-
Liczba zawartości
393 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez Jostein
-
Lotnictwo Polskie 1940+ , czyli co by było gdyby...
Jostein odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Galerie
A dziękować! A oto coś innego - McDonnel Douglas F-4K Phantom przebudowany na samolot rozpoznawczy. Modyfikacji takiej poddano część Phantomów w wersji K gdy do jednostek zaczęły napływać samoloty w nowszej wersji F-4M. Oznaczono je F-4KR. Osiem maszyn tego typu otrzymał 18 (dawny 318) Dywizjon Myśliwsko-Rozpoznawczy. W odróżnieniu od amerykańskich wersji rozpoznawczych - nazywanych "samotny, nieuzbrojony, nieustraszony", polskie F-4KR mogły przenosić pociski rakietowe AIM-9 Sidewinder. -
Lotnictwo Polskie 1940+ , czyli co by było gdyby...
Jostein odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Galerie
-
Lotnictwo Polskie 1940+ , czyli co by było gdyby...
Jostein odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Galerie
Ale Airfixowy Huragan to właśnie samolot z drewnianym płatem i jak widzę śmigłem DeHavilland Hamilton. Zaś zdjęcie owego Hurricane'a jest dosć kiepskie i może być to po prostu moja nadinterpretacja. Na pewno da się powiedzieć tylko tyle że na skrzydle jest bardzo regularnego, geometrycznego kształtu jasna plama. Przy okazji, w jednym z AeroPlanów był artykuł Andre Zbiegniewskiego o Battle'ach w Australii, z których część miała mieć jednobarwne malowanie kolorem brązowym na powierzchniach górnych i bocznych, przyrządy wyskalowanie w nietypowych jednostkach, a także instrukcje montażu "w dziwnym języku". -
Lotnictwo Polskie 1940+ , czyli co by było gdyby...
Jostein odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Galerie
Pierwszy z nich, L2048 - tu można dość dokładnie określić jego wygląd - samoloty o numerach parzystych i nieparzystych otrzymywały lustrzane schematy malowania i raczej tego przestrzegano. Płat drewniany, kryty płótnem, ale silnik Merlin II został zastąpiony Merlinem III ze śmigłem DeHavilland Hamilton. Co do pozostałych, znana jest chyba część ich numerów, śladem też może być zdjęcie jednego z Hurricane'ów fińskich, z zamalowanym kwadratem na górnej powierzchni skrzydła. -
I polskiej "wkładki" też brak.
-
Arma Hobby - zapowiedzi i nowości lotnicze
Jostein odpowiedział Roland_Sebastian → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
A na której fotografii widać tę większą średnicę kołpaka śmigła? Kołpaki od Spitfire'ów stosowano - z konieczności - wraz ze śmigłami Rotol i wtedy większa średnica biła po oczach. Tu tego nie widać. -
Co przypomina mi zagadkę opublikowaną z górą 30 lat temu w "Młodym Techniku": "Farmer Mendoza ma 20 koni i 40 krów. Ile będzie miał koni, jeżeli krowy nazwiemy końmi?" Prawidłowa odpowiedź brzmi oczywiście, że nadal dwadzieścia, bo nazwanie krowy koniem nie czyni z niej konia. Można na Syrenie 105 umocować znak firmowy Dodge'a, ale Chargerem i tak nie będzie.
