadanie. Chwilę przed planowanym przelotem sił uderzeniowych wlatywały w rejon wietnamskiej obrony powietrznej i prowokowały do uaktywnienia radarów i odpalenia pocisków. Następnie namierzały i likwidowały stacje radarowe i same stanowiska rakiet. Wszystko to jednocześnie walcząc o życie, próbując wymanewrować odpalone rakiety. Wielu z nich zginęło w ten sposób, ale taktyka była na tyle skuteczna, że donoszono o przypadkach, gdy Wietnamczycy po zorientowaniu się kto ich atakuje, wyłączali radary i odpalali pociski "na oślep". Ale wróćmy do naszego Firebird 5. Był to dwumiejscowy F-105 w wersji F o numerze 63-4463. Wiele źródeł błędnie podaje, że była to wersja G, ale potwierdziłem u pułkownika Lowry że był to F-105F wypożyczony z bazy na Okinawie. Tego pamiętnego dnia, 21 listopada 1970r jego załogę stanowili pilot major Donald Kilgus oraz WSO, wtedy kapitan Ted Lowry. Z misją wsparcia tego dnia poleciało 5 Dzikich Łasic. Firebird 5 był maszyną zapasową, której zadaniem było zastąpienie pierwszej zestrzelonej Łasicy. W kilka minut po przylocie w rejon celu uaktywniła się obrona przeciwlotnicza i w niebo poszły pierwsze rakiety. Jedna z nich eksplodowała w pobliżu Firebird 3 lekko uszkadzając maszynę. Mogła dalej lecieć, ale pilot meldował wibracje silnika i musieli opuścić rejon działań. Do akcji musiał więc wkroczyć Firebird 5. Wymanewrował 3 kolejne rakiety, w międzyczasie odpalając jednego AGM 45 Shrike. Niestety czwarta odpalona rakieta SAM eksplodowała 100m od samolotu Kilgusa i Lowry. Odłamki głowicy uderzyły w grzbiet kadłuba za drugą kabiną. Pomimo uszkodzeń samolot wydawał się stabilny, więc pilot podjął decyzję o pozostaniu i kontynuowaniu misji do czasu aż odpalili ostatniego Shrika. Po otrzymaniu sygnału od Firebird 1 o wycofaniu się z rejonu działań, pilot i EWO podsumowali swoją sytuację. Gubili duże ilości paliwa (uszkodzeniu uległ zbiornik grzbietowy), uszkodzeniu uległ również zbiornik hydrauliki. Nie mieli wystarczającej ilości paliwa, żeby wrócić. Skierowali się zatem nad punkt nad Laosem wyznaczony jako miejsce bezpiecznego katapultowania. Pomimo tego, że w ich kierunku skierowano cysternę, na kilka minut przed spotkaniem silnik Firebirda 5 zgasł z braku paliwa. Major Kilgus i kapitan Lowry katapultowali się i bezpiecznie wylądowali. Następnego dnia zostali podniesieni z ziemi przez helikoptery HH-53C Apple 4 i Apple5, które wracając z misji zawróciły by podjąć rozbitków. To tyle tytułem tła historycznego. A co mamy do dyspozycji na modelarskim rynku? Niestety niewiele, w zasadzie jedynie F-105G Trumpetera. Czemu niestety? Z 2 powodów. Po pierwsze, model posiada błąd w kształcie ogona. Kadłub jest wprawdzie z wersji G ale stabilizator pionowy pochodzi ewidentnie z wersji D! Drugi powód to właśnie ta wersja G. Różniła się od wersji F zasobnikami w kształcie podłużnych zgrubień na spodzie kadłuba, mieszczącymi elektronikę. Reszta w zasadzie była identyczna jak w wersji F, więc model po drobnych przeróbkach nadaje się do budowy Firebirda 5. Zakupiłem również kilka dodatków: - Res Kit F-105G Thunderchief vertical stabilizer - Res Kit Centerline 650 gal. fuel tank - Res Kit F-105 Thunderchief 450. gal wing fuel tanks with pylons - Res kit AGM 45 Shrike - LP Models F-105G ladders - Aires F-105D Thunderchief cockpit set - Eduard F-105D interior - Armory F-105 wheels - Wolfpack F-105G seats - Master Models M61 A1 Vulcan Zamówiłem jeszcze kilka rzeczy, ale dotrą pod koniec lutego.
