grzesioj
Użytkownicy-
Liczba zawartości
662 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez grzesioj
-
Długo zastanawiałem się, czy podjąć ten temat, czy też nie, ale ostatecznie postanowiłem to zrobić, gdyż sprawa nie daje mi do dziś spokoju i muszę się "wyżalić". Chodzi o potraktowanie mojej osoby w sklepie, którego nazwę podaję z pełną premedytacją - Polami Model w Kielcach. Ale wszystko od początku. Ponieważ sklep oddalony jest od mojego domu około 80 kilometrów, siłą rzeczy, zakupów nie dokonywałem tam zbyt często. Bywałem w nim najczęściej przy okazji załatwiania spraw w MIEŚCIE WOJEWÓDZKIM lub będąc z synem u lekarza (niejako - w nagrodę dla niego) i nigdy przy tej okazji nie wychodziłem ze sklepu z pustymi rękami. Kupiłem tam wiele modeli zarówno Fallera, jak i i Dragona, Italeri, UM i temu podobnych. Takich do składania, jak i gotowych. Tak czy inaczej - zostawiłem w tym sklepie trochę grosza. Zawsze wizyty w sklepie przebiegały w bardzo miłej atmosferze, był albo miły Pan, albo miła Pani, albo miły Pan i miła Pani. Następowała krótsza lub dłuższa rozmowa, wymiana uprzejmości. Ze sklepu zawsze wychodziliśmy zadowoleni. Aż do pewnego dnia... Jakiś miesiąc temu, podczas ostatniej wizyty zakupiliśmy kilka zestawów figurek, model UM oraz zestaw Italeri 6074 (Country House). Bardzo miły Pan szybko spakował nasze sprawunki do reklamówek, my zadowoleni wróciliśmy do domu. Jakież było jednak nasze zdziwienie, gdy w domu zaczęliśmy przeglądać zakupy - zestaw Italeri miał pozrywane charakterystyczne dla tej firmy foliowe plomby, elementy modelu wsypane były do jakichś dwu obskurnych foliowych toreb. I nie było by w tym może nic złego gdyby nie to, że elementy stanowiły mieszaninę kilku (co najmniej dwu) zestawów, z których praktycznie nic nie dawało się złożyć. Sytuacja doprawdy dziwaczna. Nie wiedząc za bardzo, co z tym fantem zrobić zadzwoniłem następnego dnia do sklepu. Bardzo miła, aczkolwiek trochę zdziwiona Pani odpowiedziała mi, że takie sytuacje jak moja się zdarzają (!!!!!), żebym się temu nie dziwił, że nie ma sprawy, jeśli taki zestaw będzie w sklepie, to zostanie mi bez problemu zamieniony, jeśli nie - zwrócone zostaną pieniądze. W pewnej chwili Pani grzecznie przeprosiła, jakoby chciała zobaczyć od razu, czy taki zestaw jest. Po dłuższej chwili, nagle szorstkim tonem odpowiedziała, żebym przyszedł ( ), to zostaną zwrócone mi pieniądze. No i przyszedłem. Wczoraj. Jakież było moje zdziwienie po wejściu do sklepu. Nie wiem, czy Państwo nagrywają twarze kupujących, czy nie, ale gdy tylko Pani na mnie spojrzała, poczułem się, jakby mnie tutaj oczekiwano. Zdążyłem bąknąć tylko dwa słowa, po co tu przyszedłem i Pani z Panem przestali być mili. Pani prawie krzycząc na mnie, jakbym był jej dzieckiem, które coś zbroiło (nota bene - nie wiem, czy nie jestem starszy od tej Pani), powiedziała, że takie sytuacje się nie zdarzają, że plotę jakieś głupoty. Kazała mi "zastanowić się nad moim udziałem w tej sprawie". Ponieważ człowiek ze mnie prosty z wyższym wykształceniem, nie bardzo pojąłem, o co Pani chodzi i nie odpowiedziałem nic. Pani kilkukrotnie zasugerowała mi "żebym więcej już nie kupował modeli", a nie bardzo miły już Pan