Skocz do zawartości

Hubert Kendziorek

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    1 342
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    10

Zawartość dodana przez Hubert Kendziorek

  1. Dzisiaj po raz pierwszy robiłem zdjęcia z lustrzanki (Pentax) - dzięki temu dodatkowa porcja zdjęć w galerii. Zapraszam do oglądania
  2. Zapraszam go galerii
  3. "Big Dick" w grze w kości oznacza parę piątek. Bywa ona także 'Łapami Szczeniaka", "Parą Słoneczników" albo "Dużym Jasiem", ale skoro Dick to zdrobnienie dla Richarda, można się domyślić, że o taką właśnie grę słów chodziło kapitanowi, a później majorowi Richardowi A. Hewitt, który użytkował bojowo samolot będący tematem tej galerii: P-51D-20NA numer seryjny 44-64147 oznaczony jako MX-U - w składzie 82. Eskadry Myśliwskiej 78. Grupy Myśliwskiej w Duxford. 21 marca 1945 roku Hewitt został dowódcą 82. Eskadry Myśliwskiej. Dwa dni wcześniej lecąc na tym samolocie zestrzelił parę Bf-109 w rejonie Osnabruck. Miał przy tym sporo szczęścia, gdyż odrzucając zbiorniki podskrzydłowe w trakcie walki (rozpoczął ją ze zbiornikami) zapomniał przełączyć krany z paliwem na zbiorniki wewnętrzne i silnik stracił natychmiast obroty - jakoś jednak dał radę zaskoczyć znowu i dwa Bf-109 poszły do ziemi - z pierwszego pilot się uratował skokiem ze spadochronem, pilot drugiego zginął w szczątkach swojej maszyny. [http://www.ulongbeach.com/78th_Combat_Reports_1945.html] 17 kwietnia 1945 roku także pilotując tego Mustanga zniszczył na ziemi jednego Me-262 na pewno oraz prawdopodobnie jeszcze jednego, którego dopadł w trakcie lądowania, w czasie ataku na lotnisko (Lechfeld?) - niestety, to zwycięstwo nie mogło być formalnie potwierdzone, gdyż jedynym świadkiem był jego skrzydłowy, który podczas tego samego ataku został zestrzelony i dostał się do niewoli [Aces of the 78th Fighter Group, Thomas McKelvey Cleaver, Osprey Publishing 2013]. Oficjalnie uznane zostały łącznie 4 powietrzne zwycięstwa Hewitta oraz 4,3 zniszczone na ziemi. Liczba swastyk na ramie owiewki kabiny widoczna na zdjęciach wskazuje, że fotografie wykonane zostały odpowiednio najwcześniej w drugiej połowie marca i kwietnia 1945 i można chyba przyjąć, że prezentują wszystkie sukcesy przypisywane sobie przez pilota, także te oficjalnie nie potwierdzone lub ułamkowe. Hewitt przeżył wojnę z wynikiem ponad 100 misji bojowych, zaliczając dwie tury (wstąpił do 78 Grupy stacjonującej w Duxford w sierpniu 1943 kończąc pierwszą turę tuż przed D-Day, aby powrócić na front w lipcu 1944 roku, służąc do końca wojny). Model to produkt Tamiyi, uzupełniony o: 1) komory i klapy podwozia od Airesa (korekta oryginalnych nieprawidłowych komór, zdaję się jest to bolączka większości modeli Mustanga w tej skali), 2) kokpit Airesa, 3) metalowe lufy Browningów od Mastera, 4) wydechy Quick Boost, 5) kalkomanie Print Scale 48-039. Malowany metalizerami AK, washowany Panel Linerem MIG (błąd: powinienem był użyć akrylowego washa, mimo zabezpieczenia Sidoluxem wash nadgryzł powierzchnie malowane metalizerem), brudzony pigmentami AK. Nieco zawiodły kalkomanie - układ szachownicy pod wydechami nie odpowiada rzeczywistości. Technicznie jednak były bez zarzutu. Wątek warsztatowy znajdziesz tu. Miłego oglądania - model nie jest perfekcyjny, ale sporo na nim się nauczyłem i mam nadzieję, że jednak jakoś się broni. Bardzo dziękuję wszystkim komentującym w wątku warsztatowym za wsparcie oraz podpowiedzi. I jedno akceptowalne moim zdaniem zdjęcie z lustrzanki Pentaxa - tyle dzisiaj umiałem z niej wycisnąć, ale mam nadzieję że przejście na wyższy poziom techniczny z czasem poprawi efekty wizualne moich galerii.
