grzesioj
Użytkownicy-
Liczba zawartości
662 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez grzesioj
-
Jak zwykle nie wiadomo, co podziwiać. Model, czy "dodatki". Chyba jedno i drugie. pozdrawiam Grzesiek
-
Widzę, że udało Ci się zdobyć model . Ja też nad nim(-i) pracuję, ale pewno nie będą tak dobre, jak ten. Co do zestawu - to wcale mnie nie zachwycił, ale o tym napiszę być może kiedyś w swojej galerii. Twój model - jak zwykle smakowity. pozdrawiam Grzesiek
-
Diody LED - porady dla niewiedzących
grzesioj odpowiedział grzesioj → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Można również zastosować diody z wbudowanym generatorem, tzw. "migające", ale te migają tak, jak chce producent. pozdrawiam Grzesiek -
Dobra, a więc zacznijmy od początku. Wykład będzie na temat elektroniki, ale przedstawiony prostym - mam nadzieję - i zrozumiałym językiem. Napisze go elektronik z wykształcenia (nawet wyższego), mający obecnie niewiele wspólnego z elektroniką. Aby zmusić diodę LED do świecenia, niezależnie od materiału ani technologii w jakiej została wykonana, należy spolaryzować ją w kierunku przewodzenia i zapewnić przepływ odpowiedniego prądu. Co to znaczy odpowiednio spolaryzować? Ano - na odpowiednią elektrodę podać plus napięcia, na odpowiednią minus - to przy STAŁYM NAPIĘCIU ZASILANIA. Innego na razie nie będziemy omawiać. Co to znaczy na odpowiednią elektrodę? Tutaj najlepiej (niestety) posłużyć się katalogiem, bo nie ma na to reguły. Różni producenci w różny sposób wyróżniają, która elektroda jest która (anoda - katoda). Najogólniej: anoda - plus zasilania, katoda - minus. Podpięcie jednakże do diody LED zasilania BEZPOŚREDNIO ze źródła skończy się źle - dioda ulegnie najprawdopodobniej natychmiastowemu przepaleniu. Aby tego uniknąć, należy w obwodzie dioda - źródło zasilania ograniczyć prąd przy pomocy rezystora, tak, jak w układzie przedstawionym na rysunku: Rezystor dobieramy tak, aby nie tyle nie przekroczyć maksymalnego prądu diody, przy którym będzie się ona grzała i zapewne niedługo poświeci, ile zapewnić prąd optymalny, czyli możliwie jak najmniejszy, ale jednocześnie taki, przy którym dioda w zadowalający sposób świeci. Współcześnie produkowanym diodom do tego celu wystarczy kilka - kilkanaście miliamperów, a 20 to już na pewno, choć najlepiej w tym celu również zajrzeć do katalogu. A oto prosty wykres: Przedstawia on zależność prądu przepływającego przez diodę od napięcia na niej panującego dla różnych typów diod. Widzimy z niego, że dla przyjętego prądu 20mA napięcia panujące na diodach są z zakresu około 1,6V (dla diod czerwonych) do ponad 3V (dla diod niebieskich). Zatem, jeśli przyjmiemy takie oznaczenia, jak na pierwszym rysunku, gdzie Uz to nasze napięcie zasilania, Up - napięcie przewodzenia diody, (które możemy przyjąć jako ok. 2V lub katalogowo - konkretnie pod typ diody), i - prąd diody, który możemy przyjąć na wartości 20mA, mamy: R=(Uz-Up)/0.02, gdzie napięcie podamy w woltach, a rezystancję otrzymamy w omach. I po taki rezystorek maszerujemy do sklepu z częściami ELEKTRONICZNYMI, nie elektrycznymi. A co zrobić, gdy chcemy takich ledów podłączyć więcej? Są dwie metody - połączenie równoległe i szeregowe. Przedstawia to poniższy rysunek: Układ z lewej to połączenie równoległe, z prawej szeregowe. Każdy z nich ma swoje wady i zalety. W układzie równoległym każda z diod ma swój indywidualny tor prądowy i dobierając rezystor możemy dobrać np. jasność świecenia. Montując wyłącznik możemy diodę indywidualnie załączyć bądź wyłączyć. Wadą tego rozwiązania jest konieczność stosowania dużej liczby rezystorów oraz zastosowanie zasilacza o dużej wydajności prądowej (równej sumie prądów poszczególnych gałęzi). W układzie szeregowym przez wszystkie diody płynie ten sam prąd, a więc będą świecić tak, jak będą chciały przy tym prądzie. Nie ma możliwości indywidualnej zmiany jasności ani wyłączenia, załączenia. Potrzebny jest zasilacz, zapewniający duże (jeśli diod będzie dużo) napięcie wyjściowe, które będzie równe sumie napięć na diodach i rezystorze, co przy 10 diodach niebieskich może dać już około 40V. Zaletą tego rozwiązania jest niewielka liczba elementów dodatkowych (rezystorów). A zatem - najlepiej stosować rozwiązanie mieszane - w zależności od potrzeb. Co jeszcze należy wspomnieć - w układzie równoległym wszystkie gałęzie liczymy tak, jak na wzorze przedstawionym powyżej. W układzie szeregowym jako Up przyjmujemy sumę napięć przewodzenia wszystkich diod w szeregu. pozdrawiam Grzesiek
-
Proźba o pomoc z elektroniką.
grzesioj odpowiedział Constructor → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Panowie, temat, myślę, że był już poruszany na forum. TUTAJ też macie co nieco. W razie bardziej konkretnych pytań - pytać! pozdrawiam Grzesiek -
Oj tam, zaraz poskąpiłem. Po prostu nie kupiłem i już. A te czipsy to chwyt poniżej pasa, bo jestem przeciwnikiem spożywania tego czegoś przez dzieciarnię. Z drugiej strony - wolę kiedy generał bawi się modelem z taką lufą, przeżuwając czekoladę kupioną za zaoszczędzone na lufie pieniądze. A tak na poważnie - dziękuję za pozytywne komentarze, że model wyszedł poprawnie, bo w trakcie budowy były momenty zwątpienia. pozdrawiam Grzesiek
-
Po miesiącu zmagań z nieustępliwą materią (w końcu ustąpiła ), jak w tytule, czyli Flakpanzer 38(t) Gepard (Sd.Kfz.140) firmy UM w skali 1:72. Model sklejany po staremu (znowu - ktoś powie...), malowany coraz bardziej starzejącym się pędzlem farbami Humbrol i Pactra. Potem trochę "złoszowany" starym artystycznym olejem pomieszanym z czarnym Humbrolem, obicia robione gąbką i cienkim pędzelkiem. Sam model - cóż, robiłem go miesiąc. Nie dlatego, że był jakiś szczególnie trudny, lecz często się do niego zniechęcałem. Po otwarciu pudełka naszła mnie refleksja, że modele UM są... coraz gorsze. Powyginane we wszystkie strony ramki - to pierwsze, co zauważyłem przez folię. Drugie - to brak osi koła napędowego. Złamana . A ponieważ nigdzie jej nie było w szczelnie zaklejonej torbie - znaczy, że odpadła "w fabryce". Przy sklejaniu kadłuba napotkałem pierwszy poważniejszy problem, którego po kontakcie z modelami na zmodyfikowanym podwoziu 38(t) - Sd. Kfz. 138 Marder III Ausf. M - się spodziewałem. Jest to zbyt krótka płyta górna pancerza, zachodząca w znacznym stopniu na przód pojazdu. Rozwiązania tego problemu