Skocz do zawartości

Albatros

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    501
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    11

Ostatnia wygrana Albatros w dniu 9 Lutyego

Użytkownicy przyznają Albatros punkty reputacji!

Reputacja

853 Excellent

Ostatnie wizyty

2 099 wyświetleń profilu
  1. Dlaczego chemia modelarska zniszczy blaszki? W moim odczuciu to akurat jest najbezpieczniejsza opcja w porównaniu do wyżarzania… moim zdaniem palnik gazowy jest lepszą opcją w stosunku do zapalniczki bo jednak daje większą kontrolę i precyzję…
  2. Zgadzam się z @rymulus… ten naklejony drut wygląda jak … naklejony drut. Myślę że warto byłoby się jednak pobawić z paskami cienkiego polistyrenu. Nabrałoby to właśnie tej wspomnianej lekkości i finezji. Zwłaszcza, że autor potrafi w takie rzeczy. Proszę więc nie traktować tego jako krytykę tylko jako wiarę w umiejętności @jacmin, który już powiesił poprzeczkę na wysokim poziomie.
  3. Rewelacja
  4. Ostatnio testowałem sobie pracę z AK Burnishing Fluid, przed kąpielą w tym specyfiku zaleca się, aby bardzo dokładnie usnąć z blaszek wszelkie lakiery, pozostałości chemii itd. Oprócz szlifowania znalazłem w necie sugestie, żeby wykąpać blaszki w acetonie/tool cleanerze. Ja miałem w domu Mr Tool Cleaner i kilkanaście minut w tym rozpuszczalniku zaoowocowalo tym, że faktycznie widać było że zmienił kolor, więc coś musiał z tych blaszek rozpuścić. Więc na początek próbowałbym właśnie z acetonem lub Tool cleanerem. Drugie rozwiązanie, które przychodzi mi na myśl (i które stosowałem przy zadrukowanych blaszkach) to ostrożne wyżarzenie palnikiem gazowym - tutaj trzeba jednak uważać bo można przepalić cienkie elementy, więc wyczucie jest zalecane.
  5. Udało mi się dotrzeć na wernisaż, i bardzo się z tego cieszę, bo naprawdę było warto. Ekspozycja naprawdę pięknie przygotowana - duże, czytelne, dobrze wydrukowane plansze z informacjami o modelach, samolotach i pilotach. Natomiast naprawdę robotę zrobiły pięknie wyeksponowane w muzealnych gablotach modele - całość nabrała takiego szlachetnego, muzealnego czy galeryjnego szlifu - modele prezentowały się jak dzieła sztuki (i śmiało i z pełną odpowiedzialnością je do tej kategorii zaliczam, biorąc pod uwagę poziom ich wykonania). I szczerze mówiąc dla takich modeli, wykonanych na tak mistrzowskim poziomie to naprawdę właściwy i wskazany sposób ekspozycji, ponieważ taka forma prezentacji podkreśla walory i robi znakomite wrażenie, potęgując odbiór miniatur. Miniatur doskonałych - mimo, że było ich tylko 6, to i tak wpatrywałem się w nie praktycznie cały (niestety nieco ograniczony) czas, jaki spędziłem w Muzeum. To była dla mnie prawdziwa uczta wizualna i modelarska, jak również wielka inspiracja - móc zobaczyć sześć modeli @Boch w jednym miejscu, obok siebie. To jest też właśnie coś, czego bardzo brakuje mi na konkursach modelarskich - właściwa ekspozycja modeli, która potęguje wrażenie i odbiór, pozwala podziwiać i odkrywać walory i smaczki modelu. Dodatkowym atutem był także pięknie wydany - świetnie wydrukowany na dobrym papierze - katalog wystawy, który stanowi w sumie fajne uzupełnienie książki Łukasza. Prelekcji bardzo dobrze się słuchało, choć niestety nie mogłem zostać do końca. Słowem - naprawdę bardzo fajne wydarzenie - zarówno Łukasz jak i ekipa Muzeum - z @socjo1 na czele - wykonali znakomitą robotę. Mam nadzieję, że jest to wydarzenie pionierskie - w tym sensie, że posłuży jako wzór i inspiracja dla innych muzeów (życzyłbym sobie bardzo, żeby tego typu wydarzenia, przygotowane na takim poziomie - zawitały np. do MLP w Krakowie) jako nowa, nieszablonowa, a jednocześnie bardzo atrakcyjna forma popularyzacji historii, modelarstwa i samych instytucji. Wielkie podziękowania i gratulacje dla Łukasza i Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Kto nie był, naprawdę warto podjechać, jest jeszcze sporo czasu na wizytę.
  6. Dziękuję bardzo za imienne wyróżnienie, mam nadzieję, że uda mi się tak zorganizować sprawy zawodowe, że dotrę na otwarcie wystawy bardzo chcę być obecny, bo szykuje się piękne i ciekawe wydarzenie gratulacje dla Muzeum, że podjęło się organizacji takiego dość nietypowego, ale jakże inspirującego wydarzenia - jest to chyba jedno z najwłaściwszych miejsc, gdzie modele @Boch powinny być eksponowane, aby w pełni ukazać ich walory, skupić się na nich i opowiadanej za ich pośrednictwem historii
  7. Albatros

