Skocz do zawartości

1/32 GRUMMAN J2F-5 'DUCK' Przeciwko U-Bootwaffe 1942 | LUKGRAPH


Boch

Rekomendowane odpowiedzi

Witam,

Zamykam bardzo ważny etap tej modelarskiej podróży. Po 417 dniach pracy i około 900 godzinach spędzonych przy biurku zakończyłem warsztat budowy Grummana J2F-5 Duck firmy Lukgraph w skali 1:32.

 

0762f0_f25b94e8df9a4f1883027812381cd20a~

 

Na początku miał to być model z pudełka, zbudowany w malowaniu znanym z boxartu. Po prostu kolejny piękny samolot w kolekcji. Z czasem jednak taka budowa, prowadzona bez głębszej historii i bez mocniejszego zakorzenienia w konkretnym miejscu oraz wydarzeniach, zaczęła mi coraz bardziej doskwierać. Dodatkowo okazało się, że inni modelarze wybierają dokładnie to samo malowanie. Wtedy postanowiłem wrócić do mojej własnej filozofii budowy modelu: nie tylko odtworzyć samolot, ale spróbować opowiedzieć historię, która za nim stoi.

Wybór padł na walkę z U-Bootami u wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych i na NAS Elizabeth City.

 

0762f0_61a0fafafd0143b4bada2afa4d107201~

 

Nie zachowało się wiele zdjęć Ducków stacjonujących w Elizabeth City. Właściwie poza jedną fotografią słabej jakości, wykonaną po awaryjnym lądowaniu, nie mamy dobrego materiału ikonograficznego pokazującego te konkretne samoloty. Co więcej, w ogóle zachowało się niewiele zdjęć Ducków z okresu realnych działań bojowych. Większość znanych fotografii pokazuje maszyny przedwojenne, zadbane, czyste, wypieszczone i fotografowane w warunkach dalekich od codziennej służby patrolowej.

 

Realia 1942 roku były zupełnie inne. Samoloty z niewielkiej stacji lotniczej, wykonujące codzienne patrole nad oceanem, operujące w słonej wodzie, wietrze, wilgoci i często w ciężkich warunkach pogodowych, nie mogły przez cały czas wyglądać jak maszyny z folderów reklamowych. Trudno wyobrazić sobie, aby po każdym locie były dokładnie myte, polerowane i utrzymywane w idealnym stanie. Naturalne było ich szybkie zużywanie się, brudzenie, płowienie, łapanie zacieków, śladów paliwa, oleju, soli i napraw polowych.

 

0762f0_a7154685a9e449c48e146780072fde85~
Jedyna znane zdjęcie J2F-5 z NAS Elizabeth z początku 1942

 

Dlatego moja praca nie mogła być prostym odtworzeniem jednej znanej fotografii. Musiałem oprzeć się przede wszystkim na dokumentach archiwalnych, raportach, dziennikach działań, zestawieniach sprzętu oraz wnioskach, które można z nich ostrożnie wysnuć.

 

Ogromną rolę odegrała tutaj moja praca w amerykańskich archiwach, która nadal trwa. To właśnie ona otworzyła przede mną zupełnie nieznany wcześniej świat: codzienne raporty, meldunki patroli, zapisy akcji ratowniczych, ataki na U-Booty, współpracę samolotów z kutrami, niszczycielami i sterowcami, a także całą administracyjną stronę wojny prowadzonej tuż przy amerykańskim wybrzeżu. Im głębiej wchodziłem w te dokumenty, tym mocniej rozumiałem, że za tym niepozornym samolotem kryje się opowieść znacznie większa niż sam model.

