-
Liczba zawartości
873 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
31
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Marcin Witkowski
-
Kasia, jeszcze sporo nauki przed Tobą jeśli chodzi o warsztatową sprawność. W wielu miejscach widać niedociągnięcia. Co do merytorycznych aspektów tematu, to przy wielu pomniejszych błędach, rzucają mi się w oczy zwłaszcza stateczniki pionowe, które wyglądają na wklejone idealnie w pionie (częsty błąd budujących F-14 po raz pierwszy), a nie lekko rozchylone. Brzechwy pod gondolami silników powinny być jednak czarne. Pierwsze podlinkowane przez Ciebie zdjęcie przedstawia samolot eksponowany w muzeum, na który kamuflaż VF-84 naniesiono całkiem niedawno (kilka lat temu) i podobnie jak Ty, popełniono przy tym błąd. Na drugim zdjęciu brzechwy raczej są od wewnątrz czarne, choć słabo to widać.
-
Sprawa jest dość prosta. Iran, jeszcze za prezydentury G. W. Busha został ustawiony w "Osi Zła". Z resztą nie zmieniło to specjalnie ich podejścia od czasu rewolucji, po której Amerykanie zupełnie odcięli swoją pomoc dotyczącą floty F-14. Sami wycofali F-14, bo nie było opcji jego rozwoju, zmieniły się zadania, no i był za drogi w utrzymaniu, ale wiedzą, że samolot wciąż może być groźny. Dlatego chcą maksymalnie ograniczyć możliwość zewnętrznego wsparcia dla Iranu. Pragmatyzm - zero sentymentów. Dla administracji to tylko jedno z narzędzi w byłym arsenale uzbrojenia. Swoją drogą to i tak Irańczykom należą się słowa uznania, że potrafią trzymać AliCaty w powietrzu. Z tego co widać na zdjęciach z parad, to mogą ich mieć "na chodzie" nawet około tuzina. Pytanie, czy to tylko latające muzeum, czy faktycznie jeszcze mogą nimi coś zdziałać. Czytałem, że już w latach osiemdziesiątych połowa latała bez działających radarów. Nie zdziwiłbym się gdyby dziś latały z mniejszymi, i może słabszymi, ale działającymi stacjami.
-
Z tego co wiem od znajomego, który pracuje w AMARG, to tych F-14stek pewnie już niebawem też nie będzie. Te, które widać na aktualnym zdjęciu (o ile wierzyć dacie jego zrobienia), to raczej samoloty w wersji D. Wiele muzeów czeka na możliwość pozyskania jednego z nich i zbiera pewnie pieniądze na transport Tomcata do siebie. Kilka pewnie pójdzie pod Caterpillara. Samoloty w wersji A, a było ich nawet kilkadziesiąt, już kilka lat temu zostały przerobione na metalowy wiór. W trakcie wycofywania Tomcatów, na eBayu pojawiały się aukcje z częściami. Były też przypadki przemytu części do Iranu. Dlatego sprawą tych samolotów zajął się sam kongres USA i nakazali ich utylizację. Opcja uruchomienia tych samolotów raczej nie wchodzi w grę. Z tych kilku sztuk nie udałoby się złożyć nawet okrojonego dywizjonu. A wracając do muzeów, które chciałyby mieć u siebie F-14stkę, to jak się dowiedziałem nieoficjalnie, mocno stara się o to Duxford. Oznaczałoby to, że w Europie pojawiłby się wreszcie (w muzeum) Tomcat i nie trzeba będzie pielgrzymować do USA. Pytanie czy do tego dojdzie?
-
Zainwestuj, nie tak całkiem dużo, w MagicSculpta, albo w bardzo podobną w działaniu i użyciu szpachlę dwuskładnikową Gunze. Dają rewelacyjne efekty przy pracach gdzie konieczne jest dorobienie fragmentów o sporej objętości. Taka przeróbka nosa, z wyszlifowaniem i przetrasowaniem zajęłaby Ci jedną popołudniowo-wieczorną sesję. Ciekawe przeróbki pokazujesz. Oby tak dalej.
-
Nawiązałeś kontakt z kimś z tej (byłej) jednostki? Zainteresowaniu nie ma się co dziwić, bo rotacja w tym dywizjonie była ogromna, a te "poduszki" to pewnie incydentalna sprawa, więc pewnie stosunkowo niewielu z ex-reaper'ów to widziało. Bardzo mnie to cieszy, bo dokładnie tego w przyszłości chcę zrobić. Będzie więc miał ciekawe fotele... To pewnie dlatego, że właśnie na przełomie 03/04 (jak mi się wydaje) Grim Reapers zmienili logotyp na usterzeniu - śmierć lecącą na śmierć zakapturzoną, więc te nakładki na fotele nie mogły wcześniej występować.
