-
Liczba zawartości
4 385 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Wierzę , że w tym jednym zdaniu odrobinę się zagalopowałeś. A jeśli nie, to zupełnie nie zgadzam się z tym determinizmem. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Chcecie powiedzieć, że jakbyście wtedy mieli do wyboru gierkę obsługiwaną przez WiFi na przenośnym urządzeniu to wolelibyście wtykać te druty? I, że dzisiejszy dzieciak nie dałby rady rozkminić tej gry z drutami? Już nawet nie wspominam w porównaniu o rozkminieniu przez ówczesnych nas takiej gierki na telefonie. Bardziej zastanawiam się ilu z nas tutaj dorówna temu dzisiejszemu dzieciakowi w rozumieniu i obsłudze takiego telefonu. Zajcie było, bo se można było druta wetknąć, a dzisiejsze dzieci są tak beznadziejne, że potrafią obsługiwać zaawansowane komputery kciukiem. Serio? -
Ja nic nie założę, ale nie będę się też przy niczym upierał. Mógłbym tylko podrzucić nazwisko amerykańskiego historyka, który 'sprzedał' tę wiadomość. Ale tego chyba też nie, bo ów historyk stanowczo upierał się przy rzeczach dotyczących IJN, które inni amerykańscy historycy równie stanowczo odrzucają. A ja tych innych cenię sobie szczególnie. Nie wykluczam też, że opinia dotyczyła pierwotnych założeń, a sama idea podległa rozwojowi. Ale po samych zdjęciach też trudno wnioskować, gdy opis do nich ogranicza się do typu samolotu i daty. Także nie zakładam, nie upieram się, nie wykluczam. i nie wnioskuję. Jak komfortowo!
-
Tę meblościankę wymyślono jako remedium na problem ataku torpedpwego w płytkich wodach portu. Taki atak jest skuteczniejszy, gdy torpeda nie zaryje w dno. Na otwartym morzu nie ma takiego problemu. W grudniowym ataku drewniane zbijaki spełniły swoją rolę w połowie przypadków. Niby szału nie ma, ale z drugiej strony - wystarczyło.
-
Teorię o zdzieraniu farby trudno byłoby obronić. Gdyby samolot podlegał zabiegom w wytwórni zdarto by cały kamuflaż. W Anglii, zgodnie z instrukcjami, przemalowano by go na srebrno. Choć ja wciąż czekam na przykład Mustanga z kamuflażem, na którym wykonano by tę instrukcję. W sensie, że biorąc pod uwagę praktyczne zwyczaje panujące na ETO uważam, ze instrukcja ta pozostała martwym zapisem. Ale Hoferowy Mustang wyprodukowany był w standardzie NMF. To prawda, że OD wyróżnia się w ten sposób. Szczególnie, że w biuletynie 41, w przeciwieństwie do większości wymienionych kolorów, pozostawiono producentom dowolność w doborze składu farby. Ale np. w przypadku Medium Green 43 było tak samo. Co prawda wyszczególnienie pigmentów do produkcji farby niekoniecznie oznaczało, że każdy producent zastosuje tę samą chemię, ale ograniczało spectrum. Wydobyte fragmenty samolotów malowane OD, albo nawet takie stojące gdzieś latami często wyglądają na pierwszy rzut oka jak totalnie skorodowana stal. Ale to nie dzieje się w dwa miesiące. Wciąż popularność koloru ma tu znaczenie wg mnie wyróżniając go w temacie nadmiernie. Niezależnie od przyczyn farby erodowały intensywniej w ekstremalnych warunkach. Desert Sand w afrykańskim słońcu zupełnie tracił żółtą część pigmentacji de facto zmieniając kolor na inny dużo szybciej i bardziej spektakularnie niż OD. Niemal z dnia na dzień. Dalekowschodnie warunki wpływały na silny weathering kamuflaży marynarki w jednostkach USMAC. Także, oczywiście, OD w jednostkach Armii. Na ETO OD wygląda na dużo bardziej stabilny kolor i raczej trudno dopatrzeć się na zdjęciach spektakularnych odbarwień przypisywanych farbie. Trudno też o relacje związane z tym tematem. Sposób przedstawienia erozji farby to kolejny element kształtowania kolorystyki modeli, gdy chcemy je prezentować w jakimś układzie odniesienia, jak wspomniana kolekcja.
