merlin_70
Użytkownicy-
Liczba zawartości
515 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez merlin_70
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 20
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Dodajmy jeszcze gdzieniegdzie zalegającego Walrusa ( bodaj w SP było info , że w pudełku były wymieszane wypraski od innego modelu ) i Swordfisha. Generalnie wszystko co zalegało było dwupłatowe i nie kojarzyło się za mocno z II wś. Myślę , że zmagania niektórych z Czaplą i dwupłatami z KP skutecznie odstraszały od zakupu . No bo jak wydać kupę kasy i nie zrobić naciągów. Może Mustang i Spitfire ( a do tego ten ostatni z polskim malowaniem ) były trochę karykaturalne , ale był to Mustang i Spitfire , czyli dokładnie to na co było " społeczne zapotrzebowanie " ludu modelarskiego miast i wsi. Poza wąską grupą modelarzy , którzy mieli dostęp do modeli z Zachodu w inny sposób niż kupno w placówce handlu uspołecznionego ( komisy, giełda ) , wszyscy pozostali dostawali to co w CSH miała do zaoferowania. Poza tym nie zapominajmy tych modeli nie kupowali tylko modelarze , to była także droga , bo droga, ale atrakcyjnie zapakowana zabawka. I w takiej postaci widziałem ją u kolegów gdy dostawali matchboxa w formie prezentu chociażby na Gwiazdkę. Większość sklejała modele , bo to było mainstreamowe hobby u chłopaków , ale takich , który uprawiali bardziej świadome modelarstwo było generalnie bardzo niewielu * Wielu moich kolegów sklejało , ale , czy samolot nazywał się P -11c , czy PC - 11 było wszystko jedno. Dwa modele robiły zawsze furorę u takich sklejających i był to Su 7 i Tu 2 z Plasticartu ( w jednym i drugim były rakiety i bomby ) I tu kwestia ceny , jeżeli model traktowałeś jako zabawkę politechniczną , a nie jakiś kolejny model do kolekcji to porównanie ceny z cenami modeli z ZTS i KP , czy Plasticarda robiło robotę , bo jak wytłumaczyć kupującemu model na prezent jako zabawkę , że za mały samolot ma zapłacić x razy więcej niż za duży . Do dziś to u niektórych kupujących pokutuje , że model do składania to po prostu zabawka do nauki pewnych umiejętności manualnych ,a nie coś więcej . Matchbox był kolorowy to go można było bez malowania skleić i na telewizorze postawić i tak był ładny. ja kupiłem w 1984 roku tylko P - 38 ( byłem już pod wpływem książki Flisowskiego z opisem ataku Yamamoto ). I na tym zakończyłem. Model różnił się wyglądem od wszystkich innych . Brak kasy to jedno, ale to brak dobrych farb , narzędzi , szpachlówki i świadomość , że powstanie kolejny ulepek zadecydował o zaniechaniu kolejnych zakupów . Po 1989 kupiłem jeszcze Spitfire IX i Lysandera i Wellingtona. Wellingtona mam niesklejonego do dziś i może kiedyś... I tu znów refleksja. Ile w klubie 1/72 SP ukazało się po 1984 roku artykułów jak te Matchboxy poprawić ? . Bo Modelarz to jeszcze niekiedy potrafił plany korespondujące z modelami opublikować. * przez bardziej świadome modelarstwo rozumiem kogoś , kto nie ograniczał się do sklejenia i odstawienia na półkę tylko próbował coś do tego modelarstwa dodać od siebie , poprawić coś w zestawie , szukał materiałów na ten temat . -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To są przodkowie MM . To jest seria modeli kartonowych wydawanych w PRL - u zwana z racji wydawcy " MONówkami " . Więcej znajdziesz na forach poświęconych modelom kartonowym . Potem już tylko MM. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Pisałem o pierwszym wydaniu i cenie początkowej . Potem inflacja hulała , że hej i jak się model nie sprzedał to faktycznie kupowałeś za grosze . Potem formy przejął Mirage i w modelach zmieniano co nieco ( od pudełka do dodatków i kolejnych wersji ) -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Autor recenzji . To autor modeli kartonowych ( swoją drogą całkiem dobrze opracowanych i mocno zdetalowanych) . Jego był bodaj T - 72 , IS - 3 i SU - 100) W porównaniu do najpopulrniejszego T- 34 Wasiaka z MM , był o klasę lepiej opracowany i oczywiście odpowiednio bardziej skomplikowany . Chyba jako jeden pierwszych wprowadził zasadę , że szkielet w modelu kartonowym ma czemuś służyć ( wzmocnieniu konstrukcji ) , a nie miał być to zwykły " okrętowy " szkielet, czyli podłużnice z wręgami. Był jednocześnie autorem " Budowa kartonowych modeli pojazdów gąsiennicowych" - też jednej z lepiej opracowanych pozycji z której czerpania wiedzy też