  15. Po wyschnięciu figurek, tak jak planowałem, przetarłem je suchym pędzlem rozjaśnionymi kolorami. Z tym że użyłem do tego olejnych Humbroli a nie akrylowych Gunze. Przygotowałem mieszanki kolorów jak do drelichów i koszulek a następnie rozjaśniłem o 30% białą. Przecierkę robiłem delikatnie, jedynie po wystających fragmentach odzieży. Wyszło całkiem nieźle. Przebrałem jeszcze beczki, wybierając najlepsze i cały inwentarz wkleiłem na dioramę, stosując szpilki mocujące w kołach po przekątnej (np lewe przednie i prawe tylne) oraz po jednej szpilce na figurkę. Chodzi o to, żeby podczas transportu na zawody się nic nie odkleiło i nie latało po gablotce siejąc spustoszenie. Ostatecznie wyszło to tak: I to już wszystko! Po roku pracy udało się dotrzeć do szczęśliwego końca! Nie byłoby to możliwe gdyby nie pomoc jednego fantastycznego człowieka. Prawdziwej legendy amerykańskiego ratownictwa. Jest nim Chief Master Sergeant Wayne Fisk. Przez cały czas budowy modelu cierpliwie wspierał mnie swoją wiedzą, a jego wskazówki niejednokrotnie uchroniły mnie od popełnienia grubych błędów. Jestem mu za to niesamowicie wdzięczny. Dziękuję też wszystkim, którzy obserwując budowę zgłaszali uwagi i wspomagali swoim doświadczeniem. Bardzo mi to pomogło. Mam nadzieję, że moja relacja z budowy tego modelu też komuś pomoże w modelarskich zmaganiach. Cóż, jak to mówią, coś się kończy ale też coś się zaczyna. Niebawem zaproszę do relacji z budowy kolejnej maszyny związanej z Rajdem na Son Tay. Dzięki nieocenionej pomocy Clifforda Westbrocka ( współautora książki "Who will go") udało mi się skontaktować z Pułkownikiem Tedem Lowry, który był EWO w F-105 o kryptonimie "Firebird 5", zestrzelonym podczas rajdu i uratowanym przez załogę Apple 4. Pułkownik zgodził się wesprzeć mnie podczas budowy repliki swojego F-105F. To będzie ciekawa kontynuacja tematu.
  16. No nie przeczę, nawet jednego zrobiłem na diorama z australijskim C-7Caribou. Ładne są.
  17. Niestety w Udorn ich nie używali.
  18. Ja też produkuję swoje https://allegrolokalnie.pl/oferta/172-m274-mechanical-mule-nqt
  19. W czasie gdy wash na figurkach dosychał, zająłem się ponownie sprzętem lotniskowym. Postanowiłem dodać jeszcze wózek do transportu zbiorników . Przerobiłem też standardową przyczepę (taką samą jak ta z beczkami) dodając stelaż do przewozu zbiorników. Przyszedł też czas na ostateczne zmontowanie podestów B1 i C1 po uprzednim dorobieniu instalacji hydraulicznej do podnoszenia podestu. Złożyłem też przyczepę z beczkami, gaśnicę i szafkę narzędziową. A oto cały inwentarz przymierzony do dioramy:
  20. Kolejnym etapem wykonania moich figurek było malowanie kolorów. Drelichowe spodnie wykonałem mieszaniną farb Pactra A33 (4 krople) + A25 (1 kropla). Koszulki rozjaśnioną o 20% Pactrą A30. Paski spodni czarne ze srebrnymi sprzączkami, a buty rozjaśnioną czernia. Włosy brunetów maluję zwykle w 2 etapach. Pierwszy to czarny nieco rozjaśniony bielą a następnie przecierka szarym. Dzięki temu nie wyglądają jak "hełm". Podobnie sprawa wygląda z blondynami, przy czym podstawowy kolor twarzy przecieram jasnym brązem. Co do oczu, to już od dawna ich nie maluję. Cokolwiek bym nie zrobił i tak w końcu pada pytanie jak z czerwonego kapturka "a czemu ma takie wielkie oczy?" Po prostu w tej skali to ponad moje siły. Przecieram jedynie suchym pędzlem brwi. Usta maluję mieszanką koloru podstawowego skóry z niewielkim dodatkiem czerwieni, ale bez przesady, żeby zbytnio nie wyróżniały się na twarzy. Tak pomalowane figurki prezentują się następująco: Teraz trzeba położyć wash. Zwykle stosuję olejną, artystyczną umbrę paloną o konsystencji rzadkiej śmietany . Figurki są tak małe, że jadę po całości. Po dotarciu washa wacikami, w zakamarkach ciała i odzieży pojawiły się cienie. W pewnym stopniu rekompensują brak oczu na twarzach. Trochę się jeszcze świecą, ale po odparowaniu zmatowieją. Gdy za tydzień wyschną, przetrę jeszcze suchym pędzlem wystające fragmenty odzieży rozjaśnionymi kolorami bazowymi.