 

Z tych dokumentów wyłania się obraz bardzo intensywnej, codziennej służby. Ducki z Elizabeth City nie były samolotami stojącymi spokojnie na marginesie wojny. W pierwszych miesiącach 1942 roku pełniły patrole bezpieczeństwa nad wodami Karoliny Północnej, osłaniały żeglugę, sprawdzały meldunki o okrętach podwodnych, poszukiwały rozbitków, utrzymywały kontakt z jednostkami nawodnymi i były gotowe do ataku bombami głębinowymi. Ich rejon działania obejmował jeden z najbardziej niebezpiecznych odcinków amerykańskiego wybrzeża: okolice Chesapeake Entrance, Cape Hatteras, Diamond Shoals i Cape Lookout.

 

To właśnie tam, w cieniu operacji Paukenschlag, niemieckie U-Booty polowały na aliancką żeglugę. Tankowce i statki handlowe płonęły tak blisko brzegu, że ich łuny widziano z plaż. Amerykański system obrony dopiero się organizował, brakowało jednostek, doświadczenia, procedur i sprawdzonej koordynacji. W tej rzeczywistości samoloty z NAS Elizabeth City startowały dzień po dniu, często w trudnych warunkach, wykonując zadania patrolowe, ratownicze i bojowe.

 

Zdecydowałem się zbudować maszynę, którą wiążę z wydarzeniem z 14 lutego 1942 roku — pierwszym potwierdzonym atakiem samolotu z Elizabeth City na U-Boota. Tego dnia Grumman J2F-5 Duck nr 21, pilotowany przez Wilfreda C. Graya, wystartował na patrol z NAS Elizabeth City. Samolot wykonywał zadanie w rejonie pomiędzy wejściem do Chesapeake Bay a Cape Lookout, a kontakt z nieprzyjacielem nastąpił w pobliżu Diamond Shoals, jednego z najniebezpieczniejszych punktów na mapie amerykańskiej żeglugi przybrzeżnej.

 

0762f0_8192a3926ee64bdf8472b1000e135dd8~

 

Według dziennika stacji do zauważenia okrętu podwodnego doszło o godzinie 15.25 w pozycji 35°05’N – 74°59’W. Inny zapis określa miejsce kontaktu jako około 17 mil na wschód od Diamond Shoals Lightship. Duck natrafił na U-Boota na powierzchni i przeszedł do ataku. Gray zrzucił bombę głębinową Mk XVII o masie 325 funtów. Pierwsza bomba eksplodowała, natomiast druga okazała się niewypałem. Nie było więc mowy o pewnym zniszczeniu okrętu, ale sam fakt ataku miał duże znaczenie operacyjne. Samolot z Elizabeth City nie tylko wykrył przeciwnika, lecz także podjął z nim walkę w momencie, gdy obrona wybrzeża dopiero uczyła się reagować na niemiecką ofensywę podwodną.

 

0762f0_92a55a67022042f1be92880ea50cb188~

 

0762f0_f64ffd881022478ca4ced85296f1c6eb~

 

0762f0_b6e56021b874426d8d0288427b228966~

 

Po ataku Gray nie opuścił natychmiast rejonu. Przez około półtorej godziny krążył nad miejscem kontaktu, obserwując akwen i utrzymując dozór tak długo, jak pozwalał zapas paliwa. Meldunek przekazano do Elizabeth City. Do rejonu skierowano kolejne siły, w tym samolot PBY oraz niszczyciel USS Ludlow. Dla lutego 1942 roku był to bardzo charakterystyczny obraz: pojedynczy samolot patrolowy odnajduje U-Boota, atakuje go, zgłasza pozycję i próbuje utrzymać kontakt do czasu nadejścia innych jednostek.

 

0762f0_a882c1c39e05492f91815c38ac04a206~

 

0762f0_cd50190506494ab7baf5a4a38c14d094~

 

0762f0_daae02200da04392939729f4e0496369~

 

Pilot tej maszyny, Wilfred C. “Wilco” Gray, nie był przypadkowym lotnikiem. Urodził się w Coldwater w stanie Michigan. Służbę lotniczą rozpoczął jeszcze przed wojną, w 1932 roku, w Army Air Corps w Panamie. Później latał również w ramach zadań związanych z Alcohol Tax Unit, wykonując loty patrolowe w czasach, gdy zwalczanie przemytu i kontrola wybrzeża były ważną częścią doświadczeń amerykańskich pilotów służb federalnych. Gray został Coast Guard Aviator No. 100, co samo w sobie pokazuje, że należał do wczesnego pokolenia lotników Straży Wybrzeża.

