Bida z nędzą
Dobra wiadomość jest taka, że złożyłem do kupy kadłub i skrzydła. Zła natomiast...
Boli podwójnie, bo to kaskada błędów własnych
Pocienianie spływu poskutkowało utratą punktów pozycjonujących połówki i najprawdopodobniej lekkim przekoszeniem przy sklejaniu płata, to zaś pociągnęło za sobą totalny brak spasowania kadłuba ze skrzydłami i dolnymi osłonami silnika - poświęciłem więc miejsce łączenia na płacie, żeby uzyskać prawidłowy kształt pod przednią osłonę silnika. Będzie to najłatwiej wyprowadzić, bo nie ma żadnych detali powierzchni. Niestety nie spasował się też spód - klapy wystają ponad obrys kadłuba. Na razie zalałem wszystko CA, ale przy klapach trzeba będzie to przejście wygładzić wałeczkiem masy dwuskładnikowej.
Jak widać udało mi się zgubić też jedno z oprofilowań karabinu skrzydłowego, więc musiałem dorobić je z kawałeczka polistyrenu. Na pewno nie jest takiego samego kształtu jak oryginał na prawym skrzydle - gorzka pigułka, którą przełykam ze świadomością porażki.
Odechciało mi się już tego Iszaka całkowicie ale nie poddajemy się, przede mną wyciszające sesje z papierem ściernym i gąbeczkami.
Aha, w kokpicie nie widać absolutnie NIC poza zagłówkiem i kawałkiem pasów.
Nie warto było robić nic...