JSJ
Użytkownicy-
Liczba zawartości
318 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez JSJ
-
Całkiem spokojnie możesz wypić trzecią kawę, ale nie zaznasz spokoju, gdy chcesz ze smakiem gryźć Jagdpanther „314” z s.Pz.Jg.Abt. 654. Nie pisałbym byle czego, wiedząc sporo o rozwoju Jagdpanther oraz że szczególne były Jp. tej jednostki, ona sama zresztą też. Już w sierpniu wycofywano ją z Francji po sporych stratach, na sierpień też datowane są zdjęcia porzuconych pojazdów, w tym owego „314” (zdobytego 10.08). Na pocz. września Abteilung 654 był już na poligonie w Grafenwöhr, gdzie się regenerował. Właśnie w tym batalionie, stworzonym jako wzorcowy, testowano wcześniutkie Jagdpantery przed i w czasie walk, a dotyczyło to konstrukcji w ogóle, jak i świeżo stworzonych modyfikacji. Jedną z nich było owo koło napinające, które bodajże udostępniono w paru kompletach w czerwcu. Podobnie było np. z nowymi, dzielonymi lufami armaty i zmniejszonymi hamulcami wylotowymi (kwestia maja, czerwca). Nawet więc bardzo wczesne Jp. (z kwietnia) miały w czasie normandzkiej awantury elementy późniejsze, niż one same. „314” miał nowe koła napinające i nowy hamulec wylotowy. Są zdjęcia Jp. z nrem fabrycznym jeszcze wcześniejszym (300013, nr takt. prawdopodobnie „311”) z takimi kołami - jak poprzedni w 8.44. został wrakiem na nic zdobywcom niepotrzebnym, a już na pewno nie do jazd, żeby mu wymieniali koła… No i gdzie Rzym, gdzie Krym - tu sierpień, a szersza dostępność nowego koła to wrzesień, październik. Jest jeszcze kilka wczesnych egzemplarzy Jp. tej jednostki, których zdjęcia z sierpnia pokazują nowe koła napinające, np. „332” czy pojazd z Fgst.Nr 300045 pod Vimoutiers. Ma te koła Jp. w Saumur, też z Abt. 654, a nie późniejszy niż z kwietnia lub maja. To jest historia słabo opisana od strony sprzętowej, ale pewne dane mówią same za siebie. Np. dodatkowych rur przy wydechu Jp. jeszcze na czerwcowym Fgst. 300042 być nie mogło. sądząc ze zdjęcia wraku z normalną osłoną kolektora; może jednak na czerwiec się załapały. Sprawę kół uważam za naświetloną, o innych wskazanych zmianach nie piszę, bo nie wyczuwam stopnia determinacji w tym kierunku.
-
Temat na model znakomity, ale dwa zdjęcia jako dokumentacja - słabo. Jest ich w samym internecie więcej, oto np. pokazujące, że „314” był wyposażony w nowy wariant koła napinającego:
-
Pominięcia uwag z zakresu „mniejsze/większe” itp. nie wytykam, ale ten podwójny uchwyt łańcucha został jak wyrzut sumienia; przecież to sprawa niemożliwości fizycznej, a nie mojszej racji . Łańcuch z uchwytem był przekładany z lewego zaczepu na prawy i odwrotnie, zawsze któryś zaczep był wolny.
-
Przejrzałem dla innego kolegi inboxa i profilaktycznie zauważam, że instrukcja chyba coś ściemnia - tylko na siatkach prawych wlotowych grillów stosowane były dodatkowe paskowe przysłony, a oni pokazują je na wszystkich. Przy okazji kilka innych podrzutków: - Jeśli ucha dla lin i do wieszania gąsienic uznać za „ok” (choć za cienkie te blaszki), to tym bardziej powinny być do wzięcia blaszkowe opcje ramki pod klocek i wihajstra na nawój linki, których grubości zawierały się w zakresie 4 - 6 mm. Cieńsze elementy wyszły jak dużo grubsze od naprawdę grubych; te łukowe wręcz karykaturalnie. - Ramka pod kloc to kątownik ok. 45 x 45 mm - dziwnie wygląda to, co miałoby przeciwdziałać wypadaniu kloca przy byle drgnięciu. - Tuleje na przodzie na oczka lin są za długie (jak to zwykle na wypraskach modeli). Ich rzeczywista długość to ok. 60 mm (dolnych na haki ok. 110 mm). - Te krążki na nich powinny być większe (odpowiednik średnicy 80 mm). No i niecentrycznie, aby stanowiły jakiś opór - dołem zrównane z krawędziami tulej, nie byłoby błędem nawet drobne przesunięcie jeszcze wyżej. - Uchwyt łańcucha na podporze lufy jest podwojony - tam, gdzie sterczy samotnie, ma być w obejmie wcięcie na śrubę. Albo weź wersję łańcucha zapiętego na lufie, bo do tej on jest. - Przypomniałem sobie o tym zdjęciu - wygląda na to, że wirniki były malowane na "minii" jakimś jasnoszarym kolorem; facet trzyma uszkodzony oryginał z Jagdpanther:
