Skocz do zawartości

Kamil K.

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    2 185
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    28

Zawartość dodana przez Kamil K.

  1. Witajcie, To już chyba ostatnie fotki modelu przed galerią. Wprowadziłem ostatnie porawki, dodałem plandekę z tyłu i foliowe worki na lufach. Teraz czas pomyśleć nad podstawką. Pozdrowienia!
  2. A ten Chińczyk, co Ci zbuduje "firmowy" kompresor to Twój serdeczny przyjaciel będzie? Spawa jest prosta. Masz 2 stówy - budujesz sam. Masz 6 - kupujesz na OLX. Masz 1,5 tysiaka to kupujesz olejaka w sklepie. Ale bądź pewien, że wszystkie będą działały podobnie. Będą cichutko i bezproblemowo tłoczyły powietrze do aerografu. I jeszcze jedno. Samodzielna budowa lodówkowca naprawdę nie wymaga żadnej tajemnej wiedzy, czy nadludzkich umiejętności. Ważne, żebyś miał sprężarkę, zbiornik, presostat, odwadniacz, reduktor i trochę trójników, czy innych takich. Do tego kawałek dechy, trytytki i taśmę silikonową. Do wersji minimum to wystarczy. A potem, jak stwierdzisz, że coś nie chodzi tak, jak sobie wymarzyłeś to będziesz mógł to sobie poprawić bez obawy o utratę gwarancji. Nie, ale kompresor od chińczyka z metką "firmową", kupiony gdzieś tam na paragon możesz(przynajmniej w teorii) reklamować/oddać na gwarancję, etc. Janusz z olx raczej tak nie działa, chociaż kto tam wie. Ja się zgadzam z tym, że budowa lodówkowca to nie jest jakaś wielce skomplikowana rzecz. O wyborze w tym momencie decyduje, tak jak napisałeś, zasobność portfela, albo okoliczności, w których dokonujesz wyboru. Ja po prostu nie chcę namawiać nikogo na siłę na samodzielną budowę takiego kompresora, albo na oddawanie tego w ręce Bóg wie kogo. Ale są sytuacje, w których to może być naprawdę korzystny deal.
  3. Rozumiem Wasze argumenty i że ktoś może tyle sobie życzyć za kompresor z lodówkowca. Wszak coś jest warte tyle ile ktoś inny jest w stanie zapłacić. Ale jeśli miałbym wybór dać 600-700zł za lodówkowca zrobionego przez totalnie obcą osobę no to już chyba bym wolał kupić za 400-500 jakiś "firmowy" kompresor z gwarancją, etc...
  4. Zdecydowanie, ktoś sobie liczy chyba liczy sporą robociznę... Tak jak napisałem, koszt części to max. 200, no, 300zł jeśli ktoś nie ma pod ręką nic i musi wszystko kupić. Ale z moich doświadczeń wynika, że lodówkowca idzie zrobić znacznie taniej.
  5. Tak jak (chyba) Solo wcześniej napisał - jeśli masz takie możliwości, bo się znasz sam lub masz dostęp do tzw. złotej rączki, to można rozważyć budowę kompresora z agregatu lodówkowego. Kosztowo wyjdzie zależnie od podzespołów od kilkudziesięciu do ok 200zł, hałas zaś taki sam jak chodząca w kuchni lodówka, czyli prawie żaden. Ja swojego lodówkowca użytkuję od prawie 10 lat i nic się jeszcze w nim nie zepsuło. A bywa użytkowany bardzo intensywnie, czasem jak się zapomnę to przez parę dni go nie wyłączam i gdy włącznik ciśnieniowy daje znać, to pompuje co jakiś czas zbiornik... Rozwiązanie ma jeden fundamentalny minus - trzeba albo kogoś znaleźć, albo samemu pogłówkować, przysiąść i zbudować takie ustrojstwo. Mimo wszystko zostawiam pod rozwagę, po spełnieniu warunków z pierwszego zdania mojego posta jest to bardzo fajna alternatywa.