-
Ten od góry zostaw, bo najprawdopodobniej jakiś rodzaj antypoślizgowej powierzchni w przypadku tego malowania na wlotach był. Chodzi tylko o te widoczne od spodu. Swoją drogą imitowanie tych chodników z wykorzystaniem kalki średnio oddaje efekt jaki powinien być. A co do stateczników, to określenie pionowe jest w przypadku F-14 kwestią, powiedzmy umowną, bo one od pionu są odchylone o dokładnie 5 stopni na zewnątrz.
-
Jeśli to możliwe, zdejmij kalki naklejone na wewnętrzne, górne powierzchnie wlotów. Przykleiłeś tam alternatywną wersję chodników antypoślizgowych Detale, detalami, ale mi najbardziej w oczy rzucają się zbyt rozchylone stateczniki pionowe
-
Grumman F-14A Black Tomcat, Revell (80-4029) 1:144
Marcin Witkowski odpowiedział Woit → na temat → [L]Warsztat
W F-14 nie ma lotek. Usterzenie płytowe w pełnym zakresie ustawienia skrzydeł pełni ich funkcja. Dodatkowo sterowność samolotu w tym względzie wspomagają przerywacze/spoilery. Nie mam co prawda zdjęć pod ręką, ale z dużym prawdopodobieństwem trzeba założyć, że te powierzchnie powinny być czerwone. Analogicznie do krawędzi pokryw podwozia. Chodzi o zwrócenie uwagi załogi, która dokonuje inspekcji płatowca - w tym wypadku dysz silników. Instrukcja raczej się myli. Czarny kamuflaż nie miał w przypadku VX-4 czy VX-9 na celu lepszego maskowania samolotu, chodziło raczej o jego odróżnienie od innych eksploatowanych statków powietrznych (a tak na prawdę zaczęli tak malować Tomcaty, bo rozbił się, z tego co pamiętam, czarny F-4). Natomiast wloty pozostają białe ze względów bezpieczeństwa - łatwiej dokonywać niezbędnych kontroli. Przy czym chodzi tu o głębszą część kanałów dolotowych. Ruchome płyty zmieniające przekrój wlotów powinny być czarne. -
W widzicie, możecie zgodnie powiedzieć "Mamy go!" Prawda jest taka, że przy sporej liczbie już zgromadzonych materiałów, lista tych, które jeszcze zamierzam nabyć jest (cytując klasyk) "długa i dystyngowana". O krążących materiałach wywiadu dowiedziałem się... wczoraj A co do zdjęć z internetu i pozyskanych drogą dobrych kontaktów, to z pewnością takie DACO biją na głowę. Swoją drogą, jeśli znów wspominamy tą książkę, to jednym z jej największych mankamentów, jest brak jakichkolwiek autorskich materiałów do silnika TF-30. Zamieszczone w książce zdjęcia są ogólnie znane już od dawna. A kilka takich jest wyłożonych w muzeach i można je dobrze sfotografować. Rzeczy, których w tej publikacji brakuje jest tyle, że można by śmiało wydać drugą część.