są dwa. Pierwsze zastosowałem we wspomnianym modelu Mardera, czyli zniwelowanie szczeliny z przodu pojazdu doklejeniem elementu maksymalnie z przodu. Ale wtedy pojawia się mnóstwo szczelin do zapchania z boku kadłuba oraz z góry. Tu wpadłem na lepszy pomysł . Usunąłem nieliczne elementy ustalające położenie przedniej płyty pancerza, dokleiłem ją pod nieco innym kątem niż być powinna i zniknęły wszelakie szczeliny. A inny kąt przyklejenia jest naprawdę niedostrzegalny. Gąsienice - również budowane w standardowy przeze mnie sposób, opisany tutaj. Pomimo tego, że do ideału daleko, jest to najlepiej sklejone przeze mnie podwozie pojazdów opartych na 38(t), z czego jestem niezmiernie dumny . Może wybrzuszenie górnego biegu gąsienicy nie wypadło dokładnie nad rolką, może... A niech tam, jest dobrze. Kolejny problem to nadbudówka działka. Składała się ona z 17 części, w zasadzie bez żadnych elementów ustalających położenie. Jedynym elementem, na którym można było coś próbować dopasować, był element na kształt podstawy nadbudówki. Niestety - można by było, gdyby nie był za duży i nie miał złego kształtu. Nadbudówkę skleiłem więc na stole bez niego, później odrysowałem właściwy kształt podstawy na kartce papieru, dociąłem czeską żyletką i wkleiłem. Wyszły jedynie dwie szczeliny, co również uważam za sukces. I sprawa kolejna. Element przedstawiony na zdjęciu: w rzeczywistym pojeździe składał się z jednego kawałka blachy. W modelu - z dwu, położonych pod radośnie ustalonymi przez producenta kątami względem siebie, co zaznaczyłem linią przerywaną. Nie pozostało mi nic innego, jak zniwelować "schody" na połączeniu elementów pilnikiem i papierem ściernym. Nie udało mi się tej nierówności zedrzeć do zera w obawie przed przepiłowaniem elementów na wylot. Dodatkowo zniszczyłem pięknie odlane nity, których to nitów, pomimo prób, nie udało mi się odtworzyć. No i to chyba tyle. A - anteny nie wykonałem przez zwykłe lenistwo. Lufa działka - made by GrzesiojModel . Czas na zdjęcia - nie najlepsze, bo jakie były warunki oświetleniowe lepiej nie wspominać. I tak załapałem się na poranne słońce, wyglądające na krótkie chwile przez chmury. Potem był już tylko deszcz i śnieg. A więc - na wolnym powietrzu: Te, zrobione "z ręki", a więc trochę nieostre: Te zrobione na stole w kuchni z użyciem lampy błyskowej: A tu powiększona znowu rodzinka: pozdrawiam Grzesiek
-
Moje sposoby na gąsienice w 1:72
grzesioj odpowiedział grzesioj → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Napiszę do samego siebie , choć, nie, do kolegi plastikk: ponieważ w przepastnych archiwach fotograficznych znalazłem trochę zdjęć czołgu BT-5 w fazie budowy. Wynika z nich, że gąsienice klejone były nieco zmodyfikowaną metodą, przedstawioną przeze mnie jako druga. Zatrzymałem się w niej na etapie sklejenia gąsienicy w jeden pas, ale nie zamykania go i nasunięcia tak sklejonego elementu na układ jezdny od strony koła napędowego. Przerwa w pasku gąsienicy była na kole napinającym, jak to widać na zdjęciach: W takim stanie układ jezdny został rozmontowany, następnie pomalowany i złożony ponownie, tym razem już na klej. pozdrawiam Grzesiek -
