-
Liczba zawartości
4 491 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 163
-
Trumpeter Me-262 | Avia S.92 PL-01 | 1:32
greatgonzo odpowiedział shadowmare → na temat → [L]Warsztat
Jak można tak gwałcić forumową tradycję. -
Republic P-47D Thunderbolt "Bubbletop", 1:48, Tamiya
greatgonzo odpowiedział kozborn → na temat → [L]Warsztat
W obiektach muzealnych może się zdarzyć, ale mega rzadko. Częściej w restauracjach prywatnych i to dopiero od niewielu lat. Tu trzeba znać historię danej odbudowy. A ten ze zdjęcia powyżej , to ma nie tylko żółto pod szachownica ale i motor, którego nie montowano w żadnym P-47. -
Republic P-47D Thunderbolt "Bubbletop", 1:48, Tamiya
greatgonzo odpowiedział kozborn → na temat → [L]Warsztat
To żółte pod szachownicą zostanie? -
P-47M "Jersey Bounce", P-47D, P-47N Chiny, Burma, Indie - Revell, Tamiya, Sword, 1/72
greatgonzo odpowiedział abtb → na temat → [L]Warsztat
Noseart z potencjałem. Można zrobić z niego przynajmniej dwa różne P-47, w trzech malowaniach z dwóch dywizjonów z różnych grup. Nie licząc ewolucyjnych zmian jednego malowania. -
Projekt "Bałałajka" czyli MiG 21, Revell, Zvezda, Kp, Eduard, Modelsvit; 1/72
greatgonzo odpowiedział abtb → na temat → [L]Warsztat
Ne chciałbym niszczyć marzeń, ale... to praktycznie nówka sztuka B-17F: I lekko tylko przechodzona B-17G: -
Gablota, to gablota, ale na małą przestrzeń ekspozycji mam inspirację. Można wykorzystać pomysł z powojennych Filipin . A jak ciągle za mało miejsca to jest następny etap:
-
P-47M "Jersey Bounce", P-47D, P-47N Chiny, Burma, Indie - Revell, Tamiya, Sword, 1/72
greatgonzo odpowiedział abtb → na temat → [L]Warsztat
21 lat. Za publikowanie takich źródeł powinni zakuć Cię w dyby i łaskotać piórkiem w pięty. Najbardziej podoba mi się określenie oficjalne schematy. Ciekawe co to znaczy? Nic dziwnego, że mają Ci się jakieś szarawe klimaty pomieszane z IB. Wziąwszy pod uwagę charakter naszej wiedzy o tamtych czasach i w tym temacie, to spokojnie można powiedzieć, że kolor to MAPowski Night, 248%. I jeszcze o serialu. Jakość zdjęcia jest taka, że spokojnie mógł na nim zniknąć. Także tylko dodatkowo: samoloty przemalowywano i zamalowywano seriale. Potem odtwarzano je na czerwono. Z innych zdjęć samolotów z jednostki wiemy, że niekoniecznie był to priorytet i zdarzają się czarne P-47 bez serialu na stateczniku pionowym. A Stella to Stella. Jest zdjęcie oryginału, akt ślubu, żadna tam piosenka. -
IBG - zapowiedzi i nowości lotnicze
greatgonzo odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Ogólnie tak, ale z narzędziami to bym uważał, bo Niemcy to jest jednak przypadek dość wyjątkowy. U nas jednak coś się dzieje, bo cała ta sprawa, o której piszesz ma też swoją kontrsprawę, która w publicznej przestrzeni z nią walczy. Taki spór to też jest forma przepracowania. Natomiast przedstawianie historii, to jest wg mnie problem systemowy i to niezależnie od tego jak się na nią patrzy. Od początku edukacji nie daje się ludziom odpowiednich narzędzi, by umieli się jakoś za tę historię zabrać. -
IBG - zapowiedzi i nowości lotnicze
greatgonzo odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
No tak, tylko nasze grzechy nie stanowią nijak o stanie tych niemieckich. Ale ciekawostką jest, że przynajmniej w niektórych środowiskach polonijnych w Niemczech popularność AfD znacznie przekracza średnią. Niemcy systemowo przepracowali te swoje grzechy. Nie ma żadnych formalnych i oficjalnych stanowisk rewizjonistycznych, czy próbujących zmieniać historię. Oficjalne miejsca pamięci nie odwracają narracji historycznej, jak to się dzieje w państwach, gdzie rozliczenia nie dokonano. Mimo wydarzeń z przeszłości obywatele niemieccy mogą podróżować po krajach niegdyś przeoranych walcem nazistowskiej machiny wojennej i generalnie spotykać się z sympatią lub niechęcią zależną jedynie od ich obecnego zachowania, co pokazuje jak Europa ocenia ich rozliczenie. A różnego rodzaju mity wybielające, w stylu dobrego Wehrmachtu, są bardziej efektem zaniedbań zachodnioeuropejskiej historiografii niż niemieckich starań. -
