-
Liczba zawartości
237 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
9
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez jacmin
-
Witam po długiej nieobecności. Miałem nadzieję, że w te święta coś mi się uda podłubać, ale wszyscy wiedzą jak sprawa wygląda z nadzieją... Dość, że dopiero w ten zapiątek udało mi się ruszyć z tematem platform B1 i C1. Mając już konstrukcję głównych ram, zabrałem się za wykonanie podestu i stopni. Zrobiłem je z siatki, drutu i pasków polistyrenu: Następnie złożyłem to w całość. Największy kłopot polegał na jednakowym ustawieniu stopni tak aby wszystkie były równoległe. Empirycznie dobrałem grubość podkładek, które następnie podkładałem pod jedną krawędź stopnia. Dzięki temu wszystkie są obrócone tak samo. Dużą pomocą był tu papier milimetrowy pozwalający zachować równoległość stopni. Do zrobienia pozostały jeszcze boczne barierki, ale tym zajmę się później.
-
Czcigodni! Niech Święta przyniosą więcej wolnego czasu niż obowiązków. Dużo spokoju, cierpliwości i godzin przy biurku modelarskim! Wesołych Świąt i udanego Nowego Roku!
-
Jak pisałem wcześniej, jednym z elementów na dioramie będzie podest roboczy B1. Jeszcze się zastanawiam, czy sam, czy połączyć go z platformą C1. Najpierw jednak B1. Niestety, żadna firma nie robi czegoś takiego w 1/72, a prawdę mówiąc chyba w żadnej skali. Trzeba zatem zrobić to od podstaw. A jak od podstaw, to przydałaby się jakaś dokumentacja. Dość długo szukałem, ale co nieco udało się znaleźć. Na początek trochę rysunków: I jeszcze jak to wyglądało w naturze: Żeby cokolwiek zacząć, potrzebne są chociaż przybliżone wymiary. Teraz wystarczy ten rysunek położyć na ksero i zmniejszać, aż uzyskamy te wymiary ale w skali 1/72. Następnie mierzyłem suwmiarką wymiary z rysunku i docinałem elementy z kształtowników polistyrenowych i drutu: W międzyczasie przygotowałem jeszcze elementy przyczepy, szafki narzędziowej i gaśnicy: Tyle udało się zrobić tym razem. Na ciąg dalszy zapraszam za 2 tygodnie.
-
No Bob Mason to klasyka. Też to czytałem na studiach !
-
Czcigodni! Dziś pamiętna data. 55 lat temu rozpoczęła się operacja "Ivory Coast" znana jako Rajd na Son Tay. Była to operacja sił specjalnych USA przeprowadzona w północnym Wietnamie w nocy z 20 na 21 listopada 1970 roku. Celem była próba uwolnienia amerykańskich jeńców wojennych przetrzymywanych w obozie „Camp Faith”. Choć w obozie nie było już więźniów (przeniesionych kilka miesięcy wcześniej), operacja pozostaje wzorcowym przykładem precyzyjnie zaplanowanej misji specjalnej, z zaskoczeniem, koordynacją środków i minimalnymi stratami. Apple 4, którego tak usilnie próbuję wskrzesić, odegrał bardzo ważną rolę w tej operacji. Jego podstawowym zadaniem było zapewnienie dodatkowego transportu, gdyby okazało się, że w obozie znajduje się większa liczba więźniów niż donosił wywiad. Był też rezerwową maszyną do zrzucenia flar nad obozem, gdyby zawiódł MC-130. Miał też zapewnić ewakuację w przypadku zestrzelenia któregokolwiek z helikopterów głównego zespołu uderzeniowego. Po rozpoczęciu ataku Apple 4 i Apple 5 oddaliły się nieco od obozu i wylądowały na jednej z wysepek na jeziorze nazywanym Finger Lake. To było odludzie, wiec nikt ich tam nie niepokoił. Czekali w pełnej gotowości na sygnał do startu. Doskonale widzieli kulę ognia po trafieniu jednego z samolotów zapewniających