A, wrzuciłem to w zupełnie oddzielny temat. pozdrawiam Grzesiek
-
Moje sposoby na gąsienice w 1:72
grzesioj odpowiedział grzesioj → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
W przypadku Pantery zdecydowanie wygodniejsza będzie pewno pierwsza metoda. Choć należy sobie zdawać sprawę z tego, że to nie jedyne sposoby składania gąsienic. pozdrawiam Grzesiek -
Moje sposoby na gąsienice w 1:72
grzesioj odpowiedział grzesioj → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Tak, pełnej pętli nie da się założyć na każde podwozie. Ale, jeśli: 1. Gąsienica ma jeden rząd zębów; 2. Jeżeli koła jezdne są złożone z dwu talerzy; 3. Jeżeli koła nie "zachodzą" na siebie w rzucie bocznym z powodzeniem można skleić cały bieg gąsienic i założyć go z boku wraz z kołami napędowymi i napinającymi na model. Pojazdy, które przykładowo spełniają te warunki to Pz. Kpfw. III i pochodne, Pz. Kpfw. IV i pochodne, Elephant, czołgi z serii BT itp. pozdrawiam Grzesiek -
Moje sposoby na gąsienice w 1:72
grzesioj odpowiedział grzesioj → na temat → Jak to zrobić i jak pokazać
Fotografii z montażu nie mam, niestety. Ale z powodzeniem, dzięki konstrukcji układu jezdnego, gąsienice można wykonać drugą z przedstawionych metod. Jak ja robiłem- szczerze mówiąc już nie pamiętam. Chyba metodą pośrednią - skleiłem cały bieg gąsienicy, ale jej nie zamknąłem i nasunąłem od tyłu (od strony koła napędzającego) na zamontowany już układ jezdny. pozdrawiam Grzesiek -
Postanowiłem nikomu nie paprać tematu i swoje rozmyślania umieścić w oddzielnym wątku - walki z gąsienicami w skali 1:72. Na początek krótka konkluzja - istnieje kilka różnych typów podwozia, dla których jedna metoda składania gąsienic okazuje się lepsza od innych, bądź jedyna możliwa, znowu dla innych lepsza jest jakowaś inna metoda. W temacie przedstawię swoje dwa sposoby, zachęcając jednocześnie innych do przedstawienia tutaj sposobów swoich. =============================================== Jako pierwsza - metoda nakładania gąsienic w dwu częściach, mająca zastosowanie na przykład w modelach Panzer 38 firmy UM. Niestety, nie mam żadnej dokumentacji fotograficznej z pracy nad konkretnym modelem, więc będzie głównie słownie. Na ewentualnych fotografiach będą różne modele na różnych etapach składania. A więc: 1. Sklejam sobie najpierw główną bryłę kadłuba pojazdu bez doklejania jakichkolwiek elementów przeszkadzających w dalszej pracy w rodzaju błotników, haków itp. 2. Do kadłuba doklejam wózki jezdne w ten sposób, że nakładam na nie wycięte wcześniej koła jezdne bez przyklejania, w samych zaś wózkach rozwiercam nieco otwory montażowe, tak aby wózki miały nieco luzu na swoich miejscach i ustawiam je na klej w ten sposób, aby koła były możliwie w jednej linii i model nie "chybotał" się na boki. Uff... dopiero drugi punkt a wywód się komplikuje. Na tym etapie mocuję również na stałe przy pomocy koktajlu z kleju do plastiku i CA rolki podtrzymujące. Oczywiście - nie mieszam obu klejów. Najpierw na "zwykły" klej, potem spoinę oblewam klejem CA. 3. Następny etap to koła napinające i napędowe. Po wycięciu z ramki bezzwłocznie dokonuję "pocienienia" od wewnątrz wszystkich kół przy pomocy