IBG - zapowiedzi i nowości lotnicze
greatgonzo odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Ponieważ w Polsce autor wystawiający model na wystawie nie jest zagrożony więzieniem. Niemcy dokonały całkiem solidnego rozliczenia się z przeszłością i przepis zabraniający prezentowania nazistowskich symboli w przestrzeni publicznej jest tego rozliczenia elementem. Możliwe, że dzisiaj nie musi już być tak ostry, ale moim zdaniem jeszcze sporo wody upłynie w Sprewie, zanim ktoś się tam odważy w nim zagrzebać. Być może można było to rozliczenie przeprowadzić jakoś sprawniej, ale rosnąca teraz popularność ideologi o korzeniach faszystowskich jest powszechna i nie zamyka się w niemieckich granicach, toteż trudno to łączyć z kwestią owego rozliczenia. A to, nawet jeśli nieidealne, to nastąpiło, czego nie można powiedzieć np. o Japonii, gdzie te problemy zamieciono elegancko pod dywan. Nawet nie udaje się, że nie ma problemu. Praktycznie rzecz biorąc go nie ma. -
IBG - zapowiedzi i nowości lotnicze
greatgonzo odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Nie chcę czepiać się słówek, ale wg mnie to właśnie na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że to zacieranie historii, zwłaszcza, jeśli twierdzenie to dotyczyło niemieckiego kraju, a nie producenta zestawu. Dopiero wniknięcie w tę historię odkrywa okoliczności pojawienia się takich przepisów. Bo jeśli chodzi o producenta, to kompletnie nie rozumiem. -
IBG - zapowiedzi i nowości lotnicze
greatgonzo odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
W tym przypadku jest akurat odwrotnie. -
IBG - zapowiedzi i nowości lotnicze
greatgonzo odpowiedział Kolekcjoner WP → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Przepisy i reguły to obowiązywały, ale BoB zbiega się w czasie z ich zmianami. A system nie był gotowy na przeprowadzanie ich w masie. Np w tym czasie, a przynajmniej tuż przed, stacja RAF dysponowała jednym zestawem do malowania natryskowego. Spitfire'y w czasie bitwy latały z kamuflażem A i B, plamy miały różny rysunek w zależności od wytwórni i czasu powstania (doszła tu też nowa wytwórnia CBAF). na spodach mieliśmy pomieszaną całą historię koncepcji malowania myśliwców RAF: srebrny, czarno biały, czarno srebrny, czarno biało srebrny, Sky type S (jak tu się uprzeć, to można jeszcze dodać zawirowania związane z wprowadzaniem tego koloru), a jak odpowiednio przyjąć ramy czasowe bitwy to i Sky - czarny. Plus wszystkie konsekwencje przemalowań - kolorowe lotki, wnęki i elementy podwozia i różnorodność podziałów kolorów. Spokojnie można zrobić dywizjon Spitów i każdy inny. Ale jeśli chodzi o gołe baby, to raczej posucha. -
Arma Hobby - zapowiedzi i nowości lotnicze
greatgonzo odpowiedział Roland_Sebastian → na temat → [L]Nowości i In-Boxy
Na tym piątym zdjęciu, to widać coś, jak się chce zobaczyć. Może to kwestia publikacji na stronie i Zbyszek ma lepszą kopię. Ale zakładam, że to zdanie: Na innym widać było niewielką antenę przypominającą drut pod kadłubem odnosi się do pierwszego zdjęcia w opisie: I tu, i jeśli coś jest na zdjęciu, gdzie nic nie widać, widzimy drut anteny AN95-A obsługujący IFF, montowany pod prawym skrzydłem. Przy tej [perspektywie lokalizacja się zgadza, wygląd masztu się zgadza, także ten... . Na tej fotce widać maszty obu radiostacji: -
Ale fajnie ogląda się galerię modelu samolotu, o którym się nic nie wie, a w dodatku wygląda tak, że nie chce się nic wiedzieć. Wszystko jest fajne, nic nie przeszkadza, sama frajda. Nawet to, że widzimy wrogoradzieckiego MiG-a udało Ci się jakoś obronić.