-
To jest lepsze opracowanie od dragonów, jakie widziałem, więc szacun dla producenta. Wieża, zwykle pięta achillesowa, jest najlepsza wśród wież modeli T-34-85 w ogólnej formie geometrycznej. Trochę więc szkoda, że model ma być ćwiczebny, bo swoje pewnie kosztuje. Ale jeśli można sugerować pewne retusze, to w pierwszym rzędzie byłoby to zatarcie na wieży tych części podziału na przodzie, które są pod i nad rzeczywistym poziomym „szwem” (częściowo go przecinają) - one są tu tylko z powodu technologii modelowej. O malowaniu miałem okazję się wypowiedzieć, bo była już mała wymiana zdań. Teraz będzie dobrze zauważyć, że oznaczeń nie ma co łączyć z producentami, bo to kwestia jakichś ogólnych ustaleń lub/i w detalach jednostki, mającej na stanie czasem pojazdy z niejednego źródła. Pozostaje niewyjaśnione, na jakiej podstawie istniejące ilustracje i kalkomanie odtwarzają wygląd malunków na czołgu nr 3632 i czy prawidłowo zakładają takie akurat wykonanie egzemplarza. Wieża z modelu pomaga zidentyfikować pierwowzór jak dość wczesną produkcję z. 183, z lata 1944 lub przełomu lato/jesień - to podsuwa pytanie, czy naprawdę typowany #3632 był takim "przetrwalniakiem" aż do wiosny 45.
-
Jest ogólnie prawidłowo (jak u Ciebie zresztą). Jednak elementy poza przednim stelażem i tym pod klocek proszą się o lekkie przesunięcie do tyłu (+/- o szerokość pionowych listew). Gorzej, że dwie listwy pod młot i długi klucz są za wysokie w ogóle, a na górze wręcz muszą się kończyć niżej (korekta w pionie jak poprzednia w poziomie, ok. 4 cm w realu). W stanie jak jest, po dodaniu mocowań, byłby blokowany obrót wieży lub coś przez nią urywane. Kolizyjna jest głównie przednia z tych listew, bo jest bliżej osi obrotu wieży.
-
Pytanie, czy masz ochotę pokazać aparaturę IR na kopułce (i czy w ogóle jest w zestawie). Bo jeśli tylko pojemnik, to chyba masz wszystko, co trzeba, bez specjalnych podchodów. Ale to tylko co do zewnętrza. Jeśli model ma wewnętrzne elementy do tego (głównie agregat prądowy), to i ja nie ogarniam co i jak; spotkałem tylko ogólne wiadomości. Nie wiem, jak to było z tymi ustrojstwami u MAN-a; kojarzę jeden czołg domyślnie przygotowany, ale chyba ostatecznie przywrócony do standardu (skrzynka zdjęta albo zrezygnowano z jej montażu), nieco sprzed wersji "lsw". Inne na zdjęciach to albo z MNH, albo nierozpoznawalne i głównie z okresu przed tłumikami płomieni (jesień i końcówka roku 44.). Ucha na tyle kadłuba (G) są standardowo dla końcówek lin, a koła zapasowe bywały tylko w sposób improwizowany montowane czy to na wieży, czy na "pace". Były różne, wg pomysłów w jednostkach, sposoby zamocowania. Na kadłubach nie spotkałem żadnego "U", tylko rodzaj krzyżaka (na Panther A), który sam w sobie był chyba tylko podstawą pod łącznik z kołem - konieczne podwyższenie w miejscu dość "zagraconym" (płyta nadsilnikowa). Bywały też adaptacje listew do wieszania zap. gąsienic. Przykładów dla wersji G znalazłoby się chyba nieco z kołami na wieży, choć nie tak późnych. Ale robiąc czołg MAN-a nie możesz skorzystać z opcji fabrycznego zaczepu Daimlera na wieżę (wyjątek od reguły swobodnych patentów, od końca 44.), a jeśli pozostaje wersja z tymi tylnymi kołami, to w ogóle marne widoki. Jakieś inspiracyjne zdjęcie by się przydało, niestety, mnie się nie napatoczyło. W razie czego pogadamy o jakichś szczegółach, bo teraz szkoda Ci robić szum w głowie.