trzeba było dojrzeć . Dlatego nie dziwią w recenzji uwagi o zbyt grubych błotnikach i braku podwersji , bo w mojej ocenie wynikało to z nieznajomości procesu technologicznego i tego co jest zasadniczym kosztem modelu , czyli opracowania form . Na tamte czasy ( II połowa lat osiemdziesiątych ) nie był taki zły i trochę jest w tej recenzji niepotrzebnego marudzenia. Zresztą Pan Wiszniewski w książce uważał , że dobrze opracowany model kartonowy da radę dorównać modelowi plastikowemu , a nawet go przewyższyć . No i wersja dwuwieżowa i ciągnik C7P wyszła , ale w innym ustroju. A sam model faktycznie był wtedy dość drogi .Wychodził w różnych kolorach ( mój pierwszy był niebieski ) . Jednego mam do dziś, leży niesklejony od 20 lat , nawet blachy z Abera do niego dokupiłem i od kogoś gąsienice jednoogniwkowe dostałem i tak sobie leżał , aż IBG wyszedł . Więc teraz to jako Vintage go mogę skleić . -
Kilka uwag . 1. Jak przez mgłę pamiętam wywiad z członkiem załogi Łosia opublikowany w papierowym magazynie Mirage Hobby . Może to był jeden z tych numerów gdzie modelarstwo łączono z kolejkami i grami planszowymi , tam chyba padła po raz pierwszy informacja o srebrnych spodach Łosi . I chyba to była dobrych naście , jak nie więcej lat temu . 2. Mili sympatyczni koledzy w swych rozważaniach zapominacie o jednym . Wiem , że to nieładnie brzmi , ale biznes musi się kręcić, autorzy zarabiać , za bardzo jest sens po raz kolejny publikować te same zdjęcia , te same analizy i te same zestawienia kolorów , które powtarzają się w kolejnych publikacjach . Czas biegnie , żywych świadków coraz mniej , a wręcz już ich nie ma wśród nas , a co i rusz pojawia się nowa publikacja stanowiąca interpretację tych samych zdjęć robionych 85 lat temu . No i niestety trzeba co pewien czas napisać coś nowego , zasiać wątpliwość , choćby było to mało prawdopodobne , żeby ludzie kupili . Target jest ten sam. Ta sama grupa kupuje książki 2 - 3 wydawnictw i trzeba się nagimnastykować , by sprzedać kolejną książkę o P - 11 c , Łosiu . No to w końcu trzeba napisać coś nowego , bo się w końcu nabywca zorientuje że po raz kolejny płaci 85 zeta za książkę w której tylko 10 - 15 % stanowiły nie widziane przez niego wcześniej zdjęcia. 3. Kwestia zeznań świadków. Jest powiedzenie " kłamie jak naoczny świadek w sądzie " . Naprawdę myślicie , że 90 - letni człowiek dokładnie pamięta , czy spód jego samolotu był srebrny, czy szaro niebieski , zwłaszcza jak po wojnie przez kolejne 40 lat oglądał rysunki tego samolotu z określonym malowaniem . A już na pewno największą uwagę zwracał na spód Łosia , jak z niego musiał skakać , bo się już 2 silniki paliły. Po prostu tylko o tym wtedy myślał ,że za 70 lat go modelarze zapytają jaki był spód Łosia .
-
Kilka uwag natury ogólnej . Dla Ciebie i dla innych. Nader często się zdarza, że modelarz w ramach szeroko rozumianej oszczędności idzie taką drogą jak Ty i mówi ( głównie sobie ) Skoro jest model na półce to trzeba to skleić . Po x czasie dociera do niego , że model ma spore mankamenty, a na rynku jest inny model lepszy , aczkolwiek zwykle z jakimiś niedoskonałościami i zaczyna się kombinowanie jak by tą sytuację z tym starym modelem naprawić . Zaczynają się wydatki na dodatki , kalki , kupuje się blaszki . Łączna cena modelu idzie w górę , a dalej bazowy model ma niedoskonałości , które w trakcie budowy irytują , a po budowie skutkują decyzją " Kiedyś zrobię kolejnego tego lepszego ...." Ale do rzeczy : masz kalki , które ogólnie podrożyły koszt tego modelu z półki o jakieś 100 % masz blaszkę dedykowaną do zestawu Tamiya - , z której elementy niekoniecznie muszą pasować do zestawu Revella masz osłonę kabiny od HB , która niekoniecznie musi pasować do zestawu Revella kupiłeś smigło , którym lepiej obdzielić lepszy zestaw . czas też ma określoną wartość , a wartość zgromadzonych dodatków mocno przekroczyła wartość modelu bazowego. Reasumując zgromadziłeś sporo dodatków do zrobienia ładnego Spit V b . Jest tylko jeden problem. W imię rzekomej oszczędności najsłabszym ogniwem jest model bazowy z trudnymi do poprawienia kwestiami , którego wartość to około 25 zeta. Oczywiście znajdą się wybitni modelarze forumowi , którzy Ci powiedzą , że prawdziwy modelarz to i ZTS - a zrobi " prawdziwe cacuszko" i tu podeślą Ci link do relacji Mikołaja 75 z robienia Jaka 1 . Sami często nigdy tak nie potrafili skleić