wsparcie misji. Był to F-105G, sygnał wywoławczy Firebird 5. Załoga Apple 4 pomyślała wtedy, że właśnie stracili kolejnych ludzi. Tak jednak nie było. Firebird 5, choć poważnie uszkodzony, leciał dalej. Ciągnąc za sobą ognisty ogon (trafienie przebiło zbiornik paliwa za kabiną EWO i gubili znaczne jego ilości), maszyna zmierzała do obszaru wyznaczonego na rejon bezpiecznego katapultowania. Naprzeciw wysłano im tankowiec, ale nie dociągnęli. Silnik zgasł z braku paliwa. Zarówno pilot jak i EWO bezpiecznie katapultowali się nad Laosem. Wiadomość o uratowaniu się załogi Firebird 5 dotarła do Apple 4 i 5 już w drodze powrotnej do bazy. Oba helikoptery zawróciły i nad ranem, bez komplikacji, podjęły z ziemi obu członków załogi pechowego F-105. Zdania co do sukcesu czy porażki tej misji do dziś są podzielone. Pomimo wielkiego rozmachu, zaangażowania olbrzymich sił, ani jeden więzień nie został uratowany (kilka miesięcy wcześniej przeniesiono ich do innego obozu, co umknęło wywiadowi). Z drugiej strony, los wszystkich amerykańskich więźniów w Wietnamie Północnym uległ znacznej poprawie. Zostali przeniesieni z małych obozów, rozsianych po dżungli (gdzie ich los zależał od widzimisię komendanta) do kilku centralnych obozów wokół Hanoi. Po powrocie do kraju opowiadali, że po Rajdzie, wietnamczycy bardzo się bali, że akcja się powtórzy i zaczęli traktować amerykańskich jeńców bardziej "po ludzku". Tak czy inaczej jedno jest pewne. Dla Apple 4 i Apple 5 ta akcja zakończyła się sukcesem. Uratowali 2 amerykańskich pilotów i szczęśliwie powrócili do bazy. Jeśli kogoś zainteresowała ta opowieść, gorąco polecam przeczytanie książki Terry Bucklera i Clifforda Westbrocka "Who Will Go".
-
Pilnie kupię żywiczny kokpit Pavla lub blaszki Eduard 73310 lub SS310 Pozdrawiam jacmin
-
A z tym to nie ma kłopotu. Potencjometr jest (to niebieskie) i wystarczy pokręcić. Regulacja jest od zera aż do spalenia diod!
-
Z tym oświetleniem to raczej nic się już nie zrobi. Problem polega na tym, że w ładowni i w kabinie są zastosowane inne diody, o różnych parametrach. To zresztą widać po kolorze światła. Diody z ładowni byłyby 3x za duże gabarytowo do kabiny, te z kabiny z kolei zbyt małe do ładowni. Wystąpiło zjawisko kompromisu. Mógłbym te oświetlenia dać na 2 oddzielnych obwodach z osobną regulacją, ale to dodatkowa para kabli do wyprowadzenia ze śmigłowca. Z drugiej strony, podczas prób, gdy podłączyłem tylko diody z kabiny i dałem światło na full to były prześwity przez pomalowane ramki podziału szkła i wyglądało to okropnie. Z dwojga złego tak chyba jest lepiej.
-
No postaram się postarać, ale nie obiecuję. Z figurkami w tej skali to różnie bywa...
-
Kolejny etap to wszelkie dodatki do dioramy - figurki i sprzęt lotniskowy. Przymierzyłem figurki do zamontowanego już helikoptera, żeby orientacyjnie zobaczyć czy będą mi pasować. Jak widać, nad niektórymi pozami trzeba będzie chwilę popracować, ale same figurki są obłędne!
-
Na koniec zostawiłem sobie dość długą antenę, ciągnącą się z prawej burty helikoptera. Zaczyna się z krótkiego masztu na sponsonie, przechodzi przez 2 maszty pośrednie w części ogonowej i wchodzi w kadłub na grzbiecie. Antenę wykonałem z gumki 0,3 MIG do robienia olinowań w statkach. Zrobiłem to na końcu, żeby przy wszystkich manewrach związanych z wklejaniem helikoptera na podstawkę jej nie zerwać.
