robert p
Użytkownicy-
Liczba zawartości
378 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez robert p
-
Doskonale to rozumiem. Mnie chodziło tylko o to, że jak ja będę miał problem z dostrzeżeniem szczegółów nawet przez lupę w skali 48, potem 32....wzrok mi siada od komputerów i to w postępie geometrycznym. W żadnej mierze nie chodziło mi o Ciebie. A wiesz dlaczego to rozumiem? Dawno temu czyniłem przygotowania do zbudowania Yamato w 1:50.....wtedy zauroczyła mnie potęga tego okrętu....
-
Widzę. Pewnie sama komora podwozia to model w skali 72. Jak już nie będę widział skali 32, to wsiądę na 18. Cokolwiek to znaczy
-
Dopieściłem śmigło. Pierwszy raz robiłem takie obdarcia. A wykadrowany silnik ze zdjęcia powyżej, wygląda tak: Nie wiem jak się to stało, ale jak widać, przejście na lewej stronie kadłub-skrzydło na linii krawędzi natarcia mi się jakoś rozminęło. Będzie poprawka. Nie denerwują Was te kartki na tło? Bo mnie już chyba tak. Pozdrawiam Robert
-
Teraz jasne. Tak czułem, że ten mirage, to za sprawą zróżnicowanych powierzchni. Dobrze Ci idzie. Może kiedyś też takiego kolosa wystrugam jako coś flagowego
-
No nie wiem do tej pory pod wash olejny (olejne dla plastyków) kładłem lakier nie akrylowy i nic mi nie reagowało. Może to kwestia czym się rozcieńcza olejne. Jak dla mnie to najlepszy do rozcieńczania farb olejnych dla plastyków jest Sansodor na bazie white spiryt dedykowany właśnie do olejnych dla plastyków. Może i drogi w przeliczeniu na jednostkę objętości, ale za to jest bardzo wydajny i bezpieczny.
-
Marku, Nie wiem jak inni to odbierają, ale na zdjęciach otwory nitów, niektóre są większe, niektóre są mniejsze, i nie leżą w jednej linii. Te prostopadłe wzmocnienia zrobione chyba z kątowniczka, wydają się być w niektórych miejscach zwichrowane. Być może jest to wina światła i stąd to złudzenie. Przy tak dużym modelu, może być to aż nad to widoczne. Powiedz mi, czy ja dobrze widzę, czy może to wina zdjęć i oświetlenia?
-
Zdążyłem!!!!!! Wkleiłem skrzydła, aby Naszym Orłom dodać skrzydeł. Zdjąłem też maskę z silnika, by mieli na rozpęd. I fotel dla pilota na miejscu, by dobrze prowadził Naszych
-
Te kuleczki to są kulki BGA, czy może coś lepszego? Na zdjęciu nie wygląda jak cyna. I jakiej są średnicy? Jak na moje oko to chyba przy tej skali to około 0,5-0,6mm. I mam jeszcze takie pytanie: do imitacji nitów wypukłych w samolotach dla skali 48, to dla dobrego efektu wizualnego (aby nie były za małe, ani za bardzo rażące), to o jakiej średnicy kulki były by odpowiednie? Nie mam jak tego ocenić bez przymiarki, bo i kulek nie mam. Poza tym nie wiem jakiej średnicy były nity w rzeczywistości, to i nie mam z czego przeskalować. Domyślam się, że były o różnych średnicach dla różnych maszyn, ale chyba nie odbiegały zbytnio wymiarowo od siebie?