jak w tej relacji , ale jest to dla nich niepodważalny dowód , że trzeba sklejać słabe i stare modele . choćby lepsze były dostępne . Tu oczywiście żartuję , ale w tym ich rozumowaniu pomijany jest jeden drobny szczegół . Jeżeli masz umiejętności takie jak wskazywany kolega Mikołaj 75 to większość tych dodatków jest Ci zwyczajnie całkowicie zbędna. Tak to jest z modelami z pawlacza . Odleżały swoje , nikt ich przez x lat nie skleił , a wyrzucić, podarować żal. Więc do ich sklejania dokłada się ideologię ( że będzie oszczędność ) Reasumując . Kup Spita z Tamki, bo masz do niego sporo dobra , a tego spita z Revella sklej lajtowo w ramach praktyki malowania , albo podaruj komuś , żeby nie musiał sklejać jeszcze słabszych modeli. Przypomniało mi się zdarzenie o którym przeczytałem na forum poświęconym wiatrówkom. Jakiś forumowicz z radością pisze , że nad rzeką w ramach prac wykopał starą zardzewiałą wiatrówkę . Okazuje się ,że była to chińska wiatrówka ta najtańsza z trudem mogąca służyć jako " emulator wiatrówki lub wyrób wiatrówkopodobny. A on pisze , że ją będzie odnawiał . Ktoś nie wytrzymał i mu mniej więcej napisał tak " Ktoś to wyrzucił tak , żeby nikt tego nie znalazł ( w domyśle bo to się do niczego nie nadaje ) ale i tak znalazł się ktoś kto teraz będzie naprawiał . Ja x dni temu wyciągnąłem ze strychu pudło z modelami w 1/72 było tam x modeli kupowanych od sąsiadów ze wschodu tak 30 lat temu . Stan wyprasek taki , że dzisiaj by nie przeszły kontroli jakości . I co sklejać ? Po co ? , Komuś podarować / sklejać , a co on zrobił złego by go tym raczyć . I poszły na testy farby i różnych rysików, dłutek i kombinacji CA + wypełniacz i w końcu wylądowały tam gdzie ich miejsce, czyli w koszu . A i tak mi jeszcze w pudle sporo "dobra" zostało. Ale ja się na samolotach nie znam bo tylko czołgi sklejam.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Czyli było jak zawsze . Pomiędzy sklepami ( piszę o handlu uspołecznionym ) w dostawie danego towaru było niekiedy 1- 2 lata przesunięcia . Gdzieś był , a gdzieś indziej nie dotarł. Problem spekulantów wbrew pozorów nie był taki prosty jak go potem po 1989 roku przedstawiano , że to byli wręcz pionierzy przedsiębiorczości , co to wyczuwali rynek i coś kupowali taniej , a sprzedawali drożej . Bo to wszystko można było tak tłumaczyć gdybyśmy mieli normalny rynek , a on by się musiał zaopatrywać jak wszystkie sklepy. Tu spekulacja wynikała z permanentnego niedoboru w sklepach , czyli sytuacji gdy miałeś pieniądze , a towaru w sklepie nie było . Chciałeś kupić namiot , albo lodówkę , czy pralkę , szedłeś do sklepu , a tam jej nie ma . Ale są na niej zapisy . I ten ktoś miał w domu namiot pralkę , albo lodówkę to i tak stał w kolejce kupował drugą i trzecią by ją potem sprzedać dużo drożej . Czy ktoś do niego poszedłby gdyby była w sklepie ta lodówka dostępna . Otóż nie . Kupiłby w sklepie . Ale w sklepie nie było . Do tego dochodziły ceny urzędowe , które często zwłaszcza przy inflacji , nie nadążały i w sklepach coś kosztowało przysłowiowe grosze . Z tego powodu reglamentowano sprzedaż . Sprzedawczyni normalnie by ci nie uwierzyła , ze ty chciałeś pięć migów skleić Wydawnictwa były dotowane dlatego MM w latach siedemdziesiątych kosztował 4.50 złotych , ale był nie do zdobycia i na bazarze kosztował 40 , albo stanowił część handlu wymiennego . Grzes - kluczowa była data. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
1987 to w publikacjach data można rzec przełomowa . Wychodzą publikacje książkowe , gdzie informacje o samolotach niemieckich ( z rysunkami , zdjęciami i danymi technicznymi się pojawiają w sposób więcej niż epizodyczny. W SP pojawiły się w dziale Lamus informacje ( na pół strony z rysunkiem ) samolotów niemieckich . Do tego czasu niemieckie samoloty trzeba było maskować w sposób jak opisujesz przedstawiając je w innych malowaniach niż niemieckie . Ale były wyjątki chociażby wydany w 1980 roku zeszyt z serii II wojna światowa Bitwa o Wielką Brytanię KAW , a tam w środku barwne sylwetki w III rzutach Me 109 i He 111 w niemieckich barwach. Czyli można było . Zeszyt poświęcony bitwie kurskiej pozwalał zobaczyć jak wyglądał Tygrys , czy Ferdynand . Ale faktycznie dużo tego nie było . W kwestiach okrętowych kwestie Kriegsmarine jakby były prostsze . Dane techniczne ( podstawowe ) nie były tajemnicą , ze zdjęciami gorzej , ale tu był