-
Skoro model stoi już na podstawce, to należałoby podłożyć mu coś pod koła. W 40th ARRS używano drewnianych klocków połączonych liną. Malowane były na kolor żółty, często obsługa nanosiła na nie 3 ostatnie cyfry z numeru helikoptera. Znajomy nie pamięta, czy w Apple 4 mieli naniesione te numery ale postanowiłem je dać. Klocki wykonałem z kawałków polistyrenu a liny skręciłem z bardzo cienkich drucików. Ponieważ klocki były drewniane, otarcia wykonałem brązową farbą. A tak prezentują się na modelu:
-
Kolejnym drobiazgiem, który przykleiłem do modelu były streamery "Remove Before Flight". Początkowo zamierzałem użyć dotychczas stosowanego przeze mnie produktu CMK. To znane przez wszystkich kolorowe blaszki. Zupełnie przypadkiem rzuciły mi się w oczy tekstylne zawieszki firmy HGW Spróbowałem i już nie wrócę do CMK! Te są dużo lepsze. Przede wszystkim nadruk mają z obu stron, co zdecydowanie poprawia realizm. Są bardzo cienkie i idealnie układają się na modelu. Można je skręcać, miętosić, zwijać a ponadto same się pionują pod wpływem grawitacji. Trzeba jednak bardzo uważać przy pracy z nimi, bo są niezwykle delikatne i łatwo się uszkadzają. Moim zdaniem są też nieco zbyt jaskrawe i połyskliwe. To oczywiście nie jest kłopot, bo można dać na nie ciemny wash a potem lakier matowy. Ale wracając do modelu. Przedyskutowałem ze znajomym miejsca, gdzie powinny znajdować się te steamersy. Oczywiście na osłonach dysz, choć znajomy mówił, że używali ich rzadko, tylko przy długich postojach. W silniku z zestawu Black Dog osłona była odlana z dyszą więc nie miałem wyboru. Zawieszki ułożyły się bardzo naturalnie i całkiem nieźle wyglądają: Kolejne miejsce to piny podwozia głównego i przedniego oraz piny przy zbiornikach zewnętrznych: Tych miejsc było jeszcze kilka (rurki pitota, pokrywy różnych otworów itp) ale te wymienione były najważniejsze. Wagę ich usunięcia przed lotem znajomy podkreślił w krótkich żołnierskich słowach: "Nie usuniesz - giniesz". No to ptak oflagowany, można go wkleić na podstawkę. Jak wspominałem wcześniej, wklejałem go na Poxipol, jednocześnie przewlekając przewód oświetlenia przez otwór w podstawce. Po włożeniu szpilek w posmarowane klejem otwory model dociążyłem dużym magnesem, który miałem akurat pod ręką, żeby nie "wstał". Jak już wszystko dobrze wyschło, na podstawkę nałożyłem klosz z plexi, odwróciłem na plecki i mogłem zająć się lutowaniem instalacji oświetleniowej: Ten niebieski "cosiek" na zdjęciach to potencjometr. W moim układzie spełnia 2 funkcje. Po pierwsze stanowi zabezpieczenie prądowe diod LED, po drugie za jego pomocą mogę bardzo precyzyjnie ustawić jasność świecenia diod. A skoro mowa o jasności, to czas na małą próbę:
-
Tak, będzie przyklejony na stałe. To upraszcza transport na zawody, wymianę baterii (po prostu całą gablotę obracasz na plecki i już jest dostęp) i poprawia bezpieczeństwo modelu. Zawsze tak robię. Wszystkie moje wypociny to mniejsze lub większe dioramy.