pilnika. Niestety niszczę przy tym odlaną wewnętrzną fakturę, ale w gotowym modelu i tak jej nie będzie widać. Następnie koła te sklejam ze sobą. Zęby na kole napędowym justuje (ustawiam w linii) poprzez kilkukrotne przetoczenie go po najdłuższym kawałku gąsienicy w ramce, koło napinające zaś ustawiając tak, aby miało jak najmniejszy mimośród i jajowatość. Te mimośrody wszystkich kół i jajowatość co niektórych to największa bolączka modeli 38(t) firmy UM ... Miejsce sklejenia połówek kół po chwili zalewam klejem CA. Pojazd po tych operacjach wygląda mniej więcej tak, jak te poniżej: Żadne z kół na widocznych modelach nie są na razie przyklejone. 4. Sklejanie gąsienic zaczynam od łuków na kołach napędowych i napinających. Do klejenia używam kleju Wamod z igłą, kleju CA, pęsety i igły. Czasami wspomagam się jakąś tam wykałaczką. Sklejam najpierw odcinek z pojedynczych ogniwek na płaskiej powierzchni przy pomocy kleju do polistyrenu, odczekuję około minuty, może dwu, delikatnie go podnoszę i starając się dociskać równomiernie palcami, owijam wokół koła. Mimo, że tego na pierwszy rzut oka nie widać, koło napinające ma podobną średnicę (jeśli nie liczyć zębów) do koła napędowego, zatem dla ułatwienia wszystkie łuki można wywinąć na nim. 5. Po kilkunastu minutach delikatnie wyjmuję sklejone łuki z "form" (czyli - zdejmuję z kół napinających) i albo zakładam je teraz, celem rozepchania, na koła napędowe, albo od razu zalewam (tak - zalewam, gdyż wbrew wyobrażeniom, tego kleju leję dość dużo) od wewnątrz, pomiędzy rzędami zębów prowadzących, klejem CA. Kleju tego, ze względu na konstrukcję kół i tak nie będzie widać. Znacznie mniej brutalnie traktuję łuki od zewnątrz - tutaj przy pomocy igły staram się nanieść niewielką ilość kleju CA na połączenia między ogniwkami. 6. Gdy szansa bezpowrotnego przylepienia palucha do łuku spada praktycznie do zera, doklejam do łuku pierwszy dłuższy, prosty odcinek gąsienicy, ten, który będzie pomiędzy kołem napędowym a pierwszym jezdnym. Robię to w ten sam sposób, co ogniwka w łuku - najpierw klej do plastiku, potem obustronne umocnienie klejem CA. 7. Kiedy spoiny zaschną, nakładam gąsienicę na koło napędowe a koło na model i sprawdzam, jak to wszystko na nim "leży". Najczęściej "nie leży", więc biorę w dłoń czeską żyletkę i nadcinam dwa ostatnie ogniwka na prostym odcinku gąsienicy i delikatnie załamuje je do kształtu koła jezdnego. Tak ukształtowany koniec zalewam oczywiście klejem CA . 8. Doklejam dolny, najdłuższy odcinek gąsienicy. Czasami, w zależności od tego, jak ułożą się koła jezdne (mimośrody!!!) zachodzi potrzeba doklejenia zgodnie z instrukcją pojedynczych ogniwek na końcach dolnego biegu gąsienicy. W ostatnim modelu tego nie robiłem i zostały mi dodatkowo cztery ogniwka!!! Tutaj najczęściej wszystko odbywa się bez niespodzianek. Połączenie umacniam klejem CA. Wygląda to mniej więcej tak: 9. Następnie zakładam koło napinające - jest z tym trochę kłopotu, ale najczęściej wchodzi i patrzę, jak "leży" kolejny prosty odcinek do przyklejenia - ten pomiędzy ostatnim kołem jezdnym a kołem napinającym. Podobnie, jak opisałem powyżej, najczęściej "nie leży", więc biorę w dłoń czeską żyletkę i nadcinam dwa pierwsze ogniwka na prostym odcinku gąsienicy i delikatnie załamuje je do kształtu koła jezdnego. Potem odcinek ten doklejam w standardowy sposób tak, aby koniec leżał na kole napinającym. Czasami zachodzi też potrzeba nadcięcia i delikatnego wygięcia ostatniego ogniwka na tym odcinku. 