    Frajdolarzerka

    Najcieńsze igły dostępne na rynku to TSK INVISIBLE 33G X 9MM (o średnicy 0.2 mm), stosowane w medycynie estetycznej do mezoterapii. Można kupić w sklepach i hurtowniach ze sprzętem medycznym, artykułami z kosmetologii i medycyny estetycznej.
  8. Albatros

    Frajdolarzerka

    Myślę, że trafiłeś w sedno tego zjawiska. Chyba o to właśnie mi chodziło napomykając o moich obserwacjach. Tak jak powiedziałem - w odniesieniu do konkretnych budów, skomplikowanych i ambitnych projektów nie podejrzewam nikogo, kto używa takich stwierdzeń o złe intencje, tutaj wyrażenie podziwu jest czytelne i nie doszukuję się jakichś podtekstów. Wypowiedzi @HKK również nie odczytałbym inaczej, niż tak jak wspomniałeś. Wydaje mi się, że bardziej zauważam to zjawisko w ogólnych dyskusjach, które nie dotyczą konkretnych osób czy konkretnych projektów. Raz uderzyło mnie to najbardziej na jakiejś dyskusji na anglojęzycznej (sic! - a podobno to tam jest tak miło i głaskanie), gdzie był rzucony temat w stylu, co Cię najbardziej wkurza w modelarstwie - i właśnie ze zdziwieniem stwierdziłem, że przeważająca ilośc wypowiedzi dotyczyła właśnie tego "liczynita". Ale być może ja nieco inaczej zinterpretowałem ten termin, bo w przypadku interpretacji Gonzo faktycznie jest to bardziej zrozumiałe. Natomiast faktem jest, że rozumiem ideę wypowiedzi "robię modele dla przyjemności" , ale nie zgadzam się z logiką - ponieważ wynika, że robienie bez ambicji, na luzie, nie dbając o merytorykę jest rzeczą, która sprawia przyjemność, a ambitne, skomplikowane budowy są chyba za karę. A wszyscy modelarze bez wyjątku budują dla przyjemności - taka natura tej działalności. Pieniędzy z takiego modelarstwa za dużych nie będzie, uznania wśród znajomych raczej też nie (a czasem raczej wręcz przeciwnie). Świadomie wyłączam z tej kategorii modelarzy zawodowych, np. w studiach filmowych, bo to jednak nieco inna specyfika. Skomplikowana, ambitna budowa, wertowanie źródeł i poszukiwanie dokumentacji również jest dla wielu przyjemnością. Rzeczy trudne są również przyjemne i przynoszące ogrom satysfakcji, a wysiłek i rozwój także w czasie wolnym, w czasie odpoczynku również jest źródłem przyjemności, a jednocześnie jest bardzo wartościowy. I w punkt: "Ale prawdą jest też, że większość (o ile ten wspomniany masohistyczny wydźwięk komentarzy, faktycznie nie jest, jak Gonzo pisze, formą uznania) pisząca w ten sposób, przyjemności płynącej z tworzenia czegoś wartościowego od zera, zwyczajnie nie zna. Bo nie przekroczyli bariery, do przeskoczenia której ja często staram się namawiać. " Podejście @HKKbardzo mi się podoba, i osobiście mam bardzo podobne - choć niestety jeszcze nie opanowałem projektowania i druku 3d. Ale dążę do tego, na ile czas pozwala. I uważam, że szereg dostępnych dzisiaj technologii ubogaca modelarstwo i świadczy też o szerokich umiejętnościach i kompetencjach modelarza. Tutaj znowu ogranicza nas tylko kwestia osobistego podejścia - czy chcę te kompetencje poszerzać i w ten sposób rozwijać warsztat. Natomiast żadna technologia nie jest remedium na wszystko i rzeczą dobrego modelarza jest decyzja, kiedy i jaką technologię zastosować, i która w danym momencie najlepiej się sprawdzi i zagra w modelu. Dlatego dla mnie osobiście ideałem jest łączenie tych wszystkich technologii i umiejętności i wyciąganie z nich to, co najlepsze i najbardziej optymalne. Dlatego w każdym modelu jest i będzie miejsce na skracz, druk 3d, części PE, plasti, żywicę i metal itd. Im więcej opcji tym więcej możliwości. Aczkolwiek i tak uważam, że jednak punktem wyjścia powinien być skracz, bo on daje bazę do "ogarnięcia" wszystkiego w całość oraz do "przeskoczenia" tych technologii, do których nie mamy dostępu, albo z jakichś względów nie chcemy korzystać. Jak pięknie widać to w tym warsztacie Gonzo czy też w pracach Marcina.
  9. Albatros

