Tak w ramach odpoczynku od okrętów dłubałem ostatnio przy Fairey'u Firefly'u Mk.I, który wreszcie nareszcie powstał - w malowaniu 1771 dywizjonu FAA z roku 1945, bazującego na pokładzie HMS Implacable, który pływał wtedy "w tę i wewtę" u wybrzeży upadającej Japonii.
Żaden szał, produkt Chematic/Gomix'u to jakiś stary ruski dramat. Tyle że w nowym pudełku. Jego jakość można określić jako bylejakość. Sytuację ratują nieco wyśmienite kalkomanie Techmodu. Kupiłem go już dość dawno (wtedy takie pojęcie jak aparat cyfrowy było mi obce ;) ), zacząłem i oczywiście po jakimś czasie zapał minął, a model powędrował do szuflady.
Jakiś czas potem wyciągnąłem go i tak etapami sobie powstawał...
W takim stanie jak poniżej znowu odstał chyba ze dwa lata, po czym pomalowałem spód kadłuba i...
...znowu odstawiłem na rok :P Ale jak już rzekłem powyżej, znudzony kartonem i okrętami wyciągnąłem model, zdmuchnąłem kurz i wziąłem się za malowanie.
Aż nadszedł wreszcie ten szczęśliwy dzień, w którym położyłem finalną warstwę lakieru i skończyłem mordęgę z tym jakże niewartym włożonego weń nakładu pracy modelem.
I na koniec bonusik - największa bylejakość wśród części składających się na model - oszklenie... (W trakcie i po zakończeniu budowy modelu).
Jak coś takiego można w ogóle wypuścić do sprzedaży!? :P