 

0762f0_f8334e7f6d6544ef80c0187ee4ac6ce8~

 

0762f0_93cdf4a8295543468c1ce164076a2b75~

 

0762f0_03f6be931583459db0834fd077d9d5e6~

 

0762f0_a98cb8c856074368bc2efbaaebcd3ff1~

 

Pod koniec 1940 roku trafił do Elizabeth City i pozostał tam do lutego 1944 roku. Oznacza to, że służył w tej bazie w najważniejszym okresie jej wojennego rozwoju: od czasu przed wejściem Stanów Zjednoczonych do wojny, przez pierwsze miesiące Paukenschlag, aż po okres, gdy amerykańska obrona przeciwpodwodna stała się znacznie bardziej zorganizowana. Później kontynuował karierę w Coast Guard i zakończył służbę jako commander, przechodząc na emeryturę 31 stycznia 1963 roku. Zmarł 19 października 2003 roku w wieku 92 lat.

 

0762f0_5db969b5c2f34f98979ac9ff81da40d9~

 

0762f0_f66629021b3141aa966b87f312af6a9d~

 

Właśnie takie biografie sprawiają, że dokumenty przestają być tylko suchymi zapisami. Za krótką notatką o ataku kryje się człowiek, który miał za sobą lata latania, służbę w różnych miejscach i doświadczenie zdobyte jeszcze przed wojną. 14 lutego 1942 roku był jednym z tych pilotów, którzy znaleźli się na pierwszej linii zupełnie nowej wojny, prowadzonej tuż przy amerykańskim brzegu.

Późniejsza służba Ducków w Elizabeth City trwała dalej. Pomimo tego, że NAS Elizabeth City otrzymywała kolejne samoloty, które stopniowo przejmowały dużą część zadań patrolowych, nie oznaczało to końca roli Ducków. Przez kolejne miesiące pozostawały w pełnej eksploatacji jako bardzo cenne, stabilne i długodystansowe maszyny, pozwalające długo utrzymywać się w powietrzu i prowadzić skuteczną obserwację morza.

 

0762f0_b4f293027214421b9a55420d80d86ba5~

 

0762f0_536580dfae23498db48af76780cffc8a~

 

Wykonywały właściwie wszystkie zadania, jakie można było przypisać takiej stacji: loty łącznikowe, pasażerskie, poszukiwawcze, ratunkowe, patrolowe i przeciwpodwodne. Mogły osłaniać żeglugę, sprawdzać meldunki o okrętach podwodnych, wskazywać pozycje łodzi ratunkowych, naprowadzać kutry, a w razie potrzeby wodować przy rozbitkach lub podjąć próbę ataku bombami głębinowymi. Były amfibiami, więc w wielu sytuacjach dawały możliwości, których nie miały zwykłe samoloty patrolowe.

 

0762f0_64bde452b2bb432288bd4a425661edac~

 

0762f0_f7106b3657b640f8be1af39c83358ed7~

 

 

 

Można sobie wyobrazić, jak duże zużycie następowało w sytuacji, w której trzy dostępne Ducki latały niemal bez przerwy. Każdy kolejny lot oznaczał sól, wilgoć, wiatr, kontakt z wodą, promieniowanie słoneczne, paliwo, olej, błoto, piach, prowizoryczne naprawy i normalną eksploatację w warunkach wojennych. To nie były samoloty trzymane pod pokrowcem i wyciągane do zdjęć. To były maszyny codziennej pracy.