bardziej problem poligrafii ( słabe często wyretuszowane zdjęcia + lichy papier swoje robiły ) na mały planik można było liczyć . Poza tym przy opisywaniu bitew morskich podając parametry okrętów obu stron nie dawało się za bardzo zafałszować ich podstawowych parametrów ( uzbrojenie , zasięg , prędkość ) . No i był opisywany wcześniej wykaz. Z Japończykami i Włochami problemu nie było i nazwy japońskich okrętów i ich losy można powiedzieć , że znałem prawie na pamięć ( na miarę posiadanych danych ) . W 1983 roku w Morzu był konkurs Jaki to okręt ? . A na zdjęciu fragment jednego z niemieckich kieszonkowych pancerników z fałszywą dodatkową wieżą zamontowaną dla zmylenia przeciwnika w czasie jednego z korsarskich rejsów. I tu uwaga na temat cenzury . Skupiamy się na Niemcach i ich sprzęcie , a zauważcie jak skutecznie gdzieś do 1987 roku ograniczano malowania amerykańskie . Jak wychodził w MM samolot amerykański to zwykle w malowaniu RAF - u albo Francji . Sylwetki barwne owszem w SP były zwłaszcza od 1985 ( Godło i Barwa stało się Barwami zwycięskich skrzydeł ) -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Sprawdziłem. Zgoda było tak jak piszesz . Z modelu pamiętam , że były do wyboru chyba 2 stateczniki pionowe . Ale rok wydania 1984 wiec cenzura się jeszcze mocno trzymała. W tym okresie przemycenie rysunków niemieckiego sprzętu było jeszcze dość trudne . Bardziej myślę , że zwyczajnie nikt się temu modelowi wnikliwie nie przyglądał i miał czeskie znaki i kontrolujący pomylił ( jak ja ) S - 199 z S - 99 i modelarze kartonowi dostali bf 109. Z Włochami i Japończykami było łatwiej bo nawet MM wydał za PRL Macchi , Zero i Ki 43 . -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
A ja rzucę kamieniem , bo z braku dobrych farb zrobiłem Avię wyłącznie w kolorze zielonym z czeskimi znakami i nie przerabiałem jej na Helmuta. Było to gdzieś w 1986 czy 1987 . Pomalowana olejnymi artystycznymi i schła co najmniej tydzień . Była jeszcze bardzo dobrze wydana rzeczona Avia w kartonie w 1/33 . Jedna z pierwszych prywatnych inicjatyw wydawniczych . Wyszła oczywiście w malowaniu z czeskimi znakami . Wydawnictwo nazywało się Model Kartonowy ( chyba to był numer 2 ) i autorem był Pan Zbyryt. Model pod względem wydawniczym / edytorskim sporo lepszy od MM. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
W Niemczech na przykład taki stan tęsknoty za NRD ma nawet swoją nazwę " ostalgię " W Polsce z upływem czasu ten stan się niestety pogłębia wraz ze starzeniem się części społeczeństwa i życiem wspomnieniami . PRL , a zwłaszcza PRL Gierka jawi się jako całkiem fajny okres . W sklepach wszystko było nawet matchboxy i humbrole były . Fajne książki wychodziły Nic tylko kupować sklejać. A system szkolnictwa był wydajny i każde dziecko potrafiło nauczone wiele rzeczy zrobić , a nie jak teraz tylko smartfona włączyć . Te ostatnie tezy wprost przez niektórych zostały wypowiedziane . Ja nie tyle piszę , że było szaro , buro i ponuro , tylko , że do prawie każdej tej opowieści do tego prawie każdego pokazywanego przedmiotu można dołożyć erratę , albo pisać * z przypisem o następującej treści " o ile udało Ci się to kupić / zdobyć / ukraść , bo jak poszedłeś do sklepu to zwykle tego nie było . I tego w tych wspomnieniach nie ma . Obrazowo jak w końcu kupiłeś MM i miałeś ciekawy temat to się x razy zastanawiałeś , czy masz dobre noże , nożyczki i czy ciąć ten jedyny egzemplarz , czy kupić kalkę ( bo ksera nie było ) i przerysować na karton i wtedy sklejać i tego MM nieumiejętną robotą nie zniszczyć , bo gdzie kupić drugi . I to są moje wspomnienia i Ty mi ich nie zmienisz. A permanentne braki w zaopatrzeniu nie były kwestią ocenną a faktem , przez który międzyinnymi ten system się wysypał. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Łódki z kory , stateczki z desek wszyscy robili , bo to był pewien etap edukacji modelarskiej ale my tu o modelarstwie plastikowym rozmawialiśmy. więc w tych ostatnich wypowiedziach kolegów gibresa i letalina dziwię się , że nikt nie nawiązał do klasyki literatury , czyli Janka Muzykanta i opowieści jak z braku skrzypiec prawdziwych skrzypki z gątka wycinał , a z końskiego włosia struny robił co zamiast wyraźnych dźwięków jeno cichy jęk wydawały A całkiem poważnie to o tyle muszę koledze gibresowi honor oddać , że faktycznie punkt widzenia niewątpliwie zależał od punktu siedzenia ( moja definicja teorii względności ) i to co było problemem na wsi lub w małej miejscowości niekoniecznie było problemem w większej , albo było problemem przynajmniej mniejszym , a jeszcze mniejszym w dużym mieście czy stolicy . To też jest spadek po PRL - u czyli wykluczenie przez brak dostępu do : nauki, komunikacji , sklepów , działalności kulturalno - oświatowej . Niektórym ten brak udawało się przełamać , a niektórym niekiedy nie . Ty w większym mieście wybrane sklepy oblatywałeś średnio raz dziennie , a ktoś przyjeżdzał na zakupy do tego miasta raz w miesiącu i albo miał farta, że coś kupił , albo ( zwykle ) nie. Jeszcze raz to napiszę . Nie ciągnął bym tego wątku w taki sposób gdyby nie to , że co i rusz przekazywany obraz we wspomnieniach różni się od rzeczywistego i w końcowym rozrachunku daje mocno wykrzywiony obraz jakby przeminęło coś za czym należy tęsknić . Tak tym jedynym była młodość ( mądra , głupia , ale młodość ) i dla mnie tylko ona , Przykład : Kilka stron temu była pokazywana gra " Mózg elektronowy " w różnych wersjach . Ja też taką miałem . I co było w tej grze problemem ? To , że była powtarzalna ? Nie . Problemem było to , że zwykle była wydana fatalnie z punktu widzenia poligrafii ( słaby karton i słaby wydruk ) , minimalistycznie ( tylko kilka kartek ) oraz to co było najważniejsze , a było nią uzależnienie od towaru w kraju w wielu miejscach deficytowego jakim była bateria , której kupienie wbrew pozorom nie było łatwe i w domu takiego towaru trzeba było mieć zapas . I wie to każdy kto w latach siedemdziesiątych / osiemdziesiątych szykował się do wyjazdu turystycznego ( baterie R 14 lub R 20 ) , lub potrzebował źródła zasilania do różnych urządzeń ( magnetofony ) i zabawek . Szedł do sklepu i kiosku i towaru nie było , a jak był to x osób wykupiło na zapas i towaru znowu nie było . I z takimi brakami kojarzą mi się takie zabawki . W drugiej połowie lat siedemdziesiątych mój dziadek był jeszcze maszynistą na PKP i miał taką z przesuwanymi kolorowymi szybkami ( czerwona i niebieska ) latarkę zasilaną baterią płaską i zawsze najwięcej nerwów było jak szedł na nockę do roboty i musiał tą baterię mieć , a tego w sklepach i kioskach nie było . Lub dokładnie " rzucali to " i ludzie wykupywali bo nie wiadomo było kiedy znowu będą . I tym deficytowym towarem zasilany był mózg elektronowy . I tu apel moi sympatyczni koledzy . Każdy wspomnienia ma jakie ma i one raczej się nie zmienią , ale naprawdę kiedyś usiądźcie kiedyś na spokojnie popatrzcie na swój warsztat modelarski i odpowiedzcie sobie szczerze na pytanie ile z tych waszych " lepszych " modelarskich wspomnień to faktycznie PRL , a ile lata tuż po PRL- u , bo ja niekiedy mam wrażenie , że obraz się zlewa i sporo tych matchboxów , airfiksów i humbroli było kupowanych tuż po 1989 roku . I znowu przykład : Artykuł z SP z 1985 o nowościach modelarskich z KP . Ja Miga 21 w normalnej sprzedaży zobaczyłem dopiero około 1988 /89 roku jak trochę poluzowano handel wewnętrzny . Spitfire IX z KP dopiero w 1989 roku , a Hellery przepakowywane przez Smera dopiero około 1990 . Sorry za ten lekko przydługi post -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Tak . Niektórzy mieli , bo wystarczyło, ze byłeś nastolatkiem , którego rodzice nie byli częścią systemu , który pozwalał zorganizować/ załatwić / lub ukraść z zakładu pracy niezbędne rzeczy . Tak . W 40 tysięcznym mieście ( czyli nie małym ) w połowie lat osiemdziesiątych przemierzałem sklepy w poszukiwaniu pędzelka , którym dawało się malować , nożyka , który zastąpi stary i tępy skalpel , talku do zmatowienia olejnych farb artystycznych i zrobienia szpachlówki. Na agregat nie polowałem poddałem się , bo po co mi agregat i aerograf jak nie miałem normalnych farb. Zdajesz sobie sprawę jaką powtarzalność miało mieszanie farb olejnych artystycznych za każdym razem , a problemem było ich przechowywanie ( wiem fiolki po lekach po całej rodzinie zbierałem ) I piszę o latach 1983 - 1987 A jak wyszły Modelaki wiesz jaka radość była w 1988 - 1989 roku roku , a i pusta puszka była na mieszanki. Chyba lekkie zmieszanie okresów . Tak, było pierwsze wydanie książki Wagnera z rysunkiem na okładce, to ze zdjęciem to było drugie , ale z 1984 roku . Ale tuż po 1989 roku wyszło ABC Modelarstwa z chyba F - 5 Tigerem na okładce Moszyńskiego . A porady Wagnera uzupełniane nową sytuacją pojawiały się w " Lotnictwie " ( tym pierwszym ) po 1989 roku. P lany aerografu samoróbki były , ale bodaj w cyklicznej publikacji " Skrzydła w miniaturze " gdzie pisał miedzy innymi magister ( taka tytułologia panowała wtedy w publikacjach ) Andrzej Ziober. A sklepy modelarskie pojawiły się po 1989 roku , i tez nie od razu ze wszystkim. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
