Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 491
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. To jest ta R-ka?
  2. To samo. Dodałbym tylko, że rodzaj żeński wynika z brytyjskiego zwyczaju takiego określania okrętów i statków. Został przeniesiony na samoloty, jako że ta tradycja oznacza też wyrażenie szacunku. Zaadaptowany do polskiego języka modelarskiego i chyba nawet kojarzę moment, gdy to się urodziło na nPWM-ie.
  3. Aż świerzbi, żeby opowiedzieć, ale zostawmy tę przyjemność autorowi.
  4. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Spojrzenie nowym okiem po czasie, pozwoliło podjąć decyzję o klejeniu. Tu wyjdzie na wierzch, że wprowadziłem małe zwichrowanie chronologiczne. Przed zrobieniem ostatniego zdjęcia z poprzedniego odcinka powstało to co poniżej. Taka prezentacja wydała mi się bardziej spójna tematycznie. Zatem, zanim klejenie nastąpiło, trzeba było zająć się rzeczywiście małymi elementami. W tym przypadku chodzi o mocowania zespołu chłodzenia. Były one przykręcone do korpusu sprężarki poprzez odpowiednie blaszki mocujące. Z tyłu mała sprawa, bo to tylko kawałek płaskownika. Z przodu niewiele większa, bo też płaskowniczek, tylko zamocowany do pionowej podpórki. Cóż, kiedy przed przystąpieniem do prac zerknąłem jeszcze raz na fotki, i okazało się, że to coś z przodu, mocowane do podpórki, to niezupełnie płaskownik, a przestrzenny element. W oryginale kanciasty, ale to już mnie przerosło. Na mikroigle kształtowało się mocowanie, Tu widać próby mające na celu dobranie odpowiedniego materiału. Idzie nawet dostrzec uformowane kształtki, gdy komuś zależy. Wybrałem plastik 0,1 mm i udało się zrobić takie coś. Idealną powtarzalnością się nie przejmowałem. Przy tak małych elementach, nawet jeśli byłyby obok siebie, to takie różnice nie byłyby istotne, szczególnie, że zminimalizowane klejeniem. A gdy znajdą się w zupełnie różnych miejscach modelu, to nie ma co sobie zawracać tym głowy. Chyba, że ktoś ma parcie na ideał w wielkim powiększeniu. Szacunek mu! Ale to na serio jest mega małe. Choć, oczywiście, zależy to od punktu widzenia: Podpórka z przodu, to chyba najmniejsza część o kontrolowanym kształcie, jaka pojawiła się w moich modelach. Mimo, że rzecz wydaje się prosta, to przyklejenie tego wymagało licznych podejść, bo trafić z tym na miejsce nie jest przy tej wielkości łatwo, a ustalić elementów przed klejeniem nie ma jak. Założenie jest takie, że podpórki z przodu będą nieco za długie, a tylny element chwytu powietrza będzie za krótki. Blachę mocującą z tyłu będzie można wepchnąć w szczelinę, a podpórka z przodu dociśnie kształtkę mocującą, która zadziała jak sprężyna. To powinno załatwić problem ustalenia elementów przed klejeniem. Muszą być one ustalone, bo przytrzymać się tego nie da, a dotknięcie nawet mikrokropelką kleju to gwarantowane przesunięcie. To wszystko trochę jeszcze trudniej, bo po przyklejeniu zespołów chłodzenia podpórki, z założenia za długie, trzeba podszlifować do realnych wymiarów elementów, kształtki wstępnie sprężyć i pogodzić się z tym, ze szczelina z tyłu może być za duża i wymagać uzupełnienia klejem. Tu właśnie przyszedł moment, gdy nowe oko powiedziało, że można kleić. Zespół chłodzenia utrwalił się na sprężarkach, a mocowania trafiły na miejsce. Fot 6 - 9 To już nie pierwszy raz, gdy pomyślałem sobie o sprężarkach: No, prawie koniec. I pewnie nie ostatni :). Teraz wydech, to już z górki. Jako się rzekło zamiast dwóch kołnierzy mocujących rurę będzie jeden. Postanowiłem nawybijać stadko, napunktować imitacje śrub i wybrać ze stadka dwa najlepsze egzemplarze. W nich poprzewiercać napunktowane otwory i można kleić rury. Oczywiście z przygodami. Jedna się zgubiła i nawet nie wiem kiedy. Gdybym widział, to pewnie bym znalazł bo to stosunkowo spory detalik, ale tak ni w cholerę! Znajdzie się kiedyś, jak się wbije w stopę. Ale w rury już umiemy, także stres pomijalny. Trochę obróbki jeszcze toto potrzebuje, ale można już dla frajdy przymierzyć sobie na plastelinę. Z przygotowanymi wstępnie przepustnicami. Aha, po drodze zostały jeszcze przyklejone gniazda mocowania pierścienia opancerzenia wirnika. Końcówki igieł wypchnięte ponad poziom korpusu tak, by wydawały się być równe. Tu trzeba kompensować niedokładności z klejenia pierścienia wirnika i tak wysuwać igły, by ogólnie coś nie raziło. Wielkość tych pizdryczków to element sprzyjający modelarzowi. Po ustaleniu czarny klej CA zalał od dołu nawiercone kanały, w których siedzą igły.