-
No tak. Chwila nieuwagi i cała robota w pizdu. Zobaczymy. Teraz niekoniecznie, ale z doświadczenia wiem, że po czasie rośnie wewnętrzne przyzwolenie na poprawianie takich rzeczy.
-
U mnie takoż.
-
O, cholercia. Całkowicie niespodziewanie rozmowa przeniosła się na zupełnie nowy poziom i aż nieprzyzwoite wydaje się teraz wyskakiwanie z bąkami. Mnie to w ogóle nie dziwi. I wg mnie jedyną sensowną przyczyną zdziwienia jest założenie, że wyróżnienie konkursowe zupełnie nic nie znaczy, że nie jest docenieniem pasji, zaangażowania i włożonej pracy, że plastikowy medal nie jest fizycznym symbolem tego docenienia, a wartością samą w sobie - cztery złote, pięćdziesiąt groszy. Dorosłe chłopy biegają za uznaniem ich wysiłku, nie za medalem. Podobnie zupełnie nie wierzę w deklaracje, szczególnie organizatorów, że festiwal/konkurs to nieistotny dodatek do rzeczywistych wartości, jakimi są spotkania modelarzy i ich socjologiczne interakcje. Uwierzę tym, którzy organizują takie spotkania bez konkursu, a póki co jest ich garstka. A rozkład frekwencji pokazuje przy okazji jakie zdanie w tej kwestii mają uczestnicy. Dopóki organizator w zapowiedziach imprezy nie napisze, że zaprasza na spotkanie modelarskie, a przy okazji będzie jakiś tam konkurs, jakoś tam coś się wybierze i nagrodzi - będzie fajnie, zamiast poświęcać tej części 90% tej zapowiedzi, to deprecjonowanie konkursu w jego ustach nie będzie wiarygodne. A nawet jeśli rzeczywiście uważa, że konkurs to nieistotny dodatek do spotkania, to wciąż nie jest to usprawiedliwienie dla tego, by konkurs był byle jaki, źle organizowany. Zupełnie nie zgadzam się też z tym, że konkurs punktowy jest w modelarstwie mierzalny. On tylko przenosi rozmycie w inne miejsce i na inny poziom. Wg mnie tabela punktowa ma sens jako narzędzie pomocnicze sędziego, a nie wyrocznia decydująca za niego. rzekomo obiektywnie, o wynikach rywalizacji. Brak realnego układu odniesienia sprawia, że sędzia zmuszony jest do własnej interpretacji i do manipulowania punktacją. Dlatego upieram się, że decydująca zawsze będzie klasa sędziego i nie zastąpi jej żaden super system oceny. A przy jego, sędziego, odpowiedniej klasie system może stać się obciążeniem, z którym oczywiście ten sędzia sobie poradzi, ale po co mu utrudniać życie. No i kompletnie nie rozumiem, dlaczego wszystkie te dylematy dotyczące ulotności porównań między różnymi aspektami modelarskiego dzieła miałyby nagle znikać przy rywalizacji świetnych modelarzy z ich zaawansowanymi modelami i kończyć się koniecznie rozstrzygnięciami na zasadzie podium 1,2,3. Uważam, że tu owe ulotności są może nawet bardziej istotne i równoległe wyróżnianie wydaje się być oczywistą odpowiedzią na problem. Niekoniecznie, nie zawsze, ale brak takiej możliwości jest niezrozumiały. To zresztą szerszy temat, bo choć równoległe wyróżnienia stają się powszechne w modelarskiej rzeczywistości, to w przypadku różnych bestów - musi być tylko jeden i kropka! Może musi, może nie musi. Niekoniecznie tez uważam, że rdzeń regulaminu zawodów to jest miejsce na kształtowanie indywidualnego kolorytu imprezy. Co oczywiście nie zmienia faktu, że organizator ma bezdyskusyjne prawo do robienia tej imprezy jak chce. Ale my nie rozmawiamy o tym, bo to jest z założenia surowy fakt. Rozmowa jest o tym, kiedy