    Frajdolarzerka

    Już napisałem na FB, ale powtórzę, mega efekt i rewelacyjna robota, bardzo dobrze to wyszło. Zwłaszcza, że powtarzalne, rytmiczne i symetryczne elementy są chyba w skraczu największym wyzwaniem. Świetna robota Przy okazji ostatniego wpisu dotknąłeś z kolei pewnego zjawiska, które już zauważyłem i przyznam, że obserwuję to z pewnym zaciekawieniem. Dość często pojawiają się komentarze typu: „nie robię waloryzacji/poprawek/nie poprawię błędów etc bo ja kleję dla przyjemności” i z drugiej strony, przy okazji dobrych modeli „to masochizm, wariactwo, to trzeba być chorym żeby takie rzeczy robić” - choć zdaje sobie sprawę, że jest to forma wyrażenia uznania i podziwu. A jednak jest tam pewna nuta o nacechowaniu pejoratywnym. Nie mam pojęcia dlaczego - zwlaszcza wśród modelarzy (osoby postronne do pewnego stopnia usprawiedliwiam, bo dla laika np. biegi ultra czy wspinanie zimowe też może być abstrakcją i wiązać się z kompletnym niezrozumieniem, a co za tym idzie nawet nieraz potępianiem), czyli osób, dla których w sumie ogólnie powinien być to jakiś cel (nawet jeśli nie mogą lub nie chcą go osiągać) taka nuta się pojawia. Nawet chyba pojawia się pewna inwektywa w stosunku do modelarza, który ogromną wagę przywiązuje do szczegółów - „liczynit”. Dla mnie to dziwne i niezrozumiałe, modelarstwo to nie jest raczej droga do sławy, pieniędzy i kobiet, więc logiczne jest, że każdy - czy ten kto buduje prosto z pudła, jak i ten, który wertuje źródła i jeden element wykonuje kilka miesięcy - robią to dla przyjemności. I zaawansowany, wielomiesięczny skracz jest również budową dla przyjemności, raczej nie ma w tym żadnego innego celu. Dłubie, bo lubię, bo sprawia mi to przyjemność i satysfakcję, tak jak niektórym sprawia bieganie 100 km po górach. Więc stwierdzenie, że ja robię dla przyjemności a tamten to liczynit, maniak i masochista jest kompletnie dziwne, niezrozumiałe i nielogiczne. Nikt kto robi zaawansowane modele nie cierpi z tego powodu ani nie robi przecież tego za karę, tylko właśnie dla przyjemności…
  10. Przecież chyba to nie jest problem ogłosić dzieciom i rodzicom, że jest taki i taki konkurs, możemy wynająć busa, to kosztuje tyle i tyle, jeżeli zbiorą się chętni to możemy zorganizować taki wyjazd (i uprzedzam od razu kontrargument, tak - wielokrotnie tak robiliśmy z wyjazdami na zawody w klubie sportowym prowadzonym non-profit, nieraz jacyś rodzice jechali żeby pomóc przy opiece). Jak rodzice będą chcieli to zapłacą i dzieciaki pojadą. Zgadzam się z przedmówcami, że zbieranie nagród „w imieniu” jest mało fajne. Nagroda jest dla uczestnika. Przecież w ten sposób to można modele paczkomatem wysyłać na konkursy…
  11. W sztuce baroku istniała idea tzw. Gesamtkunstwerk, czyli "dzieło totalne", które zakładało integrację, syntezę wielu dziedzin sztuk plastycznych - malarstwa, rzeźby, architektury, a nawet muzyki, światła itp. Twoje modelarstwo jest właśnie czymś takim, zakres umiejętności oraz wątków w modelu integruje i malarstwo, i waloryzację ze skraczem, badania historyczne, opowieść, która stoi za modelem i w pewien sposób go definiuje, pisarstwo (choć chyba nie w tym akurat przypadku) i fotografię. I wszystko na najwyższym poziomie, jednakowo dokładne, z jednakowym polotem i dbałością o najmniejszy szczegół, tworząc wielowymiarowy, multidyscyplinarny projekt - rzekłbym - już nie modelarski, a inżyniersko-historyczno-artystyczny. Projekt, który można analizować pod wieloma kątami, zgłębiać i wnikać, i za kazdym razem odkrywać coś nowego, nowy wątek, smaczek, detal, który wciąż i wciąż można odkrywać. "Kaczka" jest tego tylko kolejną, wspaniałą odsłoną. Czekam z niecierpliwością jeszcze na kolejny aspekt tej "syntezy sztuk", czyli scenografię w postaci podstawki.
  12. Raczej radziłbym celować z ustawieniem WB w aparacie w temperaturę barwową i warunki oświetlenia. Celowanie w ustawieniach aparatu na 5000K raczej nie przyniesie dobrych efektów, jeśli temperatura żarówek będzie np. 3000K.
  13. To był sarkazm nawet ja, który nie ma pojęcia o morzu, wiem, że okręt to coś zupełnie innego niż statek. To nawet nie kwestia wiedzy specjalistycznej tylko języka polskiego. Więc też nie rozumiem tego tępego uporu, zamiast zmienić nazwę kategorii np. na „Statki i okręty”, żeby nie robić zamętu i być choć w miarę poprawnym merytorycznie i językowo. Kategorie chyba nie są już wyryte w marmurze?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.