Skocz do zawartości

greatgonzo

Użytkownicy
  • Liczba zawartości

    4 385
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez greatgonzo

  1. greatgonzo

    Frajdolarzerka

    To raczej kwestia spasowania rurek, nie ich ilości, jak sądzę. Skoro udało się zwymiarować element to należy sprawdzić, czy prawidłowo. Do tego posłuży papierowy model: Pasuje. Zatem można zająć się budową elementu, który odtąd nazywać będziemy podstawą. W oryginale była to część odlewana. Być może odkuwka, ale tak czy inaczej rzecz przestrzenna. Na początek płyta główna: odrysowana z otworami ulżeniowymi i miejscem mocowania goleni podwozia: Zaznaczanie i wiercenie otworów przed wycięciem płyty nie miało sensu, Krzywo wycięty element i cała robota na marne. W kolejnym otwory pojawiły się już po wycięciu płyty, Ta nie jest, jak widać idealna, ale nada się. Niedokładności zaleje się klejem, albo podrasuje szlifowaniem. Teraz doklejanie obrzeży wzmacniających. W tym celu przygotowałem sklecone doraźnie prawidło. Prościej, srościej! Grunt, że z trzymanego w gonzowej dłoni patyczka spływa kropelka kleju CA mocująca ściankę. Po doklejeniu ścianek odcinanie końcówek, szlifowanie i dopieszczanie wełną metalową: Na końcach podstawy znajdą się okrągłe gniazda, w które wejdą półosie łączące (w modelu) element ze ścianami gondoli pilota. W samą podstawę wklejone będą trapezoidalne końcówki wypełniające, gdyż na końcach podstawa była pełna. Gniazda wybite wybijakiem z igły, a otwory napunktowane miarą oka i rozwiercone do 0,5mm. Do wykonania trapezoidalnych końcówek posłużyły trójkąty pobrane z miejsca gdzie wycinała się płyta podstawy, z wykorzystaniem zupełnie banalnych zasad geometrii: Gniazda półosi (w ściankach gondoli), to przygotowane wcześniej rurki z wewnętrzną średnicą 0,5mm i 1mm. Ostatecznie uznałem, że półmilimetrowe półosie będą zbyt wiotkie. Wprawdzie obciążeń tam właściwie nie będzie, ale i wygląda to głupio i po co martwić się, że coś się wygnie? A tak: milimetrowe gniazda (na końcach podstawy), półosie 0,9 mm, co może pójść nie tak? No może! Okazało się, że rozwiercenie takich krążków grubym wiertłem jest w zasadzie niemożliwe. Ani to chwycić, ani ustabilizować i ostatecznie elementy ulegały zniszczeniu, Trzeba inaczej: Mimo napierających zewsząd trendów nie jestem zwolennikiem oglądania zdjęć modeli i historii ich powstawania na mikroekranikach telefonów. To jeden z elementów naszego życia, który poświęca jakość na ołtarzu podręczności. Ja nie poświęcam, ale nawet na dużym ekranie monitora trudno jest dostrzec to co ważne. Ale z zoomem już coś widać. Najpierw trzeba puknąć młotkiem lekko, tak by wybijak nie przeciął hipsowej płytki do końca. W narysowanym w ten sposób okręgu znajdujemy punktakiem środek i coraz większymi wiertłami rozwiercamy. Krążek, wciąż trzymany przez otaczający go plastik, nie wypaczy się i nie porwie. Ale, oczywiście trzeba delikatnie. To, że środek wyznaczamy na oko, oznacza, że nie zawsze się uda, ale na ogół wystarczą dwie, trzy próby, by uzyskać zadowalający efekt. Teraz można wybić uzyskany pierścień do końca. Najpierw jednak trzeba puknąć pełne kółko, które pozostanie we wnętrzu narzędzia i posłuży jako bufor zapobiegający deformacji pierścienia przy wypychaniu. Może i jest to zbędne. Nie było sprawdzane. Gonzo stwierdził, że lubi przywalić młotkiem i produkcja takiego zabezpieczenia to sama przyjemność. Pierścienie należy obrobić. Przydają się tu pilniki do polerowania z gąbkowym podkładem, ściereczki kuchenne z mikrofibry i nieśmiertelna wełna metalowa. Na koniec pierścień został nawleczony na wiertło 1mm, by przypomnieć mu kształt, potencjalnie utracony przy obróbce: Teraz czas na wklejenie trapezoidalnych końcówek, zalanie szczelin klejem CA i ich zeszlifowanie, bo oczywiście tu i ówdzie wystają ponad poziom ścianek podstawy: Czarne szczeliny to cienie. Pojawiają się, bo wyszlifowany i wypolerowany klej stał się przezroczysty. Trzon podstawy można uznać za wykonany:
