-
Liczba zawartości
219 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
9
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez jacmin
-
Dzięki Pawle! Czytałem, czytałem... Gość bardzo fajnego BUFF-a zrobił. Instrukcje do pomostów będą mega pomocne.
-
Czcigodni! Czy ma ktoś informacje na temat platformy serwisowej jak na poniższym zdjęciu? Wygląda to jak skrzyżowanie C1 z B1 ale może to jakiś odrębny byt. Muszę to wykonać od podstaw a nie posiadam żadnych materiałów.
-
Oczywiście jak działa to można i taśmą, ale osobiście obawiałbym się nieco o bęben pieca. Za którymś razem może się zrobić kłopot...
-
No to u nas na gwiazdkę chyba będzie. Nie będę czekał i robię swoją.
-
A dałbyś linka?
-
Rzeczą ludzką jest błądzić, rzeczą głupców trwać w błędzie. Dlatego koniecznie trzeba było przerobić!
-
Niestety w tą sobotę niewiele udało się zrobić a i tak większość czasu usuwałem swój kolejny błąd. Znajomy zwrócił mi uwagę na błędne miejsce umieszczenia amerykańskich znaków na burtach. W 40th ARRS były one umieszczane nie między 2 a 3 oknem a za 3 oknem w stronę rampy. Była to modyfikacja polowa, charakterystyczna dla tej jednostki do 1975r. Zmyliło mnie to zdjęcie a właściwie jego opis: Wiele wskazuje na to, że jest to maszyna z 40th ARRS ale nie zgadza się data. W tym czasie oznaczenia były malowane gdzie indziej: Tak więc błogosławiąc swoją przezorność (która kazała mi położyć 3 warstwy twardego lakieru błyszczącego pod kalki) przystąpiłem do pracowitego szlifowania na mokro papierem 1500. Strasznie się bałem, że przy okazji uszkodzę kolor pod, ale nie było tak źle. Po poprawkach wygląda już prawidłowo: I to na razie tyle. Za tydzień znowu podejmę walkę.
-
Dzięki Robertas! A gdzie to można dostać?
-
No i kalki położone. Drukowałem je na papierze Wamodu który gorąco polecam. Jest cieniutki i układa się rewelacyjnie. Przy nim firmowy Print Scale jest kompletnie na drugim biegunie. A wyszło to tak : z lewej strzałka z napisem Print Scala a z prawej moja. W następnej kolejności podkreśliłem linie podziałowe. Używam do tego rozcieńczonej white spiritem olejnej farby artystycznej w kolorze umbra palona. Do samych linii podziałowych stosuję mieszankę gęściejszą a do wszystkiego innego klasyczny rzadki wash. W czasie gdy to sobie radośnie schło dorwałem się do silnika. Niestety nie posiadałem ani jednego zdjęcia silnika z wersji C, więc posiłkowałem się tym co udało się zdobyć: Przede wszystkim prysnąłem podkład: Po zamaskowaniu podkładu silnik pomalowałem na srebrno a następnie pierwszą sekcję za wlotem na gun metal. Końcówkę dyszy też na gun metal, ale bardzo rozrzedzony, tak żeby był niemal transparentny. To da dobrą bazę pod cieniowanie dyszy: Wcześniej pozbyłem się denerwujących imitacji uchwytów w korkach dysz: Zastąpiłem je uchwytami wygiętymi ze starych fototrawów: Teraz mogłem zacząć zabawę z cieniowaniem. Zależało mi na pokazaniu przepalonego metalu dyszy i zrobiłem to za pomocą kilku kolorów Clear: Użyłem ich dokładnie w takiej kolejności jak stoją: żółty, pomarańczowy, czerwony i niebieski. Nanosiłem po kolei zanim wyschły w postaci kolejnych zachodzących na siebie "pręg". Na pierwszą za wlotem sekcję naniosłem pędzlem szuwaks do rdzawych zacieków Ammo, podmalowałem przewody i wyszło jak poniżej: Kolejne podejście za dwa tygodnie.