-
A w przypadku konfliktu szosowe samochody będą przydatne dokładnie w takim samym stopniu, co pistolety na wodę. Weźmy też pod uwagę, że ostatnimi czasy gros kontraktów na nowe konstrukcje zaliczała nawet kilkuletnie opóźnienia. Dla przykładu, Kanadyjczycy czekali na swoje śmigłowce ZOP, Cyklony, o trzy lata dłużęj, niż wynikało to z umowy, bo firma Sikorski, z ogromnym doświadczeniem w produkcji śmigłowców nie była w stanie dopracować przekładni głównej. F-35 to w ogóle jedno wielkie opóźnienie, zaś sam samolot ma duże problemy techniczne. Cały program kontynuowany jest tylko dlatego, że zbyt wiele kosztował, żeby upaść. Ale maszyna jest niedopracowana i chyba ma problemy wytrzymałościowe, skoro ograniczono dopuszczalne przeciążenia w locie do 4,5G dla interesującej nas wersji A. Wracając do T-50, bo takie oznaczenie powinny nosić samoloty dostarczane do Polski - to wykorzystać je można tylko do szkolenia, bo są nieuzbrojone. Wersja bojowa nie istnieje i nikt nie zagwarantuje, że w ogóle pojawi się w terminach określonych w umowie. Czyli kupiono kota w worku.
-
Do zadań, o których piszesz wystarczyłby tuzin takich samolotów. Bo realna wartość bojowa T-50 jest równa zeru. Zważywszy, że od razu można zapomnieć o szkoleniu z użyciem uzbrojenia, bo niczego, co znajduje się w naszym arsenale T-50 przenosić nie może. Trzeba by kupić przestarzałe już wersje Sidewinderów (AIM-9L i M) czy Mavericków. Na nowe F-16 szans nie ma, F-35 nawet gdyby były to lepiej ich nie brać, bo to konstrukcja żałośnie niedopracowana i potencjalnie niebezpieczna, skoro uziemiano już całą flotę z uwagi na niesprawność systemu ratowniczego pilota. Włosi zaoferowali nam Eurofightery i z tej oferty należałoby skorzystać. A do zadań wsparcia pola walki trzeba będzie tych koreańskich atrap używać, bo po wyrzuceniu pieniędzy na pół setki takich wozidełek przez kilkanaście-dwadzieścia kilka lat nie będzie nas stać na zakup czegokolwiek innego.
-
To, co właśnie zamówiliśmy i kupiliśmy od zwykłego T-50, niezdolnego do wykonywania jakichkolwiek zadań bojowych różni się tylko nazwą. Wersja "bojowa" tego samolotu też jeszcze nie istnieje. Wreszcie, w warunkach wojennych nawet ta nieistniejąca jeszcze wersja "bojowa" i tak będzie bezużyteczna. Budżet nie jest z gumy i kupno 48 samolotów szkolnych zablokuje możliwość zakupu prawdziwych samolotów bojowych na długie lata. A my zostaniemy z trzema eskadrami F-16 do obrony całego kraju.
-
Trochę sie tego zebrało. Po kolei. To, że F-35 ma szerokie możliwości nie oznacza wcale, że będą one Polsce udostępnione. Sporo mówi tu przykład Abramsów - o wzmocnionym pancerzu nie mamy nawet co marzyć, choć jest to standard w US Army. To obrazuje to, jak ważnym i cennym sojusznikiem dla USA jest Polska. Weż też pod uwagę, że polscy decydenci zdecydowali się za te F-35 sporo przepłacić. Dalej. O maszynach typu AWACS nie mamy co marzyć, a liczenie na to, że sojusznicy nam zawsze pomogą jest naiwne. Zastrzec dostawy części w kontrakcie można. Ale, primo, musi być CO zastrzec - a nie ma, bo Amerykanie nawet do własnych F-35 ich nie mają, bo zapasów w ogóle nie tworzyli, secundo, musi być możliwość i wola realizacji zapisu. Na serwisowanie w Polsce tych F-35 to bym się nie nastawiał. Ostanie lata pokazały jasno, że politycznie jesteśmy bardzo niepewni, więc szczerze wątpię, czy Kongres wyrazi zgodę na transfer najnowszych