-
Już OK. Wyjaśnione. Na drugi raz postaramy się bardziej zrozumieć. Jak będziesz na Narodowym, to idziemy na piwo. Ja zapraszam. Potem ustalimy kto stawia poranną kolejkę Z tym poziomem naśladownictwa, albo raczej odwzorowania mogę mieć jeszcze jakiś czas kłopot. W sumie to takie było początkowe założenie. Bardziej miał być do nauki malowania i brudzenia....ale jak widać, to za dobrze mi wyszło jak na drugi raz, to zarówno wymagania jak i oczekiwania poszybowały w górę....ale to dobrze zostać tak podkręconym na przyszłość. to jest całkiem prawdopodobne A widzisz....teraz Ty się asekurujesz, albo wręcz wycofujesz. A dlaczego od razu nie skorzystasz z chociaż części pomysłów, aby sobie ułatwić swoją pracę? I to jest kolejny aspekt, którego trzeba się nauczyć. Można patrzeć i nie widzieć, czy jak kto woli, nie dostrzegać tego, co od razu widzą inni. Wiele razy się już na tym złapałem. Jak wyżej. Po prostu nie miałem żadnych powodów aby zwrócić na to uwagę. I nikt nie zwrócił mi uwagi, że w instrukcji jest inaczej niż było w rzeczywistości. Bo widzisz....ja bardzo cenię czas innych i głupio jest mi absorbować czas innych na moje potrzeby, albo żeby ktoś robił coś za mnie. I bardzo dziękuję Ci za takie podejście do mojego tematu. Nie wielu jest dziś Tobie podobnych, co wychodzą z własną inicjatywą bezinteresownej pomocy dla jakiegoś początkującego z pierwszym warsztatem. Może właśnie po to, aby poznać wartościowych ludzi, co pomogą w oświeceniu, czy uświadomieniu, choćby na przyszłość.... Generalnie to masz rację. Jako laik powinienem się pytać o wszystko. Tylko z tymi odpowiedziami na pytania to różnie bywa. Można ją dostać od razu, poczekać parę godzin albo dni, albo czekać do dziś, jak np. tu jeden z pewnie wielu setek: http://modelwork.pl/viewtopic.php?f=86&t=30204&p=461582&hilit=ju87#p461582 albo np. moje pytanie w tym warsztacie ad. suchego pędzla....chyba jakiś sezon na sianie maku jest..... To teraz sam mi powiedz, czy w takim przypadku lepiej zadać pytanie do każdego szczegółu oddzielnie, czekać na rzetelną odpowiedź i rozciągać tym samym budowę w bardzo długim i trudnym do przewidzenia czasie (by się może w końcu zniechęcić i dać sobie spokój z hobby), czy może lepiej działać, nawet intuicyjnie, ale jednak działać i starać się, aby być zadowolonym z efektu, jaki by nie był merytorycznie mniej lub bardziej poprawny? Na tym etapie, to ja wolałbym bardziej zdobywać doświadczenie, kształtować i doskonalić umiejętności w posługiwaniu się np. aero czy pastelami, niż dociekać, czy linia podziału jest 0,5 mm za bardzo w lewo, albo 0,2 mm w prawo. Może to i skrajny przykład z tą linią, ale chodzi mi o to, że spotkałem się gdzieś (???) z relacją, w których model pod względem merytorycznych szczegółów wzbudzał pianie z zachwytu (u mnie zresztą też), a na koniec facet, mówiąc delikatnie, schrzanił efekt malowaniem i chcąc się ratować pastelami jeszcze bardziej się pogrążył. W sumie 1,5 roku do „kosza”. Więc? Ze względów czasowych, to chyba dopiero na emeryturze. Chociaż nie wiem, czy w tym wieku chciałoby mi się znowu coś studiować. A póki co, to modelarstwo nie ma szans być moim sposobem na życie, czy sensem istnienia. Rodzina, praca i pewne sprawy