U mnie było jak pisze kopernik. Chłopaki do drewna , ale bez narzędzi . Ale wcześniej wszyscy dziewczyny i chłopcy szyliśmy fartuch i robiliśmy ściegi na ocenę . Ale w 7 , czy 8 klasie stał się cud na zastępstwo przyszedł ktoś inny i obróbka drewna polegała na sklejaniu Jaskółki w grupach ( projekt grupowy ) i nawet potem było oblatywanie , a w ramach obróbki kartonu indywidualnie MM i niektórzy mieli spore problemy z kupieniem takiego MM , który dawało się w sensownym terminie skleić , bo jak się domyślacie nikt za żaglowiec się nie łapał . -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
O tak było ponieważ nikt mi nic nie pokazał to potem na ocenę ZPT cała rodzina mi karmnik robiła . Bo w domu listewki sklejki , piłki nie było . A kupić nie można była a rodzina pracowała w takich miejscach , że wynieść z zakładu nie było jak . Kiedyś pisałem o tym gdybym miał w PRL taką skrzynkę z narzędziami do prac w domu to albo bym był ukochanym sąsiadem , albo my mi tą skrzynkę ukradli. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Pamiętam scenę ze sklepu modelarskiego który prowadził modelarz . Taki co w sklepie sklejał modele , a klienci mu w sklejaniu wręcz przeszkadzali , albo w kontaktach z innymi podobnymi do siebie . Na wystawie parę modeli pojazdów w budowie , grzecznie pytam jak coś zrobił , jedyne co dostaję to śmiech . I nie był to PRL tylko pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych . Ile ja się nasłuchałem o mitycznym warzeniu farb i proporcjach farby do rozpuszczalnika to się czułem jakbym na dworze mistrza Sędziwoja na dworze Zygmunta III Wazy był. Co do wystaw i parcia na nie w PRL . Wtedy udział w takich wystawach ( zwykle pod patronatem LOK ) pozwalał na dostawanie konkretnych nagród ( modele ) oraz co było chyba ważniejsze na kontakty z modelarzami zwykle z demoludów , a co przekładało się na wyjazdy i wymianę towarową i prywatny eksport - import. Jak w PRL - u nic nie miałeś to taki wyjazd na zawody do CSRS było coś . -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Ale przynajmniej mógłbyś poczytać dokładnie co piszę . Nie pisałem o braku jakichkolwiek porad , ale o tym , że gdzieś na prowincji część z tych porad była nie do zastosowania . Ja tez robiłem szpachlówkę z przepisu Pana Wagnera . Niestety nie była dobra . Temat farb Talensa został wywołany , a dokładniej to ,że były tylko dla plastyków , a i tak nie wszyscy je kupili . Ja najpierw kupiłem chińskie olejne potem polskie olejne , a potem niemieckie też olejne z NRD Wszystkie artystyczne w tubkach. Model suszył się tydzień na szczęście była to avia z KP . A i w ciągu tego tygodnia za zapach tej farby mogła Cię rodzina z domu wywalić. Nie pisałem nic o braku infa o wykonaniu rysika , tylko o jego sposobie zastosowania . I tu jest akurat wspominany przez Ciebie pojedynczy rysunek . Nic więcej . Na zasadzie jest rysik zrób z drutu , albo szydełka . Ani słowa o ryciu / trasowaniu różnych powierzchni, na przykład obłych. Więc trudno to traktować jako kompletną poradę . Nie piszę o braku oceny Jaka z ZTS - u , bo w latach osiemdziesiątych znałem ją na pamięć , tylko przeprowadzeniu całego procesu budowy / poprawek w oparciu o ten zestaw , o ten stosukowo łatwo dostępny zestaw , który nawet jak zepsujesz to możesz kupić nowy , bo ten z Zachodu przy pewnych umiejętnościach bałeś się ruszyć . A Pan Wagner dawał przepis na kolor farby dla japońskich samolotów , bo przecież japończyków po sklepach było pełno . A reszta jak pisał kolega greatgonzo. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