 

Mój model jest więc w pewnym sensie hipotetyczną wizją. Nie przedstawia samolotu odtworzonego ze znanej, ostrej fotografii. To raczej próba zbudowania wiarygodnego portretu maszyny, która mogła służyć w Elizabeth City w 1942 roku — maszyny zmęczonej codzienną pracą, solą, wodą, słońcem, paliwem, olejem, naprawami i kolejnymi patrolami.

 

Chciałem pokazać Ducka po zakończeniu najgorętszej fazy niemieckiej ofensywy u wschodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Spracowanego, zabrudzonego, stojącego gdzieś na uboczu bazy. Być może czeka na remont. Być może na dalszą służbę. A może jego los jest już mniej pewny i ktoś zdecyduje, że nowsze maszyny przejmą jego zadania na dobre.

 

0762f0_6e65c1221d0d48779fba40f4bf5674a2~

 

0762f0_8e30322c3f8c4dc4942f9f01ab36f435~

 

To właśnie ten moment najbardziej mnie interesował. Nie parada, nie fabryczna świeżość, nie idealny samolot z folderu reklamowego. Chciałem zbudować maszynę po przejściach, która opowiada historię codziennej, niewdzięcznej służby na zapleczu wielkiej wojny.

 

Sama budowa była jednym z najbardziej wymagających projektów, jakie do tej pory zrealizowałem. Było w niej wszystko: poprawianie powierzchni, nitowanie, praca nad wnętrzem, silnikami, pływakiem, oszkleniem, płótnem na skrzydłach, malowaniem, śladami eksploatacji, naciągami, antenami, światłami i dziesiątkami małych detali, które osobno wydają się drobiazgami, ale razem budują charakter gotowego modelu.

 

0762f0_2380adc3ede54e218f2fa4cfc8f6e585~

 

0762f0_f325c535e6c44c8abb0a51a931e0f456~

 

0762f0_b63aca2461174b85b0f51b2b2eb89053~

 

Nie wszystko było łatwe. Były momenty zmęczenia, frustracji i zwątpienia. Były etapy, do których podchodziłem kilka razy, szukając właściwego rozwiązania. Ale właśnie dlatego zakończenie tej części projektu daje mi tak dużą satysfakcję. Wszystkie założenia, które postawiłem sobie na początku, zostały zrealizowane.

Chciałbym bardzo podziękować wszystkim, którzy towarzyszyli mi przez te 417 dni. Dziękuję za komentarze, wiadomości, lajki, podpowiedzi i wsparcie na każdym etapie tej budowy.

Dziękuję firmie Lukgraph, projektantowi modelu oraz całemu zespołowi za pełne wsparcie techniczne podczas budowy J2F-5 Duck. Dziękuję również za dodatkowe akcesoria, kalkomanie, elementy żywiczne oraz silniki, które pozwoliły mi doprowadzić ten projekt do końca w takiej formie.

 

0762f0_2ae055ba42db4f24b3b53743c4718689~

 

0762f0_ad27420915994c0dbb0f2f8c1f12e467~

 

0762f0_46293450b19f40c4bf812fef030fb86c~

 

Dziękuję firmie 1ManArmy za dostarczenie masek i stencilsy, które odegrały bardzo ważną rolę przy oznaczeniach i detalach malarskich.

Dziękuję Adamowi Dobranowskiemu i Tomkowi Gronczewskiemu za wsparcie merytoryczne dotyczące kolorów, rozwiązań technicznych i różnych aspektów samego samolotu. Takie rozmowy i podpowiedzi są niezwykle cenne, szczególnie przy projekcie, w którym brakuje jednoznacznych fotografii i trzeba ostrożnie łączyć dokumenty, doświadczenie oraz zdrowy rozsądek.

Dziękuję także wszystkim osobom, które napisały do mnie w sprawie swoich rodzin służących na Duckach, przesłały materiały, zdjęcia i wspomnienia. To była fantastyczna podróż i jeden z tych momentów, kiedy modelarstwo przestaje być tylko pracą nad plastikiem, żywicą i farbą, a staje się spotkaniem z ludźmi oraz ich historiami.