10. Do tego wszystkiego doklejam założony na koło napinające gotowy łuk i po kilku minutach wszystko ostrożnie zdejmuję. 11. Po zdjęciu i lekkim "podretuszowaniu" krzywizny przejścia prostego odcinka w łuk (przy zdejmowaniu troszkę się to wszystko rujnuje...) zalewam obustronnie połączenie klejem CA. Na tym kończy się jeden z etapów montażu gąsienic. 12. Górny bieg kleję oddzielnie. Samo sklejanie - bez niespodzianek. Wszystko sklejam klejem do plastiku, połączenia umacniam klejem CA i zostawiam do porządnego wyschnięcia. 13. Po porządnym wyschnięciu staram się paluchami ukształtować górny bieg gąsienicy, co nie zawsze wychodzi, szczególnie w pojazdach z dwoma rolkami podtrzymującymi. Pojazd może potem wyglądać mniej więcej tak: Oczywiście żadne z kół jak i odcinków gąsienic nie jest na tym etapie doklejone do modelu. 14. Potem to wszystko zdejmuję i maluję . 15. A potem to wszystko zakładam z powrotem na model , starając się znowu zakładać koła jezdne tak, aby były w jednej linii i pojazd nie "chybotał" się na boki (mimośrody kół!!!). Przyklejam w kolejności - koła napinające, później jezdne. Ostrożnie wkładam koło napędowe w łuk gąsienicy, po czym wciskam je ile wlezie w otwory. Nie zdarzyło mi się jeszcze, aby w tym momencie sklejona gąsienica pękła. Włożone koło od środka przyklejam do gąsienicy klejem CA. 16. Zalewam otwór montażowy koła napędowego klejem do plastiku i zakładam koło na swoje miejsce, nie układając jeszcze gąsienicy na kołach jezdnych. 17. Bandaże kół jezdnych smaruję w miejscu przyszłego styku z gąsienicą klejem CA i szybko układam gąsienicę, wciskając ją również w koło napinające. 18. Doklejam klejem CA górny bieg gąsienicy. =============================================== Teraz, jako druga - inna metoda, nazwijmy ją, sklejenia wszystkiego na stole i nałożenia na model. Będzie ona pokazana na przykładzie podwozia typu Elephant czy Porsche, jak zwał, tak zwał. Będzie potraktowana może trochę skrótowo, bo nie będę pisał o rzeczach, które opisałem w metodzie powyżej. A więc: 1. Tradycyjnie zaczynamy od sklejenia bryły kadłuba oraz doklejenia wózków jezdnych. Na tym etapie nie montujemy żadnych innych elementów, które mogłyby przeszkadzać w nakładaniu gąsienicy, choć tutaj sam kształt bryły kadłuba będzie wystarczającą przeszkodą. Po sklejeniu tego wszystkiego ze sobą otrzymujemy takie oto coś: 2. Następnie zabieramy się za koła napędzające i napinające oraz za wewnętrzny rząd kół jezdnych - po prostu wycinamy je z ramki, opiłowujemy i montujemy - oczywiście nie na modelu, tylko że tak powiem - "do kupy". Tak wyglądają sklejone koła napędzająco-napinające: Tak zaś wygląda podwozie z założonymi, nie przyklejonymi na tym etapie kołami: Ponieważ koła jezdne nie chciały się zbytnio trzymać na wózkach - zbyt duże luzy, założyłem je "na drut": Na zdjęciu czerwonymi strzałkami