Jump to content

grzesioj

Members
  • Content Count

    661
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by grzesioj

  1. No, tak, jak widać na zdjęciu . Najpierw wyrównuję oczywiście powierzchnię czołową lufy przy pomocy pilnika. Później zdejmuję okulary i staram się napunktować tę powierzchnię przy pomocy zwykłej, ale dość grubej - aby było łatwo trzymać w palcach - igły krawieckiej. Punkt wykonany igłą powinien być oczywiście jak najbliżej środka przekroju lufy. Dalej - biorę najcieńsze wiertło, jakie posiadam (coś 0,4-0,5mm) i nawiercam otworek przy pomocy małej wiertarki elektrycznej, zakupionej niegdyś do wiercenia otworów w elektronicznych płytkach drukowanych. Ale!!!. Wiercę oczywiście ręcznie, obracając wrzeciono mini-wiertarki w palcach. Potem biorę grubsze wiertło, rozwiercam itd., aż do średnicy docelowej. Oczywiście nie tej podanej w instrukcji, bo tak gruba chyba nie jest sama lufa. Jakieś 1,5mm, może trochę więcej. No... i już. Topi się oblepiając wiertło. pozdrawiam Grzesiek
  2. Składanie modelu z wcześniej pomalowanych części tylko pozornie może być łatwiejsze. Po pierwsze - to o czym już pisałem - czyli wypływki kleju. Błyskawicznie zżerają farbę, a potem ciężko się ich pozbyć, a zniszczone miejsce zamalować dokładnie takim samym odcieniem koloru, szczególnie, jeśli były prowadzone zabiegi "upiększające" (łosz, filtry, brudzenie). Poza tym (to po drugie) zalegająca gdzieś tam na połączeniu warstwa farby wyraźnie je osłabi a nawet uniemożliwi poprawne sklejenie i wszystko najzwyczajniej w świecie się rozleci. No, chyba, że Tobie chodziło o to, że będzie Ci łatwiej pomalować... A teraz idę na śniadanie . pozdrawiam Grzesiek
  3. Dobra, nie róbcie sobie jaj. Dla kogoś nieobznajomionego (uff... ale słowo) z potoczną terminologią modelarską nie musi jednoznacznie kojarzyć się jedno z drugim. Kolego filinho_77, jak już pewno się domyśliłeś po kąśliwych uwagach kolegów, słowa te to synonimy - oznaczające to samo. A na twoje pytanie nie znam odpowiedzi ... pozdrawiam Grzesiek
  4. Niestety nie. Jak to niestety nie? Całe szczęście, że nie był. Popróbowałbyś się z zestawem Caesara, to dopiero było stresujące przeżycie, kiedy musiałem szpachlować jamy skurczowe pomiędzy szprychami kół napędowych (niestety pełnych) oraz wzdłuż obwodu gąsienic, gdzie na granicy styku form tworzywo po prostu się zapadło. pozdrawiam Grzesiek
  5. No, gąsienice poprawiłeś, jest znacznie lepiej. Dziwi mnie natomiast trochę twój sposób składania modelu, dokładniej rzecz biorąc - kolejność czynności: malowanie, klejenie, szpachlowanie. Na pierwszej fotografii widzę niepomalowane i niesklejone działo z pomalowanym mechanizmem ustawiania lufy. Na drugim widzę pomalowane i wklejone wnętrze i na farbę naciapaną szpachlę. Dziwne. Nie gniewaj się, ale widzę, że nie za bardzo przemyślałeś kolejność składania modelu. Przy modelu z widocznym wnętrzem trzeba się trochę pogimnastykować, również intelektualnie - to znaczy przemyśleć kolejność owych trzech czynności - klejenia, szpachlowania i wreszcie malowania. Nieraz musi wyglądać to tak: klejenie - malowanie - klejenie - malowanie itd., bo inaczej się nie da. Ale jeśli się da, to po co utrudniać sobie życie? Ja skleiłem już wiele takich modeli, więc