Banny
Użytkownicy-
Liczba zawartości
2 064 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Banny
-
Zapraszam do obejrzenia i oceny gotowego modelu. Jest już dostępny w galerii: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=64&t=36062 . Zapraszam też do przeczytania wstępniaka, nad którym wyjątkowo się napracowałem i mam nadzieję będzie równie interesujący jak model!
-
(źródło: internet) Model przedstawia Heinkla He-219 A-0 "G9+BB" W.Nr. 190070, baza Venlo, Holandia. To osobista maszyna Manfreda Meurera, dowódcy I./NJG 1. Prawdopodobnie wszystkie swoje zwycięstwa na He-219 odniósł właśnie na tym egzemplarzu. Z tego co jest mi wiadome, nie zachowało się żadne zdjęcie tego samolotu, także jego wygląd jest domniemany. Trochę historii... Noc 21/22 stycznia 1944 okazała się wyjątkowo "czarna" dla Nachtjagdwaffe. Nie tylko dlatego, że Alianci znów przeprowadzili potężny nalot, ale głównie z tego powodu że utracono dwóch czołowych pilotów. Zginęli bowiem Gruppenkommandeur I./NJG 1 Manfred Meurer (nr 3 na liście nocnych asów w momencie śmierci, jego zdjęcie powyżej) oraz Geschwaderkommodore NJG 2 Heinrich Prinz von Sayn-Wittgenstein (nr 2, zdjęcie poniżej). Jak do tego doszło? Manfred Meurer wstąpił w roku 1938 do Luftwaffe. Początkowo trafił do jednostki artylerii plot, rok później odbył jednak podstawowe przeszkolenie lotnicze. W 1940 skierowano do "Zerstörer Schule" gdzie zapoznał się z Bf 110, po czym dołączył do 9./NJG 1. Leutnant Meurer uzyskał pierwsze zestrzelenie w nocy 26/27 marca 1942 i do końca tego roku powiększył swoje konto do 8u zwycięstw. Rok 1943 był pełen jego sukcesów, bowiem podniósł swoje konto do ponad 60u zestrzeleń. Wraz z kontem zwycięstw rozwijała się jego kariera. 16 kwietnia 1943 został otrzymał Ritterkreuz, a 2 sierpnia Eichenlaub (Nr 264). 3 dni później otrzymał stanowisko dowódcze (II./NJG 5). 28 sierpnia 1943 przejął dowodzenie I./NJG 1 wyposażonej w najnowsze myśliwce He-219. Heinkle 219 serii A-0 przysparzały mnóstwo problemów wynikających z wad wieku dziecięcego typowych dla nowej konstrukcji, ale doświadczony pilot potrafił wykorzystać zalety nowej broni. Pierwsze zwycięstwo na "Uhu" Meurer uzyskał 18/19 października 1943 podczas nalotu na Hannower. Kolejne 4-o silnikowce padły łupem jego He-219 22/23 października i 3/4 listopada. W grudniu 1943 Meurer zestrzeliwuje jeszcze 4 maszyny, w tym Mosquito, ale uzyskał je je na Bf-110. Jednak już w styczniu He-219 po usunięciu kilku problemów technicznych znów wróciły do akcji. 21/22 stycznia 1944 RAF rzucił do nalotu na Magdeburg 640 ciężkich bombowców. Około 22:00 z bazy Venlo w Holandi wystartował Hauptmann Manfred Meurer w swoim He-219 A-0 "G9+BB". Jak zwykle towarzyszył mu operator Oberfeldwebel Gerhard Schiebe, z którym niemiecki as uzyskał aż 60 ze swoich 65 zwycięstw. W tym samym czasie Major Wittgenstein wzniósł się w "pożyczonym" od oficera technicznego Ju-88 C-6 "R4+XM" z lotniska Stendal pod Berlinem. Polowanie się zaczęło! Niemieckie myśliwce wmieszały się w 140-o kilometrowy strumień bombowców. Wittgenstein szybko punktuje. Około godziny 23:00 jego operator Feldwebel Ostheimer łapie kontakt na radarze SN-2. Kilka minut później w płomieniach spada pierwszy Lancaster. Już kwadrans później kolejny Lancaster zostaje rozerwany eksplozją po trafieniu. Wkrótce potem, ok godz 23:25-23:30, jeszcze jeden "Viermotor" zostaje poszatkowany Schrage Musik i spada. W tym samym czasie Meurer melduje o zdjęciu pierwszego Lancastera. Niedługo później odnajduje