  4. Gratulacje, dobra robota. Ostatnio na polskich forach internetowych prawdziwy urodzaj na świetnie wykonane Shermany, Twój moim zdaniem jest w ścisłej czołówce. Z ciekawością czekam na następne Twoje modele.
  5. Chyba ostatnie wejście przed galerią. Zostały już tylko drobiazgi. Olejny wash mimo zabezpieczenia powierzchni Sidoluxem nie był dobrym pomysłem. Metalizer AK zdaję się wymaga washa akrylowego. Kolejna nauka. Coś podratowałem, ale nie mam pewności, czy to się teraz broni.
  6. Pięknie! O pomalowaniu tylnych świateł nie zapomnij przed galerią
  7. Hubert Kendziorek

    US T28 1:35

    Czyżby zdjęcia w słońcu poranka? Jest bardzo dobrze, kurz jak dla mnie w sam raz. I fajna podstawka
  8. No jasne, że na Magyara Ten biały krzyż nie jest niemiecki. Tymczasem praca poszła kilka kroków naprzód i już zwracam honor Bronco: przednia płyta kazamaty pasuje jak ulał, trzeba tylko na czas klejenia wstawić rozpórkę, albowiem ściany wanny są lekko zwichrowane i odrobinę schodzą się do wewnątrz. Haubica wstawiona tylko na sucho i krzywo, albowiem owa rozpórka ją teraz blokuje. Nadal nie mam pojęcia, jak zmalować wnętrze... zamówiłem książkę Mushroom 4101 Magyar Steel - Hungarian armour in WWII - mam nadzieję, że coś tam znajdę. W międzyczasie poskładam zawieszenie i co tam się jeszcze da bez malowania.
  9. Kilka zdjęć dotychczasowego urobku (zrobione w promieniach słońca dzisiejszego poranka): To widać pierwszy poważny problem: płyta czołowa kazamaty jest nieco zbyt szeroka. Będzie trzeba trochę podpiłować, ale to dopiero na dalszym etapie prac. Kosz za zamkiem działa do poprawki - dopiero zdjęcia pokazują całą prawdę Tego na fotografiach nie widać, ale haubica jest ruchoma, to znaczy lufa daje się przesuwać zgodnie z działaniem oporopowrotnika, można wykonywać w ograniczonym zakresie obrót haubicy w płaszczyźnie poziomej, jak i kręcąc korbką można unosić i opuszczać lufę w płaszczyźnie pionowej. Jeżeli zatem ktoś lubi kręcące się śmigiełka, obracające się kółka itp., to zestaw Bronco jest dla niego ;)
  10. Też uważam, że decyzja słuszna. Jeszcze trzeba uzupełnić pionowy rządek nitów na boku kadłuba. Działaj
  11. Dzięki Rafale. Problem (?) jest taki, że do tej pory udaje mi się żyć bez profilu na tym serwisie i nadal nie chcę się tam zapisywać, a zakładanie fejka jakoś też mi nie leży. Ale poddałeś mi pomysł na wrzucenie pytania na jakieś węgierskie forum.