  5. Obniżka. Szkoda mi wyrzucić, ale chyba w końcu trzeba będzie :).
  6. Ciekawy zabieg z hotlinkowanym wierszykiem. Fajnie, że udało się odpalić cegłę. Może to kwestia zdjęć, ale nie zakładam - miejscami bardzo eleganckie efekty, jak oprofilowanie skrzydło/kadłub, robiące wrażenie nierównej powierzchni blachy. Ogólne podejście z szacunkiem do rzeczywistego obiektu to zawsze wielka przyjemność w Twpich galeriach. Czy to deformacja zdjęć zadbała o efekt rozjechanych kół na pierwszych dwóch fotkach?
  7. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    Nie sposób nie wybaczyć w tych okolicznościach :). Z samozadowolenia nie spytam nawet jak się spodziewałeś ;). Dzięki, pany!
  8. Nooo, te zamki, to aż jestem ciekawy... .
  9. Po prawdzie to nie było żadnej pani Bounce. Jersey Bounce to tytuł piosenki, która w 1942 była w Stanach nr1 przez cztery tygodnie, nagrana przez orkiestrę Goodmana. Potem sięgali po nią różni bardzo znani i mniej znani też. Tekst jest o muzie, w sensie o rytmie, melodii z Jersey, bez żadnych podtekstów, toteż o dupie pani Bounce nie może być, niestety, mowy. Piosenka była popularna, także jako imię dla samolotu i w VIII AF latały różne tak nazwane B-17 i B-24. Dupa, wraz z towarzyszącą jej resztą. została przypisana do imienia samolotu niejako z urzędu.
  10. Bardzo mi się podoba to podejście do malowania. Efekt, jak to już bywa, jest ostatecznie do ocenienia na żywo, ale proces jest jak trzeba. Nie klasyczna biedronka, gdzie paćka się na model kolorowe kropki i na koniec patrzy co wyszło, tylko kontrolowany proces pozwalający na panowanie nad kolejnymi etapami i dążenie do założonego celu. Elegancko!
  11. No, tego to chyba nikt od niczego nie odróżnia... . And How Do You Think? Audyt se wymyślił... . No dobra, nie wiem czy Olek z Zalasu jest początkującym modelarzem, czy tylko ich adwokatem, ale jeśli tym pierwszym i przy tym młodym człowiekiem, to mam nadzieję, że nie weźmie do siebie tej konwersacji. Na wszystkie pytania odpowiedź jest: Tak. Poza trzecim - nie znam takich zdjęć. Ale w 62nd kamuflaż nakładano dość powtarzalnie w regularny sposób. Gdyby przy słońcu w zenicie rozwiesić nad samolotem pasy materiału skośnie do jego osi, to cienie tych pasów narysowałyby kamuflaż. Zdarzały się jakieś odstępstwa, ale ogólnie tak malowano te samoloty. Dzięki temu wystarczy to ujęcie, które zamieściłeś, by odtworzyć kamuflaż na górze i po prawej stronie (też nie ma zdjęć). Oczywiście zgrubnie i nie w szczegółach. I poza czwartym, gdzie odpowiedź brzmi: Tak, ale... . Ale, w tym przypadku zawiera w sobie te wszystkie zależności, o których była mowa w Twoich wątkach tu i na niebieskim. Na zdjęciu są płaskie stopięćdziesiątki, szare.
  12. I zmienia objętość na modelu. Poza tym plastik jest ten sam, o ile wykorzysta się ramki z zestawu, który się buduje. Warto też pamiętać, że porównując rozwiązania typu CA/szpachlówka z ramki mówimy, praktycznie rzecz biorąc, o niuansach. W rozmowie podkreślamy różnice i wygląda to jak diametralnie różnie działające materiały. Rzecz może sprowadzać się do osobistych preferencji.
