-
Liczba zawartości
4 491 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Wyrzeźbione końcówki chwytu powietrza można doklejać do kopułek chłodzenia. Najpierw powstał modelik do sprawdzenia jak bardzo można liczyć na gęstszy klej CA w kwestii poprawek pasowania. Modelik powiedział, że można. Praktyka pokazała, że tez można, ale jedynie wsadzić to sobie, gdzie dzień nie dociera. Do pozycjonowania przed podlaniem, tym razem rzadkim klejem, posłużyła znów plastelina. Teraz pozostało uzupełnić braki szpachlówką i szlifować do kształtu. Po szlifie można przykleić żebro wzmacniające/kołnierz zgrzewu udawany przez cieniutki drucik. I znów trzeba go odpowiednio ustalić, żeby móc złapać kropelką kleju. Potem jest już z górki. Następny krok, to przyklejenie kopułek do wirnika. Do tej pory wielokrotnie je przymierzałem, ustawiałem na plastelinę na potrzeby różnych działań. Ostateczne przyklejenie to sporo emocji, bo obrys kopułek nie jest idealnie okrągły, ustrojstwo na grzbiecie też nie jest idealnie osiowe itd. Kopułki trzeba przykleić tak, by te drobne błędy nie nawarstwiły się w jeden wielbłąd. Ustawienie utrudnia to, że gołym okiem widać niewiele, a znacznie powiększające urządzenia wprowadzają swoje deformacje. Kopułki ustawiłem jak trzeba, a jakże, na plastelinę i podrapałem się w głowę. A co będzie, jak przyjdę jutro, spojrzę innym okiem i uznam, że wcale nie jest jak trzeba? W tej sytuacji nie pozostało do zrobienia nic innego, niż porzucić warsztat do jutra i przekonać się co zadecyduje owo inne oko.
-
HKK ma rację z zakresem operacyjnym presostatu. Mam taki kompresor ze zbiornikiem 24l. Ciśnienie robocze mogę sobie ustawić dowolnie niskie, ale sprężarka i tak załączy się przy sześciu, a wyłączy przy ośmiu. I mimo że mam te 24 litry, to silnik włącza się co, ja wiem, pół godziny. Mnie to średnio przeszkadza, bo robię w miejscu, gdzie można z tym żyć. i choć odpalenie się kompresora przypomina wybuch, a praca działanie młota pneumatycznego, to odrobina adrenalinki nie zaszkodzi. Zresztą głośna muza łagodzi efekt. Ale jak to jest istotne, to zakres regulacji presostatu jest też istotny.
-
Tak z ciekawości. Co sprawia, że warto dołożyć te 50%? https://allegro.pl/oferta/kompresor-z-butla-do-aerografu-tc-80t-sprezarka-z-reduktorem-bezolejowy-17660521416?bi_s=ads&bi_m=showitem:desktop:top:active&bi_c=ODM5MDBhYmItODI0OC00Mjc3LWIzZjItZWNkNjVhMzcwNTMwAA&bi_t=ape&referrer=proxy&emission_unit_id=d1fdf269-3411-42d2-8f64-a0db539bfe9c
-
F-105F "Firebird 5", Son Tay Raid, 1/72 Trumpeter
greatgonzo odpowiedział jacmin → na temat → [L]Warsztat
Nie no, wiadomo, że jesteśmy ci dobrzy i nic złego nie mamy na myśli :). Ale serio jestem ciekaw dlaczego element , który wg mnie jest zupełnie OK, wg Ciebie ma braki. Bo, że nie ma lekkości, to ok, ale dlaczego? Na poziomie technicznym: przekrojów, grubości elementów itd. Jedno co mnie mogłoby nie pasować to grubość blach tych pokryw. Jeśli miały na starcie 1mm, a zostały pocienkowane o połowę , to mają 0,5 mm i to jest optycznie dość grubo. Ale tego akurat na zdjęciach chyba nie widać. -
F-105F "Firebird 5", Son Tay Raid, 1/72 Trumpeter
greatgonzo odpowiedział jacmin → na temat → [L]Warsztat
A dlaczego te elemenciki są niefajne i niestaranne? Może chodzi o to, że żeberka są okrągłe i jednakowe? Chyba nie? .Wg mnie to całkowicie dopuszczalne uproszczenie w tej skali, nieczytelne jako błąd w gotowej miniaturze. -
Bardzo, bardzo pięknie! Znaczy się zalewałeś linie czarnym CA?
-
A jednak falsyfikowalna i do tego prawdziwa. Na zdjęciu, o którym wspominał HKK Lanny siedzi w kabinie nie swojego samolotu.