przychodzi mi to wszystko dużo łatwiej. Spójrz na zdjęcie poniżej (zamieszczam je kolejny raz ): Jak widać - najpierw skleiłem i wyszpachlowałem wnętrze (to ten biały placek na podłodze - zatkany ślad po jamie skurczowej), do górnej części kadłuba dokleiłem bok z radiostacją, skrzynkami i miejscem na pociski. Tu jak widać nie użyłem nawet miligrama szpachli - kwestia wyrównania krawędzi pilniczkiem i dopasowania przed klejeniem. W tym momencie oczywiście góra kadłuba nie jest jeszcze doklejona do reszty modelu. Taki sposób montażu pozwala swobodnie pomalować całe wnętrze, bezpiecznie wkleić na swoje miejsce bez wypływek kleju na pomalowane powierzchnie oraz swobodne wklejenie pocisków, pomalowanych oddzielnie. No, dość wymądrzania się... pozdrawiam Grzesiek
  6. Zaraz Cię administracja ścignie... Przeliczyć . pozdrawiam Grzesiek
  7. I bardziej wykadrowane , bo na przykład nie za bardzo wiem, co chciałeś pokazać na tym zdjęciu: Na kilku innych podobnie. pozdrawiam Grzesiek
  8. Na pewno tak będzie . A teraz... do przodu. pozdrawiam Grzesiek
  9. Elementy układu jezdnego modeli opartych na podwoziu 38(t) firmy UM charakteryzują się pewnym niechlujstwem, polegającym na nieregularnych mimośrodach otworów w kołach, szczególnie napędowym i napinającym. Wada ta jest trudna do naprawienia, szczególnie przy tak niedużych gabarytach elementów. A te mimośrody skutkują tym, że w zasadzie nie sposób złożyć "na sucho" dwa razy w identyczny sposób układu jezdnego, chyba, że położenie kół będziemy znaczyć kreskami . Ty, widzę, próbujesz - świadomie bądź nie - obejść ten problem, najpierw sklejając układ jezdny, potem go malując. Cóż, ja tak nie potrafię, szczególnie przy malowaniu elementów pędzlem. Teraz parę komentarzy do tego, co widzę na zdjęciach. Po pierwsze - dlaczego u Ciebie są tak nisko rolki podtrzymujące gąsienice? One powinny być praktycznie nad kołami, w Twoim modelu są pomiędzy... Druga rzecz - gąsienice. Mogłeś je nieco wyprofilować a nie przyklejać "na sztywno", przez co widać, gdzie zaczynają się i gdzie kończą poszczególne segmenty. Z tego też powodu wyglądają, nie bójmy się tego słowa, nieładnie. Plastik UM, pomimo szeroko rozpowszechnianych opinii o jego niezwykłej wręcz kruchości, wytrzymuje delikatnie uginanie w palcach. Wniosek - troszkę za bardzo się pospieszyłeś... pozdrawiam Grzesiek
  10. To połowa klejenia za Tobą . Troszkę dziwi mnie to, że miałeś dużo zabawy ze szpachlą. Ale - z niecierpliwością czekamy na zdjęcia... pozdrawiam Grzesiek
  11. No, troszkę się pogimnastykujesz z tym modelem . Ja swój mam już prawie za sobą. Jeszcze zostało dokończyć malowanie, więc chętnie popatrzę, jak z tym modelem pracuje się komuś innemu. pozdrawiam Grzesiek
  12. Toż to właśnie ta pokraka, przedstawiona przeze mnie w pierwszym poście tematu: Ciekawe, który z nas pierwszy ją skończy . Jak na dzisiejszy dzień, ma już sklejone i pomalowane gąsienice, choć jeszcze nie założone. Tak, czy inaczej, z powodu braku Internetu w Święta, ja pokażę ją dopiero w przyszłym roku... Model na pewno zrobiony jest nieco gorzej od Hetzera, więcej przy nim piłowania i szpachlowania dziur, ale to już taka uroda produktów UM. Jest parę rzeczy, na które przy ich budowie należy zwrócić uwagę. Muszę to chyba spisać w postaci poradnika: "Jak nie pluć sobie w brodę w czasie budowy pojazdów serii 38(t) firmy UM " . pozdrawiam Grzesiek