-
Wypada nawiązać do ostatnich dwóch zdjęć, więc - czy można być pewnym, iż to ten domyślny kolor… Jest tak jasny (dziwnie wybiórczo w obrębie przodu), że możnaby to np. uznać za resztki miejscowo nachlapanego zimowego „wapna”. Co przypadek, to inne wątpliwości. Moim zdaniem, wymowny jest przykład, jak ten sam zestaw barw na jednym obiekcie daje różny kontrast, bo różne oświetlenie, może rodzaj negatywu, wywołanie, skanowanie itd.: Z każdego z tych zdjęć z osobna może się wykluć odrębna teoria, a każde na swój sposób jest kłamliwe z powodów technicznych. Nie należy raczej oczekiwać, że problematyczny trzeci kolor zwany żółtym powinien się objawiać jako oczobitnie jasny, bo przepisowy Dunkelgelb bywa porównywany do barwy musztardy. A co mógł przypominać, jeśli był naniesiony miejscami np. w postaci mocniej rozcieńczonej lub z domieszką innego, gdy się wyczerpywał? Greif w swojej reprymendzie zawarł arcyprawdę, że utrwalone przekonania bywają obalane jednym ruchem. Tak np. było z ciekawym Jagdpanther z nrem 823. Kalkomanie i ilustracje latami jedne po drugich dawały kolor tego numeru jako żółty, aż się okazało, że na klatkach barwnego filmu jest szary, właściwie nijaki; prawdopodobnie był namalowany rozcieńczoną białą farbą. Zawsze warto sceptycznie spojrzeć na to, co mówiono czy nawet wydano drukiem, jeśli jest do zobaczenia cokolwiek bardziej źródłowego, jak foto monachijskiej pantery z Patton Museum.
-
Rozwój sytuacji jak zwykle - sorry, ale zakwestionowanie "jedynie słusznej" teorii przez argumenty to co innego, niż ośmieszanie jedynego odważnego. Nie przeniosę rzekomych animozji na pw, gdyż rzecz dotyczy zaistniałych pytań merytorycznych, a byłbym wdzięczny za obiektywną ocenę stylu cierpliwego tłumaczenia racji i stylu "reaktywnego". Był to ostatni w tym wątku post dla oponenta, ale chyba konieczny, skoro nikt nie zauważa różnicy.
-
>gustlik: Zdaje się, że Ty zrozumiałeś, iż moje powątpiewanie nie tyczyło widoczności haków na zdjęciu już do znudzenia powtarzanym. Jak napisałeś - ostały się „jakimś cudem”. Jeśli ogólnie zrobiłeś „prawidłowo”, to nie masz nadal wytłumaczenia na różne zachowanie haków - jedne nie odpadły, inne odpadły. Na logikę, wyłamanie się płyty razem z hakiem zachodziło, jeśli odcinek zespawany z płytą był większy/równy od tego zespawanego z brzegiem bocznej ściany i tu zgoda co do większości na modelu. Jednak przy każdym haku mogło to być nieco inaczej, a te pozostające mogły mieć odcinki zahaczające o płytę dachową tylko ledwo-ledwo lub sam spaw był przy nich szczątkowy. Opcji zespawania także z bokami ścian nie uwzględniałem, bo jest raczej rzadka. Zastrzegam też, że zapytałem i piszę teraz tylko na zasadzie „warto rozmawiać”, bo ciekawość ktoś mógłby opisać jako czepliwość.
-
Guzik wiesz, kotuś, czego ja „też” nie wiedziałem, więc zostań z tym, co sam wiesz i co uważasz za istotne do wytykania - np. numer fabryczny w dyskusji o odbiorze kolorów (!). Kolorów na kolorowym zdjęciu nie widzisz, jeśli Ci nie pasują ideologicznie, a wypisujesz impertynencje. Ja wiem i to, że ów numer fabryczny jest w pewnej kontrowersji do twierdzenia Jentza, iż wyprodukowano u MAN-a pantery do nr 121443. Nie wiem, czy to zostało wyjaśnione i prawdę mówiąc mam to gdzieś, gdy problem w konkretach wyglądu konkretnego obiektu. Na obgadywanym zdjęciu kolorowym układ plam na wieży jest taki, jak na zdjęciach z Monachium, ma ona też tę zdemolowaną pokrywę kopułki. Nie ma precyzyjnego ustalenia, kiedy to zdjęcie powstało, ale źle byłoby sugerować, że rozmowa o eksponacie nie jest rozmową o czołgu w stanie przejętym w Monachium. Późniejsze kombinacje z podmianami są zupełnie nie na temat wojennej postaci pojazdu: to czyste efekciarstwo i może prowadzić do nieporozumień. Masz jakieś książki, to wyimkami z nich szarżujesz dla wrażenia, że coś sam wybadałeś. Że zamieniono tej panterze pokrywę ze sprzęgiem, to nie wiesz i jacyś guru chyba też nie, bo byś już zrobił całe przedstawienie. Ja wiem, bo mam wcześniejsze i późniejsze fotografie oraz odrębną wiedzę o wariantach sprzęgu (przy okazji więc informuję chętnych do Tej pantery - późny wariant zastąpiono wczesnym). Łatwo się podpiąć pod autorytety, a trudniej, bez własnego umotywowanego poglądu stanąć do dyskusji - zdań adwersarza nawet nie cytujesz, tylko przedstawiasz w formie idiotyzmów. Piszesz o „odlotach”, zamiast wziąć się za całe multum edycji swoich „panterowych” postów na forum. Początek zrobiony, powodzenia.