powiedział - oddaj panu pieniądze, i w ostentacyjny sposób wyliczył ile, bo przy zakupie był łaskaw dać mi 5% rabatu. Cóż, wziąłem do kieszeni rzucone na ladę pieniądze i ponieważ nie miałem ochoty dyskutować z niemiłym Państwem, wyszedłem ze sklepu, wysłu:bip:ąc przy tym ponownie, abym "więcej już nie kupował modeli". Ponieważ odzyskałem pieniądze, powinienem być zadowolony. Ale najbardziej poszkodowaną osobą w tym wszystkim jest moje dziecko, które czekało na model, no bo taki miał być finał całego zajścia po rozmowie telefonicznej. Zamiast otrzymać zamieniony model, syn dowiedział się, że jestem kłamcą i złodziejem. Szanowni Państwo G. Ogarnijcie się trochę. Po co miałbym kupować model za 34 złote, podmieniać w nim części i odwozić go do sklepu, żeby te 34 złote odzyskać. Cena paliwa, które zużyłem aby przejechać z modelem 320 kilometrów trzykrotnie przewyższa cenę tego modelu. Poza tym, gdybym wiedział, jak zostanę przez Państwa potraktowany, po prostu wyrzuciłbym model na śmiecie. A tak - straciłem pieniądze na paliwo i zostałem oszustem i złodziejem. Co myśli syn - nie wiem, zapytał tylko - to tato, gdzie będziemy teraz kupować modele? Koniec. Ulżyło mi. pozdrawiam Państwo G. ze sklepu Polami Model i wszystkich, którzy robią tam zakupy Grzesiek
-
Aerograf bez aerografu, czyli poczciwe pastele
grzesioj odpowiedział grzesioj → na temat → Tajniki modelarstwa
Myślę, że to niemożliwe. Pewna ręka wymagana. pozdrawiam Grzesiek -
[In-Box] - Panzerjager Marder II Sd.Kfz.131 - MK72 1/72
grzesioj odpowiedział skala72 → na temat → [M]Nowości i In-Boxy
Zawsze można ponadcinać między ogniwkami przy pomocy czeskiej żyletki, tak, jak ja ostatnio praktykuje (gdy zajdzie taka potrzeba oczywiście) w modelach 38(t)-pochodnych firmy UM. A na ten model nabrałem "smaka". pozdrawiam Grzesiek -
No, przy ósmym modelu na takim samym (bardzo podobnym) podwoziu wypadałoby już zrobić to dobrze. Darku!!! Ależ, proszę bardzo. Z resztą, wydaje mi się, że kiedyś ten wątek napisałem na Twoją prośbę ... W razie jakichkolwiek niejasności - pytać, pytać, pytać. pozdrawiam Grzesiek
-
Dzięki Czarku za konstruktywne uwagi. pozdrawiam Grzesiek
-
One są stalowo-szare. To błysk lampy tak je "wysrebrzył". Ależ wal śmiało, jeśli będę potrafił , to może przy następnym modelu takich błędów będę mógł się ustrzec. pozdrawiam Grzesiek
-
Pomimo relatywnie małej oglądalności tematu i narażając się wszem i wobec pisząc post pod postem , postanowiłem wkleić jeszcze kilka fotek modelu - bawiłem się wczoraj jego fotografowaniem z lampą błyskową i efekty wyszły całkiem fajne. Zdjęcia co prawda "wyciągnęły" pewne wstydliwe szczegóły, niewidoczne zresztą zupełnie przy naturalnym oświetleniu (np. białawe smugi bezbarwnego lakieru na modelu - ale cóż - PĘDZEL!!!), ale - ukazały również pewne szczegóły, niemożliwe do pokazania przy oświetleniu słonecznym. Zatem - makrofotografie z lampą: A tutaj coś, co można nazwać widokiem wnętrza: pozdrawiam Grzesiek
-
Ależ ja Cię doskonale rozumiem, bo pewne "dziwne" rzeczy naprawdę dostrzega się dopiero na zdjęciach, jak np. niedomalowanie w pewnym miejscu mojego Sd. Kfz. 140/1. pozdrawiam Grzesiek
-