zaznaczone są kawałeczki drutu, wciśnięte w otwory kół, pomiędzy kołem a osią koła. 3. W dalszej kolejności zajmiemy się właściwym montażem gąsienic. Zaczynamy oczywiście od łuków, które kleimy w opisany już powyżej sposób z pojedynczych elementów na płaskiej powierzchni, z użyciem pęsety, wykałaczki, kleju z igłą Wamodu oraz kleju CA. Tak wygląda etap sklejania paska z pojedynczych elementów: Do smarowania klejem używam igły (tej, z tubki kleju) - odrobinę kleju wylewam na kartę telefoniczną i zanurzając koniec w.w. igły przenoszę odrobinę kleju w żądane miejsce. 4. Po sklejeniu ze sobą odpowiedniej liczby ogniw i odczekaniu minuty czy dwu, delikatnie podnoszę sklejony odcinek i kształtuję go, dociskając delikatnie, w miarę równomiernie palcami, na kole napędzającym (napinającym), po czym, po delikatnym zdjęciu z koła odpowiednio ukształtowanego odcinka od wewnątrz zalewam go klejem CA, od zewnątrz zaś przy pomocy igły nanoszę niewielką ilość tegoż kleju w szczeliny pomiędzy ogniwami: 5. Kolejnym etapem (etapami) budowy jest doklejenie odcinków gąsienic pomiędzy kołami napędowymi a jezdnymi do sklejonych łuków oraz uzupełnienie tego układu przez dolny bieg gąsienicy. W tym zestawie, którego budowę przedstawiam, dla ułatwienia dolny bieg gąsienicy również złożony był z kilku odcinków, jednak nie ma to w relacji większego znaczenia. Wszystkie odcinki klejone są w znany sposób - najpierw klej do plastiku, potem umocnienie spoin klejem CA. Po sklejeniu łuków z prostymi odcinkami nadchodzi czas na sprawdzenie "geometrii zawieszenia": 6. Następną czynnością jest sklejenie górnego biegu gąsienicy. Ponieważ w tym przypadku odcinek klejony był z krótszych odcinków i pojedynczych ogniw, pożądany kształt odcinka możemy uzyskać już na etapie klejenia: 7.W tym momencie nie pozostaje już nic innego, jak dokleić górny bieg gąsienicy do biegu dolnego: I skleić to wszystko w zamkniętą pętlę: 8. Tak spreparowaną gąsienicę oraz zdjęte koła spokojnie malujemy, pamiętając o tym, aby nie sklejać ze sobą połówek kół jezdnych. 9. Po przygotowaniu kadłuba (czytaj - pomalowaniu wszystkiego, co będzie przesłonięte układem jezdnym) montujemy wewnętrzny rząd kół jezdnych, również pomalowanych, już na klej i odczekujemy do jego wyschnięcia. 10. Wciskamy zęby pomalowanych kół napędowych i napinających w otwory gąsienic (potraktowane odpowiednio wcześniej klejem CA wytrzymają taki zabieg) i cały układ koła-gąsienice nasuwamy na wklejone uprzednio wewnętrzne koła jezdne. 11. Doklejamy zewnętrzny rząd kół jezdnych i... wszystko. Model wygląda tak: Ot, i to tyle. Mimo, że cała ta robota wygląda na bardzo czasochłonną, nie trwa wcale tak długo, jeśli oczywiście nie liczyć potrzeby kilkudniowego oczekiwania na wysychanie kolejnych warstw farby na układzie jezdnym. Samo sklejanie gąsienic można wykonać, jeśli kogoś nie boli kręgosłup i ma dobre oczy , w jeden wieczór. Przedstawione przeze mnie dwie metody mają tę niezaprzeczalną zaletę, że dają pełną swobodę w dostępie do wszelakich zakamarków układu jezdnego, gwarantując komfortowe pomalowanie wszelakich elementów owego układu. Jestem również przeciwnikiem sklejania wszystkich elementów gąsienicy w jeden pas na stole, a następnie próbom owijania tym wszystkim układu jezdnego, gdyż w ten sposób gąsienica pewnie mniej lub bardziej się rozpadać, bo niekoniecznie musi chcieć układać się dobrze na krzywiznach kół. No, ale - jeśli ktoś ma pozytywne doświadczenia z taką metodą - proszę o przedstawienie tutaj swojego warsztatu. pozdrawiam Grzesiek