technologii. W stosunkach z USA nawet w normalnej sytuacji politycznej i tak stalibyśmy na dość słabej pozycji negocjacyjnej. Nie jesteśmy dla USA równorzędnym partnerem, ani politycznie, ani gospodarczo. Czy współczesny samolot bojowy potrzebuje wysokiej manewrowości? Już raz oceniono, że walka manewrowa to przeszłość. I okazało się to błędem. Jestem jeszcze w stanie zrozumieć ograniczenie zwrotności w płaszczyźnie poziomej. Ale braki we wznoszeniu to już poważny problem. Tak czy tak, ograniczenie dopuszczalnego przeciążenia do zaledwie 4,5-5 G (w zależności od wersji) może oznaczać poważne problemy wytrzymałościowe konstrukcji. Wysoka manewrowość i zdolność do wtrzymywania wysokich przeciążeń mogła nie być istotna w konfliktach niesymetrycznych. Ale co w przypadku braku Ah-64 ma możliwość współpracy z F-35 a AH-1 nie. Primo, skoro F-35 ma być samolotem dla wszystkich rodzajów amerykańskich sił zbrojnych, to i AH-1 będzie mieć taką możliwość musiał. AH-1Z jest też szybszy niż AH-64E, przenosi tyle samo uzbrojenia i jest o 1/3 tańszy w eksploatacji. Może przenosić pociski p-p AIM-9X Sidewinder, ma też być jakoby zintegrowany z pociskami AIM-120 AMRAAM. Co w zestawieniu z zasobnikami WRE może dać mu szanse obrony nawet przed samolotami bojowymi przeciwnika. Do tego o wiele lepiej spisuje się w realnych warunkach operacyjnych. Czyli wybraliśmy konstrukcję droższą w zakupie, droższą w eksploatacji, o gorszych parametrach i w stosunku do konkurencji - niedozbrojoną. Wreszcie - AH-1Z mają Amerykanie pewne nadwyżki, więc można by liczyć na szybkie dostawy, a więc szybsze wcielenie ich do służby. I co ważne, samoloty bojowe są nam potrzebne na już. Tajfuny niemal same pchają nam się w ręce, my kupujemy pół setki szkolnych wozidełek bez wartości bojowej. Jednocześnie postulując oddanie MiG-ów Ukrainie. Te MiG-i trzeba czymś REALNIE zastąpić, i to od razu. I nie ma szans, by byly to F-35, prawda?
-
Zwróć tylko uwagę, że obecny nierząd albo zerwał już podpisane kontrakty realizowane w drodze przetargu (Caracale, holowniki dla Marynarki Wojennej) lub anulował rozpoczęte programy, które w myśl założeń zakończone zostałyby w drodze przetargu. Efektem są kilkuletnie zapóźnienia. Łatanie tego zakupem 4 śmigłowców bez przetargu i pakietu logistycznego, pół setki samolotów bez wartości bojowej czy samolotu, który pięknie wygląda na ulotce reklamowej, zaś w rzeczywistości już znacznie mniej wspaniale - nie jest rozwiązaniem. Dodajmy do tego ignorowanie przesłanek merytorycznych. Przykład: w Afganistanie i Iraku okazało się, że współczynnik określający gotowość do wykonywania zadań wynosi dla AH-64 Apache zaledwie około 0.3-0,35, zaś dla AH-1 Super Cobra - ok. 0,72. Co oznacza, że na każe 20 śmigłowców sprawnych i gotowych du użycia było 7 Apaczy i aż 14 Kóbr. Ah-64 jest nowoczesniejsza konstrukcją. Ale co z tego, skoro w warunkach bojowych nie jest w stanie latać? Które śmiglowce chcą nasi "fachowcy" kupić? Oczywiście Apacze. Inne kraje można zrozumieć o tyle, że wiele z nich już wpompowało w program F-35 grube miliony czy miliardy i wycofanie się z tego bez produktu finalnego byloby koszmarną wpadką w sytuacji, gdy istotnie mają do czynienia ze społeczeństwami, które można nazywać obywatelskimi, w odróżnieniu od naszego.
-
Co niby ma to wspólnego z problemami F-35 i brakiem przetargu na zakup? I o co właściwie w tym pytaniu chodzi?