w zasadzie wykluczają aż takie czasowe i emocjonalne zaangażowanie w tym temacie. Oczywiście będę się starał zdobywać materiały do konkretnych maszyn (zresztą już to czynię na przyszłość), ale nie jest to dla mnie celem samym w sobie. Poza tym, chyba wolę mieć skromne „m” i fajną kolekcję wielu wspaniałych maszyn w szklanej gablotce, niż mieć duże „M” i trzy, cztery modele do emerytury. Nie wiem, czy moja cierpliwość zniosłaby aż taki puryzm. Oczywiście podziwiam z ogromnym szacunkiem ludzi, którzy tego dokonują i nie pukam się przy tym w głowę jak inni. Co wcale nie oznacza, że będę to robił na sztuki. I zapewne trudno będzie mi mówić o sobie, że jestem modelarzem, raczej bardziej odpowiednie będzie, że zajmuję się modelarstwem. Przepraszam, jeśli rozczarowałem Cię moim podejściem, ale to duże „M” to dla mnie swego rodzaju skrajność. Przecież ja tego nie robię dla poklasku. Staram się tylko zrobić coś najlepiej jak umiem i pokazuję aby poddać to obiektywnej ocenie, choćby po to, czy to co robię idzie w dobrym kierunku. Spodziewałem się nie wiele więcej od pierwszego modelu.....a tu nagle takie oceny....sam jestem zaskoczony, że wyszło mi tak, że się może podobać i trudno mi w to jeszcze uwierzyć. Rozpisałem się jak literat z literatką w ręku. Zostawmy tą dyskusję na razie w spokoju. Będą jeszcze pewnie okazje aby do tego wrócić w kolejnych warsztatach. Za mój wywód przepraszam. I wracając do swojego warsztatu, aby nie być gawędziarzem. Wczoraj przyjechały 2 świetlówki fotograficzne. 5500K, Ra90 i 65W. Jakość światła mnie powaliła. Chyba warte 2x28 zł? I tak skrótowo: przykleiłem maszt antenowy. Tylny właz (?) tylko przystawiony. Zapomniałem prysnąć matem i jeszcze się świeci. Docelowo będzie otwarty. Z duszą na ramieniu ściągałem maski Montexu z bocznych oszkleń. Na szczęście cudem klej nie został. Ufffff. Wkleiłem rury wydechowe. Końcówki miały być z zestawu Edka, ale chyba przez pomyłkę wyrzuciłem wydawałoby się pustą ramkę. To rozwierciłem na tyle na ile umiałem. Pomalowane MC214 Dark Iron i przetarte jakąś rudo brązową pastelą. Od środka czarny. I na to mat. I dopiero wtedy przykleiłem. Powstały jakiś czas temu, z doskoku. Znalazłem zagubiony poziomy statecznik. Zsunął się za biurko i zawisł na pajęczynie gdzieś w połowie drogi do podłogi. Pionowy tylko wsadzony. I odkryłem mu brzuszek. Jak widać trochę trzeba boczki poprawić... I już wiem, co MikeP wskaże do poprawy. Idę spać. Rodzinka wybyła a ja nockę zawaliłem. Ale teraz to już chyba z górki będzie....mam nadzieję, że nie z poziomem Chyba dzisiaj dam jeszcze radę.....
-
No i taki ze mnie znawca tematu, nawet nie orientuję się w nazewnictwie, że o obyczajowości języka modelarskiego już nie wspomnę. Do tej pory nie wiem co znaczy taki skrót OT, czy jakoś tak. A ten prostokącik wg instrukcji: http://www.mojehobby.pl/products/TFB-1-Avenger.html ale skoro MikeP twierdzi że za wysoko i za bardzo do przodu, to może kalka jest za duża. Rzeczywiście.....dałem upust.........aż mnie wskazujący rozbolał..........