-
Ne kręci, nie kręci. To było ogólne stwierdzenie, nie personalne. Dwie rzeczy są do skorygowania. Mordęga, to słowo zupełnie nie na miejscu. Zabawa byłaby lepsza. Jasne, że ludzie bawią się w różny sposób i co jednemu radość, innemu cierpienie. Dlatego zrozumienie czyjegoś działania ma dwa znaczenia. Np. ja nie rozumiem tego, że ma się frajdę z wyjazdu z biurem podróży na wycieczkę do egzotycznego kraju i jeszcze za ciężką kasę. Ale rozumiem ludzi z mojej rodziny, którzy tak mają, bo wytłumaczyli mi dlaczego. Wracając do modelarstwa, mnie bardziej interesuje ten drugi rodzaj zrozumienia. Dlaczego formy modelarstwa, których nie rozumiem, są dla ich wyznawców fajne? I przez lata rozmów na ten temat nierzadko zdarzało się, że pozostawałem w niezrozumieniu, bo rozmówcy nie potrafili tego wyjaśnić. Zamiast traci się z oczu główny cel, powinno być można utracić. Jak wspomniano jest to realne zagrożenie. Ale, jak też wspomniałem, nie obawiam się tego. Wziąwszy pod uwagę, że mam za sobą wieloletnie warsztaty, które zostały ukończone, możliwe, że zasadnie. To zresztą jest element budowy modelu, Kontrola tego co się robi w kontekście ukończenia miniatury jest tak samo potrzebna jak planowanie montażu części itd.
-
Wg mnie każdy modelarz będzie miał inne podejście do swojego hobby niż inni modelarze. To żadne halo i nie powód do awantury. Za to można wymienić się opiniami ku rozszerzeniu horyzontów. Ale nie trzeba.
-
[G] PZL TS-11 Iskra 200BR // Mastercraft/Hector/Part // 1/72
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Galerie
Zdjęcia nie są tak znowu makro, a ujęcie z profilu w ogóle nie powinno robić takiej deformacji. Ale oby! -
[G] PZL TS-11 Iskra 200BR // Mastercraft/Hector/Part // 1/72
greatgonzo odpowiedział Moses → na temat → [L]Galerie
Ależ to szybko poszło. Dla mnie temat chyba jeszcze bardziej egzotyczny, niż dla Ciebie. Ale to nie dlatego model wydaje mi się fajny. Tylko... czy ten jasny płaskownik w górnej części nosa nie powinien wyznaczać jego obrysu? Jeśli tak, to trochę szkoda, bo psuje geometrię modelu. Takie rzeczy padają na mózg obserwatora jak padło myszy np. :). -
Weź, przestań! W dzisiejszych czasach każdy komentarz się liczy jak truskawki w lutym. Nawet jak ktoś napisze Gonzo - cipa!, to też się człowiek ucieszy :). Ale wziąłbyś tę cegłę i cyknął parę fotek do galerii. Na pewno przynajmniej kilku by to ucieszyło, jak i tu piszącego..
-
Może coś wyjaśnić? Jednakże często obiekt jest z 10 x większy niż w rzeczywistości. U mnie na monitorze znaczy się. Owszem, trzeba go kliknąć, ale... przypomnij nam czym robisz zdjęcia?
-
Kolejne elementy kopułek chłodzenia. Te szajbki wymusiły, wspomniane wcześniej, usunięcie gniazd wydechu,. Po prostu brakowało miejsca. Tym razem wiadomo było już, że rurka do utworzenia tego gniazda jest zbędna, bo przepustnica w wydechu i tak zasłoni wszystko co pod nią, więc robota była prostsza. Żeby ustawić bazę na korpusie komory spalin, wybity krążek z plastiku 0,25mm został umocowany plasteliną na rurce służącej za przymiar i przyklejony CA. Szczeliny wypełnione ścinkami plastiku i ponownie zalane klejem, po czym zatkane szpachlówką. Sprężarkowe korpusy znów były ustabilizowane plasteliną, a na zapałce wspomniany ścinek.
-
Proszę, jakie to proste. A ja, oczywiście, musiałem pozrywać krzyżowe w kolanie, żeby zdobyć te igły... .
-
Piszesz o farbie zachodzącej na ramę limuzyny? Bo takiego zdjęcia kompletnie nie kojarzę. Kojarzę , takie, gdzie farba podciekła na wiatrochron, ale tu Lanny pozuje w nie swoim samolocie. Co mu się zresztą często zdarzało. Na ogół przy HV-M Gładycha i to zdjęcie też zwykle określa się w ten sposób. Kolacha wziął na warsztat inną fotkę. Edyta: Sorki, moja wina. Zapomniałem o zdjęciu, o którym piszesz. Tylko zachodzi pytanie, czy to zdjęcie nie przedstawia aby tego samego samolotu, który jest na fotce powyżej. Właśnie sposób zaciekania farby na wiatrochron zdaje się to sugerować. W takim razie na Twoim zdjęciu też nie byłby to HV-Z. Kolejna niefalsyfikowalna hipoteza :).