  2. Mnie się słuchało dobrze. Panowie mówią w sposób przyjemny dla ucha, a to ważne, bo forma może zabić najlepszą treść. Na pewno zamelduję się przy kolejnych odcinkach.
  3. Jak to co? Przeprowadzić rozmowę wyjaśniającą zgodnie z regulaminem. Praca pracą, ale takiej rozmowy chętnie byłbym świadkiem. W stu procentach z ciekawości!
  4. Jak długo EN 315 był na Malcie i czy był w tym czasie moment, że był przeznaczony do służby na tej Malcie? Ale jak patrzysz na te zdjęcia, to chyba wiesz co jest dla Ciebie oczywiste?
  5. Racji to ja mieć nie mogę, bo o śmigłach do Harrych zupełnie nic nie wiem. Tak mi się skojarzyło.
  6. Które Spity z PFT były na Malcie? Oczywista odmienność to?
  7. Słuszna uwaga o ręcznym malowaniu. Zafiksowałem się, że fabrycznie dotyczyło to tylko stencili, a ręczne seriale pojawiały się ewentualnie przy przemalowywaniu w MU lub jednostkach. Zakładam, że najprawdopodobniej jest użyte kolokwialnie i jest równoznaczne z: mnie się wydaje?
  8. Spływu? Ciekawe, bo to akurat jest jeden z wyróżników pomiędzy drewnianymi i metalowymi łopatami Rotola w przypadku Spitfire, tyle że ze strony natarcia.
  9. Ciekawe co jest pośrodku miedzy TLS, a Desert? Matusiak pisze o spekulacjach i wyraźnie to zaznacza. W zasadzie opartych na możliwej interpretacji zdjęć. Podobnie zróżnicowane sylwetki można tworzyć dla samolotów latających z Northolt. Ale na pewno nie wiadomo nic.
  10. Brakuje reprezentanta 77th. I gdzie są Lightningi, dopytuje się gawiedź!
  11. Wszystko prawda. Moim zdaniem ten granat na większych powierzchniach mógł się czasem lekko ujawniać przy odpowiednim oświetleniu, szczególnie gdy nieco wyglancowany na samolotach myśliwskich. Ale po prawdzie to spekulacja. I temat raczej do innego wątku. Sorki, że go tu przytargałem.
  12. Jeszcze komentarz do tych seriali. Co prawda w kontekście modelu, gdzie autor przyjął określony standard zgodności z rzeczywistością akurat kwestia odległości miedzy znakami serialu wydaje się być raczej pomijalna, ale w kontekście historycznym, czemu nie? Zasady malowania seriali były faktycznie takie jak powyżej. Jednak te szablony składano ręcznie i liczne zdjęcia pokazują, że nie zawsze wszystko szło idealnie jak w instrukcji. Odległości między znakami bywają większe, czasem niejednakowe. Do tego w przypadku przemalowywania samolotów pojawiały się różne okoliczności towarzyszące temu procesowi, co też wpływało na zachowanie standardów przy malowaniu oznaczeń. Szablony zawierały przerwy w znakach, ale bywało, że te przerwy były zamalowywane. Na zdjęciach ZX-1 widzimy te przerwy wyraźnie i pewnie można to przekładać na ZX-6, ale już co do stałości odległości między znakami można się spierać. Raczej bez wiążącej konkluzji, ze względu na jakość zdjęć. I jeszcze przyczynek do rozmowy o kolorach z innego wątku. Seriale regulaminowo malowano kolorem Night. O ile wiem, jeszcze nie pojawił się modelarz, który odważyłby się pomalować serial RAFowskiego samolotu na granatowo :).
  13. Rozszerzona definicja kroju liter. OK, dzięki.
  14. Co rozumiesz, przez cokolwiek dziwny krój?
  15. 1. Tak. 2. Tak. Wynika to z konstrukcji tych drzwi, które otwierając się wsuwały się jednocześnie do kadłuba. Wygląda na to, że samolot pomalowano z zamkniętymi drzwiami , gdy te zakrywają cały wylot kanału intercoolera. Niemal cały, ale brakujący pasek zamaskowano (na innej M-ce z 61st FS widać jasnoniebieską obwódkę na małym, nieosłoniętym kawałku kanału). Stąd też wnętrze kanału pozostawione w NMF.
  16. greatgonzo