-
Jeśli to nadal jest #151 z KG Peiper, to mnie się nasuwają przynajmniej takie pytania: - Dość długie końcówki prawie wszystkich zawieszek na wieży (pod kawałki gąsienic) są „przyspawane” głównie do płyty dachowej. Jeśliby tak było w realu, to jak część z nich mogła zostać na miejscu po wyrwaniu dachu przez wybuch? - Dlaczego finalne malowanie jak i poprzednia próba tak bardzo odbiegły od układu plam ciemnych i jasnych w tych partiach, jakie uwieczniono na zdjęciu? Przecież to najbardziej uchwytna z niepowtarzalnych cech oryginału - czy może drugie zdjęcie, jakie ponoć masz, przedstawia to jakoś inaczej?
-
No to się jedna kwestia wyjaśniła, ż tym, że Bogiem a prawdą to nie jest opcja ściśle "for 1945 ... only". Modyfikacja miała początek późną jesienią 44., tylko brak rozpiski na firmy.
-
Baldigozz, odpowiedziawszy na post w sprawie już chyba nieaktualnej powiem jasno, że schematów dla innych pojazdów z danej grupy nie kwestionuję, tylko w związku z własną oceną zdjęć za niedowiedzioną uważam tezę o ich ogólnej dwukolorowości. Cechy proponowanego „no name” są jak najbardziej w porządku. Ostatnie zdjęcie jest przykładem używania także kanciatych osłon wydechu (o ile i tu nie wystąpił jakiś chochlik optyczny). „Rury gazowe” nazywaj raczej tłumikami płomieni, jak przyjęto tłumaczyć „Flammvernichter”. Pewne rzeczy zadziały się za szybko, toteż nie wyłapałem błędu (producent chyba nie dał opcji) w obrębie wlotu powietrza do kadłuba. Jeśli mowa o r. 45., zabezpieczenie przeciw zaciekaniu wody wokół otworu powinno wyglądać tak: To pierścień o średnicy ok. 24 cm zmieszczony między śrubami mocującymi podstawy osłony. Na nim powinna leżeć (lub być wysunięta w górę na trzpieniu) nieco mniejsza pokrywka uszczelniająca/regulująca dopływ. Wierzę, że nie ma przeróbek niemożliwych na obiecującym modelu, więc może by tak...
-
Żółto-zielony kamuflaż promował np. niejaki Volstad, autor malunku na jednym z modeli. Gdzieś kiedyś powoływał się na swoje „doświadczenie” w tej materii. Ciekawe…, pewnie chodzi o podróże w czasie. Przy jednym ze zdjęć monachijskej pantery w sieci jest gotowy opis - diagnoza: Pantera była brązowo-zielona. Więc na świecie nie brak „opiniotwórczych” a dyskusyjnych źródeł, z całym szacunkiem, meser262. Aczkolwiek zapamiętałem (przez ujęcie problemu, nie pamiętliwość) i Twoje opinie w niedawnym wątku tutaj: „…podporządkowana do grupy bojowej ‚von Hobe’ - okolice Nuremberg.** Poniżej: Malowanie dwukolorowe, lecz inny rozkład plam. Kolorowe fotografie tego konkretnego czołgu wykonane w latach 50. i 60.(w kolekcji Muzeum Patton) wyraźnie pokazują, że oryginalny kamuflaż jest brązowy RAL 8017 Rotbraun i zielony RAL 6003 Olivgrün .” To były uwagi o rzekomo dwóch pojazdach, a faktycznie o dwóch bokach tego samego, z Monachium. Gwiazdki odsyłają do książki, ale w sumie wyszło, że tak w niej, jak u Ciebie, mogą być ustalenia cokolwiek nieprawidłowe, np. dwa byty w jednym. O M. Blocku wiedziałem dotąd, że jest mocny w czym innym, niż analizy barw kamuflaży; to dla mnie nowość. Ze schematami i teorią przez niego firmowanymi nie będę polemizował, skoro ich nie znam; mogę się odnieść tylko do Twoich konceptów: Na zdjęciach jest coś, co ani brązem, ani zielenią się nazwać nie da - np. na częściach kół, tuż pod mufą maski działa. W takich "ustronnych" miejscach można upatrywać zachowania trzeciego koloru niewyświechtanego tak, jak gdzie indziej. A moje trzecie zdjęcie nasuwa takie oto pytanie - jeśli nie jasna baza (umowny Dunkelgelb albo coś podobnego), to co za kolor jest w pasie za