-
Minął świąteczny zapiątek, podczas którego sporo udało się zrobić. Poprawiłem malowanie podstawki ( drobne odpryski farby, przetarcia podkładu) i położyłem pigment Vietnam Earth. Nie zmienił jakoś radykalnie jej wyglądu, ale wprowadził delikatną czerwonawą barwę, która nieźle się komponuje. Przyszedł również czas na wklejanie różnych drobiazgów. Uzupełniłem okna kabiny pilotów o imitację mechanizmu zamykającego i klamki: Przygotowałem też koła do wklejenia modelu na podstawkę. Zwykle mocowania robię przy pomocy igieł lekarskich lub stalowego drutu. Najpierw delikatnie nawiercam koło, a krawędź otworu frezuję w "lejek". Następnie wnętrze otworu smaruję Poxipolem i wklejam docięty fragment igły. Poxipol zastyga przez 10 min, mam więc sporo czasu na wklejenie wszystkich 3 igieł i spokojną korektę ich pionowości. Na koniec, w wyfrezowany lejek wpuszczam kroplę kleju CA. Dzięki temu frezowi na powierzchni stykającej się z podstawką nie tworzy się żadna "górka" powodująca odstawanie opony od podłoża. Po wklejeniu igieł model ustawiam na podstawce i małym pędzelkiem z czerwoną farbą stawiam kropki na podstawce tuż przed każdą igłą. W zaznaczonych miejscach wiercę otwory i frezuję "lejki". Gdy model będzie gotowy, operację klejenia powtórzę dla otworów w podstawce. A tymczasem zająłem się wklejaniem różnych drobiazgów. Na pierwszy ogień poszły okna kabiny pilotów i pokrywy przedziałów awioniki. Wkleiłem je na CA a siłowniki wykonałem drutu 0,2mm. Ostatnią rzeczą, którą wczoraj wkleiłem były pokrywy silnika wraz z siłownikami. Za dwa tygodnie model pójdzie na podstawkę i zasadnicze prace zostaną zakończone. Pozostanie kosmetyka, sprzęt lotniskowy i figurki.
-
Dzięki temu, że mój znajomy przygotował mi płytę meblową, mogłem zakończyć podstawkę pod helikopter. Płyta była mi potrzebna, żeby w jej grubości ukryć pojemnik na baterie i wyłącznik. Musiałem wykonać w niej otwory na wspomniany osprzęt. Normalnie zrobiłbym to frezarką lub wyrzynarką, ale pechowo nie miałem niczego takiego pod ręką, więc skończyło się na otwornicy i tarniku. Znajomy nie miał czarnej płyty, która pasowałaby najbardziej więc musiałem ją pomalować. Czarny primer Mr. Hobby w sprayu sprawdził się doskonale. Pozostało pokleić plexi. I tu opiszę swój patent, który być może komuś się przyda. Zawsze miałem kłopot z czystością klejenia takich elementów. Przez większość swojej modelarskiej działalności gabloty robiłem ze szkła i dopiero wielkość dioramy z USS Intrepid ( https://modelwork.pl/topic/41838-uss-intrepid-1350-trumpeter/#comment-945883 ) zmusiła mnie do wypróbowania lżejszej alternatywy. Nawet z Plexi ciężko to podnieść a ze szkłem po prostu sobie tego nie wyobrażam. Ale do brzegu. Trudność sprawiało mi takie naniesienie silikonu, żeby nie było wypływów, a spoina była równomierna. Wymyśliłem pewien sposób który sprawdza się zarówno dla szkła jak i dla plexi. Polega na oklejenia miejsca naniesienia kleju taśmą malarską (4 warstwy naklejone jedna na drugą) tak, żeby powstało zagłębienie na klej wysokości ok. 0,5mm. W tak przygotowane zagłębienie nanosimy klej z lekkim naddatkiem i ściągamy go czymś płaskim po krawędziach taśmy. Po zerwaniu taśmy mamy ładny, równy wałek z kleju o grubości 0,5mm. Teraz wystarczy złożyć ze sobą elementy i docisnąć. Wypływ jest minimalny i do tego równy na długości i o to chodziło. Gablota schnie, a ja mogłem się zająć olbrzymem. Wkleiłem uchwyty pomagające przy wchodzeniu na helikopter oraz podest serwisowy na sponsonie Po wklejeniu siłowników rampy mogłem wkleić samą rampę. Siłowniki wykonałem jako teleskopy (igła lekarska w innej igle) i po zamontowaniu rampy ich końcówki wysunąłem i wkleiłem we właściwe miejsca. Dziś rano przyszedł mail od znajomego ze Stanów i już wiem, że kabel zasilający miniguna muszę przemalować na czarno. W tym okresie nie używali czerwonych. Będzie to nieco karkołomne ale powinno się udać. Postanowiłem przymierzyć mojego olbrzyma do podstawki, na razie "na sucho". Zdążyłem jeszcze wykonać otarcia na łopatach i trzeba było kończyć działalność. Ciąg dalszy tradycyjnie za tydzień.