że hej Czasami uda mi się włączyć myślenie Zasadniczo, to w zasadzie masz rację....ale jedną z zasad są wyjątki od zasad.... I to jest kolejny, niepoliczalny już powód, dla którego zdecydowanie wolę rozmawiać w realu, bo jak widać, interpretacja pisanego dokumentu może być nieograniczenie dowolna. I to mnie bardzo martwi. Jak do tej pory, to dyskusja i wskazówki dotyczyły pomalowania silnika. W ostatnim poście MikeP oceniał to co zostało źle zrobione, i nie było wcześniej żadnych wskazówek, w odniesieniu do tego, co napisał. Chyba, że jestem tak roztrzepany, że sam nie orientuję się w swoim prowadzonym warsztacie. Faktem jest, że dał mi wskazówkę, abym kopułkę obserwacyjną nakleił na tą szybkę co już jest i pewnie nie będzie widać tej drugiej. Tylko nie zauważył na zdjęciach, że maski z tylnych oszkleń nie są jeszcze zdjęte, a zatem sprawa doklejenia kopułek może być aktualna....chociaż teraz to już sam nie wiem, czy nie będzie kolizji z rondlem....ile to jeszcze człek musi się nauczyć z dziedziny modelarskiego przewidywania.... Jest jeszcze brak wiedzy z konkretnego zakresu, takie czy inne podejście do akceptacji mniejszych lub większych odstępstw. Tylko to działa w dwie strony. Zauważyłeś, ilu jest ludzi świetnie przygotowanych merytorycznie, historycznie i technicznie zaopatrzonych, a nie są w stanie tego przekuć na realne odtworzenie miniatury, bo nie mają takich umiejętności? Choćby namiastkę Twoich. Dla mnie, 90% tego co Ty zrobiłeś przy swoim Jaku, jest czymś wręcz nieosiągalnym, choć jak sam twierdzisz, umiejętności mi nie brak. Chyba, że byłoby to skala 32, bo wątpię, czy dałbym radę nawet w swojej 48. Jak widać, są granice, które nie każdy jest w stanie przekroczyć. A teraz do rzeczy. Trochę nie dospałem, trochę się nie wyspałem, ale jakoś posklejałem. Z tym oświetleniem to muszę w końcu coś zrobić, bo te szarości to mnie do białości doprowadzą. Jeszcze oponki muszę przybrudzić w rowkach. Pozdrawiam
-
Bardzo podoba mi się, jak zrobiłeś fotele, tzn. stylizacja tapicerki foteli. Czy mógłbyś zdradzić jak to zrobiłeś i czym? Tak po kolei, bo jak wiem, to diabeł tkwi w szczegółach.
-
Witaj MikeP, już myślałem że nie zajrzysz Zatem z pewnością ja nie mam ani jednej rzeczy którą Ty masz (z wyjątkiem nożyka Exela). Ale przecież nie o to chodzi, aby się licytować, co kto ma, bo to jest kwestia indywidualnych wyborów. Ciekawe z której strony? Z Twojej oceny wynika, że właśnie za sprawą narzędzi mój model wygląda jak wypasiony. A może właśnie dlatego warto mieć o jedno narzędzie za dużo? Z własnego zawodowego doświadczenia wiem, że odpowiednie narzędzie to 90% sukcesu w wytwarzaniu. Zarówno pod względem czasowym jak i jakościowym. I wcale nie musi być jakieś hiperdrogie. Przykłady: Jak mi nie wychodziło szlifowanie goleni podwozia na okrągło papierkiem w ręku, to zrobiłem sobie procę. Gdzieś trafiłem na to w necie. Idealna sprawa do nadawania okrągłości, bo paseczek papieru ściernego układa się na powierzchni po łuku a nie stycznie. Bardzo podobne narzędzie jest tu: http://www.martola.com.pl/pl144/produkty39462/flex_starter_set tylko moje mam za darmo, z drutu spawalniczego ze stali nierdzewnej. Nie wiem, czy wygięcie tego drutu zajęło mi nawet minutę. Szerokość pasku papieru docinam sobie sam wg potrzeby. Przykładam procę do okrąglaka i jadę. Samo się robi. I to piorunem. Tak samo szlifuję krawędzie natarcia na skrzydłach, łączenie