A jakież to mądrości pisali w SP i książce Wagnera o aerografach ? Że jest coś takiego jak aerograf i maluje się nim ładniej niż pędzlem . No i w książce Wagnera był rysunek tegoż aerografu zwanego wtedy pistoletem natryskowym . W SP nie było o tym prawie wcale , bo SP generalnie nie zajmowała się udzielaniem porad modelarskich . Modelarskie porady to była " wiedza tajemna" jaką modelarze się z innymi nie dzielili coby ich model na wystawie największego krasnala zdobył . Książka Wagnera owszem zawierała kilka porad dotyczących modelarstwa , ale to wszystko było chaotyczne , bez konsekwencji. Było coś o rysiku do robienia wklęsłych linii , ale jak to zrobić ani słowa , było o aerografie , ale jak złożyć zestaw nawet w oparciu o sprężarkę z lodówki ani słowa . Było o wykonywaniu dodatkowych elementów, ano było , ale jakie tworzywo skąd pozyskać ( mityczna klapa sedesowa ) ani słowa . Zwróćcie uwagę , że autor w uwagach wstępnych tak się zagalopował , że omówił cały proces sklejenia i malowania i potem to dopiero rozwinął . Ja zwyczajnie nie rozumiem jak pisząc tą książkę autor głównie skupił się na wychwalaniu zachodnich produktów ( model , farby , aerograf ) , a nie zrobił biorąc za przykład model Jaka 1 z ZTS Plastyk ( czyli model powszechnie dostępny ) pełny proces wykonywania modelu udzielając przy tym rad jak sobie z pewnymi problemami poradzić . Sorry ostatnio sklejałem książkę Wagnera , bo się rozpadała i mnie pewne rzeczy dalej dziwią . Przypominam na okładce ze zdjęciem jest pełna oferta utensyliów modelarskich , które w 1984 roku nie była dostępna w normalnej sprzedaży , bo w większości była pochodzenia zachodniego . Niewtajemniczonym przypomnę , że wtedy średnia pensja w PRL - tu odpowiednik mniej więcej dwudziestu kilku dolarów USA na czarnym rynku , bo legalnie mogłeś je sprzedać po kursie państwowym , a le z zakupem był problem. I tak samo było z klubem 1/72 SP adresowanym dla wybrańców . Kwestia aerografu w PRL - u . W sprzedaży radzieckie owszem były , ale nie ciągłej i nie były takie tanie . Tanie się stały jak się po 1989 roku handel ze Wschodem otworzył. Do tego trzeba było mieć dobre farby ( już problem ) , sprężarkę ( lodówkowiec tez musiał, ktoś umieć zrobić i różne dodatki typu wężyki , złączki , co się je dzisiaj jednym kliknięciem myszy kupuje . Aerograf z Zachodu to była droga zabawa patrz pensje . Bo za jego cenę można było kupić jeansy dla całej rodziny , buty sportowe , albo niezły jak na polskie warunki magnetofon . Więc sprowadzali to niektórzy . Reasumując zmontowanie zestawu w PRL - u było nie takie łatwe i praktycznie nieosiągalne dla nastolatka . I to wszystko zmieniło się dopiero po 1989 roku o, czym niektórzy zapominają bo ten wątek co i rusz okresy przed i po 89 rokiem miesza . Bodaj w 1986 roku byłem w Warszawie na Służewcu w charakterze widza na Mistrzostwach Świata w biegach przełajowych . Jak zawodnicy z czołówki wyrzucali utytłane w biegu buty ( część Afrykaczyków biegała niestety na boso) , piszę niestety , bo te wyrzucane buty , były skrzętnie wyciągane z koszy , prane szyte by było w czym startować przez tych zawodników , którzy na sprzęt z Kadry Polski liczyć nie mogli , albo dotychczas biegali w " kultowych " Polsportach . Dlatego na koniec tekst z piosenki " Mówię Ci, że , mówię Ci jedyne wyjście to obudzić się . ... Obudzić się z mitu PRL - u . -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Tobie i jemu się wydaje, że one są jare . Tak wydaje się wiele rzeczy które były kiedyś . Wszak podobno egiptolodzy w piramidach odczytali następujące zapisy : - Kiedyś to były czasy - I co z tej młodzieży wyrośnie ? -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Pełna zgoda , ale właśnie dlatego wydawanie mocno zdezaktualizownej literatury popularno - historycznej , która premierę miała 50 - 60 lat temu mija się z celem . Przecież tu praktycznie na stronę powinno przypadać 1/4 strony przypisów errat i sprostowań. To jak z wydaniem " Wielkich dni małej floty " Pertka. Wychowałem się na niej , dobrze się czyta , autor miał lekkie pióro , ale książka się mocno zdezaktualizowała i generalnie jej czas minął. A znajdujące się w niej błędy potem ciężko ludziom , którzy to przeczytali wyperswadować , no bo jak to przecież książka parę lat temu wydana. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
No ja w tym czasie po tym jak do sklepów zawitały matchboxy ( a kupiłem wtedy cały jeden ) tak vacu , jak i szybowce omijałem szerokim łukiem . Wiem nie było co sklejać , ale już wolałem kolejny model z KP pomalować olejnymi farbami artystycznymi i czekać cały tydzień jak się w końcu farba przestanie do palców lepić . A potem już tylko mały krok do dania sobie spokoju ze sklejaniem na dobre kilkanaście lat . -
Okręty - zadajemy pytania - otrzymujemy odpowiedzi.
