Oglądam dokumenty o II WŚ i okolicach w ilościach hurtowych (Discovery, Planete, National Geografic, Viasat History itd.) i faktem jest, że w filmach niestety powtarzają się dyżurne sekwencje. Wykorzystuje się do znudzenia te same sceny np. ze szturmu Berlina czy bitwy stalingradzkiej do ilustracji wątku z innego teatru działań. Rzadko trafia się rarytas wcześniej nie widziany przeze mnie. Niestety, chodzi o to, żeby sprzedać niewielkim nakładem kosztów po prostu towar. Te same tematy przemielone na wszystkie możliwe strony. Też jestem tym coraz bardziej rozczarowany. Najświeższy pomysł "autorów" tych dokumentów to nowe opakowanie czyli koloryzacja starych taśm i szumne zapowiedzi "nowej, rewelacyjnej serii...", czekasz, oglądasz ... i dupa, ciągle to samo, tylko, że w kolorze. Co zrobić? Na szczęście jest jeszcze literatura. Ostatnio coraz bardziej przekonuję się do TVP Historia - ciekawe filmy o Sosabowskim i Andersie, ale to kropla w morzu.
Ale te Ospreye, myślę, mimo wszystko to niegłupia seria, pomijając oczywiście tandetne filmiki dokładane do nich. Panowie, za oryginalne, angielskojęzyczne trzeba zabulić 30, 40, 50 zeta (i do tego ciężko je kupić), podobnie z innymi wydawnictwami tego typu np. monografie wydawnictwa Militaria. A tu raptem dycha. Równolegle zresztą wychodzi inna seria Ospreya na takich samych zasadach: "Wielkie bitwy historii". Chyba nawet ciekawsza.