połówek kadłuba. Jednym słowem wszystko to co zaokrąglone na zewnątrz. Komfort i pełna kontrola. Paseczki są wymienne. Drut jest sprężysty i mogę regulować siłę naciągu, również długością paska. Sam możesz ocenić przydatność tego prymitywnie prostego narzędzia, na zamieszczonych zdjęciach goleni podwozia, średnica teleskopu pomalowana metalizerem. Trudno dostępne miejsce ze względu na sąsiadujące większe średnice. Pasek papieru ściernego o szerokości minimalnie mniejszej niż tamta szerokość (o ile dobrze pamiętam, to miał około 1mm szerokości). Całe golenie w ten sposób obrobiłem, a było co, bo linie podziału były przesunięte. W sumie może zużyłem 30-40 minut na goleń. Z polerką. Inną sprawą są piłki. Na początku przechytrzyłem się i kupiłem to: http://www.martola.com.pl/pl144/produkty34651/model_saw_ co prawda w innym sklepie, ale chodzi o producenta. I bardzo szybko okazało się, że to szmelc jest. Kleszczy się, zacina, a wtedy wygina, zagina i z łatwością schodzi z toru cięcia. Materiał gibki jak człowiek guma i miękki jak to co wychodzi z kiszki przy rozwolnieniu. Dlaczego wybrałem produkt RB? Ano może właśnie dlatego: http://scaleplasticandrail.com/kaboom/index.php/component/content/article/411 zwróć uwagę na zbliżenie zębów piłki. I z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warte są swojej ceny, chociaż cenowo wiele nie odbiega od chińszczyzny. A przesyłka lotnicza raptem 1,5€. Twarde to jest i sztywne jak na swoją grubość (nie pamiętam, ale chyba 0,2mm). Skalpel mi się ukruszył jak wycinałem z ramki. Poza tym, są świetne do odcinania oszklenia z ramek. Do poprawiania czy odtwarzania linii podziałowych zrobiłem sobie igłę wzorując się na igle od aerografu, ale trochę bardziej chytrze zaostrzoną (na zdjęciu na górze z lewej strony obok skalpela). Linie wychodzą banalnie, raptem przy głębokości 0,2 mają 0,1mm szerokości. Też z twardego drutu spawalniczego ze stali nierdzewnej. Nie chcę wyjść na kogoś kto się przemądrzale wymądrza i przy okazji filozofuje, ale w mojej ocenie, odpowiednie narzędzia to niejako podstawa wytwarzania czy też tworzenia. Całkiem niedawno, pewien w porządku wobec mnie gość z tego forum, bardzo ładnie ubrał w słowa moją doktrynę nie tylko zawodową: „pracuj mądrze, a nie ciężko” Myślę, że powinieneś przemyśleć sprawę posiadania odpowiednich narzędzi do konkretnych celów. Ja oczywiście nikogo do złego namawiać nie będę, a i przekonywać do dobrego też. O uszczęśliwianiu na siłę nie ma mowy. A dlaczego sądzisz, że nie mam? Oj Michale, Michale.....masz mnie za brudaska....?? Rzeczywiście, patyczków do uszu nie mam, za to mam waciki do uszu. Jakoś nie wyobrażam sobie aby mi do uszu zlatywały pszczoły jak do ula.... a farby i pastele o których piszesz....a Twoim zdaniem wash i brudzenie to niby czym robiłem? Zdaje mi się, że na początku relacji coś o tym wspomniałem. Mam nawet wykałaczki, tyle że nie używam do zębów.... Podobno model jest jak pies....upodabnia się do swojego pana. A że nie jestem idealny i jakoś z tym żyję....więc mój modelik też nie jest idealny....i jakoś to może przeżyję....czasami coś może po prostu nie wyjść. a mógłbyś jaśniej, bo nie wiem co to znaczy....dla mnie brzmi to jak fińska