merlin_70 odpowiedział Duży Modelarz → na temat → [O]Warsztat
Zwyczajnie trzeba kupować regularnie " Misia" * i po paru latach Ci się uzbiera jakiś zbiór + dane i zdjęcia z Netu . Współczesne okręty są zwykle dobrze obfotografowane . Modelarstwo Okrętowe też dość regularnie publikuje plany współczesnych okrętów wojennych. Jak jesteś modelarz wyłącznie okrętowy to ta gazeta to obowiązek . Z książek poszukaj Krzewińskiego " Współczesne okręty wojenne " oba wydania . Celowo nie polecam " Okrętów Wojennych " bo wg mnie tak gazeta nie jest adresowana do modelarzy tylko do shiplowerów i poza kilkoma zdjęciami za dużo Ci nie pomoże . Zwyczajnie jest to przerost formy nad treścią , a dokładnie ceny nad treścią . * " MISIO" - Morze Statki i Okręty . -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Szedłem tą samą droga dopóki nie odkryłem , że problem roczników można rozwiązać zdobywając 3 pozycje książkowe - Druga wojna światowa a morzu Lipińskiego , Pierwsza wojna światowa na morzu Gozdawy Gołębiowskiego , oraz Konflikty i zbrojenia morskie Dyskanta. Wychodziły w odstępie co kilka lat wznowienie pierwsze dwie za PRL - u miały chyba po 2 , ta trzecia nie miała wznowienia . Po 89 roku te pierwsze dwie zostały wznowione przez " Lamparta " , ale bez wykazu flot . Oczywiście wykazy miały błędy , bo autorzy w PRL - u mieli takie , a nie inne źródła , ale przynajmniej już wiedziałeś jakie okręty wchodziły w skład danej klasy i jakie były ich losy . A artykuły w Morzu w PRL - u , albo pierwszych numerach " Okrętów Wojennych z początku lat dziewięćdziesiątych odpowiadały obecnym artykułom w Wikipedii. Dzisiaj sytuacja wygląda tak , że wychodzi " Misio"* i " Okręty Wojenne , których kupowanie po 160 numerze zaprzestałem , bo zacząłem mieć dość artykułów gdzie autor musi napisać , że w 190 2 roku na pokładzie amerykańskiego predrednota odbył się koncert , albo , że go odwiedziła Pani Ambasador , a dobrych planów ( nawet ogólnych ) pokazujących zmiany na okrętach z upływem czasu brak . I cały czas czekam na modele polskich okrętów w 1/350 , bo a 1/700 za stary jestem. " Misio"* to oczywiście " Morze Statki i Okręty. -
Pełna zgoda. Modele Takoma w pudełku wyglądają przednio i wydają się lepszą alternatywą niż drogi ( niestety Dragon) . Niestety czar pryska po rozpoczęciu sklejania . Dość słabe spasowanie , problemy ze współosiowością elementów ( zwłaszcza koła ) , kuriozalne rozwiązania konstrukcyjne ( typu najpierw przyklej narzędzia , potem kazamatę ) . Tego modelu nie sklejałem a swoje doświadczenia opieram na pojazdach rodziny pz.kpw III i Stug wydanych przez Takoma. I dlatego jednak będzie kupowany droższy Dragon .
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
merlin_70 odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Wątek powędrował w kierunku wiadomym. W kierunku sukcesywnego kolorowania tamtych czasów , pomniejszania permanentnych trudności w zaopatrzeniu , zapominaniu , że " wolność" była czymś niekiedy mocno umownym. Przypominaniu barwnych pojedynczych wydarzeń , które szarość życia w PRL - u czyniła chociaż odrobinę bardziej znośnym. Zapominaniu , że te wszystkie towary prezentowane w tym wątku owszem były , ale dostępne tylko dla niektórych i żeby mieć do nich dostęp trzeba było być osobą " pełnosprytną" lub funkcjonować jako część systemu / uprzywilejowanego lub znajomościowego lub żeby coś dostać trzeba było komuś coś innego dać i zwykle nie były to pieniądze w wysokości odpowiadającej cenie wyrobu. To czasy gdy się było młodszym i nic nie bolało i choćby dlatego było pięknie , a jak człowiek obleciał kilkanaście kiosków i kupił tego MM lub SP to pełnia szczęścia , która w krajach tzw " zgniłego Zachodu" była normą. Dlatego każda kupowana wtedy książka to odrębna opowieść ( gdzie kupiona , od kogo , co poszło w zamian ) . Ja to też mam , że jestem w stanie wskazać gdzie który numer TBiU kupiłem , ale powoli mam dość koloryzowania tych szarych czasów , co człowiek ze zdobytymi rolkami papieru toaletowego zawieszonymi na szyi wyglądał na prawdziwego wygranego czas PRL - u .
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 20