kolejnego. Zajmuje dogodną pozycję i otwiera ogień. Śmiertelnie trafiony Lancaster wykonuje jednak nieoczekiwany manewr dosłownie odcinając od He-219 fragment ogona! Można się domyślać, że niemiecka załoga straciła przytomność na skutek przeciążenia albo od uderzenia, bo nie próbowała się katapultować ("Uhu" był wyposażony w fotele wyrzucane). Z Lancastera też się nikt nie uratował. Wraki obydwu samolotów wraz z załogami znaleziono 22 km na wschód od Magdeburga, w odległości 600 metrów od siebie. (źródło: internet) Ostatnie chwile Wittgensteina są lepiej znane, gdyż ocalał świadek wydarzenia, jego operator. Po zestrzeleniu 4-ej maszyny ok. 23:40 tak opisał dalsze wydarzenia: " ... Wówczas kolejny cel pojawił się na ekranie mojego radaru. Po kilku drobnych korektach znowu zobaczyliśmy Lancastera. Jego kadłub zajął się już po pierwszym naszym ataku. Po chwili ogień wygasł, co zmusiło nas do przeprowadzenia drugiego ataku. Major Wittgenstein zamierzał akurat otworzyc ogień, kiedy wewnątrz naszego samolotu coś zaczęło mocno iskrzyć, zaś do naszych uszu doszedł straszny huk. Lewe skrzydło momentalnie stanęło w płomieniach, a cały samolot zaczął spadać. Osłona kabiny oderwała się od kadłuba i przeleciała nad moją głową. Równocześnie przez interkom usłyszałem rozkaz opuszczenia samolotu..." Następnego dnia ciało Majora Wittgensteina zostało odnalezione we wraku Junkersa, dosłownie kilka kilometrów od miejsca śmierci Meurera. Zestrzelenie księcia Sayn-Wittgensteina przypisuje się Mosquito, choć tej nocy nikt nie zgłosił zwycięstwa! Kontakt z nieprzyjacielem zaraportowała tylko jedna maszyna ze 141. dywizjonu. Załoga Mosquito NFII DZ303 (Flight Sergeant Desmon Snape / Flying Officer L. Fowler) wykryła przeciwnika ok 23:15 na południe od Brandenburga. Po około 3 minutach pościgu zauważyli sylwetkę Ju-88 który ostrzelali. Zaobserwowali trafienia w rejonie kokpitu, ale zestrzelenia nie zgłosili. Brytyjczycy nigdy się już nie dowiedzieli o swoim sukcesie, zginęli dokładnie miesiąc później (22 lutego). Nalot na Magdeburg okazał się kosztowny dla obydwu stron. Ofiarą nocnych myśliwców padło aż 55 bombowców RAF. Luftwaffe straciła co prawda tylko 4 maszyny, ale aż dwóch topowych asów nocnego lotnictwa! Meurer na He-219 uzyskał 5 zwycięstw, łącznie 65 zestrzeleń (i to tylko w około 130 lotach bojowych!). Sayn-Wittgenstein po doliczeniu 5u sztuk w ostatnim locie miał ich 83 (w około 170 misjach bojowych jako myśliwiec, wcześniej 150 odbył w lotnictwie bombowym). O modelu Model powstał całkiem szybko i sprawnie mimo że He-219 Dragona to dość wymagający zestaw. Do jego precyzyjnego złożenia potrzeba sporo cierpliwości i... szpachlówki! Tym niemniej warto sobie zadać nieco trudu, bo wydaje mi się że można wykrzesać z tego zestawu nader efektowny model. Wykonanie jest typowe dla mnie, czyli wprost z pudła, bez dodatków. Choć warto nadmienić, że zestaw zawiera fabrycznie małą blaszkę z kilkoma elementami (głównie anteny). Kalkomanie także pudełkowe (za wyjątkiem swastyk Techmodu). Przy wykończeniu zwróciłem specjalną uwagę na malowanie, nietypowo łącząc użycie aerografu z malowaniem pędzlem. Fakt, że wygląd "G9+BB" jest domniemany dawał przy tym pewną dozę swobody interpretacyjnej. Wiecej informacji na temat budowy modelu można znaleźć w warsztacie: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=86&t=35413 . Oczywiście nie uniknąłem kilku niedoskonałości, ale z efektu końcowego jestem ogólnie zadowolony. Tym niemniej, wszelkie opinie jak zwykle mile widziane!