flaszka, albo flaszka Fina....co znowu jest za wysoko? chyba tylko tak wygląda mój błąd, że po wklejeniu oszklenia, zmieniłem zdanie co do malowania, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji zmiany wizerunku. Ale dlaczego jesteś na mnie wściekły? Ja nie jestem Ci wrogiem, więc jest to zupełnie niepotrzebne. Że wyszedł mi model, który nie spełnia Twoich czy innych oczekiwań i ma kilka, albo kilkanaście niezgodności? Jak ta linia przejścia w malowaniu. Błędy były, są i będą popełniane. Nie wiem, co z tą linią jest nie tak, starałem się wg instrukcji. Wyszło jak wyszło. I tak jestem zadowolony z efektu, bo myślałem, że na tym malowaniu polegnę. Sam na początku tego postu dałeś jasno do zrozumienia, że nie wszystko wychodzi tak jak by się chciało i wbrew swojej woli czy chęci wychodzi nie tak jak by się chciało albo wyobrażało, albo można po prostu coś popsuć. Bardzo cenię sobie nie tylko Twoje wskazówki, porady i materiały które są tu zamieszczane i mam nadzieję, że tak zostanie. Jeśli nie wykorzystam tego teraz, to z pewnością będą dobrym fundamentem na przyszłość. Zapewne nie tylko dla mnie. Z drugiej strony bardzo się cieszę, że poprzeczka stawiana jest coraz wyżej, jednak to ja ją muszę przeskoczyć...a z tym to już może być różnie. Na pewno mogę się starać do niej choć doskoczyć. Chciałbym się mylić, ale to trochę wygląda tak, jakbyś był na mnie wściekły tylko dlatego, że coś Ci nie wyszło. Przepraszam za moją szczerość, ale taki już jestem. Ale żem się rozpisał. Zupełnie jak nie ja. Poniżej podwozie przygotowane do przyklejenia: Pozdrawiam Wszystkich Robert
-
Ależ żeś mnie rozbawił.... dobrze że nie jestem żabą, bo bym się normalnie zarechotał na śmierć masz rację, bardziej precyzyjnym i praktycznym narzędziem będzie sznurek od stolarza..... Twoje teksty są po prostu jedwabiste
-
....aaaaaa.....czyli normalnie jaja sobie ze mnie robicie ładnie to tak z początkującego? W żadnym wypadku nie jestem urażony i przepraszać też nie masz za co Każdy ma prawo do własnej opinii i ja to szanuję. A tak na marginesie, to u mnie jak u Pawlaka z Sami Swoi...."słowo droższe od pieniędzy"
-
Dobra. Trudno Wam zarzucać, że nie wierzycie na słowo. To zupełnie normalne. Zwłaszcza w modelarstwie. Podobno kiedyś był niewierny Tomasz, a tu na razie się ujawniło aż dwóch, a to już 100% więcej. Widzę, że coś jednak muszę udowodnić, aby nie wyjść na jakiegoś tajnos agentos z niewiadomo jakim dorobkiem. Myślałem, że nie będę musiał wracać do mojego pierwszego modelu. Zatem, jak kliknie się na moim wstawionym jakimkolwiek zdjęciu prawym klawiszem myszy, to wyskoczy menu i jak się kliknie „pokaż informację o obrazku” pojawi się okno jak poniżej: To co jest podkreślone na czerwono, jest takie samo dla każdego mojego zdjęcia. Potem jest nazwa katalogu i nazwa zdjęcia. Jakimś nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności, to co podkreślone na czerwono jest takie samo jak to co poniżej: http://pwm.org.pl/viewtopic.php?f=12&t=20406
-
Dzięki Mikołaj za dobra słówko Suwmiarka taka, bo do analogowej google muszę zakładać.... a tak widzę od razu i musztardówek nie muszę szukać Wiara to kwestia indywidualna. Ja na słowo to też tylko w Kościele wierzę....