No Panowie, dziękuję za pochwały. Co do tych gąsienic - to cóż, nie do końca jestem z nich zadowolony (a jednak...). Wystarczy spojrzeć na prawą gąsienicę nad kołem napinającym - zbyt wcześnie zacząłem nią "schodzić", a że kształt utrwaliłem klejem CA, niewiele można było zrobić. Choć z drugiej strony - model na zdjęciach jest znacznie powiększony, w rzeczywistości prawie zupełnie tego nie widać . pozdrawiam Grzesiek
-
Król jest tylko jeden :D czyli Sd.Kfz. 182 Kingtiger 1:35
grzesioj odpowiedział Twitch → na temat → [M]Warsztat
Zwracam honor - na tym zdjęciu rzeczywiście to widać, na poprzednim - nie. Ale - przyjrzyj się na tym zdjęciu szparze pomiędzy pierwszym a drugim segmentem błotnika. To powinno rozwiać Twoje wątpliwości. pozdrawiam Grzesiek -
Król jest tylko jeden :D czyli Sd.Kfz. 182 Kingtiger 1:35
grzesioj odpowiedział Twitch → na temat → [M]Warsztat
Nie są potraktowane tak, jak u Ciebie. R_Mazziemu chodzi o to (wiem, bo nieskromnie przyznam, że ja zasugerowałem mu wtedy odpowiedź), że przetłoczenie było tylko na tylnej części segmentu błotnika i taki segment zachodził na kolejny segment. pozdrawiam Grzesiek -
A mnie się podoba. Może sobie kiedyś taką skleję. I nie widzę nigdzie... pozdrawiam Grzesiek
-
Cóż, przytłumienie zieleni wynika tu tylko z pokrycia jej wieloma kolejnymi warstwami farb: najpierw po namalowaniu (oczywiście pędzlem) zielonych łat model dostał delikatny brązowy filtr (czyli po prostu pomalowałem go popłuczynami po brązowej farbie), potem dwie warstwy błyszczącego lakieru bezbarwnego (pod i na kalkomanie), potem został rozmazany czarno-brązowy wash, następnie model pokryty został warstwą lakieru matowego, wybrudzony, wyobijany itd. To spowodowało, że zieleń wygląda tak a nie inaczej. Dzięki za pochwały ... pozdrawiam Grzesiek
-
Witam znowu po półtoramiesięcznej przerwie. Ponieważ na budowie ostatnimi czasy więcej się nie robi niż robi (co doprowadza mnie do szewskiej pasji ), niespodziewane wolne chwile wypełniłem składaniem modelu jak w tytule, czyli Sd. Kfz. 138/1M "Bison", lub jak kto woli "Grille", sam już nie jestem pewien , firmy UM, oczywiście w skali 1:72. Sam model dość rzadko gości na naszym forum, szczególnie właśnie w skali 1:72. Co do zawartości pudła - rzekłbym - standardowo, jak u UM, czyli wielka unifikacja - pomieszane ramki z różnych zestawów, wiele niepotrzebnych w danym modelu elementów, straszne przesunięcia formy na co niektórych detalach (im mniejszy detal - tym większe przesunięcia, lub, co może bliższe prawdy, bardziej uciążliwe do usunięcia) no i oczywiście koszmarne jamy w ogólnie znanych miejscach. Właśnie owe przesunięcia formy zmusiły mnie do częściowej rekonstrukcji podnośnika (po zniwelowaniu "schodków" przesunięcia form niewiele z niego zostało), wykonania od zera gaśnicy (której niestety na zdjęciach i tak nie zobaczycie, bo jej po prostu nie widać). Zapadnięte tworzywo zaś zmusiło mnie między innymi do rekonstrukcji wewnętrznych szafek, znajdujących się w nadbudówce - musiałem zasmarować szpachlą je całe, wyrównać, ponacinać czeską żyletką i w końcu dorobić klamki z cieniutkich pasków wyciętych z opakowania po jogurcie. Zawiasów nawet nie próbowałem dorabiać. Jeśli chodzi o malowanie - to oczywiście pędzel, jako podkład Humbrol 84, potem