-
Ja takich nie mam. Paweł, podzielisz się
-
To dość szeroki temat. Na tyle szeroki, że u mnie półka się już urywa pod ciężarem książek traktujących o F-14 - mam ich ponad 50. Wśród nich wiele japońskich: Kiedyś to (nieaktualne - książek przybyło) zdjęcie już zdaje się pokazywałem. Wszystko zależy od tego co chcesz w modelu pokazać. Jeśli ma to być model stosunkowo prosty, na przykład bez otwieranych paneli, to wiele tak na prawdę nie trzeba. Można sprawę załatwić posiłkując się zdjęciami zamieszczonymi w internecie. Na przykład taka słynna Tomcat Alley David'a F. Browna do detali nie przyda się wcale, ale za to do ustalenia losów konkretnego F-14 jak najbardziej. W takim Walk Around z kolei nie znajdziesz w zasadzie nic o malowaniach. Itd. Z tym do końca się nie zgodzę. Mi w tej książce sporo brakuje. Ale tak, jest to chyba obecnie najlepsza publikacja jeśli chodzi o detale konstrukcji F-14. I tak 99% modelarzy wykorzysta jedynie jakieś 10% zgromadzonych w niej materiałów. Tak na marginesie, dość powiedzieć, że na przykład takie detale jak wnęki podwozia tego samolotu, to jak do tej pory zgodnie z realem robi (jest w trakcie) jeden facet na świecie. Może inni nie pokazują... Po co więc zdjęcia skoro zwykle i tak nieco ambitniejsi to co najwyżej airesową żywicę wsadzą jako super waloryzacja. To szerszy temat - wykorzystania dokumentacji w modelarstwie w ogóle. Mało komu ona tak na prawdę ostatnimi czasy potrzebna... Tysiącami ludzie robią zdjęcia detali samolotów, ale mało kto z tego korzysta. Można by sporo podyskutować na ten temat. Jeśli chodzi o plany Tomcata, to i ta książka (DACO) ma w tym względzie błędy. Nie pamiętam teraz jakie, ale są. Najlepsze, moim zdaniem rysunki F-14 ma zdaje się Fightertown Decals. Całkiem poprawne daje Hasegawa w swoich instrukcjach do zestawów. O nie oparte są z resztą ich modele. Z resztą, tu pytanie - czy tak bardzo zależy Ci na super-dokładnych rysunkach? Będziesz cokolwiek poprawiał, czy porównywał z rysunkami, w takim zestawie jak Hasegawa? Zamieszczam miniatury okładek kilku wybranych innych, niewymienionych przez Was książek, które mam.
-
O błędach pisałem już w wątku warsztatowym. Kilka mógłbym jeszcze wymienić, ale... Ten Tomcat wyszedł Ci zdecydowanie najlepiej Kiedy kolejny i w jakim malowaniu?
-
Kupuję taki argument, choć mimo to zawsze można było nieco plastiku podkleić przymierzając skrzydło przed złożeniem kadłuba. A tak swoją drogą, jakoś nigdy nie przepadałem za ruchomymi skrzydłami w modelu. Robi się z niego taka zabawka politechniczna trochę... I zaskoczyłeś, bo mimo, że nawet mam model Hasegawy w pudełku (kupiony głównie do przymiarek przyszłych zestawów dodatków), to o tym nie wiedziałem. W następnym A możesz zrobić tak, że przed sklejeniem wypiłuj krawędzie, a w powstałą szczelinę wklej kawałek płytki styrenu. Może nawet lekko wystającą, tak jakby skrzydełka nie zostały wsunięte do końca. Efekt będzie super. Nie ma się co bać. Zawsze na ażurową część elementu można nakleić taśmę maskującą i ograniczyć przestrzeń szlifowania do minimum. Inna sprawa, że można to było np. zalać płynną szpachlówką gunze i przemyć zmywaczem - odpada szlifowanie. Albo wykorzystać właściwości Magic Sculpta, który po ułożeniu daje się świetnie wygładzić na mokro. Cały problem z "łoszem" polega na tym, że zastosowany na modelach wyolbrzymia zjawisko ciemniejszych w naturalny sposób linii. Przede wszystkim dlatego, że linie zawsze w zestawach są za grube, a drugi powód to intensywność zjawiska. Inna sprawa, to zgodność merytoryczna z oryginałem, gdzie czasami linie mimo, że występują są niewidoczne, a modelarze je uwidaczniają niejako na siłę. Myślę, że gdyby na ultra-cienkich liniach zastosować ten zabieg (tam gdzie linie faktycznie widać), to nawet jego przeciwnicy nie mieliby większych zastrzeżeń co do efektu. Pewnie są, ale Twoja figurka jednoznacznie sugeruje "turn left", więc jeśli postawisz go przed modelem frontem do niego, to będzie nieco komicznie wyglądało. Możesz go ustawić tyłem, będzie wtedy sygnalizował w kierunku gdzie widz będzie się domyślał obecności innego samolotu "na chodzie". A czerwonego postaw w okolicach wlotu też tyłem do modelu obserwującego flight director'a. To będzie wyglądało w miarę realnie.