-
Witam, Zrobiłem coś, co ma przypominać smog za rurami. Chyba za delikatnie, więc chyba do poprawki będzie. Zdjąłem własne maski z taśmy malarskiej. Przyznaję się, że spodziewałem się niespodzianek przy zdejmowaniu, a tu nawet mikron kwadratowy farby nie odszedł. Ocenę, co do dokładności wykonania masek pozostawiam Wam, o ile będzie się komuś chciało zabrać głos. Jak widać, oderwał się tylko fotel od siły wstrząsu przy upadku. Wyjmie się i wklei. Ciekawe co jeszcze się stanie..... „A zdradź proszę jak się ta taśma sprawdziła, o ile oczywiście już po malowaniu ” Jak dla mnie, to gdy się ją dobrze dociśnie do oszklenia aby wycisnąć powietrze, to staje się cieńsza niż taśma modelarska, przez co ta zmniejszona grubość może mieć wpływ na to, aby przy ściąganiu nie ciągnęła ze sobą farby. Ale może to tylko takie moje odczucie. Ależ Mikołaju....mój warsztat jest naprawdę skromny. Wszystko mieści się na macie A4, jeśli chodzi o narzędzia. Niektóre narzędzia zrobiłem sobie sam. Aero nie liczę. Farb i chemii również. Nie mam żadnych wodotrysków oprócz prysznica. ....szczera, nie wiem czy szczególnie szczera, ale szczera. Z drugiej strony, to trochę trudno takiemu początkującemu uwierzyć, że może się podobać. A że kij na procę ma trzy końce, to się cieszyłem, że nie zostałem jeszcze wygwizdany.... Nie mogłem się powstrzymać i zrobiłem małe wykadrowanie ze zdjęcia powyżej. Zdjęcie powyżej zrobione z odległości ok. 50cm. Nie robiłem żadnych upiększeń dla poprawienia czegokolwiek. Kadrowanie na żywca z przystawienia. Przyznam, że wybór aparatu może nie najlepszy, ale chyba trafiony. Sorki, ale nie mam się komu pochwalić, kto oceni możliwości: Pozdrawiam Robert
-
Jak-1b - ZTS Plastyk/Mastercraft 1:72 + dodatki własne
robert p odpowiedział Mikolaj75 → na temat → [L]Warsztat
Prawda. Tylko to było 2 dekady temu. A do łba mi nie przyszło, aby coś z kartonu zastosować w plastiku, może dlatego, że jak dotąd nie miałem takiej, jak to ładnie ująłeś, technologicznej potrzeby. I właśnie dlatego jest to genialne. Jak widać, trzeba trochę zmienić tok myślenia i postrzegania rozwiązania problemu. -
Jak-1b - ZTS Plastyk/Mastercraft 1:72 + dodatki własne
robert p odpowiedział Mikolaj75 → na temat → [L]Warsztat
A niech Cię....facet....ale Ty masz łeb. Normalnie Twoje pomysły powalają. To jest tak proste, że aż genialne. -
Witam, Nowy aparat i nowe zdjęcia. Na razie z automatu. Jak by nie było, tamten niestety spadł na optykę i powiedział cmoknij mnie pan w obiektyw. Teraz przyszła kolej na naukę nowego, co może trochę potrwać, bo wydaje się bardziej zaawansowany i wymagający, zatem na jakość zdjęć na razie nie narzekajcie, a ja postaram się z każdą aktualizacją wstawiać coraz lepsze. Jak widać z odpowiednim oświetleniem też muszę powalczyć, co też zamierzam uczynić. Na razie mam plan jak to zrobić. Tło na razie z jakiegoś prześcieradła, tak na próbę. Od wypadku z aparatem, zdołałem doprowadzić kadłub do stanu widzialnego poniżej. Ale chyba jakieś fatum nad tym modelem sobie fruwa, bo kadłub spadł mi na podłogę. Złamał się maszt antenowy, ale to nie problem, chociaż może mieć duży wpływ na naciąg linki antenowej. Ciekawą zagadką jest to, że coś w środku mi grzechocze. Przekonam się dopiero jak zdejmę maski z otwartej kabiny. Nawet nie wiem co to jest i w którym miejscu, pewnie z przodu, bo z tyłu to bym zobaczył przez właz, albo by przez niego wypadło. Mam nadzieję, że nie tablica. Kalki są makabrycznie grube. Czy ktoś z Was ma jakiś sposób na niwelowanie (optyczne zmniejszanie) grubych kalek, albo raczej kalkomanii, bo zaraz ktoś odczyta że o grubych niepełnosprawnych mi chodzi. Postanowiłem jeszcze raz zmierzyć się z wałeczkami masy plastycznej. Była użyta przy maskowaniu przejścia kamuflażu spód-góra. Ciekawe doświadczenie. Jak robiłem prostopadle do wałka, to nie bardzo wychodziło, ale jak dałem troszeczkę pod wałek, to wyszło jak widać. Przejścia pomiędzy kolorami górnego kamuflażu robiłem od ręki. Wyjątek stanowił czarny przód, a to ze względu na nie przewidywalność czarnej farby, która potrafi czasami splunąć Jakby były jakiekolwiek sugestie co do wykonania malowania, to bardzo chętnie wysłucham....tak na przyszłość naukę zaczerpnąć Pozdrawiam Robert
-
...a co masz na myśli, bo tu jakimś podstępem pachnie.....