-
To jest hipoteza Kolachy oparta na analizie czarno białego zdjęcia. Normalnego zdjęcia, nie jakiegoś orto, albo agresywnie zafiltrowanego, gdzie można się opierać na charakterystycznych deformacjach skali szarości. Propozycja stoi w sprzeczności z pozycją wiodących historyków tematu (i jest jedną z przyczyn ustania ich współpracy z autorem hipotezy przy opracowywaniu wydawnictwa poświęconego 56th FG), nie ma potwierdzenia w żadnych materiałach źródłowych i jest sprzeczna ze zwyczajami praktykowanymi w jednostce. Hipoteza, jak to często bywa, jest niefalsyfikowalna. Niestety jej autor, prezentuje ją jako udokumentowany fakt, co mija się z zasadami warsztatu historycznego. Jest to kłopot, bo funkcjonuje on jako historyk-praktyk. Zdarzyło mi się zagadać z Krysem Łanowskim i raczej nie dysponuje on wiedzą na temat takich szczegółów towarzyszących służbie jego ojca w lotnictwie. Prezentacja takiego wizerunku HV-Z i HV-M (bo Kolacha widzi żółty także u Gładycha robiąc z tego polski wyróżnik) w zestawach modelarskich, czy wydawnictwach nie jest wg mnie problemem, o ile towarzyszy jej informacja, że to tylko hipoteza i na czym jest oparta. A Kolacha, cóż, już tak ma i to się pewnie nie zmieni.
-
Kolachy, jednak.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Ostatnio uciąłem sobie pogawędkę z AI na temat silnika R-2800. Polegała na tym, że każda wypowiedź AI zaczynała się, od czegoś w stylu: Rzeczywiście masz rację, a skończyła się wylewnymi przeprosinami i głębokim żalem ze strony AI, za to, że zmyśliła sobie odpowiedzi prosto z własnej dupy. Aż się wzruszyłem, tak jej było wstyd. Po czym wróciła do pierwotnego twierdzenia, tego, które zanegowałem rzeczywiście mając rację. -
Wystarczy raz. a dobrze... ;).
-
Do budowy P-47 trzeba dojrzeć.
-
Zamknięty? Bo trochę za żółto w domku kółka ogonowego.
-
Ale wróćmy do sprężarek. Przydałaby się kopułka chłodzenia. Postanowiłem wykonać ją sposobem, jaki stosowałem dla wydechów w Spitfire. Końcówka ma być metalowa zintegrowana z plastikowymi częściami. Wprawdzie w końcówkę wetknięty będzie koniec przewodu powietrznego, ale metalowy wlot zapewni sztywność przy sensownej grubości ścianek. Ma powstać coś wg szkicu. Sama kopułka (1.) to szpachla w płynie nakapana na wycięty cyrklem krążek z plastiku 0,25mm. Uprzedzając fakty, nie był to dobry pomysł. Szpachla nijak nie chciała zaschnąć. Niby się szlifowała, ale zdumiewająco zmieniała swój kształt pod pilnikiem. W ogóle było śmiesznie, bo trudno to było zauważyć, tylko było jakoś tak dziwnie :). Metalowa końcówka (2.) to odcięty kawałek igły do zastrzyków, zgniecionej w imadle do owalu. Oczywiście obrobiona. Rozszerzający się kanał dolotowy (3.) powstał z płytki plastikowej. Najpierw dwa, przycięte zgrubnie kawałki plastiku zostały sklejone od strony wlotu. Tu jest spory nadmiar, żeby było za co chwycić i żeby klej nie wchodził na docelowy element. W ten sposób mogą powstać dwa kanały na raz. Gotowe kanały zostały wstępnie ukształtowane poprzez wygniecenie na macie narzędziami z półkolistymi końcówkami. Co tam jest pod ręką – obsadki, pędzelki – cokolwiek. Nie zaszkodzi dogiąć palcami tu i tam. Potem jeszcze trzeba to będzie uzupełnić szpachlowaniem. Jak widać niektóre narzędzia były nieco przyrdzewiałe, ale to nie jest powód do przejmowania się :). Można kleić końcówki. Korpusy sprężarek dostały szpachlę w miejscu gdzie były, wspomniane wcześniej, wcięcia. Trzeba tez było przedłużyć kanały dolotowe spalin, bo (uwaga, niespodzianka), były za krótkie. Posłużyła do tego płytka plastiku, z której wybite zostało kółko. Te, podzielone na pół, posłużyło jako przedłużka. Potem szpachlówka i szlif, ale na to jest jeszcze czas. Podobnie jak na