Skocz do zawartości

grzesioj

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    662
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez grzesioj

  1. grzesioj

    AB41 - DOC [1/72]

    Śliczna i podstaweczka, i model, i figurka. pozdrawiam Grzesiek
  2. grzesioj

    [G] T-55A Tamiya 1:35

    Nie moja to skala i nie mój zakres zainteresowań sprzętem, ale piękne zdjęcia i piękny model. Albo na odwrót . pozdrawiam Grzesiek
  3. Co racja, to racja. Co do beczek - nie stanowią integralnej części modelu, cały ten bajzel na pace został zaaranżowany ot tak, do zdjęcia, o czym pisałem powyżej. Uznałem, że tak model będzie się prezentował ciekawiej, niż z pustą skrzynią. Beczki pochodzą z zestawu 6070 Bunker And Accesories Italeri, który cały wygląda mało realistycznie, jeszcze w moim wykonaniu . Skrzynki i wiadro to żywica CMK, worek ulepiony z modeliny (widać jeszcze na nim odciski moich paluchów), wiązka drewna to wiązka drewna i... tyle. Wszystkie te klamoty służą do urządzania na co dzień różnych scenariuszy bitewnych na stole w pokoju (wiadomo przez kogo...) jak również czasami używam ich ja w takim właśnie, jak tu, zastosowaniu. pozdrawiam Grzesiek
  4. Uff... Trudno jest ogarnąć wszystko po kilkudniowym urlopie, nawet, gdy połowę z niego spędziło się na budowie własnego domu. Ale druga połowa - ze swoimi niezapomnianymi widokami długo nie będzie pozwalała się skupić nie tylko na robocie, ale nawet na przeczytaniu nowych tematów tego Forum. A widoki były między innymi takie: Przepraszam, że nie na temat, ale nie mogłem się powstrzymać. Zatem - DO RZECZY. Czyli - jak w tytule: Schwere Wehrmacht Schlepper, choć na pudełku napisano: WWII German SWS Halftrack, ale ta nazwa nie bardzo mnie przekonuje, firmy Caesar Miniatures w skali 1:72. Tym samym kończę krótką przygodę z modelami tej firmy. Co do techniki wykonania modelu - standardowa, czyli podkład z Humbrola 84, dalej malowane Pactrami, lakierem błyszczącym Humbrola 35, kalkomanie, brudzenie olejami (Humbrol 33 + artystyczna olejna) i na koniec mat Pactry. Model troszkę jakoby się błyszczał, ale to efekt użycia właśnie akrylowego matu, gdyż olejny Humbrol po prostu mi zgalaretowaciał. Nie wiem, czy bezbarwny mat Pactry tak po prostu wygląda, czy tak wyszedł spod mojego pędzla, ale mniejsza o to. A - w tym modelu wykonałem szybki w oknach, jako, że były one na tyle duże, abym mógł je zobaczyć i co ważne - utrzymać w paluchach. Co do samego modelu - jest to jakiś dziwny konglomerat zwykłego, nazwijmy to, modelu z zestawem do szybkiego składania. Część jest nieźle zdetalowana, część zaś stanowi cały odlew (układ kołowo-gąsienicowy, narzędzia na "pace" oraz błotnikach). Wykonanie układu jezdnego jako całości pociągnęło za sobą opłakane skutki w postaci potężnych jam skurczowych w miejscach tak idealnych do wypełnienia, jak przestrzenie pomiędzy "szprychami" kół napędowych, tarcze kół jezdnych czy wreszcie same gąsienice (te musiałem po prostu zasmarować szpachlą i od nowa nacinać rowki przy pomocy karty telefonicznej owiniętej papierem ściernym) oraz narzędzia (!!!). Dodatkowo, Caesar lubuje się w produkcji powyginanych ramek z elementami, co i tu spowodowało, choć znacznie mniejsze niż w przedstawianym przed urlopem Sd.Kfz.10 Demag-D7, efekt zadzierania w górę jednego z kół. I cóż, to chyba wszystko. Czas na zdjęcia. Bajzel na pace został zaaranżowany ot tak, bez głębszych przemyśleń: I takie "artystyczne" zdjęcie, z efektem fotografii otworkowej: Jeśli ktoś ma ochotę coś napisać - proszę bardzo. pozdrawiam Grzesiek