kołami? Na ciemniejszych polach już są dwa inne odcienie. Taki jasny pas za kołami można zobaczyć i na pewnym zdjęciu z muzeum Pattona. Co bardziej logiczne - zostawiono niezamalowaną bazę, czy specjalnie za kołami malowano pas zieleni (dla Ciebie jasne = zieleń) ? Piszesz coś o gorszym gatunku zielonej farby, efektach jej przejaśnień, bo powstaje z niebieskiego i żółtego… - pierwsze nie wiadomo na jakiej podstawie, drugie jakieś amatorskie - zielony to zielony i nawet przetarty nie powinien wykazywać tak dużej odmienności. Jako "dyplomowany" plastyk mam też zdanie o odkryciach jak to, że zielony powstaje z niebieskiego i żółtego. To jest cała prawda, ale przy mieszaniu barw światła. A ze zwykłej praktyki laika z pędzlem wynikają różne inne opcje, np. że zielony typu oliwkowego ładnie wychodzi z połączenia czerni i żółci. Rzeczywistość w temacie farb wykracza poza mieszanie kolorów podstawowych. To zestawienie dwóch obrazów jest jednak dobre, bo może być dowodem na to, że nawet ten niewytarty zielony stapiał się na cz.-b. zdjęciach z trzecim, jaśniejszym kolorem. To ten trzeci mógł się przetrzeć do warstwy antykorozyjnej np. po lewej stronie jarzma MG. Tak czy siak, kolorowe „maziaje” potencjalnie pozwalają na bardziej rzeczowe interpretacje. Zaś w działaniu chemii i fizyki w czarno-białej fotografii jest znane zjawisko - raz podkreśla, innym razem zaciera różnice na finalnych pozytywach (to też na podstawie własnej praktyki mógłbym rozwinąć). Czy podkład antyrdzewny był tu wykorzystany jako część kamuflażu - niezależnie od tego, co Ty widzisz, ja bym się zdał na opinię kogoś, kto dotknął i poskrobał. No i naprawdę, dałbyś sobie spokój z tą szklaną kulą do odczytywania RAL-ów. To jest akurat bardzo do Ciebie, bo też pamiętam (oczywiście nie przez pamiętliwość, a z powodu kuriozum), jak jakieś RAL-e sugerowałeś nawet w poradach dot. Panther II (jako niby wojennej Panther G zresztą), obmalowanej przez jankesów na kolory całkiem nieznane (może szaroniebieski i kanarkowy), gdyż prototyp przejęli w postaci złomu w produkcyjnych brudach.
-
Taki „szew” na owych osłonach się spotyka, ale nie jest regułą, raczej rzadkością. Akurat na muzealnym pojeździe w Aberdeen jest, jest też na zdjęciu z Ardenów (czołg #302 z MNH). Nie dopatrzyłem się jednak tego na żadnym z „tych” czołgów MAN-a. Skoro przyszło do pytania o kolory, to omówiony czołg z Monachium jest kluczowy. Kto pisze o dwukolorowym malowaniu albo promuje malowanki z kamuflażem żółto-zielonym, chyba nie widział lub nie był zdolny wysnuć wniosków z barwnego zdjęcia, bodajże z lat 70-tych, przed zamalowaniem pojazdu po całości na szaro. Chociaż każda ze spotykanych kopii ma swoje przekłamania, trudno nie dostrzec trzech głównych barw, widocznych po ok. 20 latach od wyprodukowania. Przewaga brązu/czerwieni, wtrącenia zielone i jasne pola mogące być odpowiednikiem Dunkelgelb lub nim samym. Co więcej, są też zdjęcia tego i nie tylko tego egzemplarza wskazujące, że ów trzeci kolor był bazą, czyli że kamuflaż powstał wg klasycznej zasady - zieleń i brąz na żółtej bazie. Skoro mamy „zdemaskowany” kamuflaż na pojeździe jednym z dwudziestu kilku, to zupełnie nie wiadomo, dlaczego właśnie zasady sprzeczne z tą widoczną miałyby być wiarygodne dla pozostałych. Albo wierzymy choćby resztkowym oryginałom, albo nadrealnym zdolnościom „analityków” odczytujących kolory RAL z czarno-białych zdjęć. Ja nawet nie próbuję tykać systemu RAL, bo można podejrzewać każdą farbę z kamuflaży ostatnich tygodni wojny, że była jakimś zamiennikiem przepisowej.