-
Właśnie! Jeszcze, nie daj bóg, zbierzesz jakieś informacje o pierwowzorze przed rozpoczęciem budowy. Apage!
-
Na koniec jesteś w sytuacji, że żaden sąd Cię nie skaże. Odcienie farb różniły się w funkcji wytwórcy, serii... . Wszystkich farb, nie tylko OD. Wszystkie farby reagowały na działanie czynników zewnętrznych. Po prostu ten kolor ma długą tradycję rozpoznania skutków logistyki produkcji i erozji farby wśród badaczy tematu i modelarzy. Toteż wszyscy przyzwyczaili się, że OD to kalejdoskop wariantów. Zatwierdzanie kolorów było w pełni analogowe. Porównania dokonywał dedykowany oficer przykładając do siebie próbki w określonym nasłonecznieniu, w określonej porze dnia. Żadna próbka OD nie została przez Wright Field odrzucona. Pierwsze wrażenie może być takie: Ha, co to za pole do rozstrzału kolorów. I ani jedna odrzucona? To musi być ten rozstrzał jak cholera! Ale z drugiej strony taki test oka jest bardzo precyzyjny, a producenci farb dokładali wszelkich starań, żeby uzyskać odcień zgodny z próbką zamawiającego. Nikt nie gwarantował im a'priori, że cokolwiek nie zrobią, to będzie przyjęte. Więc może te próbki wytwórców po prostu były dobre? W rzeczywistości odcienie OD się różniły. Raz ze względu na zmianę standardu z OD 41 na ANA 613. Dwa, ze względu na wspomniane wyżej okoliczności. Ale czy drastycznie? Gdyby ułożyć te wszystkie próbki obok siebie, to choć zapewne wszystkie byłyby bardzo podobne do oryginału. różnice byłyby widoczne od razu. Gdyby jednak z miejsca prezentacji próbek udać się do dywizjonu myśliwskiego i spojrzeć na samoloty, to konia z rzędem temu, kto byłby w stanie stwierdzić choć w przybliżeniu którą farbę użyto. W rezultacie modelarzowi pozostają dwie drogi, o ile nie chce zakopać się w studiowaniu historii lotniczych farb. Pierwsza, najbardziej popularna, to mieć to centralnie w dupie i tylko udawać na forach i przed znajomymi, że takie rzeczy mają znaczenie dla podebrania punktów do prestiżu. Druga to na podstawie zebranych informacji, stworzyć sobie własny wzorzec, punkt odniesienia na potrzeby własnej kolekcji i wnioskować z niego przy kolejnych modelach. Zgodność historyczna danego odcienia pozostanie raczej dyskusyjna, ale już zależności między różnymi farbami będą rozpoznawalne i historycznie definiowalne. Co jest bardziej niebieskie Sea Blue, czy Roundel Blue? Co jest bardziej czerwone Insignia Red, czy Roundel Red? Co jest bardziej szare Intermediate Blue, czy Ble Grey? Takie rzeczy będą decydowały przy odbieraniu poprawności kolorystyki kolekcji. W przypadku pojedynczego samolotu człowiek jest w stanie zaakceptować nawet dość znaczne odstępstwa kolorystyczne. Jeżeli pojawi się układ odniesienia, jak drugi samolot, czy cała grupa to margines tolerancji będzie malał. Ale układ odniesienia będzie przyjęty automatycznie. Jeżeli oczekujesz porady jaką farbkę modelarską wybrać, to niestety nic tu nie pomogę. Nie znam się. W ramach ciekawostki. Producenci modelarskich farb z zasady podają numer w ramach FS jako wzorzec dla swojego produktu. To samo w sobie w przypadku farb drugowojennych jest bzdurą, bo system wtedy jeszcze nie istniał, a gdy się pojawił Munsell przeformułował kolorystkę ANA na potrzeby nowego katalogu. W numerycznym systemie Munsella określa się, że kolory osiągają tzw Perfect Match (doskonałe dopasowanie odcienia) gdy różnica między nimi nie przekracza wartości 2.0. Rozstrzały farb modelarskich od deklarowanego FS regularnie osiągają wartości rzędu 5-8. Nie wiem czy producenci farbek modelarskich są bardziej skrupulatni od drugowojennych wytwórców farb lotniczych. Jakoś jednak nie sądzę.