    B5N2 1:48 Hasegawa

    I dzięki!
  17. Nie mówiłem co organizator powinien robić, ani nawet, że w ogóle powinien robić cokolwiek. Nie wspomniałem nic o moich oczekiwaniach, poza napomknięciem, że nie sposób jest obarczać organizatora nadmierną odpowiedzialnością. Chciałem tylko dowiedzieć się u źródeł jak wygląda na Babarybie istotny dla mnie element festiwalu modelarskiego. Teraz odnoszę wrażenie, że nie powinienem był tego robić. Sorki za to pytanie.
  18. No, ale ja nie pytam o konieczność, tylko w ogóle możliwość. Czy też odpowiedź rozumieć po angielsku? Nie chodzi mi o zaprzysiężenie się, a jak coś pójdzie nie tak to sepuku! Ale jeśli pojawia się obawa o działania innych uczestników, to w parze z nią idzie pytanie, czy stoły konkursowe są dostępne i nie nadzorowane przez organizatora? Innymi słowy, czy organizatorzy oczekują od uczestników, że nie będą dotykać cudzych modeli i starają się to egzekwować?
  19. Potwór wciąż żyje... . Czy to ja nie poradziłem sobie, czy w przytoczonym regulaminie brakuje zasad oceny kategorii festiwalowych? I kardynalne pytanie: czy na nadchodzącej Babarybie ktokolwiek będzie mógł dotykać/przestawiać model be porozumienia z autorem?
  20. greatgonzo

    B5N2 1:48 Hasegawa

  21. Dawno? Tak z ciekawości. Koleżków rozpijających flaszkę w wiatrołapie wejściowym na wystawę (oczywiście w sali gimnastycznej szkoły podstawowej), czy dość znaną w środowisku postać chwiejącą się na nogach nad stołem wystawowym , perorującą o niezgodnościach kamuflażu i wodzącą rozchwianym palcem centymetry od modelu widywałem z dziesięć lat temu albo i lepiej. Jakoś tak mi się wydawało, że z tym tematem się ogólnie poprawiło.
  22. Poszło o odcień RLM, czy typ kółka ogonowego?
  23. greatgonzo

    B5N2 1:48 Hasegawa

    Mimo, że robota piękna, to tym razem bardziej mnie zainteresowały szczegóły implementacji Fioletowo-le-Ducowych sposobów. Nie znając bliżej Kasi, bez Twojej pomocy nie wymyślę.
  24. Dodatkowo przypominam, że we wszelkich zawodach, gdzie przewiduje się możliwość składania protestów nie jest to otwieranie drzwi dla pieniactwa. Powszechną praktyką jest konieczność poparcia protestu wpłaceniem wadium, które w przypadku nieuznania protestu przepada. W przypadku dzisiejszej formuły festiwalu modelarskiego instytucja protestów wydaje się być absurdalna z wielu względów..
  25. A. OK, dzięki. Nie daj bóg, bym miał coś przewijać!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.