-
Te "najlepsze na świecie" samoloty były już en gros uziemiane 13 razy, Nakładane są na niego ograniczenia eksploatacyjne. Jest bardzo drogi w eksploatacji (godzina lotu wersji A jest droższa od godziny lotu dwusilnikowego F/A-18, znacznie droższa od godziny lotu F-16). Przyjęcie ich na uzbrojenie oznacza całkowite uzależnienie polskiego lotnictwa od serwisowania w USA, co już z uwagi na odległość jest mało rozsądne. Do tego należy wziąć pod uwagę, że nawet USAF nie dysponuje zapasem części zamiennych do własnych F-35. Do tego wyboru samolotu dokonano w najgorszy dla nas możliwy sposób - bez przetargu, co oznacza brak offsetu i zero korzyści dla naszego własnego przemysłu.
-
Przypomnę tylko kilka faktów: 1. Piloci śmigłowców też za chwilę nie będą mieli na czym latać, Mieliby, w końcu kontrakt na pół setki śmigłowców był już podpisany, z dużymi korzyściami dla naszego przemysłu lotniczego. 2. Program zastąpienia starzejących się okrętów podwodnych też był w toku. 3. Do podtrzymywania nawyków nie potrzebne jest pół setki samolotów nieposiadających ŻADNEJ wartości bojowej. Wystrczyłoby wykorzystać opcję z kontraktu na M346, a docelowym zakupem powinien być samolot stricte bojowy. 4. Stan finansów panstwa polskiego już w tej chwili jest opłakany. To w zasadzie ostatni moment na jakieś zakupy, Pod rządami PIS Polska stała się praktycznie bankrutem - prosta konsekwencja rozbuchanego socjalu przy redukcji inwestycji właściwie do zera.
-
Spojrzenie na mapę powinno dać odpowiedź.
-
Po kolei. F-35 zaprojektowano tak, by był elementem sieci, obejmującej nie tylko inne samoloty, ale i jednostki wojski lądowych, okręty i centra dowodzenia. Tyle, że na transfer takiej technologii musi wyrazić zgodę Kongres, a tego nie należy się spodziewać. Samolot ma cechy obniżonej wykrywalności. Ale w takim wypadku przenosi raczej skromny ładunek bojowy, a w celu jego zwiększenia należy z owej obniżonej wykrywalności zrezygnować. Koszt jednej godziny lotu nawet dla wersji A kształtuje się bardzo wysoko, cała flota była uziemiana już kilkanaście razy, problemy sprawia m. in. silnik, który jest bardzo mocno obciążony, bo samolot w nieplanowany sposób "przytył". Kilkakrotnie zmniejszano limit dopuszczalnych przeciążeń, wydłużono zaś czas przyspieszenia od prędkości poddźwiękowej do naddźwiękowej. Osiągi samolotu były mocno krytykowane przez pilotów, podkreślano bardzo kiepską manewrowość w pionie i w poziomie. Do tego wypada zauważyć, że będziemy skazani na serwis w Stanach Zjednoczonych i zależni od dostaw części zamiennych z tychże Stanów. I tu kolejny haczyk - żadne zapasy części zamiennych nie istnieją. Nawet najbłahsza naprawa F-35 może się więc przeciągać w nieskończoność, bo jest chyba oczywiste, że w pierwszej kolejności Jankesi będą dbać o własne maszyny, a sojusznicze znajdą się na dalszym planie. A zważywszy, że bynajmniej nie jesteśmy dla USA najważniejszym sojusznikiem, może to być bardzo daleki plan. Zresztą, już na kontrakcie na F-16 wyszliśmy jak Zabłocki na mydle. I tak powstaje pytanie: jakie zalety ma ten samolot?