-
Jeżeli chcesz podzielić OD na zielony i brązowy, to OD 41 będzie zielony, a ANA 613 brązowy. W tym czasie w fabrycznych Mustangach stosowano raczej ANA 613. Raczej, bo nie dam sobie nic uciąć za tę informację. Przy okazji - Republic w ogóle nie przeszedł ze stosowania OD 41 na ANA. OD 41 był bardzo podobny do brytyjskiego DG. Niuanse związane z praktycznym stosowanie OD, opisane przez HKK nie są właściwe tylko dla tego koloru i dotyczą wszystkich używanych wtedy farb. Moim zdaniem nie należy ich też traktować jako wytrycha do stwierdzenia; można zrobić cokolwiek, to bez znaczenia. Uważam, że właściwą drogą jest próba poznania sytuacji i dopiero na tej podstawie określenia możliwości doboru, czy kształtowania modelarskiego koloru. Jeżeli stosowane później techniki malarskie zmienią kolor w sposób niekontrolowany, to nie jest to sytuacja usprawiedliwiająca swobodę w wyborze koloru bazowego, tylko zwykły modelarski błąd, czy brak umiejętności. Fabrycznie OD nakładano jako pas przeciwodblaskowy przed wiatrochronem. Pozostałe elementy namalowano w Anglii. Etapami, bo znane jest zdjęcie samolotu z zielonym grzbietem i srebrnymi skrzydłami. Nie wiem ile czasu dzieliło te etapy, może tylko parę godzin. Ogólnie przyjmuje się, że standardową sytuacją jest stosowanie brytyjskich farb do kamuflowania amerykańskich myśliwców przed D-Day. Powszechnie stosowano DG. Nie da się wykluczyć pojedynczych przypadków użycia jakichś zachomikowanych rezerw OD, przy czym mało prawdopodobne jest, by jakaś grupa miała dostęp do ilości pozwalających pomalować wszystkie samoloty w jednostce. Nie, że wykluczone. Zatem, raczej właściwe będzie założenie, że standardem jest DG, a OD wyjątkiem wymagającym uzasadnienia. Nie siedzę na tyle w 4th FG, by mieć tu jakieś specyficzne dane. W przypadku P-51 Hoffera można podeprzeć się tym stopniowym malowaniem i przyjąć, że grzbiet pomalowano OD, a skrzydła DG. Ot, przykładowa interpretacja - sensowna, ale nieudowodnialna. W ogóle nie sposób stwierdzić, czy ewentualne zapasy OD to ANA 613, czy OD 41.
-
Wnioskowanie ze zdjęcia instrukcji zestawu? Jeden kolega tutaj musi mieć stan przedzawałowy ;). Robisz tego Hoffera?
-
Na jakim zdjęciu?
-
Teraz zwróciłem uwagę. Na zdjęciu od barszcza widać, że fotel nie jest eksportowy.
-
Oczywiście, że nie zamieniali. Skąd mieliby je wziąć, żeby je zamieniać? Samoloty produkowane dla RAF budowano zgodnie ze specyfiką zamówienia. Dlatego pomalowane były odpowiednikami MAPowskich farb wg wzornika DuPonta z kokardami włącznie i skonfigurowane zgodnie z umową. Ale nie słano z Wielkiej Brytanii skrzyń do USA z wyposażeniem. Takie rzeczy jak radia, celowniki, czy właśnie pasy (jeszcze np drążki sterowe, ale to na mikroskalę tylko), Brytyjczycy montowali u siebie. W samolotach dostarczanych lotem te elementy były zamontowane w wersji made in USA i wymieniano je w MU. W tych dostarczanych w skrzyniach, to nie wiem, ale w takim przypadku mogło ich w ogóle nie być. Producent zestawu przekombinował. bo Sutton byłby poprawny dla Kobr z 601 Sq, ale nie dla przejętych przez Amerykanów. Do ewentualnego sprawdzenia jest kolor kabiny. Przy tak wczesnym brytyjskim zamówieniu niby powinien być DuPontowy odpowiednik Grey Green, ale Kobry to nie jest moja bajka, nie znam szczegółów i nie wypowiadam się. Aha, w samolotach dla RAF zapewne montowano fotel tzw. eksportowy, z koniecznym przetłoczeniem na butlę dinghy. Znów, nie wiem co Amerykanie z tym zrobili, ale postawiłbym może dwa złote, że wymienili.