doklejenie kołnierza łączącego sprężarkę z przewodem spalinowym. W tym czasie postanowiłem uzupełnić nieco swój modelarski warsztat. Nie miałem już surfacera, a potrzebowałem do formowania kopułki chłodzenia. Przy okazji uznałem, że trzeba pójść z duchem czasu i spróbować się z czarnym klejem CA. Jeszcze się upewniłem u Marcina Witkowskiego, czy wybrałem dobry produkt i zamówienie poszło do realizacji. Korpus sprężarki, kopułki, to etap gdy sporo jest czekania na wyschnięcie nałożonej szpachlówki. W tym czasie można szlifować coś innego. Przy okazji wyszło, że dołączona do mosiężnych rurek, jako zabezpieczenie transportowe, kantóweczka drewniana świetnie nada się na modelarski klocek do papieru ściernego. W końcu, tak czy inaczej, kopułki udało się wyszlifować. Podobnie kanały dolotowe, wyprofilowane także z użyciem szpachlówki. Można było połączyć jedno z drugim. I wkleić żeberko pod końcówką kanału (5.). Teraz można się było zabrać za spawy łączące kanał z kopułką (6.). To cieniutki pasek plastiku 0,1mm naklejony na kopułkę, zwilżony obficie cienkim klejem Tamiya dla zmiękczenia i podziabany nożykiem. Zdaje się, że przy tym utraciło się nieco szpachli tworzącej kopułkę,ale przy tych wszystkich łukach wyrysowanych przez gotowe elementy nie będzie to problemem. Wklejenie wirnika w korpus okazało się zadaniem nieco trudniejszym, niż się spodziewałem. Jasne, bez przesady, ale trzeba było ten pierścień wpasować na oko w krzywizny korpusu tak, by się odpowiednio prezentował . W sensie, że jego wystawanie musiało być dobrze odbierane przez oko i powtarzalne w dwóch sprężarkach. To że wirniki zeszlifowały się trochę cienkawo nie pomagało w procesie. Dlatego korpus umocowałem na podłożu plasteliną, a pod wirniki podkleiłem plastikowe płytki, by te siedziały wstępnie na odpowiedniej wysokości. Punktowe kapnięcie klejem i sprawdzenie, czy gdzieś nie trzeba docisnąć, czy wręcz przeciwnie i można sypać klej po okręgu. W praktyce oznacza to wielokrotne poprawianie, podciąganie, dociskanie, kolejne klejenie, przyglądanie się z różnych perspektyw itd. Ot konsekwencja ręcznej roboty, gdzie trzeba uniknąć nałożenia się drobnych błędów. Dla czystej frajdy położyłem sobie kopułkę chłodzenia na wirniku. No dobra, także dla sprawdzenia, czy nie odstaje gdzieś czasem. Klejenie od góry jest jednak niepewne. Nie chciałem zalewać łączenia intensywnie od tej strony, a szczeliny między wirnikiem, a korpusem są różne. Owszem, zalewać, żeby nie zniwelować nierówności, ale tylko trochę. Dlatego konstrukcyjne klejenie jest od spodu. Jak widać jeden wirnik wszedł z całkiem sporym dystansem i potrzebne były mostki montażowe. Później jeszcze musiałem to klejenie uzupełniać, bo okazało się, że pozostały szczeliny, przez które przebijało się światło. Pal licho światło, ale wolę nie martwić się, że mi wirnik wypadnie, jak niechcący gdzieś bardziej nacisnę.
-
Ile to ja czasu spędziłem wpatrując się w zdjęcia dużej Katany w katalogu Motorrada. Ile razy powtarzałem sobie dane techniczne. Niewątpliwie było to moje największe katalogowe marzenie ever. Tylko częściowo spełnione - moim pierwszym 'prawdziwym' moto była Katana 550, niestety bez tej wspaniałej półowiewki. Może i dobrze, bo to był kloc straszliwy z dość skromną mocą. A duża Katana to jednak 100 koni, dalej kloc i na, typowym dla czasów, rachitycznym podwoziu. Mogłoby się to źle skończyć. Dla mnie podróż sentymentalna i patrząc na model nawet nie próbuję wyjść poza ten sentyment. Galerię obejrzałem z wielką przyjemnością.
-
Republic P-47D Thunderbolt "Bubbletop", 1:48, Tamiya
greatgonzo odpowiedział kozborn → na temat → [L]Warsztat
Jak nie wybaczam, jak wybaczam! O sposób myślenia się dopytuję. Filozoficznie.