  21. W tak zwanym międzyczasie dokończyłem pomosty B1 i C1. Po szarym podkładzie delikatnie trysnąłem srebrną farbą kraty pomostów i stopni, żeby uwidocznić przetarcia. Potem lakier bezbarwny, płyn do chippingu i oliwkowo zielony. Po wyschnięciu przecierka wodą i ponownie lakier. Odblaskowe paski wykonałem ze starych kalek. Do zrobienia pozostał wash i jakieś drobne otarcia. Pomalowałem też przerobioną z Hasegawy gaśnicę: Rzuciłem też pierwszy kolor na figurki. Robiłem to delikatnie aerografem, żeby nie zalać szczegółów.
  22. Jak słusznie zauważył Moses, beczki w takiej formie wyglądają słabo. Początkowo chciałem je poprawiać, ale znalazłem w starych zapasach 4 porządne beczki, zrobiłem formę i odlałem potrzebną ilość: Następnie, razem z innymi elementami potraktowałem je Surfacerem 1000 w sprayu i zagruntowałem ciemnoszrym Gunze. Na to poszedł płyn do chippingu i oliwkowozielony. Teraz wyglądają dużo lepiej. Zawsze zastanawiałem się nad kolorem beczek, tzn czy ich kolor ma coś wspólnego z zawartością. Przykładowo Agent Orange był transportowany w beczkach koloru pomarańczowego lub oliwkowych z pomarańczowym pasem pośrodku. Beczki widoczne na zdjęciu poniżej raczej nie mogły zawierać paliwa, bo było ono w bazach tankowane z cystern, więc prawdopodobnie olej: Zdjęcia są czarno-białe, więc nie mam pojęcia jaki kolor będzie właściwy. Może ktoś ma wiedzę na ten temat?
  23. Moses! Całkowicie się z Tobą zgadzam. Te beczki są przeznaczone do poprawy, ale jeszcze nie miałem na to czasu. Będą nowe korki i obręcze. Reszta zostanie, bo są ciekawie powgniatane.
  24. Zanim skończył się mój zapiątkowy, modelarski czas, wykonałem jeszcze 2 palety. Umieszczę je na przyczepie, a na nich beczki, tak jak widziałem to na jakimś zdjęciu.
  25. Dobrze, że platformę B1 mam już za sobą, bo strasznie dała mi w kość. Nie sądzę, żebym miał jeszcze kiedyś ochotę zrobić ją ponownie na jakąś dioramę. Jest zbyt pracochłonna. Inaczej wygląda sprawa z C1. Jest dużo prostsza, a używana była nagminnie (B1 jest jednak bardziej specjalistyczna i przeznaczona do większych maszyn), więc prawdopodobnie pojawi się jeszcze nie raz w moich pracach. Dlatego postanowiłem zbudować szablon, który w miarę szybko pozwoli mi wygiąć odpowiedni, powtarzalny kształt. Jako bazę użyłem miniatury platformy C1 z zestawu Hasegawy obsługi naziemnej. Nie zastosowałem jej na swojej dioramie, ponieważ jest zbyt toporna. Imitacja rurek jest prawie dwukrotnie za gruba, a stopnie są pełne, a nie ażurowe. Ale geometrię ma w miarę prawidłową i mogłem z niej skorzystać. Na tym szablonie, z polistyrenowego pręta o średnicy 1mm wygiąłem zewnętrzną ramę platformy. Potem przeniosłem ją na papier milimetrowy, docinając i doklejając pozostałe elementy. I tak 2 razy. Potem to już z górki. Stopnie i podest wykonałem tak jak dla platformy B1 a następnie całość złożyłem ponownie korzystając z papieru milimetrowego. I jeszcze przymiarka wszystkiego na sucho: Celowo nie kleiłem poszczególnych elementów docelowo ze sobą, bo łatwiej to będzie malować i odrapywać.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.