  5. Bez przesady - materiał wyjściowy jest na pewno gorszy, przynajmniej w wielu przypadkach, jak choćby tu. Wszystko zależy od ilości trudu włożonego w wykonanie modelu. Z tym bym się zgodził . Ale za takie sądy zostałem kiedyś pomieszany z błotem na forum pewnego, znanego sklepu z modelami. A sam model? Cóż, kiepski, jak mówią przedmówcy. Ale mnie kilka lat temu nie udało się z niego "wycisnąć" o wiele więcej. pozdrawiam Grzesiek
  6. Nie jestem jakimś wielkim ekspertem w tej dziedzinie, ale to może być w tym przypadku wielki plus. Popełniłem w życiu kilkanaście modeli samolotów i TEN zrobił swego czasu duże wrażenie na mnie właśnie jakością wykonania. A cena - jak widać, koło 30-35 złotych. pozdrawiam Grzesiek
  7. To jeszcze jeden gwóźdź do trumny - zostały ślady po łączeniach form na kołach i hełmie jednego z Niemców. Choć zdaję sobie z tego sprawę, że akurat te elementy nie są zbyt widoczne na nie pomalowanym modelu i ich obecność potrafi nas zaskoczyć dopiero po położeniu farby. pozdrawiam Grzesiek
  8. Owad . Fajnie jest popatrzeć, jak ktoś prezentuje swoje sposoby i chwyty, wykorzystywane przy budowie modelu. Zawsze można przemyśleć i zdystansować się do tego, co się samemu robi. pozdrawiam Grzesiek
  9. Przede wszystkim gratuluję samozaparcia w walce z takim maleństwem. Co do lufy - ten zielony plastik UM jest kruchy i to samo spotkało mnie przy budowie BT-5 - po prostu ułamała mi się lufa. Zrobiłem nową z wyciągniętej nad ogniem ramki. Co do gąsienic - straszne gumowce . Jeśli jeszcze nie są przymocowane, to staraj się ukryć łączenia pasków na przykład pod błotnikami, jeśli oczywiście są przewidziane, bo tak wygląda to nieszczególnie ładnie. pozdrawiam Grzesiek
  10. Nanoszę na model przy pomocy pędzla mieszaninę czarnego olejnego Humbrola i brązowej olejnej farby artystycznej a następnie po kilku chwilach ścieram to patyczkiem higienicznym. Tam, gdzie nie mogę dostać się patyczkiem, ścieram pędzelkiem lekko zamoczonym w rozpuszczalniku. Model oczywiście wcześniej maluję bezbarwnym lakierem błyszczącym Humbrola i pozwalam mu ze dwa dni przeschnąć. Jakby mi się chciało, to byłoby więcej modeli i być może lepszych. Cóż za skromność przemawia przeze mnie... pozdrawiam Grzesiek
  11. Tak, właśnie zauważyłem go przed chwilą w pierwszym poście na stronie 7 TEGO tematu. No cóż... Wszystkiego nie można mieć. pozdrawiam Grzesiek
  12. Jak w tytule, czyli Sd.Kfz.10 Demag-D7 firmy Caesar Miniatures w skali 1:72. Model, nad którym pastwiłem się od marca... Był on źródłem wielu moich frustracji, budowę wielokrotnie przerywałem, gotowe już elementy lądowały w szufladzie a ja w międzyczasie budowałem inne modele. Nieraz na model poświęcałem dosłownie 5 minut dziennie - wycinałem z ramki jeden, dwa elementy, które chowałem i porzucałem na długi czas. Dlaczegóż to? Ano, należy co nieco opowiedzieć o samym modelu. Po pierwszym otwarciu pudełka byłem modelem niemalże zachwycony - wypraski wyglądały jak co najmniej Dragon. Bardzo ładnie odwzorowane drobne elementy, brak nadlewek, jamek skurczowych. Czar prysł po wyjęciu ramek z folii - miały one kształt dość dobrze wyprofilowanych śmigieł samolotu. Niestety - elementy na nich również. Co gorsza - duże elementy składowe kadłuba też. Próbowałem je prostować "na siłę" - aż plastik zrobił się biały, próbowałem w gorącej wodzie, do której ledwo mogłem włożyć paluchy (do wrzątku bałem się wkładać...). Na nic. Po jakimś czasie element powracał do właściwego sobie kształtu. Niestety - kształt ten zachował do końca, w związku