No po takiej dziesięcioletniej przerwie to miał bym ochotę wszystkie sroki za ogon chwycić, ale sam widzę, że to nie takie proste. Powiem szczerze, że były momenty kiedy korzystałem z pomocy syna i tylko uwaga nie śmiejcie się - teściowej. Ciężko, po prostu ciężko. Nadgarstek i palce bolą po takiej sesji niesamowicie. Już wiem z pewnością, że kombinowanie przy przy waloryzacji modeli z np blaszkami czy jakimiś żywicami gdzie trzeba je porządnie dopracować są nie dla mnie. Przekracza to moje możliwości. Pozostają zatem modele "prosto z pudła", ale i to mnie cieszy. Jeszcze do niedawna myślałem, że i to jest niemożliwe. Teraz wiem, że lepiej lub gorzej ale mogę. I tu największe ukłony w stronę Roberta. To tak w zasadzie dzięki niemu uwierzyłem w siebie i będzie musiał mi jeszcze dużo, dużo pomóc.