-
Czołg ów, porzucony w Monachium, został eksponatem w muzeum Pattona (Fort Knox), gdzie zmieniono go we wrak. Można go oglądać na miejscu lub poszukać zdjęć w sieci z ekspozycji pod chmurką. Mimo pozbawienia najciekawszych zewnętrznych elementów i mimo jakichś durnych doróbek, jako wyrób MAN-a z finalnej serii jest cymesem. Ale jak wyglądała dana osłona wydechu, można z dowolnej strony zobaczyć i na niejednym innym eksponacie, np. na Bergepanther w Saumur. Uwaga - teraz kadłub ma wczesne mocowania związane z rurami wydechowymi (po 4 punkty pod montaż osłon blaszanych). Przy wersji z tłumikami powinny one zniknąć, tak jak dwa fragmenty udające końce łączników ze śrubami. Przed końcową decyzją o wersji nie pospiesz się z mocowaniami lewara - na tych finalnych MAN-ach zarówno ucho na górze, jak i podpora były zdecydowanie wyżej, niż na wczesnych. Pułapkę widzę w opowieściach dziwnej treści nt. malowania czołgów z tej serii. W razie potrzeby wyłożę swoje zdanie. Kilka zastrzeżeń dot. MG na wieży: - Nie widziałem zamocowania z użyciem bolca na osłonie peryskopu. Nie widziałem więc i nowej wersji podstawy karabinu; nie neguję istnienia, mam tylko wątpliwości, czy taką zdążono wdrożyć. Może powstała jakaś modyfikacja samego zacisku typowej podstawy p.-lot.(?) - Jeśli już, to trudno uwierzyć, że karabin mógłby leżeć tak sobie w poziomym ustawieniu - cięższy tyłek robił swoje. No, mógł być chwilowo czymś podparty, ale to trochę naciągane. - Magazynek „Trommel” nie tak; musiał przecież być podczepiony przy szczelinie na taśmę. - W ogóle nie ten wariant (piechociński) MG. Byłby w czołgu nieprzydatny, bo ze stałą muszką czy bazą celownika lotniczego nie do włożenia w gniazda jarzm w kadłubie i przy armacie - one pozwalały na montaż karabinu tylko z gładką osłoną lufy. A tu jeszcze dwójnóg! Wożono dwie szt. MG w wersji z tzw. Panzerlauf, co znaczy osłonę lufy bez występów montażowych, a z wrębami pod zaciski dla ewent. szybkiego dołożenia osprzętu. W razie potrzeby użycia przeciwlotniczego jeden z karabinów przenoszono z któregoś jarzma na kopułkę, chyba że były przypadki przygarnięcia jakiegoś trzeciego. Ale dane mówią o dwóch MG na czołg.
-
Hm, jeśli to cały wybór, to masz (na 1945 r.) do dyspozycji wersje z dołu zdjęcia. Osłona skrzynkowa jest odtworzona nieidealnie, ale odpowiada wariantowi z czołgów MAN-a. U pozostałych ścianka ze śrubami była ścinana pod grubość ścianki z przejściem na rurę (obrys na styku z pancerzem kadłuba pozostawał taki sam, ale był to obrys uszczelki). Szkoda, że nie poprosiłem i o zdjęcie tylnej płyty, bo może sugeruje coś z innej parafii. Ano, kombinuj dalej, z tym że włącz własną ocenę wiarygodności „przekazów”. Oczywiste, że pojazd z opakowania jest głupawą kompilacją (czołg z wiosny 45. w malowaniu i warunkach z zimy 44/45.!?), ale ten ze „źródłowego” zdjęcia dlaczego nie może być MAN-a? Tłumików płomieni wprawdzie chyba nie ma, stalowego koła też, ale reszta może być całkiem MAN-owska z okresu 9 - 10.44. Nie wiem i nie zawyrokuję według mgławicowej fotografii; jako główny zainteresowany mógłbyś zapytać kolegę typującego akurat Daimlera, na jakiej podstawie typował tak kategorycznie. Ja nie spotkałem żadnych danych tego wózka i tylko pozycję ledwie domniemanego krzyża na kadłubie mogę uznać za wskaźnik, że pod bielidłem jest kamuflaż fabryczny D-B. Bezradność mnie ogarnia wobec tego innego ze stalowym kołem, a ze zwykłymi rurami. Wprawdzie pojawiają się coraz to nowe przykłady, ale bez zdjęcia czołgu X czy Y będącego jakimś unikatem (nie widziałem) te dwie rzeczy się wykluczają.