  13. I nabawić kompleksów ... pozdrawiam Grzesiek
  14. Z ręki oczywiście, pędzlem również oczywiście . Tak, bo już nie mam gdzie ustawiać modeli... A i problem z miejscem do ich produkcji robi się coraz większy... pozdrawiam Grzesiek
  15. To musiałeś coś przegapić : Sd. Kfz. 138/1M "Bison", UM, 1:72 Sd. Kfz. 138 Marder III Ausf. M, UM, skala 1:72 Dzięki za komentarze. pozdrawiam Grzesiek
  16. Chcesz go ukryć przed samym sobą? Daj już mu spokój, jak radzą koledzy, bo będzie jeszcze śmieszniej. pozdrawiam Grzesiek
  17. Korzystając ze zmniejszonego zainteresowania moją osobą na znanej poniekąd budowie (wykonywane były prace, przy których jestem bezużyteczny, poza tym, kiedy wracałem do domu była najcześciej noc i nikt nie prowadził żadnych prac), późnymi wieczorami skleciłem sobie ot, coś takiego, jak w tytule, czyli Jagdpanzer 38(t) Hetzer, wersja późna, firmy UM w skali 1:72. Co do samego modelu - byłem pozytywnie zaskoczony jego jakością - żadnych, tak popularnych w innych modelach UM, jam skurczowych, brak jakiegokolwiek przesunięcia form, zmuszających nieraz do wręcz dorabiania mniejszych elementów, jak to miało miejsce choćby w ostatnim modelu, odlewy ostre i wyraźne. Myślałem już, że może chłopcy z UM odnowili formy, ale mój zapał ostudził kolejny model "hetzeropodobny", którego wziałem teraz na tapetę. Model wykonałem w wersji "praktycznie prosto z pudełka". Dorobiłem jedynie uchwyty klap oraz przewód zasilający lampę Notek, a którego to przewodu prawie na zdjęciach nie widać. Co do uchwytów klap - wykonane są zgrzebnie, z za grubego nieco drutu, ale - to chyba najmniejsza średnica takiego drucika, przy której zachowuje on jeszcze jako taką sztywność (ważne na polu boju), a poza tym, nie dysponuję cieńszym wiertłem, aby wykonać otwory pod takie uchwyty. To, które mam, to około 0,4-0,5mm. W modelu tym po raz pierwszy, z powodu lenistwa z resztą, nie bawiłem się w malowanie olejnym podkładem niektórych elementów, na przykład całych pasków gąsienic, lecz po odtłuszczeniu w płynie do mycia garów pokryłem od razu farbą akrylową. Ciekawe, jak to się wszystko będzie trzymać. Kadłub i ekrany ochronne wykonałem już tradycyjnie, czyli z olejnym podkładem (Humbrol 84). Przy ekranach "nieco" przedobrzyłem, gdyż skąpiąc na porządną chemię modelarską, pokryłem je - czy raczej chciałem pokryć - cienką warstewką CA, aby farba lepiej siadła i lepiej się trzymała metalu. Ale - w kontakcie z miedzią klej CA prawie natychmiast wiąże, no i powychodziły gluty, które ostatecznie można zinterpretować jako pogięcia blachy . Mam wrażenie, że model "wyszedł" nie do końca tak, jak mógł wyjść, chociaż, może to wrażenie subiektywne. Kiedy syn zobaczył moje dzieło w trakcie pokrywania go kolejnymi warstwami farby, powiedział - tato, musisz dobrze go ubrudzić, bo wygląda, jak zabawka. Kiedy wreszcie skończyłem w pocie czoła, robotę skwitował szybkim stwierdzeniem - i tak wygląda, jak zabawka . Wybrałem takie a nie inne malowanie (z resztą, chyba 95% Hetzerów miało malowanie podobnego typu), w którym czuję się niezbyt dobrze - znacznie lepiej udają mi się jasne, jednobarwne