Dla mnie ZTS to takie koszmarki, na których wszyscy się uczyli sklejać, bo nie mieli wyjścia. Nie było innych modeli, a jeśli już to kosztowały tyle co fortuna i niewielu miało wujka za granicą by im sprowadził Italeri albo Matchboxa. ZTS miał wsparcie Państwa, szkół i składnic harcerskich. To tak jak z Małym modelarzem. Ich produkty były mega mocno promowane w takich właśnie miejscach. Jechanie na takim wsparciu nie jest trudne. Nawet w jakości nie trzeba się starać tylko ładować ramki jak Reksio znaczki. Firma zatrzymała się w czasach wczesnego PRL, jakością nigdy nie starała się wybić ponad swoją przeciętność. Szkoda, że taka firma z takim know-how kończy działalność, chociaż na dzien dzisiejszy to know-how jest niewiele warte. Ale równie dobrze mogę miło wspominać Malucha, ale to nie znaczy, że muszę nim cały czas jeździć. Jeśli firma sama walczy o to by zakończyć swoją działalność, no to mówi się trudno.