jakieś pactry jako baza, bezbarwny Humbrol 35 jako podłoże do kalkomanii i washa, potem bezbarwny mat Humbrola 49 i wszelakie papranie. Na sam koniec znowu gruba warstwa Humbrola 49, coby nie pościerała się farba na bitewnym polu. W trakcie wykonywania powyżej streszczonych czynności obaliłem twierdzenie (w które, nawiasem mówiąc i tak nie wierzyłem), że tam gdzie dotrze oko, tam dotrze pędzel. Niestety, ale nie wszędzie. Na całe szczęście, nie dotrze tam również obiektyw aparatu fotograficznego. No, ale czas na sam model wreszcie. Przy jego ocenianiu proszę spoglądać przez pryzmat znużenia i znudzenia budową, zmęczenia oraz tego, że był on budowany głównie wieczorami przy sztucznym świetle ... Zatem zdjęcia. I chciałoby się powiedzieć, że łatwo pouczać innych, a samemu robić trudno (kto wie o co chodzi, to wie...). Niestety, pogoda niedzielna była wyjątkowo niesprzyjająca robieniu zdjęć przy tak w dodatku trudnym źródle światła, jak jesienne Słońce, to pojawiające się na niebie, to chowające się za chmurami. Pierwsza seria zdjęć wykonana została dosłownie w ciągu minuty, każde zdjęcie praktycznie przy innych warunkach naświetlania. A więc - jazda. Na początek od razu z grubej rury, aby było widać wielkość modelu: To, że model na kolejnych zdjęciach przejawia chęć zadzierania jednej bądź drugiej strony do góry, nie świadczy o krzywości układu jezdnego. Zdjęcia robione były na płachcie z niebieskiego kartonu, płynnie zagiętej pod kątem prostym. Aby model stał możliwie jak najdalej od aparatu, stał po prostu na tym zagięciu, szczególnie przy zdjęciach z perspektywy. Kolejne zdjęcie wykonane trochę później, Słońce już inaczej operowało... A tu takie trochę mało wyraźne zbliżenie przedniej płyty. Do zapasowych ogniwek gąsienicy doczepił się jakiś "pachruść": Dalej, seria zdjęć wykonana popołudniem, kiedy aura nieco się uspokoiła, ale Słońce było już dużo niżej nad horyzontem: Oraz rzut oka na znowu powiększoną rodzinkę: Przepraszam, że zasypałem Was taką ilością zdjęć, ale, lepiej za dużo, niż za mało . pozdrawiam Grzesiek
-
Też nieszczególnie za nimi przepadam. Tutaj kamuflaż dokumentnie rozmył jakiekolwiek szczegóły na modelu - twórcy prawdziwego takiego kamuflażu byliby więc zapewne bardzo dumni z siebie - ja jednakże lubię bardziej wyraziste, że się tak wyrażę, modele. Pomimo tej uwagi oczywiście wykonanie całości zasługuje na szacunek. pozdrawiam Grzesiek
-
Darku, koła są krzywo. No, i te zdjęcia. Chyba nie czytałeś, co Ci kiedyś napisałem. pozdrawiam Grzesiek
-
O Jezu... pozdrawiam Grzesiek
-
Fajny model. Mały ? Są w tej skali dużo mniejsze modele, ten można powiedzieć, że jest duży, no, średni . pozdrawiam Grzesiek
-
Jak rozumiem - został sklejony kilka lat temu, kiedy Twoje umiejętności były takie sobie, ale pomalowany zapewne teraz, bo tak wynikałoby z tego, co napisałeś: Tylko po co w takim razie z pełną świadomością i premedytacją dajesz galerię modelu, który nawet w Twoim odczuciu jest słaby: A może chciałeś tylko przetestować na oglądających jakość fotografii: pozdrawiam Grzesiek
-