-
Albo to kwestia zdjęć (widać niemal na każdym), albo model nie ma właściwego dla Spitfire'a wzniosu skrzydeł
-
Tak jak do tej pory na temat modelu napisałem kilka pozytywów, tak teraz czas na negatywy... Po pierwsze zdjęcia w zbliżeniu ujawniły sporo niedociągnięć, którym łatwo było zapobiec. Miejsce obrotu skrzydła, na które zwróciłeś uwagę w poprzednich Tomcatach, tutaj zionie sporą szczeliną. Na górnej powierzchni wlotów powietrza widać niestarannie wykonane połączenia - brakuje szpachlowania. Za to za solidnie szpachlą potraktowałeś wysuwane z krawędzi natarcia skrzydełka. Tam jest zwykle szczelina (taka jaką opisałem na górnej powierzchni wlotów ). Zastosowałeś świetną trawionkę Wojtka Fajgi jako alternatywę dla osłony działka - super, ale przy całym misternym wyglądzie siatek, po oczach daje wybrzuszenie na osłonie, które zaadaptowałeś z plastikowego elementu, ale bez szpachlowania. Cały wysiłek jeśli o ten detal chodzi jakoś pryska w tym momencie. Nietrafiony moim zdaniem okazał się zabieg z "poprawianiem" producenta w miejscach wkrętów na pokrywach. Z bliska widać, że efekt jest mocno przesadzony, a zamiast wkrętów na modelu jest imitacja ze dwa razy większych niż być powinny dziur po wkrętach (mocno zaznaczone na czarno). Co więcej, nie powinno ich być na bocznych powierzchniach wlotów, gdzie normalnie są, właściwie niewidoczne pod farbą, nity. To samo dotyczy linii podziału w kilku miejscach - panel sondy do tankowania dodatkowo przez te zabiegi ma nieregularną linię. W wielu miejscach widoczny jest kurz, który złapał się na mokrą farbę. Jeśli to nie problem, pomaluj na czarno ramę wiatrochronu od wewnątrz - na styku z ramą owiewki. No i te figurki... Raz, że nie przystają poziomem do modelu - dwa, że o ile "gościa" w czerwonym będzie można jakoś merytorycznie uzasadnić, bo to członek obsługi uzbrojenia, to żółty odpada. Jako kierujący ruchem na pokładzie i odpowiedzialny za starty, komunikuje się z załogą, której w modelu nie masz... Może zostaw sam ciągnik i wodzidło? I jeszcze na temat podstawki - sama w sobie jest OK, ale może zrób pod którymś modelem taką, by ten z niej nie wystawał.
-
Opłaciło się tych kilka postów w tamtym wątku - kolor taki jaki być powinien
-
Przemek, możesz się jeszcze pokusić o zrobienie na płatowcu śladów zostawionych przez mechaników i pilotów. Przy takim stopniu wyeksploatowania malowania, jakie zrobiłeś, można powiedzieć, że nawet ich brakuje. To zdjęcie daje przykład o jakie ślady chodzi. Widać nawet wyraźnie odcisk buta. Raczej nie da się ich zrobić aerografem. Tu świetny przykład wspomnianych podmalówek, czyli tak zwanych "touch ups'ów". Technik w tym przypadku pewnie zabezpieczał także spękaną (często przy dużym nasłonecznieniu się zdarzało) farbę na dielektrycznej osłonie radaru.
-
radio_f napisał: A skąd kolega ma takie informacje? Standardem (mocno przestrzeganym) w US NAVY są regularne mycia samolotów. Co dwa tygodnie samoloty są szorowane. Plamy, przebarwienia i zabrudzenia wynikają nie z niechlujstwa, a ze specyficznych warunków i standardów utrzymania statków powietrznych na lotniskowcach. To co odwzorował tu Przemek, czyli jaśniejsze natryski na łączeniach paneli (z całkiem udanym skutkiem), to właśnie to - po każdorazowym właściwie otwarciu paneli obsługa malowała "jusy", czy zawiasy by te nie korodowały. Czasami farbą w innych odcieniach. Zabrudzenia na górnych powierzchniach to wypadkowa działania słonej morskiej i śladów zostawianych przez obsługę i samych pilotów dokonujących "walk around" przed każdym lotem. Więc pisanie o tym, że obsługa nie dba o sprzęt do dowód niewiedzy i prostego porównywania samolotów użytkowany z baz naziemnych do tych z lotniskowców. BTW, Przemek ta rdza wciąż "bije po oczach" A co do uzbrojenia, to standardem jest faktura farby nie tyle na wysoki połysk, co wypolerowany półmat. Czasami, zwłaszcza w przypadku często podwieszanych AIM-9 widać na nich ślady działania obsługi. Zarówno na korpusie jak i statecznikach. Podobnie, ale w nieco mniejszym zakresie na AIM-7. Z kolei AIM-54 nie były podwieszane tak często i pocisk też nie był tak "obłapiany" jak jego mniejsi kuzyni (podwieszanie mechaniczne z wykorzystaniem wciągarki). Ślady, jeśli w ogóle je robić, mogą występować na przede wszystkim na statecznikach, które były zakładane na pocisk ręcznie po podwieszeniu pod samolot.