  12. Witam wszystkich, Prace idą bardzo powoli, nie jest to łatwy model - kilka zdjęć może wrzucę wieczorem, aczkolwiek jedno zagadnienie mnie nieco wstrzymuje. Wnętrze proponowane przez Bronco jest nieco niekonsekwentne: z jednej strony dość szczegółowo odwzorowane miejsce kierowcy, wewnętrzne powierzchnie płyt kazamaty kadłuba oraz haubica - z drugiej - brak ściany ogniowej, miejsc pozostałych członków załogi itd. Tym niemniej, przez niektóre włazy co nieco dałoby się pokazać i tu pojawia się problem: na jaki kolor pomalować wnętrze pojazdu oraz wewnętrzne strony włazów? Zdjęć wnętrza Zrinyi nie znalazłem. Próbowałem nawet szukać na węgierskich forach internetowych - bez efektu. Niektórzy modelarze malują to na wzór niemiecki, ale są też wnętrza szare. Zdjęcia innych węgierskich pojazdów pokazujące wewnętrzną część włazów sugerują raczej ciemny kolor, ale nie tak ciemny, jak podstawowa ciemna oliwkowa zieleń kamuflażu. Oczywiście, pomijam kolorowane zdjęcia. Wszystkie zdjęcia tylko dla celów dyskusji / All photos only for discussion purposes Skłaniam się ku opcji szarej. Może macie jakieś sugestie albo informacje w tym zakresie? Z góry dzięki
  13. "Pancerne", ja też właśnie o tym pisałem. Pilnik iglak załatwi sprawę.
  14. Nieźle to wychodzi, wydech też fajnie - tylko ścianki wylotu spalin z tłumika trzeba moim zdaniem pocienić. Szukałem dobrej foty nie muzealnego egzemplarza, ale jakoś nie znalazłem. Na tych jednak widać, o co chodzi: Muzealne łatwo namierzyć za pomocą IGS.
  15. Witajcie Kolejnym pojazdem trafiającym do warsztatu jest węgierskie działo samobieżne, którego wspaniały model produkuje Bronco (Bronco 35036 Hungarian 40/43 M 'Zrinyi' II 105mm Assault Gun). Ma wszystko co lubię: nitowany kadłub, wózki jezdne z mnóstwem kół i nade wszystko - nie jest to banalny pojazd, nieco pokraczny, jakoś tak w szczególnie atrakcyjny dla mnie sposób. Spore pudełko zawiera dużo plastiku, w tym piękne gąsienice, niesamowicie wykonaną lufę haubicy (nie czuję potrzeby wymiany na metalową), a także zestaw blaszek do wykonania detali oraz osłon bocznych. Do tego jeszcze szablon z blaszki do wykonania oznaczeń na siatkowych osłonach, którego najpewniej użyję do wykonania tego pojazdu: Kilka fotografii zawartości pudełka dla oddania wrażenia - model nie jest nowością, zatem w sieci jest wiele recenzji z lepszymi zdjęciami. Model rozpoczęty został w ramach czasu wolnego w podróży służbowej. Niewielki na razie urobek, coś się jednak udało poskładać. Spasowanie niezłe, ale nad instrukcją mogliby jeszcze popracować - sposobu montażu niektórych elementów z trudem tylko można się domyślić.
  16. Dobrze, że wygląda na T-26 - przynajmniej z daleka ;) Dzięki za komentarze, cieszę się że się maluch podoba.
  17. Świetny wybór. Bardzo dobrze to moim zdaniem wygląda: nowocześnie, ale zarazem klasycznie - całość tworzy spójny przekaz, który nie razi sztucznością. Zdecydowanie, idź dalej tą drogą.
  18. Fakt. Po doczyszczeniu ich z błota należało nieco przygasić pigmentami. Zrobi się. Dzięki raz jeszcze. Pozdrawiam Hubert
  19. Ślepota, Panie, ślepota, czas iść znowu do okulisty. Dzięki, sprawa jasna. Pozdrawiam Hubert
  20. Rafale, patrząc na zdjęcie z postu Piterpanzera i na tył Twojego modelu (bardzo fajnego), zwróciłem uwagę na dwa szczegóły: czy ta plakietka "PL" nie jest za mała w stosunku do numeru? Czy zbieżność numerów jest tu przypadkowa, czy to może ten sam pojazd, który robisz? Przyznaję, że nie znam się na Shermanach, z góry zatem przepraszam, jeżeli pytania są trywialne.