-
Normalnie mnie rozczarowałeś. A kokpitu czemu nie pokazałeś? Tam są tylko kalki, czy może coś bardziej w 3D? Fotelem się też nie pochwaliłeś. Nie ładnie pozbawiać nas takich smakowitych szczególików.
-
Nareszcie coś robisz E tam pilot, ale ta jego trąba to klasa
-
Przeżywałem dokładnie to samo co Ty, pewnie nie tylko Ty. Szału z rozpaczy dostawałem jak posmarowałem CA detal i chciałem go przykleić, a detal ustawił się nieodpowiednio i zanim zdołałem poprawić to się już skleiło. O odpowiednim dawkowaniu już nie wspomnę, zawsze dawałem o mały ciut za dużo i wypływał robiąc zaciek. Ale znalazłem rozwiązanie i teraz klejenie powierzchnia-powierzchnia, czy na styk to sama przyjemność. A całe czary mary z klejeniem tym CA polega na tym, że najpierw ustawiam, czy też ustalam przyklejany detal w docelowym miejscu, przytrzymuję go dociskając w docelowym położeniu, albo pęsetą zamozaciskową, taśmą, blutakiem, tiktakiem, czy jak się ta plastelina nazywa. Maczam sobie drucik 0,15 lub 0,1 w tym CA, ale nie sam koniuszek, tylko na długości ok. 1,5cm, potem ustawiam ten drucik maczanym końcem w dół, aby to co jest powyżej trochę zjechało w dół, aż do momentu, kiedy zrobi się na końcu drucika taka maciupeńka kuleczka z CA. Następnie maczam tą maluśką kuleczkę w CA i dotykam w miejscu styku klejonych detali i z radością patrzę, jak klej, niczym wash wędruje sobie wzdłuż linii sklejanych detali, albo wnika pod nie, o ile szpara jest wieksza niż 0,05mm. Tak tak, pięć setnych milimetra. W ten sposób skleiłem klapy lądowania w Avangerze. Jeśli nawet gdzieś się trochę rozleje w niewłaściwym miejscu, to to rozlanie tworzy tak cienką warstwę, że Surfacer nic nie ujawnia. To rozlanie jest widoczne, ale tylko dlatego że jest w wysokim połysku. Ten klej CA działa dokładnie tak jak Tamiya Extra Thin Cement, i dokładnie tak samo należy z nim postępować. Jest bardzo bardzo płynny. Nie jest to CA, który można kupić w sklepie modelarskim, bo to klej przemysłowy. Nazywa się Multibond o numerze 41. Można go dostać poniżej: http://www.kleje-przemyslowe.pl/r01-41_kleje_cyjanoakrylowe_do_tworzyw.htm
-
Nic mądrego mi do głowy nie przychodzi, aby się jakoś do Twojej pracy ustosunkować. Wszelkie przymiotniki byłyby zbyt banalne do tego co widzę. Ale zaintrygowały mnie skrzydła. Nie znam się jeszcze na tyle, albo nie mogę się dopatrzeć, ale chodzi mi o to : W odniesieniu do pierwszego zdjęcia, na drugim i trzecim zdjęciu wygląda to jakbyś zrobił od nowa wręgi pod poszycie, a potem na nie coś naciągnął. Nie mogę tego zrozumieć, bo na kolejnych (nie wiem jak to nazwać) widać ślady umiejscowienia wręg, ale te ślady są węższe niż te wręgi z paskami na których są otworki (3 zdjęcie). Efekt jest zarąbisty. Czy możesz zdradzić jak to zrobiłeś? Jakoś męczy mnie to, że nie mogę tego wydedukować. Pozdrawiam