Niestety, to prawda. Widać ślady łączenia form (np. lufa). Model pomalowany zbyt gęstą (prawdopodobnie) farbą lub zbyt grubo nałożoną, zapewne nieodpowiednim, przypadkowym pędzlem. Brak również efektów "upiększających" model, typu wash, pastele (pigmenty), otarcia, obicia, suchy pędzel itp., niepomalowane narzędzia. Naprawdę, pędzlem można "zrobić" model o wiele lepiej - pooglądaj dokładnie warsztaty i galerie na Forum. Ale nie poddaj się i próbuj dalej. pozdrawiam Grzesiek
-
Model fajny. Jednakże mogłeś usunąć ślady łączenia form na bocznych zasobnikach, bo widać je na zdjęciu . pozdrawiam Grzesiek
-
Ładny, choć jak dla mnie nieco za mocno sfatygowany. Jakbyś jeszcze mógł zrobić kilka fotek przy naturalnym świetle, ze zbliżenia, pewno wyglądałby jeszcze lepiej, bo tak wydaje się nieco "płaski". pozdrawiam Grzesiek
-
Darku, aparatu o którym piszesz używałem do fotografowania modeli zanim nabyłem Panasonica DMC FZ38, o którym wspomniałem post wcześniej. Niestety, w tej chwili nie mam go (był pożyczany), aby napisać Ci z jakimi ustawieniami ja fotografowałem modele. Niemniej jednak pamiętam, jak mocno zawiedziony byłem zdjęciami wykonywanymi NOWYM aparatem. Po prostu Kodak wydawał mi się może nie tyle lepszy, ile robiący ładniejsze zdjęcia. Na dowód tego stare zdjęcia starego Shermana wykonane Kodakiem Easy Share Z812IS - robione z ręki, bez specjalnego kombinowania, jedno na stole, z lampą błyskową, drugie - na chodniku, model oświetlony po prostu promieniami Słońca: Uwierz mi, model wygląda w miarę naturalnie. Twoje zdjęcia są według mnie jakoś nienaturalnie podbarwione, trudno mi powiedzieć jakim kolorem, jakimś niebiesko-zielonym (przynajmniej w tym wątku). Myślę zatem, że to kwestia balansu bieli (czy aby na pewno powinien być ustawiony na światło sztuczne?). Niebagatelną rolę w odbiorze zdjęć pełni na pewno tło - używasz albo czarnego, rozmywającego dodatkowo kontury modelu, albo białego, powodującego przekontrastowanie zdjęć (może automatyka aparatu głupieje w takich warunkach?). Nie wiem też, czy lampki 50W nie są za słabe. Aby już nie pokazywać swoich modeli w Twoim wątku - zobacz jak mdło prezentuje się model na zdjęciu wykonanym przy sztucznym oświetleniu ale przy bardzo długim czasie naświetlania, a jak oświetlony światłem słonecznym z krótkim czasem naświetlania: Moja propozycja - wynieś namiot na wolne powietrze w słoneczny dzień (tak jak choćby dziś u mnie ), postaw model na niebieskim tle (spróbuj tak, jak u mnie na zdjęciach), balans bieli na automat, maksymalna przysłona przy czułości ISO 100 - ISO 200, do tego odpowiedni czas naświetlania i spróbuj. pozdrawiam Grzesiek
-
Właśnie, mniej więcej tak, jak mówi kolega bazylms: U mnie (Panasonic FZ38 czy jakoś tak...) nazywa się to priorytetem apertury bodajże - ustawiam przysłonę na 8.0 a aparat czas ustawia automatycznie. Do tego: Czułość różnie - w zależności od ilości światła (im więcej, tym lepiej) ISO 80 do ISO 200. pozdrawiam Grzesiek
-
Fajny modelik Darku, choć - zgodnie z tradycją - nie za bardzo podobają mi się zdjęcia. Albo jakieś za ciemne, albo przekontrastowane. Ale mniejsza z nimi. Zapytam - trochę przez wrodzoną złośliwość, trochę dlatego, że nie jestem zwolennikiem obkładania modeli zbędnymi detalami, jeśli nie są na dioramce - czy chciałeś coś przed nami ukryć pod tą czerwoną szmatką? pozdrawiam Grzesiek