-
Zamontowana uprząż pilota jest nieprawidłowa. Potrzebujesz standardowe amerykańskie pasy, zamiast tego Suttona.
-
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Stąd egzotyczna, wydawałoby się, skala. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Z tym wyłącznie to bym uważał. Te plany były rzeczywiście modelarskie, kreślone tak, by dało się na ich podstawie zbudować całkiem precyzyjny model. Oczywiście, że mogły zawierać dużo błędów, ale zwierały naprawdę kompleksową informację. Kreślone w skali pozwalają ukształtować i zwymiarować różne elementy, których próżno szukać w dzisiejszych wydawnictwach. Gdy potrzebowałem jednego szpeja w podwoziu do modelu P-38, to nigdzie nie mogłem znaleźć materiałów pozwalających zwymiarować jakoś ten element. Dopiero, gdy przypomniałem sobie o PM, okazało się, że tam jest podany niemal na tacy. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Prawda. 330,- za ten Live Savitoru. Ale to i tak był szok, bo to była pierwsza taka polonijna płyta z jaką się spotkałem i te trzy razy więcej robiło wrażenie na nastolatku z kieszonkowym. Nie, że za kieszonkowe kupowało się te płyty Polskich Nagrań bez problemu. Ale muzyka to było w moim domu dobro kulturowe i rodzice raczej bez problemu łożyli. Ale nie trzy razy więcej. A te ponad cztery stówy zapadły mi w pamięć, bo pierwszy raz płytę zobaczyłem, gdy jeden kolega z klasy wyciągnął na przerwie z torby kilka sztuk i życzył sobie 450,-. Nie pamiętam, czy coś sprzedał, ale swym postępkiem spowodował ogólnoklasową dyskusję na temat moralności takiego podejścia do koleżanek i kolegów. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
To zależy co masz na myśli mówiąc przełom. Te wszystkie zespoły kształtujące ówczesna scenę rockową powstały, lub przekształciły się z form larwalnych w 1980 i 1981 roku. Tzw wydawnictwa polonijne zaczęły pojawiać się rok później. To co opisuję to najprawdopodobniej 1983. Te polonijne wydawnictwa miały zapewne odrębną formę dystrybucji i u nas do sklepów to nie trafiało. Zresztą, w ogóle nic tu nie trafiało i ta wystana płyta zamiast Perfectu była chyba jedyną, jaką wówczas kupiłem w sklepie. Może w większych miastach było inaczej. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Może mówisz o późniejszych płytach. Były wydawane przez wydawnictwa prywatne i ponieważ taki Perfect Live kosztował w sklepie ponad cztery stówy, to szło to spotkać na półce. Cena wydawnictw Polskich Melodii, albo Muzy trzymała się wtedy około 150 zyli. Nowe Sytuacje Republiki w ogóle wystrzeliły w kosmos i kosztowały 700. To nie był jeszcze okres galopującej inflacji i tę płytę miał każdy, kto tymi siedmioma stówami dysponował. Moja opowieść dotyczy pierwszej płyty. Perfect Perfect wydany był przez państwową firmę, tylko, że jak to wtedy bywało, na rynku płyta pojawiła się z paroletnim opóźnieniem, kiedy kolejne płyty już na nim dawno były. 150 na Perfect miał każdy :). Oczywiście, że mowa o winylach. CD jako takie jeszcze wtedy nie istniało nigdzie na świecie. Przynajmniej poza laboratoriami. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Aha! Jak poszła fama, że w zuricie o 14tej rzucą nową płytę Perfectu to o 12tej już kłebił się tłum. Trochę przerzedził się, bo panie na wszystkie świętości zarzekały się, że żadnych płyt nie będzie. I nie było. Ale sporo osób zostało i koło trzeciej, ku, raczej szczeremu, zdumieniu pań płyty dojechały. Wprawdzie nie Perfectu ale jakieś RSC, czy cóś i cierpliwi też byli zadowoleni. Nie wiem nawet skąd szły te famy, ale nawet działały, Tylko godzina otwarcia nie wchodziła w grę. Gdy poszła fama, że rzucą Altusy byłem godzinę przed otwarciem i już był spory ogonek. Kupiłem ostatnią parę - lewa była czarna, a prawa z okleiną drewnianą. Ani się nikt takimi rzeczami nie przejmował, ani nikt się potem nie dziwił. Samo manie Altusów było na pełnym wypasie, a takie wpadki były po prostu wtedy codziennością. Już w Gdańsku polowaliśmy z kumplem na motocykle w PZMocie. Najlepiej MZtki, ale i JAWA i CZ byłaby wzięta z pocałowaniem ręki. Kumpel wyhaczył swoją Jawę w Mragowie. Ja chodziłem po PZMotach w trójmieście. Poszło info, że będzie coś w Gdyni. Poszedłem mega wcześnie i w kolejce stałem drugi. Styczeń, mróz całkiem konkretny i wieje jak w Gdyni. W momencie otwarcia za mną konkretny tłumek. Jawa była. Jedna. Z kosmosu, bo w wersji luksusowej, czarna, w połysku i z bajeranckimi naklejkami. Myślę sobie, po zawodach! No i ten typ przede mną kupił jakiś szpej do Malucha i poszedł szczęśliwy jakby spotkał anioła. Chyba nigdy nie widziałem tyle szczerze nienawidzących mnie osób na raz. To był styczeń, moto do rejestracji i rozkonserwowania. Zaciągnęliśmy z kumplami do kolejki, a potem wnieśliśmy po schodach na dziesiąte piętro w bloku. Nie wchodziła do windy. I pewnie przestałaby sobie spokojnie w salonie do sezonu. Panny lubiły na niej siadać na imprezach, czasem się ją odpaliło na chwilę. Niestety, moto było kupione w tajemnicy przed rodzicami, a któregoś dnia tato zapowiedział się z wizytą. Przyjeżdżał służbowo. Pociąg docierał o piątej rano, rodziciel miał posiedzieć półtorej godzinki i już mieliśmy się nie widzieć, bo szedł do roboty, a powrotny miał jakoś wcześnie. Jawa o wpół do piątej została wyprowadzona na korytarz i schowana za ścianką przeciwpożarową. Przed ósmą poszedłem po nią i... wszystkie zegary, stacyjka i kierunki oderżnięte, kierownica odkręcona. To był dramat, bo pojęcie części zamiennych nie istniało. Późną wiosną kumpel przypiździł na Hibnera w malucha kobity, która wymusiła z podporządkowanej. Kumpel bez większych obrażeń, ale jawa zgruchotana. Tyle, że części dla mnie akurat OK. Spróbowaliśmy to podłączyć, ale ciągle coś nie szło z prądem. W końcu zaprowadziliśmy do PZMotu i ku naszemu zdumieniu zrobili to w ramach naprawy gwarancyjnej. Nie wiem, chyba z litości, bo oczywiście całą historię sprzedaliśmy. Dzisiaj rowery trzymam pod domem , dostępne bez problemu z publicznego chodnika. Owszem, spięte jakąś podłą zapinką, ale tylko ze sobą, do niczego nie przymocowane. Czasem zapinka jest tylko wetknięta, bo nie chce mi się przekręcać zamka szyfrowego. Już któryś sezon tak stoją i luz. Łatwo się zapomina. Jak się wprowadziłem zostawienie radia w aucie było nie do pomyślenia, a i tak szyba była rozbita przynajmniej raz w roku. -
Jak hartowała się stal, czyli modelarskie lata PRL
greatgonzo odpowiedział kopernik → na temat → Dyskusje ogólne
Teczka w kiosku była normalną formą dystrybucji i każdy mógł ją założyć. Przynajmniej teoretycznie bo kiosk dostawał tyle czasopism ile dostawał, a nie ile chciał. No i problem, gdy ilość teczek w kiosku przekraczała ilość przeznaczonych doń gazet. Wówczas mogła pojawiać się różnie wyglądająca kolejność dziobania. Rozwiązaniem była prenumerata i nie mogłem uwierzyć w zbawienną jej moc, kiedy ją odkryłem. Oczywiście okazało się, że są i ciemne strony. Miesięczniki przychodziły przynajmniej z tygodniowym opóźnieniem w stosunku do kiosków (to akurat typowa wówczas skuteczność operacyjna poczty), a ten jeden-dwa numery rocznie nie przychodziły w ogóle. Nie mamy Pańskiego płaszcza i co nam Pan zrobisz?! -
Ja wiem, że wiesz :).