  6. Dzięki, fajnie, że się podoba. Prace nad modelem powoli dobiegają końca. Pojawił się kurz, pigmenty, troszkę suchych liści, gałązek i część bambetli, które przewidziałem dla modelu. Poprawiłem parę pierdółek, na które ktoś zwrócił uwagę, lub sam je wypatrzyłem. Wytarte do metalu zęby gąsienic, kół napędowych o wypolerowane zewnętrze części ogniw przeciągnąłem rdzawymi mieszankami olei - z założeniem, że model będzie przedstawiał wóz, które przestał czas jakiś pod chmurką nieuruchamiany.
  7. Dzięki! Model obuty w kapcie. Wreszcie wygląda tak jak powinien. Teraz nadszedł czas na drobny brudzing wszystkiego co powyżej linii błotników, dodanie pewnych detali i... kończymy. Pozdrowienia!
  8. Witajcie, Stosunkowo ważny etap malowania - błoto - już za mną. Ponieważ model planuję wykonać na podstawie pierwszego zdjęcia wątku, uznałem że potrzebuję mokrej, stopniowo przysychającej warstwy błota. Tak jakby pojazd stał w danym miejscu od pewnego czasu i zaczął obsychać. Na poniższym zdjęciu opisałem krok po kroku co i jak robiłem, aby to osiągnąć. Niemal dokładnie to samo zrobiłem na kołach: I częściowo na gąsienicach - nad nimi będę jeszcze pracował dopiero po zamontowaniu na modelu, ale też po umieszczeniu go na podstawce. Pozdrowienia!
  9. Dzięki, dzięki, ale nie przesadzajmy... Tymczasem... Kapcie gotowe na przyjęcie kurzu i błota. Standardowo, gęsi pomalowane Dark Iron Tamki i trochę przemaziane olejami.
  10. Nie, nie, to efekt późniejszych wymuszonych podmalówek. Będzie to zniwelowane i dzięki za przypomnienie i czujność!
  11. Bardzo dziękuję! Ale bez przesady. A kolor Tamki jest faktycznie niesamowicie wdzięczny do wszelki zabiegów malarskich. Dzięki, każde wsparcie się liczy. Tymczasem... do kadłuba dołącza wieża. Przy pomocy farb olejnych troszkę jeszcze zróżnicowałem powierzchnię - delikatna biedronka, do tego zacieki rdzy i syfków wszelakich, które zapewne mokrą, zimową porą wymywał deszcz i topniejący śnieg, a słońce utrwalało na pancerzu. Teraz zajmę się paroma rzeczami, które wpadły mi do głowy lub rzuciły mi się w oczy w międzyczasie( np. pierścień wieży, który wymaga odrobiny pracy i kilka innych detali, które wypatrzyłem na zdjęciu oryginału), położę mat i powalczymy z brudem na podwoziu i kapciach. Pozdrowienia!
  12. Witajcie, Kadłub gotowy na lakier matowy i ostateczne brudzenie - kurz, błotko i jakieś tłuste mazidła. Teraz, póki oleje są niezabezpieczone jest szansa na interwencję i ew. poprawki, także gdyby ktoś coś widział - niech mówi. Pozdrowienia.
  13. Haha, wiem, wiem, już zostałem zorientowany co i jak - może w przyszłym roku faktycznie się uda. Na razie ciężko mi się wybrać na zawody gdziekolwiek w kraj.
  14. A załatwisz urlop i pozyskasz sponsora strategicznego na wyjazd? Bo ja niestety, ale aktualnie ciułam na inne ważne życiowe wydatki, więc wojaże muszę ograniczać. A tak zupełnie serio - dzięki, miło mi. Fajnie by było kiedyś odwiedzić imprezę tego formatu. Jednak w tym momencie będę się bardzo cieszył, jeśli uda mi się odwiedzić chociaż jakiś krajowy konkurs w najbliższych miesiącach.
  15. Nie ma jeszcze ani grama pigmentów na modelu. Wkroczyłem teraz z farbami olejnymi dla plastyków i jeszcze przez dłuższy czas będę bazował na nich/ew. gotowych siuwaksach, zanim dotrę do prochów.