  13. AHDYT? Damn! Znaczy się: Do diaska! Ja to nie odróżniam P-50 zupełnie od niczego!
  14. Przez grzeczność nie przeczę. Możliwe, że nie dosłyszałem pytania.
  15. O, ciekawe. To może faktycznie coś sugerować. Edyta: W sumie mnie chyba najbardziej przekonuje Stinky Carltona, jako fura Urbanowicza 8.12.43. Przywalenie w kupę kamieni i zepsucie podwozia samolotu kolegi to jednak dość konkretne wspomnienie i opisane z różnych stron.
  16. A, to nie wiem. W książce lotów pilota nie ma seriali. Do tej pory jedynym potwierdzeniem było to, że na tylnej stronie odbitki Urbanowicz napisał 'Mój samolot w Chinach". Molesworth pisze, że leciał nim kilka razy, ale to jest podpis do zdjęcia, bez żadnych wyjaśnień o źródłach. Za to innym razem, jak widać powyżej, pisze, że możliwe jest, że Urbanowicz używał tego samolotu. Jeśli są konkretne źródła na takie twierdzenia, to autorzy zwykle je podają, więc obstawiałbym, że to wciąż interpretacja tej notatki na fotce. Ale to tylko przypuszczenie. Co prawda, jak do tej pory, gdy miałem okazję przycisnąć jakiegoś autora w takiej sytuacji, to okazywało się, że nie ma jakiegoś super rewelacyjnego źródła, o którym nie wspomniano w książce, Ale zawsze może być ten pierwszy raz.
  17. A, OK. Ogólnie nie wiadomo konkretnie, którymi P-40 latał Urbanowicz w Chinach. Nie było nawet opcji by miał swój samolot. Był gościem USAAF i latał jako gość - obserwator w różnych jednostkach Ale ta wersja P-40M - 188, to wiadomo, że nieprawda. W ogóle nie kojarzę, by M latały w Chinach, ale to z głowy, niesprawdzone. Urbanowicz mógł wykonać lot zapoznawczy na tak wyglądającym samolocie, ale to nawet nie hipoteza, bo wiadomo, że był to jakiś N. Jeśli N-1 to mógł wyglądać jak M, ale to naciąganie na maxa. W ubiegłym wieku powstał obraz przedstawiający takiego 188 w akcji, gdy nasz pilot uzyskał swoje dwa, potwierdzone zwycięstwa w Azji. Podejrzewam, że był przyczyną pojawienia się takich sylwetek 188, bo były też foty z obrazem i uśmiechniętym panem Witoldem. Z drugiej strony autor skądś sobie to wziął, więc pewnie było coś wcześniej. Jednak wszystkie loty operacyjne Urbanowicza były na K i N-5. W tym ten ze zwycięstwami 11.12.1943 na K-1. Seriale pozostają nieznane.
  18. Fuck! Teraz ramka jest czerwona. Pewnie, żeby do pudełka pasowała.
  19. Nie wiem jaki był cel wklejenia linku przez Adamo, ale jeśli chodzi o samolot Lewisa, to jest to chyba najlepszy kandydat na P-40-kę, którą w Chinach mógł latać Urbanowicz. Ten samolot nosił wyraźne ślady zamalowania oznaczeń na kadłubie w części ogonowej, które tam występowały przed przeniesieniem numeru na ogon. Wewnętrzne koła na kołpakach na felgach źródła sugerują jako czarne. Oznaczenia USAAF w swej ostatecznej wersji Stars and Bars z granatową obwódką. No i klasyczna pomyłka z kolorem pod tylnymi okienkami, Trochę ikoniczny samolot, wiec napisałem parę słów o oryginale :). Szkoda, że przeróbka statecznika na wersję K jest taka bardziej, hmmm.... nieprawdziwa. I ponownie się przekonuję, że ten zestaw to nie jest szczęśliwy wybór na wykonanie sensownej miniatury P-40. Może to i lepiej, bo nic, tylko wybrać inny zestaw i ponownie wykonać ten model z większym zaangażowaniem.
  20. Tym razem na własnej skórze przekonujesz się, że przy działaniach scratchowych techniczna trudność nie jest bardzo istotnym problemem, a przynajmniej zdarza się to niezwykle rzadko. Rzeczywisty problem scratchowca to: Dobrze może nie być nigdy :). Ale lepiej na pewno tak. Przestaje tak bardzo liczyć się, że zrobiłem, a zaczyna też liczyć się jak zrobiłem. Zaślepka dostanie imitacje śrubek, sterownik śmigła będzie podobniejszy do oryginału. Przy okazji, tym sterownikiem skazałeś się na śmigło Hamilton Standard.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.