-
Jak się nie ma czego czepić w budowie, to można poszukać obok. Wprawdzie intencja przekazu jest raczej jasna, ale literalnie IG (Interior Green) to kolor, którym malowano wnętrza kabin amerykańskich samolotów po ustaleniach JAC. Gdyby mówić uniwersalnie, to zielonym do wnętrz kabin będzie interior green. MAPowski kolor do wnętrz kabin to Grey Green. Soreczki, taki mój konik.
-
I boxarty. Dyskutowałem kiedyś z koleżką, który chciał malować model na podstawie okładki książki Mój Spitfire WX-L Króla. I to nie była okładka z ilustracją spod ręki Wróbla, czy Forkasiewicza, a typowa rzecz z czasów właściwych dla wątku Jak hartowała się stal... . Trudno mu było wytłumaczyć :).
-
Rzecz polega na tym, ze ja nie znam na pamięć przebiegu kamuflażu żadnej z wytwórni. Utrwaliło mi się w głowie parę szczegółów, które są typowe dla zakładów macierzystych i CBAF. Szczególnie to drugie. Te szczegóły to przede wszystkim prawa strona kadłuba. Linia granicząca z kokardą od strony ogona (brak charakterystycznego wżeru w niej dla CBAF) i głównie przebieg kamuflażu pod kabiną i wyjście na maskę. Wczesne wersje masek CBAF mają tu linię przypominającą sinusoidę z głębokim zakolem pod kabinę i odwróconym zakolem pod wiatrochronem. Późniejsze Spity pod wiatrochronem mają dodatkowy cycek opadający z tego zakola pod wiatrochronem. Jakby maska uległa uszkodzeniu i pojawił się w niej wżer. Te elementy są łatwe do poprawy nożykiem w ostatnich zaprezentowanych tu maskach. Ale ja nie wiem, czy są to jedyne błędy, bo jako się rzekło, nie znam tych kamuflaży na pamięć. Wersja CBAF jest ogólnie łagodniejsza, mniej rozrzeźbiona i w tym kontekście maski z MH prezentują się OK co do zasady, ale czy przebieg jest właściwy? W praktyce czy maska gotowa, czy nie, to jeżeli chce się mieć prawidłowy kamuflaż i tak trzeba prześledzić materiały źródłowe. Już to dla wykonania masek, już to dla ich sprawdzenia i ewentualnej poprawy. Sam gotowców nawet nie brałem pod uwagę. Robiłem tak jak sugeruje Marek D - cieniutkimi wałeczkami, bo to pozwalało mi kontrolować stopień ostrości linii podziału kolorów i wprowadzić imitację niedoskonałości maskowania grubymi matami. A z zupełnie innej beczki. Na PWM człowiek o nicku tommyk biedzi się z wyborem fotela do Mustanga Dziubka FB 166. Nie mogę mu nic napisać, bo wylogowało mnie z PWM, coś pomyliłem z hasłami i teraz by się zalogować muszę wpisać kod weryfikacyjny z obrazka, który się w ogóle nie wyświetla. Jakby ktoś miał ochotę pomóc człowiekowi to: Absolutnie nieprawda, że nie ma tu reguł. Prawda, że w Mustangach B/C fotel WMA stosowany był częściej niż SJ. Problem polega na tym, że SJ produkował dwa rodzaje fotela - sklejkowy i metalowy. Tylko sklejkowy montowano na B/C. Zestaw AH zawiera fotel WMA i metalowy SJ nieprawidłowy dla każdego garbatego Mustanga. Pomijając możliwość wymiany fotela w służbie co teoretycznie zawsze może wystąpić i praktycznie jest w zasadzie nieudowodnialne. Zestaw Eduard zawiera fotel WMA i sklejkowy SJ. Z FB 166 jest kłopot. Źródła podają, że samolot mieści się w przedziale C-1, które wyposażano w sklejkowy SJ. Z drugiej strony jeden badacz dokopał się do biuletynów wytwórni w Dallas, z których wynika, że od początku produkcji Mustangów C montowano wyłącznie fotel WMA. Dokumenty sobie przeczą i żaden z nich nie jest rozstrzygający. Biuletyny vs katalog części. Off top jak stąd do Rynu, soreczki, ale skoro już tu pisałem i wobec tego, że wszędzie byłoby offtopowo, to pomyślałem sobie, co tam!