-
Podstawka prawie gotowa więc można wrócić do helikoptera. Przymierzyłem się do przeciągnięcia przewodów. Przewidywałem problemy ale poszło nieźle. Teraz można było uzupełnić rampę: oraz część ogonową Wkleiłem także pokrywę przedniego podwozia Przymierzyłem się też do figurek mechaników. Wykorzystam 3 zestawy Res Kit: Po mozolnym wycinaniu figurki prezentują się następująco Prawdę mówiąc jestem pod wielkim wrażeniem ich jakości. Po prostu bajka! Na ciąg dalszy zapraszam za tydzień.
-
No właśnie, a co z moją wersją? Na rdzawy podkład natrysnąłem płyn do chippingu a następnie po wyschnięciu gun metal: Potem oczywiście woda i skrobanko Na to lakier bezbarwny i oczywiście wash Finalnie otrzymałem coś takiego Za tydzień, gdy wash porządnie wyschnie pójdzie jeszcze pigment.
-
No cóż, wygląda na to, że myliłem się co do mat ICM-a. Są już dostępne w naszych sklepach modelarskich. Początkowo pojawiła się u mnie refleksja, że może nie było warto wkładać tyle pracy w wyprodukowanie swoich, autorskich mat, ale po obejrzeniu zdjęć nowego produktu ICM, refleksja szybko się spakowała i wyjechała pierwszym PKS-em. Pochylmy się chwilę nad tym tematem. Poprzednie wersje mat w skalach 1/35 i 1/48 stwarzały nadzieję, że ich młodszy brat będzie równie dobry. W zestawie dostawaliśmy pojedyncze elementy pozwalające na dowolne kształtowanie rozmiaru maty (pod warunkiem zakupu odpowiedniej liczby zestawów ) Niestety, w skali 1/72 już tak fajnie nie jest. Dostajemy bowiem gotowe fragmenty mat (6 segmentów) a nie pojedyncze elementy. W sumie nie byłoby to takie złe gdyby nie jeden szczegół. Gdy złożymy ze sobą 2 kawałki widać, że co druga mata będzie "przecięta" w środku. Trzeba by to szpachlować i szlifować na co drugim elemencie: W moim przypadku to dyskwalifikuje ten zestaw. Musiałbym użyć 4 zestawów po 50zł każdy co daje 200zł! Do tego trzeba by poszpachlować i wyszlifować ok 64 łączenia elementów. Nie ma mowy. Czy wobec tego ten produkt nie ma zalet? Nic nie jest czarne albo białe więc zalety też są. Przede wszystkim przy budowie maty jest mniej pracy (jeśli odpuści się szpachlowanie łączeń). Elementy są gładkie, równe i powtarzalne. Moje takie nie są Niemniej uważam, że warto było się nieco pomęczyć i wykonać własną wersję.
-
Teraz, w zasadzie, pozostało już tylko wklejanie różnych drobiazgów takich jak drzwi, anteny czy rurki pitota. Olbrzym wreszcie stanął też na własnych nogach: Model zaczął już całkiem nieźle się prezentować: Za tydzień będę walczył z rampą. Muszę przewlec przewody i dorobić całą masę rzeczy. Ale to za tydzień. Mam czas na przemyślenie wszystkiego.
-
Podstawka dosycha a ja zabrałem się za olbrzyma. Przyszedł czas na wklejenie pozostałego oszklenia. Niestety to z zestawu kompletnie się do niczego nie nadaje. Ze złomu modelarskiego wyciągnąłem odpowiednie elementy, oszlifowałem do grubości ok 0,3 mm i dociąłem do odpowiedniego kształtu. Wklejanie oszklenia zawsze było moją piętą Achillesową. Albo coś podlałem klejem, albo przykleiły mi się jakieś paprochy albo jeszcze coś. Od pewnego czasu mam sprawdzony patent. Przede wszystkim delikatnie przedmuchałem wnętrze przez okno minigune i przednie drzwi w kierunku rampy żeby zminimalizować ryzyko późniejszego przyklejenia się jakiegoś śmiecia. Cały pokład przetarłem wilgotnym pędzelkiem i już mogłem wklejać oszklenie. No właśnie, wklejać? Robię to nieco inaczej. Całe sedno metody polega na bardzo dokładnym dopasowaniu oszklenia do otworu. Niestety trzeba na to poświęcić nieco czasu i tak przygotować szybkę, żeby wchodziła w otwór z lekkim oporem. Teraz wystarczy w poprzek takiej szybki przykleić pasek taśmy, całość przetransportować na miejsce montażu, a następnie dosunąć do jednej z krawędzi otworu i przykleić taśmę. Następnie obciętą na płask drewnianą wykałaczką wciskam oszklenie na miejsce. Jeśli widzę po przymiarce, że oszklenie ma zbytni luz, wtedy ewentualnie smaruję krawędzie otworu bardzo cienko Microscale Crystal Clear.