-
Samodzielne opracowanie kalkomanii w postaci czarnych oznaczeń literowo-cyfrowych jest genialnie proste. W tym celu musimy mieć: papier do kalkomanii w wersji dla drukarek laserowych (przezroczysty), klej do papieru w sztyfcie (zawiera niewiele wilgoci) , kompa z zainstalowanym MS World i drukarkę laserową, względnie kserokopiarkę. Pierwszą czynnością jest zainstalowanie odpowiedniej czcionki. USAF do oznaczeń używało czcionki o nazwie Amarillo USAF. Można ją ściągnąć np. tu: https://www.dafont.com/amarillo-usaf.font. Po instalacji czcionki w systemie, w programie World rozplanowujemy nasze napisy na stronie tak, aby zmieściły się na posiadanym przez nas papierze. Robimy próbny wydruk. Jeśli jest ok, to przechodzimy do właściwego drukowania. Posiadacze drukarek laserowych i większych arkuszy papieru do kalkomanii mają łatwiej, bo zwykle podajnik takiej drukarki da się skonfigurować do wymiaru papieru. Wtedy papier do kasety, enter, i już wychodzi nasza kalkomania. Ja musiałem się nieco pogimnastykować. Dzięki uprzejmości mojego przyjaciela Artura, brata w modelarskim szaleństwie, w moim mieszkaniu stoi kserokopiarka Toshiba z serii e-studio. Drukowanie kalkomanii na tym sprzęcie jest trochę bardziej skomplikowane ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Przede wszystkim trzeba wiedzieć jak to ustrojstwo działa. Najpierw naświetlany jest światłoczuły bęben, do którego przywiera później proszek toneru. Następnie toner przenoszony jest na papier i utrwalany poprzez zapiekanie w piecu. Im grubszy jest papier, tym temperatura utrwalania musi być wyższa. Ustawia się to w opcjach wybierając jak najgrubszy rodzaj papieru. A czemu? Przecież nasz papier do kalkomanii nie jest jakoś specjalnie gruby. Już tłumaczę. Ze względów oszczędnościowych kupiłem papier w małych arkusikach. Już nie pamiętam co to za format dość, że niestandardowy i nie da się go puścić z kasety. No ale od czego jest podajnik ręczny. Tylko jak taki malutki kartonik wpuścić do takiej wielkiej maszyny. Toż maleństwo zagubi się tam w czasie drogi. Zwłaszcza, że z wrodzonego sknerstwa mam zamiar użyć jedynie jego fragmentu, już wcześniej zadrukowanego inną kalkomanią, gdzie wolnego miejsca jest jakieś 5x2cm. Jest na to sposób. Jak opisałem poprzednio, robimy próbny wydruk. Mamy więc na kartce A4 pięknie rozmieszczone nasze literki i cyferki. Wiedząc już gdzie, przy pomocy kleju w sztyfcie, naklejamy nasz papier kalkowy do wydruku próbnego (to zwiększa grubość naszego papieru). Kleju trzeba używać jak najmniej i tak, żeby nie było go w miejscu wydruku. Ten sprzęt nie lubi wilgoci (choć w sztyfcie jest jej i tak bardzo mało) i tam gdzie ona jest mogą być kłopoty z utrwaleniem. Ja podklejam zwykle rogi i krawędź arkusza która jako pierwsza jest wciągana do kopiarki. Po jakiejś półgodzinie, gdy klej wyschnie, możemy działać dalej. Ustawiamy źródło papieru na podajnik ręczny, rodzaj papieru na jak najgrubszy, druk czarno-biały, jakość najwyższa i poszło! A oto efekt końcowy: Jak się okazuje - w tym szaleństwie jest metoda. Oczywiście z godłami w kolorze już tak łatwo nie jest ale przy numerach sprawdza się bardzo dobrze. W piątek położę brakujące kalki i ruszę dalej!
-
No i w końcu nadeszła pora na kalkomanie. Z utęsknieniem czekałem tej chwili, bo wiadomo, że bardzo ożywiają model. Ale najpierw podkładowy lakier błyszczący. Tak ze 2 warstwy z lekką przecierką pomiędzy. Ponieważ pudełkowe kalki nie do końca podchodziły pod tą wersję, dokupiłem zestaw Print Scale. Nie do końca jestem z nich zadowolony. Słaby klej, rysunek nieostry - prawdę mówiąc niewarte tej kasy (Co innego pudełkowe. Ostre jak żyletka, dobry klej i bardzo cienkie). Pierwsze rozczarowanie przyszło przy napisach ostrzegawczych na pokrywach silnika. Zacząłem od nich ba tam upatrywałem problemu. Okazało się, że kalka z Print Scale jest po prostu za duża. W oryginale to oznaczenie w całości mieściło się na pierwszej za filtrem pokrywie silnika: A tak to wychodzi na modelu: Pudełkowa kalka pasuje idealnie, ale jest nieprawidłowa. W USAF nie używano białego tła pod strzałką i napisem Danger: Zakończyło się hybrydą kalki oryginalnej i jakiegoś fragmentu ze złomu kalkowego: Oczywiście kolejność znana przez wszystkich: set, kalka, sol. No a potem to już z górki. Część kalek z pudełka, ale większość z Print Scale i ze starych zapasów: Zostały jeszcze numery na ogonie i na nosie, ale ich przygotowaniem zajmę się już jutro.