jest dobrze i jakie rozwiązania organizator powinien wybrać, żeby było dobrze. Jednolity rdzeń regulaminu dla wszystkich/licznych imprez to nie jest rzecz w oczywisty sposób zła. Podział na klasy wiąże się z zupełnie niewyimaginowaną różną specyfiką poszczególnych gałęzi modelarstwa. Gdzie indziej szuka się wartości, inaczej rozkładają się zagrożenia. Być może prosty montaż modelu z pudełka nie wymaga oddzielnej oceny dla czołgu i samolotu, ale chyba i tu nie do końca. Przy bardziej zaawansowanych modelach to już jest zupełnie inna para kaloszy, wymagająca innego doświadczenia od sędziego. Czy jurora? Moim zdaniem to bez znaczenia, może być i ważydaniec. Tu miesza się kwestia potrzeby i tradycji - jak ktoś wie, że lepiej będzie, jak będzie juror, to ja się nie kłócę. Ja nie wiem. Podobnie jest z anonimowością uczestników. To nieistotny problem i po prawdzie bardziej techniczny, związany ze stworzeniem odpowiedniej tabelki z miejscem na nazwisko. Jedyne czego bym unikał, to obowiązek wpisywania nazwiska. Niektórzy są nieśmiali, albo nisko oceniają swoje prace. Utrata anonimowości może zniechęcać ich do udziału w imprezach, a chcemy chyba wręcz przeciwnie? Można dyskutować, czy podejście z przypisaniem autora do dzieła jest lepsze na zawodach, w porównaniu do anonimowego wystawiania dzieł, ale wobec realiów to jest dyskusja akademicka. Pojawienie się na karcie startowej rubryczki na nazwisko ma znaczenie o tyle, że jest spora szansa, że z rozmów zniknąłby zupełnie zbędny problem anonimowości. Komunikacja sędziów z zawodnikami polegająca na wyjaśnianiu powodów swych decyzji to niewątpliwie świetna sprawa. Jednakże warto pamiętać, że chyba wciąż jeszcze powszechnie uważa się, że na wyróżnienie zasługują lepsze modele, a te definiowane są jako takie, które trudniej zrobić. A to w jakiś sposób samo z siebie stanowi uzasadnienie. Nadal dodatkowa informacja od sędziów to samo dobro. Nie wiem tylko, czy to rozumienie lepszego modelu się utrzyma. Modelarze coraz chętniej zastępują jakość wykonania ideą. Na pierwszy ogień, co chyba zrozumiałe, idą tu dioramy, ale to jest podejście sięgające szerzej. Moim zdaniem festiwale powinny być ostoją, która będzie bronić jakości technicznej w modelarstwie jak Częstochowy. Dlatego zdecydowanie nie zgodzę się z ideą, że organizator wyróżni słaby technicznie model jedynie za związek z lokalnymi wartościami. Ma od tego całą paletę narzędzi, które mogą usprawiedliwić dostrzeżenie takiej pracy bez pogwałcenia zasady doceniania jakości. Stopień wzruszenia się sędziów, to nie jest wg mnie miara do nagradzania modeli. Best of Show za zupełnie zwykły, nijaki i łatwy model, przyznany tylko dlatego, że dotyczył sytuacji, która wzruszyła sędziów i do tej pory ten temat w modelarskich pracach nie był poruszany, jest moim zdaniem skutkiem absurdalnego podejścia do oceny modeli. I jeszcze słówko o Wrocławiu. Ostatnio zacząłem zauważać w tej metodzie organizacyjnej potencjalną wartość, polegającą na zbliżeniu się do realiów współczesnego świata modelarskiego. Trochę może jest tu wylewania dziecka z kąpielą, a może to je nie potrafię pogodzić się w pełni ze zmianami tego świata, a modelarze w ogóle potrzebują tylko czasu, by zmienić swoje przyzwyczajenia. :). Ale to jest ciekawe podejście, warte zastanowienia.