-
A co na placu boju? Dokończyłem układanie nawierzchni "stojanki", zagruntowałem i dałem rdzawy podkład. Jak to dobrze przez tydzień podeschnie (podkład jest na bazie white spirit) to zabezpieczę lakierem bezbarwnym, dam płyn na odrapania i pomaluję na kolor stalowy. Następnie zrobię lekkie odrapania żeby miejscami było widać rdzę a następnie położę wash z artystycznej olejnej umbry palonej.
-
Smialus, Dałbyś namiary na to czego używasz? Ja kupiłem coś takiego https://allegro.pl/oferta/klej-do-szkla-uv-liquid-glass-uv-tubka-9829349360 https://allegro.pl/oferta/latarka-led-uv-szperacz-do-szukania-bursztynu-aluminiowa-czarna-z-uchwytem-17594853481 i prawdę mówiąc nie jestem zbyt zadowolony. Może to żywica (przeznaczenie - przyklejanie szybek na telefony) a może za mała moc latarki, dość, że na efekt trzeba było czekać coś ok 3 minut przy bardzo bliskim naświetlaniu: Jakby tego było mało, żywica pożarła mi się z farbą Mr Hobby i musiałem poprawiać czarne otoczki reflektorów. Ale soczewki rzeczywiście wychodzą dużo lepsze niż z Microscale
-
Niestety, w dalszym ciągu klej UV do mnie nie dotarł, więc na razie nie pomogę. Chińczycy już dwukrotnie anulowali moje zamówienie z powodu przekroczenia terminu dostawy. Odpuściłem i zamówiłem na Allegro. Dotrze pojutrze więc po zapiątku będę mógł coś powiedzieć i dam znać. A tymczasem niestety nie udało mi się niczego spektakularnego przy maszynie wykonać. Skupiłem się na podstawce, bo sporo elementów mam zamiar wkleić dopiero po przytwierdzeniu helikoptera do podstawki. Przede wszystkim musiałem opracować krawędź. Jest wykonana z płyty warstwowej- 2x jakiś plastik i twarda gąbka pomiędzy. Niestety na krawędzi widać jest ślady cięcia, więc nie mogło tak zostać. Musiałem całość oszlifować a następnie dwukrotnie szpachlować i znowu szlifować. Jako ograniczenie płyty postojowej użyłem listewek sosnowych o przekroju 4x4mm które przykleiłem na klej CA. Kostki maty M8A1 kleiłem na przezroczysty butapren. Jest bardzo dobry, bo lekko rozpuszcza wierzchnią płytę "kanapki". Oczywiście powierzchnię płyty jak i każdej kostki zmatowiłem papierem ściernym dla lepszej przyczepności. Na podstawę nanosiłem cienki wałek kleju, potem układałem rządek kostek, dociskałem i wyrównywałem linijką. Strasznie to mozolna praca była. Kostki miałem poselekcjonowane wymiarami (niektóre były minimalnie szersze od innych bo pochodziły z 2 różnych form) i po ułożeniu pierwszej i ostatniej, przyłożeniu linijki, wkładałem pozostałe, dobierając je szerokością. Potem trzeba było je odsunąć, podstawkę posmarować klejem i w ustalonej kolejności kostki wkleić. Potem znowu i znowu i znowu... i tak trzysta parę razy. Dobrze, że już prawie koniec. Za tydzień zrobię docinki i zacznę malowanie.