modele. Poza tym takie malowanie jest dość trudno wykonać pędzlem w takiej skali. Przy malowaniu popełniłem małą niekonsekwencję, ale akurat na tym nie bardzo mi zależy. Wybrałem mianowicie kamuflaż pojazdu, należącego do jakiejś węgierskiej jednostki, zdobytego (uszkodzonego? zniszczonego?) przez Armię Radziecką podczas walk na Węgrzech. Numery T-040 oraz 38 zostały naniesione już przez Rosjan. Zatem model powinien przedstawiać raczej wóż co najmniej uszkodzony, jeśli nie zniszczony, a nie pojazd w tak dobrej kondycji. Ale, mniejsza o to. Dobra, dość zrzędzenia, czas na zdjęcia. One też przedstawiają sobą wiele do życzenia, ale akurat w tej materii jestem bezsilny. Aż chciałoby się wykrzyczeć - model w rzeczywistości wygląda inaczej. Po pierwsze - pojazd jest naprawdę niefotogeniczny. Z powodu braku wyrazistych, pionowych krawędzi (tak myślę, bo tak działa autofocus w aparacie) aparat miał trudności w ustawieniu ostrych zdjęć. Poza tym - światło. Zimowe Słońce nie za bardzo nadaje się do robienia takich zdjęć. Wykonałem ich dwie serie - rano i po południu. A więc - jazda, najpierw zdjęcia poranne. Kolory na nich są nieco zbyt intensywne, powiedziałbym, przesłodzone (aparat ustawiony na program Priorytet Apertury), choć i tak w programie do obróbki zdjęć ująłem im nieco intensywności: Poniżej, zdjęcia wykonane po południu. Aparat realizował program full ustawienia ręczne, łącznie z ręcznym ustawieniem balansu bieli. Kolory wyszły trochę bliższe rzeczywistości. Ot, a tu takie zdjęcie: Tradycyjnie - rodzina z nowym braciszkiem: A tu kolejna pokraka, czekająca na swoje pięć minut: Jeśli jest co komentować, komentujcie. Jeśli nie, spuśćcie litościwie zasłonę milczenia. pozdrawiam Grzesiek
  18. Sam babram się w tej skali ale ciągle zadaję sobie pytanie: jak Wy malujecie potem zmontowany układ jezdny z gąsienicami ? Próbowałem takich sztuk w prostych zestawach Italeri, gdzie cały układ jest jednym odlewem i... tak średnio mi to wychodziło, żeby nie powiedzieć - kiepsko. A już w tak "dużym" modelu jak ten dla mnie temat urósłby do rangi nierozwiązywalnego problemu. pozdrawiam Grzesiek
  19. A dlaczego model jest jakiś taki... czarny, rzekłbym? pozdrawiam Grzesiek
  20. Nie rozetrzesz pasteli na błyszczącej powierzchni. Model bardzo ładny. pozdrawiam Grzesiek
  21. grzesioj

    Stug E-100

    Czy polistyrenu??? Ten pojazd przypomina raczej Jagdpanterę niż Stuga. Zajrzyj (jeśli oczywiście chcesz) do Super Modelu nr 20, tam ktoś, nie pamiętam kto (KFS?), bo nie mam gazety przed sobą, przedstawił relację z budowy Jagdpanzer E-100, ale z jakiegoś zestawu (jakichś zestawów...). pozdrawiam Grzesiek
  22. No właśnie. Mam nieodparte wrażenie, że ten granat wysuwa mu się z ręki, a on próbuje go za wszelką cenę, ostatnim wysiłkiem woli, złapać, wykrzywiając nienaturalnie rękę. I tak sobie to tłumaczmy, niech tak zostanie . pozdrawiam Grzesiek
  23. Może trochę odgrzany kotlet, ale dopiero teraz to zauważyłem, sennie przeglądając galerie dodane ostatnimi czasy - nie wydaje się Wam, że żołnierz rzucający granatem trzyma go w jakiś taki nienaturalny sposób? Próbowałem tak jak on wykrzywić rękę i bez bólu nie da się... A, czepiam się. pozdrawiam Grzesiek
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.