z czym model zadziera do góry jedno koło, jak pies nogę. Dodatkowym problemem był układ jezdny - i nie tylko z powodu tego, że ogniwka były takiej wielkości: ale głównie z tego, że sklejone w pasek ogniwka nijak nie dawały owinąć się wokół koła napędowego - pasek się rozpadał, a otwory nijak nie wchodziły na zęby... Dobrze, że zarówno ogniwek jak i kół było w niewielkim nadmiarze... Po prostu wyciąłem zęby na kołach i już. Dodatkową atrakcję budowy stanowiła instrukcja, która dla moich umęczonych oczu stanowiła nie lada przeszkodę (kleiłem wieczorami, po powrocie z budowy): Momentami naprawdę przydawałaby się lupa. Cóż, tyle biadolenia. Ponieważ model traktowany był po macoszemu, budowany głównie po to, by nie wyjść z wprawy (a traci się ją niezwykle szybko, uwierzcie), jest taki, jaki jest. Przedstawiam go głównie po to, aby zwrócić Waszą uwagę, że taki model istnieje, choć bardzo rzadko gości na forach. Oczywiście, jeśli będziecie mieli jakieś uwagi , z godnością przyjmę całą krytykę . Do modelu własnym sumptem dorobiłem dźwignie zmiany biegów i czegoś tam jeszcze, gdyż oryginalne były niemożliwe do wycięcia z ramek bez uszkodzenia oraz kosze na kanistry, gdyż oryginalne były nazbyt masywne. Nie dorobiłem oszklenia, gdyż: po pierwsze stwierdziłem, że to nie na moje oczy i paluchy, po drugie - obawiałem się, czy nie popęka w momencie "zamykania" roboty, czyli siłowego dopasowania dachu, który dla odmiany był prosty, do przekoszonego modelu. Również nie wysiliłem się przy pracy nad szperaczem, gdyż wszelkie siły zużyłem na przewożenie bloczków fundamentowych. Czas na zdjęcia - z powodu pogody (braku Słońca) - takie sobie. Najpierw zrobione "na stole", w trakcie budowy, po umazaniu modelu łoszem: Kolejne - ze zbliżenia, robione "w słońcu": Te - robione w cieniu: To, że model zadarł tutaj aż tak koło, nie znaczy, że tak ma. Dla ułatwienia pracy rozkładam sobie niebieski papier na siedzisku ogrodowego krzesełka, które wyprofilowane jest do naszych czterech liter, a nie do podwozia modelu - i już. I znowu w słońcu, z innymi ustawieniami aparatu: I wreszcie - z lampą błyskową: I to tyle. Teraz znowu czas myśleć o budowie (tylko myśleć - bo pogoda, niech ją...) i o wczasach w ulubionym Beskidzie Śląskim. pozdrawiam Grzesiek
  13. Jak kiedyś na odbitkach ORWO, jeśli wiesz o czym mówię . Mam takie "kolorowe" zdjęcia z jakichś szkolnych choinek i tego typu imprez, gdzie wszystkie kolory to różne odcienie brązu, he, he. pozdrawiam Grzesiek
  14. Myślę, że swoje modele, przepraszam, dzieła, powinieneś umieszczać w innym dziale - dioramy, ponieważ wydaje mi się, że dużo więcej pracy i wysiłku kosztowało Cię wykonanie otoczenia pojazdu niż jego samego. No, chyba, że się mylę. pozdrawiam Grzesiek
  15. No, wreszcie, jak zauważyli koledzy, gąski Ci uległy, choć cześć ich biegu jest i tak zakryta . Model wyszedł fajnie, tylko te Twoje zdjęcia jakoś mnie nie przekonują, takie mdłe i jednokolorowe... Pewno kiedyś powiedziałbym, że ten model jest jeszcze przede mną, a teraz nie wiem, jakoś powoli odzwyczajam się od modelarstwa. Aby go nie zapomnieć, popełniłem Sd. Kfz .10 Caesar Miniatures, ale nawet nie chce mi się robić galerii. No, to tyle osobistych wynurzeń... pozdrawiam Grzesiek
  16. Myślę, że na etapie budowy podwozia czeka Cię przykra niespodzianka. Sam kiedyś budowałem ten model. Niestety, zęby koła napędowego nie pasują do wycięć w (niestety) gumowej gąsienicy. pozdrawiam Grzesiek