-
I Aero już nie ma.
-
W zasadzie masz powyżej, bo szary korpus to jest oryginalna część z zestawu :). W ogóle ostatnio doszedłem do wniosku, że w takim konwertowaniu zestawowych elementów znajduję więcej frajdy niż w całkowitym robieniu od podstaw. Zapomniałem zrobić porządną fotę zestawowej sprężarki. Mam tylko taką. Te wystające patyczki to moja pierwotna wersja waloryzacji sprzed lat.
-
Prace nad przepustnicami rozpoczęło przygotowanie gniazd osi. Wykorzystałem do tego igły 0.45, do strzykawek oczywiście. Igły zostały wstępnie przycięte, po czym wetknięte w otwory wywiercone tą samą igłą w płytce plastikowej 0,5mm. Teraz można je szlifować do grubości płytki, uzyskując równe, powtarzalne walce. Trzeba ostrożnie, powoli, pozwalając sobie na nieco więcej luzu w miarę szlifowania. I tak trzeba się liczyć, że jakiś fragment igły wyrwie się z gniazda na wolność i warto przygotować więcej niż potrzeba. Igiełki lubią też wystrzeliwać z gniazd przy obracaniu płytki, więc i tu trzeba ostrożnie. Potrzebowałem cztery, przyszlifowałem siedem, ósma utraciła się w trakcie. Teraz można je było przenieść do takich samych gniazd przygotowanych w płytce 0,25mm. Trzeba to robić takimi etapami, bo zgrubnie docięte kawałki igieł są zbyt długie, by miały szansę utrzymać się w tak mizernych gniazdach podczas szlifowania. Po wszystkim i utracie dwóch kolejnych elementów, miałem pięć gniazd osi przepustnic. Jedno przepadło w czasie przenoszenia do naparstka magazynowego. Zostały cztery – na styk. Zatem można montować. Najpierw idą przepustnice. To był jeden z tych zaskakujących momentów przy budowie modelu. Dwie przepustnice, proste szajbki, spodziewałem się może godzinki roboty. Najpierw wybiłem je tą samą igła, która posłużyła za rurę wydechową. Idealna średnica, co może pójść źle? Krążek, realnie powiększony jeszcze przyklejoną osią, nijak nie chciał dać wetknąć się w rurę. Może podszlifować? Nic z tego. Zatem nowe, mniejsze. Za małe. No to pośrednie. Fuck! Wyszły takie same jak pierwsze, bo tylko wydawało mi się, że używałem pośredniej wielkości igły do wybijania. W sumie zrobiłem tych przepustnic ze dwadzieścia, a wybitych krążków nawet nie warto liczyć. I krążki i przepustnice wciąż znajduję na stole. Potem jeszcze pojawiły się próby podklejania jakichś elementów, które miały w założeniu ustalić geometrię położenia przepustnicy. Na zdjęciu wyżej widać taką próbę, przez podklejenie kawałka rozciągniętej ramki. Ostatecznie, przyznaję, przestałem się tym przejmować. Wystarczy, że przepustnica będzie widoczna, nie musi być w idealnie takiej pozycji, jak sobie wymyśliłem. To realnie i tak ledwo widać i sam fakt, że jest musi wystarczyć. Ale o to by ośka przepustnicy była umieszczona prostopadle do osi sprężarki trzeba było zadbać, co było pewnym wyzwaniem, bo jako się rzekło, ta oś przypomina nieco kręgosłup węża. Takiego wyprostowanego, ale jednak :). No i musiała też przynajmniej robić wrażenie umieszczonej poziomo. Ustawienie tego wymagało trochę powtórzeń. Potem jeszcze chwila emocji z duszą na ramieniu, w obawie, że przepustnica przesunie się przy dotknięciu kropelką kleju i w końcu można było powiedzieć: mamy to. Nie twierdzę, że była to jakaś katorżnicza gehenna, ale niecała godzinka zamieniła się w dobrych kilka godzin. Teraz można było