  21. Z błotem mam małe doświadczenie. Ale z założenia nie chciałem zawieszenia zanadto ukrywać pod błotem, jest ono (zawieszenie, rzecz jasna) moim zdaniem ozdobą tego pojazdu. Taki mały kompromis pomiędzy realizmem, a estetyką. Wyszukałem sobie takie zdjęcie jako wzorzec i przyjąłem, że przecież błoto na ruchomych elementach trzymać się będzie słabo, a poza tym na niektórych przynajmniej częściach zawieszenia będzie oczyszczane przez załogę, choć nie wiem, czy akurat młotem , aczkolwiek Rosjan można podejrzewać o takie pomysły. Koła jezdne, napędowe, napinające i rolki są zatem błotem pomazane, ale nie przykryte. Oczywiście mam do tego dystans i krytycznie spoglądam na efekty mojej pracy, a komentarze oraz spostrzeżenia biorę sobie do serca i wykorzystam przy następnych modelach. A że właśnie wybieram się w delegację w przyszłym tygodniu, na warsztat trafi kolejny, niebanalny pancerny pojazd. Jeszcze nie wiem ostatecznie co, ale najpewniej albo Włoch, albo Węgier. Dzięki za komentarz Pozdrawiam Hubert
  22. Bardzo dziękuję za miłe komentarze . Obawiam się, że to na razie poza moimi umiejętnościami. Rozglądnę się za jakimś "gotowcem" na dyżurną podstawkę...
  23. Zapraszam do galerii.
  24. T-26 to sowiecki czołg piechoty, wykorzystywany podczas wielu konfliktów lat trzydziestych i podczas II Wojny Światowej. Był ewolucją brytyjskiego Vickers Six Ton i był jedną z najbardziej udanych konstrukcji czołgów lat trzydziestych, choć pod ich koniec zarówno pancerz jak i uzbrojenie nie imponowały (szczególnie pancerz, w zasadzie chronił jedynie przed ogniem lekkiej broni maszynowej). Został on wyprodukowany w większej liczbie, niż jakikolwiek inny czołg tego okresu: ponad 11.000 egzemplarzy. Był podstawą do opracowania wielu innych pojazdów, w tym miotaczy ognia, wozów inżynieryjnych, czołgów zdalnie sterowanych, dział samobieżnych, ciągników artyleryjskich i wielu innych. Ostatnie ich użycie bojowe w Armii Czerwonej nastąpiło w sierpniu 1945 r. w trakcie walk z japońską Armią Kwantuńską w Mandżurii. Większość czołgów T-26 została zniszczona już w pierwszych miesiącach wojny z Niemcami, głównie przez artylerię i ataki z powietrza. Wiele czołgów uległo trwałemu uszkodzeniu z przyczyn technicznych i braku części zamiennych. Wiele było już mocno zużytych, w naprawie lub remoncie. Nie oznacza to jednak, że liczba ocalałych czołgów T-26 była mała. Na przykład, na nieco odizolowanym od innych Froncie Leningradzkim, małe jednostki czołgów T-26 pojawiały się jeszcze w kampaniach 1944 roku. Aczkolwiek Fabryka nr 174, w której były produkowane, została ewakuowana za Ural tuż po rozpoczęciu wojny z Niemcami, to z części zamiennych wykonano jeszcze późnym latem i jesienią 1941 roku ponad 100 sztuk tego czołgu. W styczniu 1944 roku, podczas ofensywy która ostatecznie odblokowała miasto, 3 kompania 220 Brygady Czołgów wciąż miała 27 czołgów T-26. Jednostka ta wzięła też udział latem 1944 roku w walkach przeciwko Finlandii (T-26 Light Tank: Backbone of the Red Army By Steven J. Zaloga). Czołgi te wówczas dopancerzano, mocując na nich dodatkowe płyty pancerza. T-26 brały aktywny i znaczący udział w walkach na Froncie Leningradzkim szczególnie w 1941 i 1942 roku. Na przykład, 86 Samodzielny Batalion Czołgów wyposażony