 

0762f0_e2ef1e6b8e814a0c9a0d17d24784702b~

 

0762f0_074aa376af44466397a964ca985d87ba~

 

To jednak nie jest koniec tej podróży. Samolot jest gotowy, ale przed nami podstawka, która dopiero uczyni ten model kompletnym. Po raz pierwszy w swojej modelarskiej drodze spróbuję zmierzyć się z wodą i fragmentem nabrzeża NAS Elizabeth City. Warsztat podstawki będzie kontynuowany w tym samym wątku, w którym powstawała Kaczka.

 

Łukasz

Edytowane przez Boch
  • Like 7
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

4 minuty temu, barszczo napisał:

Cóż więcej dodać ponad to co pisałem w wątkach... No fajny jest, kawał modelarstwa wink4.


Dzięki Barszczo za obecność w trakcie budowy i doping 🙏

ŁB

  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Qurde, najbardziej to Ci zazdroszczę umiejętności robienia zdjęć, dla mnie bajka, ale tak jak rozmawialiśmy wolałbym na białym (jasnym) tle. Samo wykonanie modelu super, ale co do śladów eksploatacyjnych, mam ewentualnie inną ich wizję.

  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

1 minutę temu, Artur D. napisał:

Qurde, najbardziej to Ci zazdroszczę umiejętności robienia zdjęć, dla mnie bajka, ale tak jak rozmawialiśmy wolałbym na białym (jasnym) tle. Samo wykonanie modelu super, ale co do śladów eksploatacyjnych, mam ewentualnie inną ich wizję.

Dzięki Artur. To jest właśnie w tym piękne, dzięki temu powstają różne modele i różne zdjęcia, bo każdy z nas ma inne upodobania i preferencje. W pracy twórczej to naturalne, inaczej nazwalibyśmy to produkcją seryjną. 

Pzdr.
ŁB

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W sztuce baroku istniała idea tzw. Gesamtkunstwerk, czyli "dzieło totalne", które zakładało integrację, syntezę wielu dziedzin sztuk plastycznych - malarstwa, rzeźby, architektury, a nawet muzyki, światła itp. Twoje modelarstwo jest właśnie czymś takim, zakres umiejętności oraz wątków w modelu integruje i malarstwo, i waloryzację ze skraczem, badania historyczne, opowieść, która stoi za modelem i w pewien sposób go definiuje, pisarstwo (choć chyba nie w tym akurat przypadku) i fotografię. I wszystko na najwyższym poziomie, jednakowo dokładne, z jednakowym polotem i dbałością o najmniejszy szczegół, tworząc wielowymiarowy, multidyscyplinarny projekt - rzekłbym - już nie modelarski, a inżyniersko-historyczno-artystyczny. Projekt, który można analizować pod wieloma kątami, zgłębiać i wnikać, i za kazdym razem odkrywać coś nowego, nowy wątek, smaczek, detal, który wciąż i wciąż można odkrywać. "Kaczka" jest tego tylko kolejną, wspaniałą odsłoną. Czekam z niecierpliwością jeszcze na kolejny aspekt tej "syntezy sztuk", czyli scenografię w postaci podstawki. 

  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Owacje na stojąco ode mnie. Nie wiem co piękniejsze - model czy relacja. Wielkie wyrazy szacunku za niestrudzone tropienie prawdy, analizę źródeł i szacunek do materii.

 

Ja też nie ze wszystkimi detalami Twojego modelu się zgadzam, ale podziwiam odnoszenie się do źródeł i to jak uzasadniasz kolory, ich warstwy i wzajemne relacje. Dzięki temute powierzchnie żyją i dostają swoją własną historię.