-
Jak na drugi model, to z tego co można zauważyć efekt jest naprawdę wyśmienity! Tak trzymaj, liczę na kolejne Twoje produkcje. Teraz trochę dziegciu, raczej nie dotyczącego samego modelu. Zdjęcia nie pozwalają tak do końca ocenić tej pracy. Przede wszystkim są za małe, format 800 pikseli szerokości to moim zdaniem absolutne minimum w obecnych czasach kiedy łącza są szybkie, a aparaty wielomegapikselowe. Zdjęcia rób bez flesza, w naturalnym świetle i postaraj się o jakies lepsze tło niż firanka. Postaraj się, aby model był wszechstonnie wyeksponowany (jak wygląda spód???). Co do modelu, to z takich drobnych rzeczy... Nawet jak nie stosujesz washa to warto by było na kalkomaniach odtworzyć zarys linii podziałowych, szczególnie na jasnych fragmentach (jak biel gwiazd). Ja to robię ołówkiem przed finalną warstwą lakieru bezbarwnego.
-
Troszkę staram się motywować Abonimus, ale modele budujesz dla siebie, także rób je tak abyś był z nich sam zadowolony, bo o to w tym hobby chodzi!
-
Brezentowe osłony we wnękach podwozia wyglądają jakbyś zapomniał zdjąć maskowanie wnęk. W rzeczywistości brezent nie był jakoś specjalnie pomarszczony... Kontrowersyjny pomysł. Podobne zastrzeżenia może wywołać śmigło w kolorze aluminium, z tego co wiem fabrycznie były malowane na czarno. Ale model bardzo mi się podoba, tym bardziej że był malowany pędzlem! Gratulacje!
-
Całkiem sporo modeli robisz Abonimus, regularnie prezentujesz, ale jakoś brak im tego ostatecznego wykończenia... Sprawiają wrażenie lekko... niechlujnych że tak powiem, bo nie wiem jak to inaczej ująć. Np w tym Jaczku widoczny jest szew od połówek kadłuba na ogonie, zarówno od dołu jak i od góry. Dziwne plamy na stateczniku poziomym widoczne od spodu. Na skrzydłach też zresztą widać jakieś białe plamy. Obydwa światła pozycyjne na koncówkach skrzydeł czerwone? Wydechy wyglądają fatalnie! Także przyłóż się do roboty, chciałbym w końcu móc pochwalić Twój model, tym bardziej że zarówno skala jak i tematyka jest mi wyjątkowo bliska!
-
Wcześniej zdecydowałem, aby nie obciążać modelu. Teraz pokażę jak rozwiązałem ten problem. Z rozciągniętych nad płomieniem ramek wyciąłem patyczki i zbudowałem z nich coś w rodzaju podnośnika. Wygląda on tak: Efekt podparcia prezentuje się następująco: Galeria już wkrótce!
-
Malowałem zwykłym pędzlem retuszerskim o długości włosia ok 5-6mm. Kluczowe znaczenie ma dobranie gęstości farby. Nie może być zbyt gęsta, bo będzie widoczne zgrubienie na powierzchni, poza tym malunek powinien mieć miejscowe prześwity (w oryginale to był natrysk). Farba nie może też być zbyt rzadka, bo będzie płynąć po liniach podziałowych niczym wash. A propos, to wash juz połozyłem, także zapewne model skończę jeszcze przed świętami!
-
Żadne tam maskowanie. Pędzelek w łapę i jedziemy!
-
Z czasów mojego pobytu w modelarni pamiętam że wręgi wycinało się z cieńkiej sklejki... Co do faktury płótna, to pełna zgoda z Kolegami że efekt jest pomijalny, choć jakby sie ktoś upierał to zamiast papieru mozna by użyc płótna. Po nasączeniu i wyschnięciu zapewne naciągnęłoby się podobnie jak papier. Zresztą dokładnie tak samo to się robi na prawdziwych samolotach.
-
Model w postaci prawie gotowej. Zostało dosłownie parę detali (anteny, wydechy, oszklenie) oraz wash i kalkomanie. Także następna prezentencja będzie już po skończeniu. Jelitka w widoku ogólnym: a przy zbliżeniu wygląda to tak:
-
Przy 1:24 ja bym rozważył wykonanie skrzydła jak w prawdziwym samolocie (albo jak w modelach szybowców latających), czyli wręgi na to papier japoński kryty cellonem. Takie skrzydło będzie nie tylko realistycznie wyglądać, ale będzie stosunkowo lekkie, co przy układzie Czapli może mieć znaczenie.