-
Tylko żeby ten samochód nie zasłonił wnętrza . Może lepiej jakieś małe bambetle?
-
No i ziarno zasiane, teraz trzeba czekać aż wzejdzie!
-
Trzymam kciuki!
-
Co do oświetlenia to zauważyłem, że kadłub zamknięty, ale nic straconego. Jak go postawisz na podstawce, to zawsze w okolicy rampy możesz ustawić jakiś sprzęt lotniskowy z wbudowanym LED-em skierowanym na wnętrze.
-
Się należały!
-
Respect i szacun!!! Pomyśl, proszę o podświetleniu wnętrza. Szkoda, żeby taka świetna robota nie ujrzała światła....
-
Całkowicie się z kolegą Albatrosem zgadzam. Czasem ktoś nie ma albo czasu, albo zacięcia do produkowania skomplikowanych elementów od podstaw. Taka "proteza" nieraz się przydaje. Ja też używam, i też w większości przypadków przerabiam. Ważne, żeby ostateczny efekt cieszył oczy. A powyższy warsztat i robota Rymulusa godna jest najwyższego uznania! Gratuluję cierpliwości i życzę powodzenia w dalszej budowie.
-
Mi-2URN i Mi-2URP (Mistercraft) skala 1:72
jacmin odpowiedział Floki → na temat → Mistercraft galeria
Gratulacje! -
No wnętrze jak marzenie! Gratulacje!
-
Pawle! Miło popatrzeć! Trzymam kciuki!
-
Za wiele to się w ten zapiątek nie udało podziałać, ale zawsze coś. Podmalowałem filtry EAPS. Res Kit zrobił naprawdę kawał dobrej roboty w swoich żywicznych filtrach. Są doskonale odwzorowane a każdy z pojedynczych wlotów jest wypukły, co znacznie ułatwia malowanie. Wykonałem je artystyczną olejną czarną farbą (bo nie zasycha przez przynajmniej 3 dni, a najlepiej nie dotykać tego przez 2 tyg.) przecierając te wystające wloty suchym pędzlem. Wyszło dość dobrze i nie wymaga dalszych korekt: Następnie zabrałem się za ścieżki serwisowe. Ponieważ nie dostałem jeszcze potwierdzenia ze Stanów, na razie zrobiłem tylko te na sponsonach, o których wiem, że na pewno były. W razie konieczności te na grzbiecie jeszcze domaluję. Jak zauważył Shreck "z dwojga złego lepiej w tą stronę". I tak po kolei: po zamaskowaniu natrysnąłem kolor podkładu. Na nim trysnąłem miejscowo przetarcia "do blachy". Na to lakier bezbarwny a po wyschnięciu preparat do chippingu. Ostateczna warstwa ścieżki z rozjaśnionego czarnego (Uwaga!!! Ta farba musi być akrylowa, inaczej nie pyknie). Dalej wiadomo: po ok 30min. woda i pracowite mizianie szorstkim pędzelkiem. Efekt poniżej: Zanim przyszła pora opuścić modelarnię i wracać do domu, pomalowałem jeszcze wewnętrzne strony pokryw silników, luków awioniki i srebrną ramkę wokół okien. Ciąg dalszy tradycyjnie za tydzień.
-
Panowie! Jeszcze raz dzięki za namiary. To fantastyczny materiał zarówno pod względem modelarskim jak i historycznym. 21 SOG i 40th ARRS Po 1971 stacjonowały razem w NKP. 21 SOG zapewniała transport i wsparcie operacji specjalnych na terenie Kambodży i Laosu a 40th ARRS zajmowała się operacjami poszukiwawczo ratunkowymi.
-
No panowie piwo się należy!!!
-
Dzięki Sonic! Genialne zdjęcie. Tu wygląda, że nie ma żadnych ścieżek, nawet tych na sponsonach. Prawdopodobnie zamalowywali je przy odnawianiu malowania na ptakach. Ciekawe, jak to było w 40th ARRS bo to była szczególna formacja. Nie wiesz czasem z jakiej jednostki ta maszyna?