zająć się gniazdami osi przepustnic. Ciekawe doświadczenie, bo w srebrnym naparstku elemenciki literalnie zniknęły. Nie sposób było ich dostrzec i dopiero złapanie odpowiedniego kąta patrzenia pozwalało zauważyć cień otworu w igle. Nie lubię kleić rzeczy na lakier. To jest jednak delikatne połączenie i ryzyko jego zerwania jest dla mnie nadmierną traumą. Ale czasem nie ma wyjścia. Tu konieczna była możliwość wielokrotnego manewrowania klejonym elementem, a lakier jest tu bardzo przyjazny. Na rurę trafiała kropla lakieru, a na nią gniazdo z igły. Teraz można było przesuwać je, przyglądając się pod różnymi kątami tak, by uzyskać wrażenie, że znajduje się na przedłużeniu osi. I tak cztery razy. Ku mojemu zdumieniu z czterech gniazd nie utraciło się żadne i nie trzeba było już nic dorabiać. I jak widać, obie sprężarki mają już kołnierze montażowe, łączące je z wydechem w belkach ogonowych. Teraz wypada się do czegoś przyznać. Do tej pory, pokazując sprężarki starałem się fotografować tylko jedną z nich. Na drugiej kopułka nie przykleiła się poziomo, miała zadarty zadek i obniżony nos. Początkowo uznałem, że to jest wada, z którą będę żył licząc, że będzie niezauważalna. Ale ostatecznie zwyciężyła opcja: poprawiamy. Drucik imitujący spaw został zerwany, resztki CA zeszlifowane, podobnie jak tylny most chwytu powietrza. Zadarty zadek zniknął, ale obniżony nos został. I tu nic nie dałoby się zrobić, bez rozrywania elementu. No to trzeba było oszukać. Polegało to na podniesieniu drucika imitującego spaw na nosie i wypełnieniu szczeliny klejem. Na zdjęciu widać sprężarkę z zeszlifowanym już zadkiem, ale z drucikiem zerwanym po raz drugi. Tym razem stało się to niechcący podczas pracy. No i wersję ostateczną. Z taką już przeżyjemy. Można zatem zabrać się za finalne wygładzanie szczegółów sprężarki. Po prawdzie to trzeba było to zrobić wcześniej, bo teraz obawiałem się trochę, że wełna metalowa może urwać gniazda osi przepustnic. Ale nie bardzo, bo wcześniejsze lakierowe połączenia wzmocniłem mikrokropelkami CA. Sam lakier to nie na moje nerwy :). Zostało zająć się elementami napędzającymi przepustnicę wydechu, Była ona sterowana krzywką mocowaną do płaskowniczka, który z kolei łączył się z osią tak, by utworzyć dźwignię. Płaskowniczek z dwoma dziurkami – furda! Ale czy uda się przewiercić plastikowy patyczek o średnicy będącej ułamkiem milimetra? Przewiercić się udało, zatem będzie go można wykorzystać jako gniazdo łączące płaskownik-dźwignię z krzywką sterującą. Wszystko jest teraz z naddatkami. Do odcięcia i do zeszlifowania. Tylko na razie nie wiem jeszcze jak długa ma być krzywka sterująca. To się właśnie rozstrzyga bojem. No i zastanawiam się, czy montować już to sterowanie przepustnicą do rury wydechowej sprężarki, czy wstrzymać się. Z jednej strony chciałoby się nagrody w postaci widoku ukończonego zespołu sprężarki, z drugiej – tak delikatne szpejki maja ogromną szansę na zniszczenie w trakcie dalszej budowy. Trudny wybór!
-
O, przepraszam, Preddy był z Północnej Karoliny.
-
Fuck me! 7-8 to jest kontemplowanie ramek przed pierwszym zacięciem :).
-
A, bo ja mam takich kolegów od koszykówki... :).
-
Panie! Ja nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje!
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 2 z 163