  17. Witam na chwilkę po długiej nieobecności. Ponieważ myślę, że chodzi o mnie, odpowiadam - do końca sezonu budowlanego masz ułatwione zadanie . Co do modelu - podoba mi się prócz górnego biegu gąsienic. pozdrawiam Grzesiek
  18. Zgadzam się z wcześniejszymi wypowiedziami kolegów odnośnie braku washa (po jego położeniu model wcale nie musi wyglądać, jak zużyty - on ma podkreślić bryłę modelu) oraz koloru gąsienic. Poza tym zdjęcia wydają mi się jakieś przekombinowane. To, że przedstawiają model w dosłownie trzech rzutach i się powielają, to nic. Chodzi mi o to, że na przykład pierwsze i drugie zdjęcie wydaje się identyczne, ale na pierwszym boczne osłony czołgu wydają się płaskie, jakby z jednego kawałka, na drugim elementy oddzielone są białawymi liniami. Podobnie zdjęcia 12 i 14 - niby takie same, a na 14-tym jakby domalowane linie podziału blach na ekranach. Czemu to tak ? pozdrawiam (rzadko ostatnio pojawiający się) Grzesiek
  19. Tak, o to chodzi... Mam nadzieję, że bank nie puści mnie później bez portek i będę miał za co kupić chociaż jeden model... Pomimo trochę macoszego potraktowania modeli z przyczyn oczywistych - przyznaję bez bicia - tyle pozytywnych uwag ... Dzięki. Dokładnie to, co napisałem. Po przyklejeniu przedniego błotnika (-ków) i sklejeniu podwozia fizyczną niemożliwością jest wciśnięcie przedniego koła (kół) na swoje miejsce. Nie pozwalał na to błotnik, który ma około 1mm grubości. Ze względu na jego dość osobliwy kształt i brak odpowiednich narzędzi, nie byłem w stanie go pocienić. Musiałem po chamsku pilnikiem spiłować właśnie wewnętrzny tył błotnika tak, aby dało się włożyć koło, co widać na zdjęciu: Zdecydowanie lepiej wychodzą mi modele w kolorze "zółtopochodnym" niż szarym, ale dowódca się uparł i już... pozdrawiam Grzesiek P.S. Dziękuję za życzenia. Może jakoś to będzie. W tej chwili nie jestem w stanie zgiąć pleców. A jutro - powtórka z rozrywki... W mojej obecnej sytuacji - nie ma obaw.
  20. Ja nawet kiedyś zamieściłem takie przekorne zdjęcie (w moim odczuciu) w galerii czołgu BT-5, tyle tylko, że ono miało zadziałać odwrotnie. Wyrobić przekonanie, że model czołgu jest duży: W rzeczywistości był taki: A zapałka, jak mówi Adam - jest prawdziwa i w skali 1:1. pozdrawiam Grzesiek
  21. pozdrawiam Grzesiek
  22. To, co widać, niestety. Ponieważ malowałem pędzlem i akrylem, nie zawsze byłem w stanie zdążyć "przedmuchać" siatkę, aby coś takiego właśnie nie zostawało. A przedmuchiwałem po prostu ustami. Poza tym - robiłem to wieczorami, a ja już trochę niedowidzę ... No, chyba jesteśmy w galerii... pozdrawiam Grzesiek
  23. Jak w tytule, czyli Sd. Kfz. 222 firmy Dragon w skali 1:72, zestaw zawierający dwa pojazdy. Moje jak na razie OSTATNIE modele. Ostatnie - bo ostatnio wykonane, i ostatnie - bo na razie będę musiał zawiesić ich budowę na rzecz budowy najważniejszego i największego modelu w życiu, wykonywanego w skali 1:1. Na temat techniki wykonania modeli nie ma się co rozpisywać, bo jest ona, jak dla mnie, tradycyjna - czyli podkład Humbrol 84, potem matowe Pactry, wash - czarny Humbrol pomieszany z brązowym, artystycznym olejem, rozjaśnienia krawędzi - suchy pędzel szarym i metalicznym Humbrolem, zabrudzenia - suche pastele, obicia - gąbka komputerowa i mieszanina brązu i czerni Humbrola. Wszystko (prócz "gąbkowych" obić naturalnie...) - pędzel. Co do samego modelu - model, jak model. Tak się złożyło, że najpierw go posiadałem na stole, a później czytałem jego recenzję w poczytnym piśmie modelarskim. Serdecznie mnie ta lektura ubawiła. Miał to być model na najwyższym światowym poziomie, z idealnie odlanymi ramkami, z idealnie pasującymi