właśnie w T-26, wspierał ataki sowieckiej piechoty w Kołpino w kierunku na Krasny Bor i Tosno on od 20 do 26 grudnia 1941. Jedna z akcji z użyciem T-26 została dosyć dobrze udokumentowana i wykorzystana propagandowo: w trakcie nieustannych ataków i kontrataków Podporucznik M.I. Jakowlew i jego T-26 zniszczył między innymi trzy działa przeciwpancerne, cztery gniazda broni maszynowej, trzy moździeże i magazyn amunicji w Krasnym Borze, zabijając około 200 niemieckich żołnierzy. Pancerz T-26 Jakowlewa przebiło w tym czasie aż 9 pocisków, ale żadne z tych trafień nie wyłączyło pojazdu z walki (https://en.wikipedia.org/wiki/Combat_history_of_the_T-26). Model przedstawia czołg z tego mniej więcej okresu walk, mianowicie zimy 1942 roku, właśnie na Froncie Leningradzkim. Mimo, że jest to model 1933, udało mu się jakoś przetrwać pierwsze miesiące walk, choć czołgi tych serii w momencie ich rozpoczęcia były już mocno zużyte. Częściowo spawany kadłub sugeruje, że może być to pojazd wyprodukowany w 1935 roku. Newskaja Dubrowka, Front Leningradzki 1942, źródło: www.armchairgeneral.com Fotografia powyższa stała się luźną inspiracją dla mojego Teciaka. Model zbudowany z wykorzystaniem zestawu blaszek fototrawionych Eduarda, dedykowanych produktowi Mirage Hobby - nie wszystkie z nich nadawały się do zastosowania w tym modelu, z głównych części są to wylot powietrza z komory silnika, mocowania błotników, łopata oraz piła, skrzynka na błotniku, a także mocowania tłumika. Sam model to dosyć leciwy wypust Zvezdy, z wszystkimi wadami właściwymi wcześniejszej serii produktów tej firmy: niewdzięczny w obróbce plastik, dziwnie reagujący z klejem Extra Thin Taimiyi (przez co każdy element potraktowany klejem potrzebował kilku dni, aby wyschnąć), dużo uproszczeń oraz niezgodnych z rzeczywistością detali, których nie poprawiałem. Na plus zaliczyć można wtryskowo wykonane gąsienice, które zastąpiły okropne gumowe paski z wcześniejszych wydań modelu, choć złożenie ich nie było proste. Jest to mój pierwszy w życiu zimowy kamuflaż. Zastosowane środki malarskie to: - Modulacja za pomocą zestawu Vallejo do modulacji sowieckich pojazdów z II Wojny Światowej - Vallejo Chipping Medium - Biały Vallejo oraz Washable White od Miga, obicia - ciemnobrązowy Vallejo nakładany sztywnym pędzlem oraz gąbką. - Kredki Tamiya: Mud, Light Earth - Zielony filtr Miga - Ciemnozielony wash Miga, ciemnobrązowy wash AK, czarny Panel Liner Tamiyi, Track Wash AK, pigmenty AK: smoke, burnt umber. - suchy pędzel jasnokremową olejną dla plastyków oraz metalikiem (gąsienice) - błoto od Miga (MIG Mud effect) zmieszane z różnymi pigmentami Efekt jest dosyć bałaganiarski, ale mam nadzieję że do pewnego stopnia odpowiada to kanonom estetyki Armii Czerwonej z tego okresu. Zapraszam do komentowania - popełniłem wiele błędów, które wymagają przemyślenia przed następnym "zimowym" malowaniem i brudzeniem. Zbliżenia:
  25. Ale można by poprawki ograniczyć tylko do tych fragmentów, na których masz teraz Dunkelgelb. W jednostce na froncie często nie było siły, czasu ani sensu zdejmować albo maskować klamoty do malowania. Byłby taki życiowy detal Bardzo dobrze to wszystko wygląda moim zdaniem, "biedronka" zrobiła swoje
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.