-
Co jest w F-35 takiego wyjątkowego? Żeby móc w pełni wykorzystać potencjalne możliwości tego sprzętu, potrzeba wsparcia systemów naziemnych i powietrznych. Którymi dysponować nigdy nie będziemy, z powodów politycznych. Zgody na transfer tych technologii Kongres nie udzieli (i swoją drogą - ja się nie dziwię). Tak więc decyzja o zakupie F-35 jest bardzo głupią decyzją. F-16 zaś to samolot bez perspektyw. Z tej konstrukcji nie da się już nic więcej wycisnąć. No i jak F-35 ma też jedną wielką wadę - uzależnia nas od widzimisię USA. Jedynym wyjściem rozsądnym byłby zakup Eurofighterów, maszyn w pełni wielozadaniowych i w dodatku mogących przenosić uzbrojenie, które już mamy w arsenale.
-
1. Samoloty szkolne już kupiliśmy. Potrzeba nam maszyn bojowych. 2. Samolotów bojowych mamy 46 (dwa już skasowane) F-16, ile z nich faktycznie lata - nie wiadomo. W tej sytuacji kupno 48 samolotów szkolnych nie ma sensu ani ekonomicznego, ani militarnego. Zżera tylko środki, ktorych przez długie lata nie będzie teraz na zakup samolotów bojowych. 3. F-35 w naszej sytuacji nie mają sensu. Potencjału ich i tak nie będziemy mieli jak wykorzystać, a za te same pieniądze można by pewnie kupić dwa razy więcej samolotów bojowych jak EF-2000 czy Rafale. Zresztą, pieniądze zeżrą te koreańskie bezużyteczne latadełka. 4. Współpraca z Włochami układa się tak źle, że niedawno zaproponowali nam Tajfuny. Takie samoloty realnie zwiększyłyby potencjał bojowy lotnictw wojskowego.
-
To z kolei oznacza dwie rzeczy: 1. W pełni zasługujemy na ten nierząd. 2. Nie zasługujemy na to, żeby istnieć jako naród.
-
Większość nie zawsze ma rację. Nawet milion much nie przekona mnie, że łajno to rarytas. Parafrazując stary NRD-owski dowcip o Trabancie: KAI FA-50 kończy dobieg na DOL-u i zatrzymuje się obok leżącego na poboczu tuż przy asfalcie krowiego placka, a krowi placek pyta: - Ty, co ty właściwie jesteś? FA-50 odpowiada: - Ja? Ja jestem samolotem bojowym. A krowi placek na to: - Jak ty jesteś samolot bojowy, to ja jestem pizza.
-
Warto przemyśleć jeden fakt - właśnie pozbawiono lotnictwo wojskowe pieniędzy na zakup samolotów bojowych - i to na długie lata - przez bezsensowny zakup 48 latających atrap pozbawionych na obecną chwilę możliwości przenoszenia jakiegokolwiek uzbrojenia; bez żadnej wartości bojowej. Putin pije zdrowie pisu.
-
To prawda, ale niespecjalnie mnie zdziwi, jeżeli Special Hobby po Mirage F.1 i III weźmie się i za 2000. Oby tylko i Kfira uwzględnili w "rozkładzie jazdy".
-
Prima facie wygląda to obiecująco i Sword może się schować: https://www.specialhobby.info/2023/04/very-first-2023-surprise-for-you-from.html
-
PZL W-3RM Anakonda "First Version" - Answer - 1/72
Jostein odpowiedział Kon_Bar → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Na pytanie, czy można było zrobić model Anakondy lepiej odpowiedział już chociażby Forumowicz Caughtinthemiddle, zamieszczając odnośniki do inboxów kilku współczesnych short-runów. Żaden z nich nie ma rozmytej i mydlanej powierzchni kadłuba i żaden nie ma mętnego oszklenia. Więc tak, można było. Żaden też z tychże short-runów nie legitymuje się ceną wybijającą sufit dziesiątego piętra, więc okazuje się, że staranne wykonawstwo nie oznacza ceny Rolexa czy Cartiera.- 275 odpowiedzi