  16. Wczoraj przysiadłem i udało mi się zacząć go tyrać. Postanowiłem zacząć od rdzy i odrobiny odprysków - parę miejsc, np. kalki, musiałem uzupełnić pędzelkiem. Nie jest to jeszcze oczywiście moje ostatnie słowo. Nad paroma zakamarkami popracuję, być może uderzę też w nieco inne tony rdzy tu i tam. Na inne miejsca, które mogą wyglądać podejrzanie czysto mam zaś inne plany i pomysły. Pozdrowienia!
  17. Przyszedł czas na wash. Teraz podmaluję tylny zasobnik, podstawę pod Browninga, a potem lecimy dalej z obijaniem, brudzeniem i psuciem. Pozdrowienia!
  18. Strzeżonego Pan Bóg strzeże. Nie wiem jak zachowują się Vallejo, Tamki raczej nie potrzebują takiej ochrony, chociaż ja mimo wszystko zazwyczaj daję lakier. Trudniej Ci będzie uszkodzić poprzednia warstwę farby jeśli zaczniesz drapać bez opamiętania ;) Jeśli jednak będziesz drapał na dwa lub więcej razy, np. rdzawa baza, 1 kolor i potem drugi, to bezwzględnie musisz po drapaniu każdy z nich zabezpieczyć, bo w przeciwnym razie zrobi Ci się kupa - rozpuści się lakier z poprzednich warstw.
  19. Innymi słowy naprawdę warto przed malowaniem zabezpieczać powierzchnię klejenia maskolem i/lub taśmą klejącą.
  20. Witaj w klubie, przerobiłem dokładnie to samo w ZSU-57-2. I z tego co wiem nie jest to jednostkowy przypadek, że po malowaniu misternie składane na sucho konstrukcje nijak nie chcą się na powrót poskładać już na "ament". Magia jaka, czy co?
  21. Nie bawiłem się w biedronkę(choć w sumie na wieży mogłem tak zrobić...) , po prostu wziąłem kilka nakrętek po napojach, nalałem do nich benzynę do zapalniczek, na tekturce wycisnąłem nieco farby z każdego w/w koloru i rozcieńczałem je w nakrętkach z benzyną sposobem "na oko". Następnie nanosiłem płaskimi pędzlami na konkretne miejsca na modelu. Jeśli efekt był za słaby - powtarzałem. Jeśli za mocny - czystym pędzelkiem usuwałem nadmiar mieszanki. Wot i wsjo.
  22. Spokojnie, ani mi się śni! Niedziela okazała się nawet łaskawa i udało mi się położyć filtry. Miejscowo wykorzystałem kilka olejnych kolorków: biel, żółty, brąz/rdzawy, zieleń i błękit. Pojazd z jednej strony trochę przygasł, a z drugiej zyskał na kolorycie. Pozdrowienia!
  23. Niestety, u mnie chwilowo to samo. Zebrać się do poklejenia jest łatwiej, przy malowaniu trzeba przygotowac wszystko, potem najlepiej od razu pomyc, etc... Jak mam wolną godzinę, to dla mnie to po prostu za mało. Ale spróbuję przysiąść w nadchodzącym tygodniu. Btw, po dłuższej chwili posuchy, mam wreszcie fajny temat na kolejny warsztat. To dodatkowo zwiększa wenę.
  24. Możesz sobie sam sprawdzić u mnie w wątkach. Moje potrzeby, wymagania/ upodobania/ nazwij to jak chcesz, zostały spełnione. Jeśli mimo to jest to wbrew jakiemuś kanonowi malarskiej sztuki - będę z tym żył. : )
  25. Człowiek uczy się całe życie. Nieświadomy kładłem one shota h&s-em z dyszą 0,2 bez rozcieńczania, a teraz się dowiaduje, że ona jest za mała Może przy dłuższym malowaniu czasem trzeba dmuchnąć w papier ze spustem na maxa w tył, żeby się trochę przeczyściło wszystko, ale poza tym malowało się jak należy. Może autorowi trafiła się akurat jakaś gęstsza buteleczka...?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.