mnie trochę, wolę czołgi i raczej więcej okrętów nie skleję bo różnica między nimi wydaje się marginalna dla przeciętnego tankisty
chluba to oczywiście potoczny zwrot, bo za taką miał uchodzić Bismarck po oddaniu do Kriegsmarine. Jakoby nie było, był najciekawszym dla mnie okrętem w tej skali, w moim ukochanym sklepie modelarskim. Do wyboru miałem jeszcze Musashi (ale nie lubię japońskiej technologii), Richelieu (ma piękne przednie wieże, ale francuzów też nie lubię), New Jersey (Nie kojarzę, wybaczcie, ale ze mnie w końcu tankista) i Tirpitz (no jestem zniechęcony jego fjordową historią, gdzie przez całą wojnę oczekiwał na desant w Norwegii), więc model, który najgłośniej mówił do mnie "kup mnie" to właśnie Bismarck. Gdybym miał skleić jeszcze jakiś okręt to Missouri.
Mam pytanie do znawców historii Bismarcka, mianowicie, czy wokół Bismarcka, po jego zatopieniu krążyły gdzieś U-booty(dlatego nie uratowano załogi Bismarcka) i dlaczego Bismarck rozdzielił się z Prinz Eugenem?