 

Kaczka ma szczególne miejsce w moim sercu od czasu kiedy przeczytałem o misji Johna Pritcharda (https://www.tracesofwar.com/persons/49168/Pritchard-John-A.htm)

 

Chapeau bas

  • Thanks 1
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

17 minut temu, jachud3 napisał:

Nie mój temat i nie moja skala, ale muszę oddać cesarzowi co cesarskie; fantastyczna robota, efekt wizualny jest wspaniały. Gratuluję :toast:

Wielkie dzięki Jachud, miło mi, że poświęciłeś czas na zabranie głosu, mimo, że model nie z Twojego podwórka.

 

 

12 minut temu, Baas ArK napisał:

Oglądam Twoje warsztaty i za każdym razem mam dylemat: traktować jako wzór do naśladowania, czy piznąć tym wszystkim i iść lepić babki z piasku.

Fantastyczna praca zarówno modelarska jak i historyczna.

Zdecydowanie nie idź do piaskownicy, buduj, buduj i jeszcze raz buduj. Absolutnie nie chcę uchodzić za wzór, nie zasługuję na to ale jeśli uda mi się w jakikolwiek sposób Cię zainspirować, to będzie to dla mnie już spore wyróżnienie. 

 

 

9 minut temu, Albatros napisał:

W sztuce baroku istniała idea tzw. Gesamtkunstwerk, czyli "dzieło totalne", które zakładało integrację, syntezę wielu dziedzin sztuk plastycznych - malarstwa, rzeźby, architektury, a nawet muzyki, światła itp. Twoje modelarstwo jest właśnie czymś takim, zakres umiejętności oraz wątków w modelu integruje i malarstwo, i waloryzację ze skraczem, badania historyczne, opowieść, która stoi za modelem i w pewien sposób go definiuje, pisarstwo (choć chyba nie w tym akurat przypadku) i fotografię. I wszystko na najwyższym poziomie, jednakowo dokładne, z jednakowym polotem i dbałością o najmniejszy szczegół, tworząc wielowymiarowy, multidyscyplinarny projekt - rzekłbym - już nie modelarski, a inżyniersko-historyczno-artystyczny. Projekt, który można analizować pod wieloma kątami, zgłębiać i wnikać, i za kazdym razem odkrywać coś nowego, nowy wątek, smaczek, detal, który wciąż i wciąż można odkrywać. "Kaczka" jest tego tylko kolejną, wspaniałą odsłoną. Czekam z niecierpliwością jeszcze na kolejny aspekt tej "syntezy sztuk", czyli scenografię w postaci podstawki. 

Dziękuję za te miłe słowa, choć nie wiem, czy nie są zbyt duże. Wiem za to na pewno, że zgłębianie różnych tajników nie tylko modelarskich ale może nawet przede wszystkim historycznych, nadaje nieco innego sensu całemu procesowi. Jesteś tego żywym przykładem, ja mam nadzieję również :)
 

 

6 minut temu, pulemiot napisał:

Owacje na stojąco ode mnie. Nie wiem co piękniejsze - model czy relacja. Wielkie wyrazy szacunku za niestrudzone tropienie prawdy, analizę źródeł i szacunek do materii.

 

Ja też nie ze wszystkimi detalami Twojego modelu się zgadzam, ale podziwiam odnoszenie się do źródeł i to jak uzasadniasz kolory, ich warstwy i wzajemne relacje. Dzięki temute powierzchnie żyją i dostają swoją własną historię.

 

Kaczka ma szczególne miejsce w moim sercu od czasu kiedy przeczytałem o misji Johna Pritcharda (https://www.tracesofwar.com/persons/49168/Pritchard-John-A.htm)

 

Chapeau bas


Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz i szanuję naprawdę indywidualne zdanie i podejście zarówno do kwestii weatheringu jak i samego modelarstwa. Historia tej wyprawy na Grenlandię faktycznie działa na wyobraźnię.  Ciekawe wątki z kaczką były też na Guadalcanal. Myślę, że na temat tej maszyny jeszcze jest wiele do odkrycia ale to już pozostawię innym :) Gdy skończę podstawkę, wracam do mojego ukochanego okresu. 

Pzdr.
Łukasz



 

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.