-
Nie musi być wash, można zastosowac inne techniki dla zacienienia linii, np cienki ołówek... Co do washa to jego aplikacja jest stosunkowo łatwa, choć wymaga nieco wprawy. Moge Ci zasugerować abys złożył jakiś prosty modelik (lub dwa) wprost z pudła, bez angażowania pracy w otwierane panele itp aby bez stresu potrenować washowanie. Bo naprawdę szkoda, żeby tak ciekawym i wypracowanym Twoim produkcjom jak powyższy B&V brakowało przysłowiowej kropki nad "i".
-
Bryła modelu zyskała trochę detali i jest niemal gotowa. Zostało malowanie "jelitek" (odciągam jak mogę, ale czas sie juz zmierzyć z tym wyzwaniem). Później tylko kalki, wash i brudzing. Do świąt model powinien być gotowy!
-
Temat ciekawy i wykonanie bardzo eleganckie, ze sporą pracochłonnością (stery, klapy, pokazana konstrukcja wewnętrzna) ale moim zdaniem brakuje choćby delikatnego washa na liniach podziałowych. Model na pewno by bardziej ożył i bryła nabrałaby plastyczności po takim drobnym zabiegu, także dziwię się że nie zastosowałeś tej techniki zenek, bo wykonanie zdaje się wskazywać że jesteś doświadczonym modelarzem.
-
Trudno powiedzieć że zapomniałem. Uznałem, że nie warto poprawiać. I bez tego było mnóstwo szpachlowania w tym modelu. Zapewne pod oszkleniem nie będzie widać... Ale dzięki za czujność!
-
Proszę bez złośliwości w stosunku do kolegi Mikołaja! Co prawda nie pamiętam aby ukończył i pokazał jakikolwiek model od czasu jak jest na forum, ale wszystko wskazuje że jego Jak to nie będzie "never ending story" i jednak doczekamy się galerii modelu w skali 1/72 zdetalowanego jak 1/32! (albo i lepiej) Mnie aspekt modelarski nie interesuje nazbyt, nie przykładam do tego dużej wagi. Bardziej mnie fascynuje historia, wydarzenia i piloci, stąd upraszczam wykonanie modeli na tyle na ile mogę (żeby nie było wstyd pokazać). No, ale ubocznym efektem uproszczenia jest skrócenie czasu budowy i swoista "nadprodukcja". Zakładam, że mi się to w pewnym czasie znudzi, także problem się sam rozwiąże. A miałem już przerwy po 10-15 lat, gdzie w ogóle modeli nie tykałem!
-
Czynnik strat w postaci przeprowadzki i wczesnego dziecinstwa mojego syna zebral swoje żniwo, ale to było dawno temu. Obecnie w okresie stabilizacji flota rośnie w zastraszającym tempie! Zresztą nie wiem czy ktoś równie często jak ja prezentuje na forum nowe modele... (no, może kolega RH jest sprawniejszym "budowniczym")
-
Model sprawia przyjemne wrażenie, szkoda tylko że zdjęcia są dalekie od doskonałości i nie pozwalają w pełni ocenić jakości wykonania. Duży plus za tematykę!
-
Troszkę to dziwne tombie, że masz problem z wykończeniem prostych modelików w 1/72, a bierzesz się za znacznie bardziej pracochłonne 1/48 i to z waloryzacjami, ale może to właśnie Tobie odpowiada? Tak czy inaczej życzę powodzenia przy projekcie!
-
Prace na chwilę się wstrzymały, ale nie dlatego że się obijam, tylko chciałem dokończyć kilka leżakujących nieco zbyt długo projektów (efekt w postaci Macchi 202, Ju-87G i Bf-109F można obejrzeć w galeriach). Ale czas wrócić do nocnego łowcy! Do malowania stosuje olejne Model Mastery z serii "autentyków". Model dostał spód i boki RLM 76: Później góra RLM 75, tutaj jeszcze z maskowaniem, świeżo po malowaniu: Tutaj można obejrzeć lepiej (sorki za jakość zdjęć z fleszem, ale ciemno na dworze...): Teraz pójdzie pierwsza warstwa lakieru bezbarwnego i czeka mnie najtrudniejszy etap, czyli naniesienie "jelitek" w barwie RLM 76. Tak na marginesie, to przy większości wykonanych modeli He-219 modelarze nanoszą od góry po prostu ciapki w barwie RLM 75 na model w całości pomalowany RLM 76. Może to łatwiejsze, ale nie do końca oddaje prawdziwy wygląd. Ja zdecydowałem się to zrobić odtwarzając procedurę malowania prawdziwego samolotu. Nie jestem jednak do końca pewien efektu. Zobaczymy...