-
Możnaby wyłuskać ze 20 konfiguracji elementów na tylnych płytach Panther G i to jest materiał na artykuł ze szczególnym uwzględnieniem wykonań wydechu. Określ przybliżony czas, pochodzenie producenckie lub po prostu jakieś egzemplarze, to będą widoki na porady nie idące w kosmos. Był już początek 45., teraz jest 1945 ogólnie…- bez jakiegoś konkretu założycielskiego szkoda np. się odnosić do dyskusyjnej interpretacji przypadkowego zdjęcia - bo nie wiadomo wciąż, co naprawdę jest na temat. Generalnie nic nie jest „tak i już” i dotyczy to pancernych osłon wydechu: W 1945 r. na Ausf. G były one alternatywne, tzn. zaokrąglone ze spłaszczonym dnem albo te graniaste. Mogły występować w czasie naprzemiennie, a sekwencje te trudno ująć w reguły. Najbardziej logicznie wygląda to na wozach MAN-a - wiosną (okres powstania finalnych egzemplarzy, część serii „lsw”) to chyba już tylko osłony obłe, wcześniej tam nie stosowane. Pojawiły się w produkcji D-B i MNH ok. 10, 11.44. ale produkcja lub dystrybucja nie zapewniła ciągłości użycia. Poza tym nie przysparzają wątpliwości, bo to jeden wzór, natomiast na kanciatych dostrzec można subtelne cechy zależne od firmy; prawdopodobnie każda z trzech załatwiała je dla siebie. Jeśli byłbyś ogólnie za drugą opcją, to zrób i pokaż zdjęcie(a) z wyraźnym pokazaniem, jak to ma w modelu wyglądać w górnej części, przy płycie pancerza. Może zestawowe części zawierają niewytłumaczone warianty, które mam na myśli.
-
[Pojazdy wojsk.] Zadajemy pytania. Otrzymujemy odpowiedzi.
JSJ odpowiedział Złośliwiec → na temat → [M]Warsztat
Znany jest tylko przybliżony czas wdrożenia nowej kopułki w z. 183 - przełom 44/45. Magnuski podawał zestawienia nrów fabr. czołgów z transportów w końcu stycznia 45. do brygad 1. Korpusu, w tym do owej trzeciej - pojazdy z z. 112 i 183. Nic pewnego nie mamy, ale nie można wykluczyć choćby kilku egzemplarzy z już nową wersją, „jeszcze ciepłych”. Poza tym, domniemany czołg #3632 widziany w 4.45. w określonym malowaniu mógł być jednym z takich, których żadne ewidencje dostaw nie obejmują, np. z uzupełnień tylko ciut wcześniejszych od akcji w notatce. Można pominąć to wszystko, co się wiąże z kopułką i przyjąć, że #3632 był złożony w r. 44. (w konfiguracji jak model), ale jeszcze pozostaje wątpliwość, jak faktycznie wyglądał ten namalowany numer. Nieprzypadkowo napisałem o podejrzeniu, że jest to powtórzenie wizji Magnuskiego, bo jest na kalkomanii łudząco podobna. Tymczasem wspomniany nr 3631 (bliski koleżka) prezentuje całkiem inny krój cyfr, spotykany nierzadko na zdjęciach z wiosny (zróżnicowane grubości, rodzaj stylizacji jak np. na #1231). Z takich to względów osobiście nie zawierzyłbym temu wzorowi z kalkomanii i poszukał wozu mniej tajemniczego. -
[Pojazdy wojsk.] Zadajemy pytania. Otrzymujemy odpowiedzi.
JSJ odpowiedział Złośliwiec → na temat → [M]Warsztat
> Michal_G: Zdjęcia „3632” brak, więc dlaczego „3632 na 99.99% miał starszą wersję…”? Także zdanie „Jeżeli właz jest pojedynczy to nie podejdzie, taką wersję miała tylko 1 BPanc…” jest niewiarygodne, gdyż dotyczy wyłącznie egzemplarzy na nielicznych publikowanych fotografiach, i to tylko tych nie budzących wątpliwości. Można więc wesprzeć prośbę o zdjęcie „3632”, bez którego jest tylko zawracanie głowy. Kalkomanie mogły powstać w oparciu o rysunki w książce Magnuskiego, gdzie taki numer na nieokreślonym bliżej T-34-85 jest pokazany wśród przykładów. Ja też nie dysponuję zdjęciem, ale mam foto „3631”. Jest niewyraźne i trudne do interpretacji, ale dałbym 70 % za tym, że widać na nim kopułkę nowego typu. To, broń Boże, nie oznacza, że taka była i na „3632”, tylko to, że ów numer z kalkomanii może tu być jak pięść do nosa. > Rafał B: Oczywiście są poważniejsze problemy, ale i Twój jest godny zatroskania. Rodzaj błotnika był przede wszystkim kwestią czasu, nie producenta - więc podajesz bzdury odwrotne do rzeczywistości, a także wbrew już podanemu ustaleniu, że to model pojazdu z zakładu 183. Złośliwości nie podejrzewam, ale wymyślanie historii naprędce - tak. Ja to nazywam „ekspertoza”. Składane kanciate błotniki na przełomie 44/45. stawały się standardem dotyczącym wszystkich producentów T-34 oraz dział SU. Przed nimi ogólnym standardem były błotniki obłe (myślałem, że każdy mówiący coś na temat to wie). Jedyna, ale ważna trudność polega na tym, że w ciemno nie da się typu błotnika przypisać jakiemuś czołgowi w określonym czasie. Istniejące od p. jesieni 44. rysunki wykonawcze błotników kanciatych (proj. z. 183) przekładały się na faktyczną produkcję w bardzo różnym, niezdokumentowanym tempie i tylko można domniemywać, że akurat czołgi z. 183 dostawały je wcześniej od innych. Tylko że nikt nie jest chyba w stanie podać od kiedy konkretnie, bo fotografie z nimi z wiosny 45. niewiele mówią - mogą pokazywać stan po wymianie starych, zniszczonych lub urwanych. Co do modelu jednak, proponowany typ jest jak najbardziej prawidłowy na praktycznie cały rok 1944 nawet z zapasem, wg dostępnych zdjęć sądząc. Przy okazji, wydaje mi się, że tym modelem Zwiezda zrobiła znaczący krok w kierunku porządnego odwzorowania; prawdopodobnie ktoś wreszcie zebrał do kupy istotne dane i wnioski z multum zdjęć. -
Może być ciężko. Jakbyś chciał, to przez "priv" podaj maila, a ja Ci to prześlę. Zdjęcie jest tak stare, że już nie znajduję go w sieci, aby tu zlinkować. Żadnych hostingów też nie używam, no i kłopocik.