-
Nie bądź samolubem Jeśli Darek pozwoli "zapaprać" swoją galerię, chętnie napiszę . pozdrawiam Grzesiek
-
Tutaj? Czy na pw... pozdrawiam Grzesiek
-
Szkoda, że nie poprosiłeś o to trochę wcześniej (jakiś tydzień). Właśnie zmagam się z Flakpanzer'em i kleiłem po raz kolejny podwozie. I przyznać muszę szczerze, że pomimo tego, że nie wyszło idealnie, jest chyba najlepiej sklejonym podwoziem tego typu przeze mnie. Głowa do góry!!! Jeśli są pytania - chętnie Ci odpowiem. pozdrawiam Grzesiek
-
Na pewno zrobiłeś zdjęcia większe, ale czy lepsze... Jeśli aparat nie ma trybu makro, a z tego co widzę, potrafi robić zdjęcia w dużej rozdzielczości, nie podstawiaj aparatu pod sam model, tylko zrób zdjęcie z pewnej odległości, a jeszcze lepiej ze zbliżenia a następnie je wykadruj jakimkolwiek programem graficznym. Bo cóż z tego, że zdjęcie modelu nie mieści mi się na moim bądź co bądź potężnym monitorze, kiedy model na nim wygląda jak przez szybę w łazience... pozdrawiam Grzesiek
-
Swoje zdanie na temat błota i gąsienic wyraziłem w warsztacie. Reszta - jak najbardziej OK. Podobają mi się też skrzyneczki, sposób ich pomalowania. Jedyne, do czego jeszcze miałbym zastrzeżenia, to zdjęcia. Jak dla mnie są słabo czytelne. pozdrawiam Grzesiek
-
Sd.Kfz.139 Panzerjäger 38(t) für 7.62cm PaK36(r)
grzesioj odpowiedział Mierzu → na temat → [M]Warsztat
No właśnie ja też tak uważam - błoto w tej postaci nie było modelowi potrzebne. pozdrawiam Grzesiek -
Co jak co, ale muszę pochwalić... zdjęcia. Model na nich prezentuje się świetnie. pozdrawiam Grzesiek
-
No właśnie. Widać niewiele... pozdrawiam Grzesiek
-
Sd.Kfz.139 Panzerjäger 38(t) für 7.62cm PaK36(r)
grzesioj odpowiedział Mierzu → na temat → [M]Warsztat
... Fakt, zakryłeś nieco niezbyt udane gąsienice, ale to akurat mi się nie podoba. Reszta - i owszem. pozdrawiam Grzesiek -
Zgadzam się z tym. Reszta - jak dla mnie świetnie, choć zwykle nie zaglądam do tematów 1:35 i ich nie komentuję. Tutaj jednak robię jeden z nielicznych wyjątków, bo wdepnąłem ( ) we Flakpanzera 38(t) UM w skali 1:72 i ciekaw jestem, jak ten pojazd tak naprawdę wyglądał ... pozdrawiam Grzesiek
-
Już się boję . Ewentualnych porównań, które zrobię być może kiedyś pomiędzy Twoim, a moim modelem. Jeśli oczywiście kiedyś szarpnę się na niego. pozdrawiam Grzesiek
-
Sd.Kfz.139 Panzerjäger 38(t) für 7.62cm PaK36(r)
grzesioj odpowiedział Mierzu → na temat → [M]Warsztat
Hm... Całkiem, całkiem nieźle. Wstydliwe miejsca zakryte . Szkoda, że nie za bardzo mogę dopatrzeć się szczegółów na zdjęciach, ale widzę, że nieźle poradziłeś sobie np. z malowaniem gąsienic, choć chętnie zobaczyłbym jak one wyglądają "na własne oczy"... Kurcze, jak Wy je malujecie po naklejeniu na model? Chyba muszę sam spróbować. Bo nie uwierzę, że pędzel sięga tam, gdzie oko. pozdrawiam Grzesiek
