Wolę popatrzeć, jak twoja cudowna Arma spartoliła swojego Wildcata - udało im się źle wykonać i płat, i osłonę silnika, i układ wydechowy i usterzenie. Nie wspominając o fatalnej jakości wykonania. W kolejnej wersji tego samolotu skrzydła nie pasowały do gniazd w kadłubie. Starszy o ponad dekadę model Hellcata od Eduarda wyciera "nowym i wspaniałym modelem Army" podłogę. A może napiszesz też, jak to pomimo nieograniczonego dostępu do oryginału w Krakowie i tak źle umiejscowili chłodnicę oleju, co jest już mistrzostwem świata i najlepiej obrazuje podejście Army do swojego zajęcia. Napiszesz, jak skopali Airacobrę, nie tylko tworząc hybrydę kilku wersji (ale akurat niekoniecznie tych, które wydali), nie dość tego, zaprojektowali też takie szczegóły konstrukcji, których nigdy w tym samolocie nie było. Mógłbym nie wspomnieć, że powierzchnia steru kierunku ładniejsza była w kilkudziesięcioletnim modelu Hellera, ale wspominam. To samo w Mustangu - znów hybryda wczesnych i późnych. Do tego spaprane koła i znów niechlujne wykonawstwo w postaci delikatnych zapadnięć tworzywa, praktycznie znaku rozpoznawczego Army od P.7a poczynając. Co do tego cudownego Hurricane'a, to nawet nie wiedzieli, że na IIC montowano dwa typu kółka ogonowego...
A pienia z zachwytu nad tym, że zamiast potrzebnych detali podbijają cenę dodając coś, co doskonale zastępują dwa kawałki starej gąbki (koszt po pół grosza pewnie) to już aberracja.
A, o brakujących detalach w Iskrze bym zapomniał. Nie ma ich ani w plastyku, ani na blaszce...
I można by jeszcze wiele wymieniać, bo merytorycznie i technologicznie Arma jest słabiutka. Niestety.
Eduard wypuszczając swojego P-51D po prostu pokazał im miejsce w szeregu.