elementami itd. itp. A cóż było w pudełku? Dragon i tyle... Może wymieńmy podstawowe cechy, które pozwalają pisać o nim - "model z najwyższej półki". Elementy, z których zbudowany jest kadłub pasowały "prawie" idealnie. Musiałem jedynie użyć nieco nadmiarowej ilości kleju, a po jego wypłynięciu, zaschnięciu i usunięciu opiłować nieco bryłę kadłuba. Następna rzecz - błotniki. Jak na model najwyższej, światowej klasy, trochę za grube - około 1 milimetra. To, że takie grube, można przeboleć, bo zawsze można to sobie tłumaczyć tym, że producent troszkę sprawę uprościł i tak właśnie "zasymulował" zagięte ranty błotników . Ale pod takie błotniki... nie mieszczą się koła. Rzecz kolejna - same błotniki (szczególnie prawy przód) nie pasują do kadłuba i trzeba troszkę poszpachlować. Dalej - szkaradne szwy na bokach co niektórych części, zwane śladami po łączeniu form. Cóż, wystarczy opiłować. O małych przesunięciach form na małych elementach nie wspominam. No i rzecz następna, dla mnie stanowiąca największy problem to wieżyczka, a dokładnie jej konstrukcja (można ją zobaczyć tutaj). Składa się ona z jednego odlewu (przez co ma on ścianki grubości idącej w milimetry) oraz dwu blaszek. Taka konstrukcja wymusza dwa sposoby podejścia do jej montażu - albo wszystko pomalować oddzielnie i sklejać, albo wszystko skleić i malować. Pierwsza opcja odpada od razu, druga, jako, że używam pędzla, również. Musiałem się nieco nakombinować, aby ją złożyć, ale myślę, że nie warto pisać jak. Co do blaszek - też napsuły mi dużo krwi. Nie mam zaginarki z prawdziwego zdarzenia (i pewno miał nie będę) i blaszki gięły się nie tam, gdzie ja chciałem, ale tam, gdzie chciały blaszki. Po wielokrotnym zginaniu i prostowaniu - cud, że się nie połamały - wyglądają tak, jak na poniższych zdjęciach. Pozostaje jeszcze sprawa kalkomanii - producent lubuje się w sadystycznym podejściu do modelarzy i oferuje jedną tablicę rejestracyjną w postaci białej "płachty" i oddzielnych cyfr. Męczyłem się już kiedyś z tym przy okazji budowy Sd. Kfz. 251. Tutaj poszło jak z płatka. Najpierw przykleiłem same tablice, zalakierowałem je bezbarwnym błyszczącym i dopiero na to położyłem cyfry. Obyło się bez przykrych niespodzianej, jak przy wspominanym wyżej modelu typu klejenie się cyfr do wszystkiego, tylko nie do tablicy itp. No, dosyć już krytykowania modelu, bo kto zrozumie, że model jest totalnie do bani a nie jest. Jest to po prostu typowy Dragon i tyle. Czas na zdjęcia. Boję się troszkę porównania moich modeli choćby z modelem Andrzeja, bo czuję, że nie włożyłem w niego tyle zapału, ile mogłem, ale powód takiego stanu rzeczy opisany jest w pierwszym akapicie postu - po prostu nieraz nie miałem już siły. Oto zdjęcia: pozdrawiam Grzesiek
  24. [...] EDIT: upps... Musiałem poprawić post, bo linki do strony http://henk.fox3000.com przestały działać. Ale tam można znaleźć zdjęcia wyprasek obu modeli . pozdrawiam Grzesiek
  25. Potwierdzam swoje słowa napisane kilka postów wyżej, że model jest smakowity, jednak po dłuższym, dokładniejszym przyjrzeniu się zdjęciom (jestem w pracy, więc nie zawsze mogę dokładnie wyoglądać zdjęcia ) zauważyłem, że nie usunąłeś też śladu łączenia form - a to dość popularny gość w tym zestawie - na bambetlach (skrzynkach? pojemnikach?) wiszących na lewym boku pojazdu. W dodatku, patrząc na rysunek na pudełku, bambetle te widziane od przodu nie mają płaskiej ściany... Ja wydłubałem w swoich modelach te podłużne wgłębienia. pozdrawiam Grzesiek
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.