-
Galeria modeli w skali 1/24 Eugeniusza Sobczyka (1924-1997)
Marcin Witkowski odpowiedział DARKMAN1 → na temat → [L]Galerie
Szacunek i podziw... Pan Sobczyk sam zbudował sobie za życia pomnik w postaci tych modeli. Szkoda, że tak niewielu próbuje iść podobną drogą w modelarstwie. Oglądać i uczyć się! -
Mam wrażenie, że szukasz na siłę potwierdzenia z góry założonej tezy. Że kolor to szary wpadający w błękit. Co znaczy, że fotka jest oklepana? Czy to, że zła? Nie bardzo rozumiem. W kamuflażach też będziesz wprowadzał nadinterpretacje, czy innowacje, bo fotki są oklepane? Zdjęcie, które podlinkowałeś, nie dość, że jest marnej jakości, to jeszcze zrobione przy ostrym słońcu. Kolory są tu mocno przekłamane. Nie mam pod ręką narzędzia, by to pokazać (innych zdjęć też, bo komputer pojechał na leczenie), ale kilka minut z PSem pozwoliłoby wyprostować to i owo. Generalnie pod tym zdjęciem można podczepić wcześniejszy post Woita, w którym pisał, że czerń zalatuje niebieskim. Nie siedzisz w fotografii, co? Swoją drogą, gdzie znalazłeś to zdjęcie? Pierwszy raz coś takiego widzę, że VF-101 mieli pokrowce z wyhaftowanym logo jednostki na fotelach. Świetne! Zamierzam robić model w tym malowaniu w przyszłości. Trafiłeś na inne zdjęcia z tej sesji?
-
Wydaje mi się, że wyważasz już otwarte drzwi. Może będę nieskromny, ale moje zdjęcia powinny być wiarygodnym materiałem, by dobrze pomalować GRU-7A. Kolory, jeśli są przekłamane, to w niewielkim stopniu. Linkuję je jeszcze raz.
-
Wydaj mi się, że ten temat wałkowaliśmy viewtopic.php?t=23726&postdays=0&postorder=asc&start=15
-
Widziałem zdjęcia modelu. Autorowi chodziło w nim nie tyle o rdzę, co oddanie brudu jaki na powierzchni płatowca zostawia obsługa. Eee, przecież wygląd dyszy silnika TF-30 to nie jest jakaś wiedza tajemna. Żaden schemat tu nie obowiązuje, a zdjęcia pokazują wszystko. Mi chodziło o to, że stałą, najszerszą część dyszy malujesz w swoich F-14, tak jakbyś chciał imitować odbijające się na zaokrąglonej powierzchni intensywne światło słoneczne. Ok, modelarstwo to gra na zmyśle wzroku, ale ten element powinien mieć kolor tytanu ze śladami zgrzewów/spawów i powinien być zwerniksowany raczej na mat. Dopiero zewnętrzne pióra dyszy dają wyraźny odblask. Rzuć okiem na zdjęcia. Źródło: primeportal.net Zrób takie kiedy będziesz robił konkretnego Boeinga czy Airbusa Na F-14, szczególnie w miejscach, gdzie to zrobiłeś, takie zacieki nie występują
-
Przemek, cieszę się, że zaczynasz zauważać swoje błędy. Ta rdza, to cytując Tomaszewskiego nie błąd, a... wiel-błąd. Bo niby z czego miałaby wynikać? Dziwnie wyglądają też smugi na klapach i na usterzeniu poziomym. Te pierwsze wyglądają tak jakby w samolocie lecącym z dużą prędkością nagle doszło do sporego wycieku jakiegoś czarnego mazidła. Są tam co prawda hydrauliczne serwomechanizmy napędzające spoilery, ale one tak nie brudzą. Na usterzeniu poziomym zabrudzenia tego typu są jeszcze mniej uzasadnione. No i co ciekawe, nie powinno być na nich wgłębnych linii podziału. Ale to już wymagałoby nieco nakładu pracy, a robisz model OOB. Nie przemalował byś dysz silników? Ich pierwsza część wystająca z kadłuba w rzeczywistości tak nie wygląda. Z każdym Tomcatem zbliżasz się coraz bardziej do realistycznego malowania.
-
Mig-21 F-13 nr b. 2015 Revell 1:72
Marcin Witkowski odpowiedział Robert Ostrowski → na temat → [L]Galerie
A to kolega nie słyszał o masach szpachlowych?