-
Schemat schematem, ale ja np. mam zdjęcie będące trochę „wbrew” takiemu rozdzieleniu kolorów. Jest na nim wnętrze kadłuba pantery G, dziś w zbiorach MWP w Warszawie (MAN, prod. ok. 8.44.) sprzed „renowacji”. Widać, że jasny kolor (na podkładzie czerwono-brązowym) przed bocznymi podparciami podłogi pod wieżą jest naniesiony do samego dna korpusu. Prawdopodobnie cały przód poza dnem był w tym jasnym, gdyż widać ów kolor na zachowanych częściach konstrukcji, np. na całym prawym elemencie „łoża” skrzyni biegów. To rozgraniczenie na +/- wysokości podłogi roboczej widać tylko na długości w.w. jej podparć (listew z kątownika) oraz trochę niżej (ok. wału silnika) na ściance „ogniowej” i na ściance komory silnikowej. A więc mogło bywać i tak i jest to pewne ułatwienie w kwestii ewentualnego maskowania.
-
Szary kolor (domyślny podkład antykorozyjny) nie występuje w tych wytycznych malowania, jakie ja spotkałem w literaturze. Mam na myśli „Germany’s Panther Tank; the Quest of Combat Supremacy” Jentza; bodajże nie ma nowszych rewelacji w tym temacie, opartych na dokumentach. Pisze się tam o farbie czerwonej jako podkładzie pierwotnym („red oxide primer”). Na tym kładziono we wnętrzach duże partie koloru Elfenbein (kość słoniowa), ale w końcu 8.44. Waffenamt zarządził zaprzestanie tego dodatkowego malowania (tak rozumiem sformułowanie, aby wnętrza były „…no longer painted multicolored”). Sa jeszcze wspomniane dwie dyspozycje otrzymane przez MNH - o zaprzestaniu malowania wnętrz panter (31.10.44.) i o powrocie do malowania wnętrz wież kolorem Elfenbein (15.2.45.). To są wiadomości wyrywkowe i nie zawsze jasne (np. brak regulacji dot. malowania wszelkiego wewn. osprzętu), więc ich wiarygodnego uzupełnienia byłbym bardzo ciekaw. Tymczasem nie widzę powodu, aby za jakiś wzór brać rekonstrukcję czołgu u Littlefielda - on swoich motywacji nie ujawniał, np. nie wiemy dlaczego zimmerit wzoru Daimler-Benz zastąpił wzorem MAN, albo dlaczego pozbawiono czołg charakterystycznych i unikalnych wsporników na bokach. Wracając do samego szarego podkładu, można mieć zaledwie podejrzenia, że coś takiego wystąpiło przy finalnej produkcji, ale takie spekulacje powstały może tylko dlatego, że pojawiły się kiedyś zdjęcia barwne z placów MNH po zajęciu wiosną 45 r. i one sugerują jakieś szare podkłady na kilku kadłubach. W książce Jentza szara farba (Dunkelgrau) jest podana w w.w.instrukcji z 31.10.44., ale jako dopuszczalny zamiennik farby Dunkelgelb w zewnętrznym kamuflażu. Myślę, że na lukach w udokumentowanej historii malowania Panzerwaffe mogą się opierać teorie, brane za coś poważnego.
-
Jest na kołach napinających widoczne coś w rodzaju podwójnej obręczy, czyli metal plus co? Na pewno zresztą takie koło to jest ni pies, ni wydra - te wczesne z bandażami miały tylko po 5 żeber/„szprych”. Czasem naprawdę trudno trafić w intencje, jakie stały za pewnymi pomysłami spotykanymi w modelach.