-
Dalibóg, wcale nie chcę zniechęcać tombiego, wrecz przeciwnie! Zasugerowałem tylko pomysł, że nauka wcale nie musi być nazbyt kosztowna i pracochłonna. Ale oczywiście to decyzja autora. Zresztą może zainspiruje tym pomysłem kogoś innego? Co do Franza von Werry, to jak kiedyś złożę model Airfixa, to zapewne uraczę Was uroczą historyjką jego ucieczek (a jest o czym pisać!), ale na razie trzeba pogrzebać samemu... W każdym razie to praktycznie jedyny pilot LW, który miał udaną ucieczkę z alianckiej niewoli.
-
Tombie, patrząc na Twoje dotychczasowe warsztaty wątpie abyś sobie poradził z dość trudnym tematem. Robienie samolotów rozbitych i uszkodzonych jest zdecydowanie trudniejsze niż "całych". Poza tym zapewne sam nie wiesz jak się czujesz w tej tematyce. Zamiast angażować dość drogi model z kupą dodatków w niepewny eksperyment sugerowałbym abyś sięgnął po świetny i tani model Emila z Airfixa w 1/72. Ma on nawet odtworzony silnik i obejdzie się bez dodatkowych żywic. Poza tym ma on już firmowe kalki Franza von Werry, z którym wiąże się kapitalna historia udanej ucieczki z angielskiej niewoli. Fotki jego Emila po przymusowym lądowaniu są bez problemu do znalezienia w necie (i to przynajmniej kilka).
-
Po takich zaciętych szpachlowaniach warto sprawdzić efekt wyrównania kładąc surfacer albo jakąś jasną farbę podkładową. Nie wydaje mi się też, aby doklejenie takich rzeczy jak pylony czy wyrzutniki rac na tym etapie prac było racjonalne. Bez tego łatwiej maskować i malować bryłę. Ja takie detale przygotowuję oddzielnie i doklejam już po malowaniu. Tutaj zrobiłem tak nawet ze statecznikami poziomymi. Chyba że będziesz malował pędzlem, wtedy OK.
-
Dzięki za wyjątkowo obszerne komentarze. Generalnie zgadzam się z Waszymi uwagami. Co do "ożywiania" modelu to kwestia gustu, przyjętej konwencji. Modele wykonane czysto są w po prostu bardziej uproszczone i rozumiem że może to razić przy współcześnie przyjetym kanonie modelarstwa, ale mnie jako modelarzowi starej daty akurat to nie przeszkadza. Zdecydowanie bardziej razi mnie przesadyzm eksploatacyjny widoczny w wielu wykonaniach widocznych na forum... Ale zostawmy to. Jak widać od czasu do czasu podejmuję mniej lub bardziej "ambitną" próbę zrobienia czegoś bardziej styranego heh. Wnęki maluje Humbrolem 31. Wiem że trochę za ciemny jak na RLM 02, ale jakoś tak przyjąłem i im robię lepsze modele, tym bardziej to się rzuca w oczy! Zresztą jakbym użył jasniejszej farby, to widać by było tam zapuszczony wash... Okopcenia od wydechów na zbliżeniach faktycznie nie wyglądają idealnie i odbiegają jakością od reszty wykonania, ale uważam że już przy planach ogólnych (a tak normalnie ogląda się model) są do przyjęcia. Samolot na zimę malowano białą, zmywalną farbą. Z szarymi plamami to bym uważał. Pod spodem Friedrichy mogły być równie dobrze w nietypowym zielono-ciemnozielonym malowaniu i tak jest przedstawiana maszyna Phillipa z wiosny (vide kolorowy portret). Co do Zvezdy to ogólnie OK, jak wyżej napisałem. Nie podoba mi się układ technologiczny (wklejane wnęki kmów, albo podział skrzydła na spodzie z fatalnym miejscem do szpachlowania. Zresztą mnie się nie chciało tam bawić i zostawiłem szpary). W ogóle zvezda ma kilka ciekawostek jak "szew" za kabiną, z tym że w skali 1/72 wyglądają one nieco karykaturalnie. Np na kolnierzu pomiędzy górną powierzchnią skrzydeł a kadłubem jest oddane załamanie blachy, powstające przy tłoczeniu. Efekt ciekawy, widoczny na niektórych egzemplarzach 109ek, ale w 1/72 można uznać że jest pomijalny, bo oddanie go w sposób widoczny wymaga pewnego "przesadyzmu", podobnie jak wspomniane wyżej zachodzenie na siebie blach za kabiną. Zresztą "zakładka" blach jest też na spodzie centropłata. Generalnie wszystkie te "smaczki" potraktowałem pilniczkiem i papierem ściernym...
