-
Liczba zawartości
4 386 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
19
Typ zawartości
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Kalendarz
Blogi
Zawartość dodana przez greatgonzo
-
I jeszcze w uzupełnieniu ostatniego zdania rada Radka . Powierzchnia samolotu nosi na sobie ślady użytkowania znacznie wychodzące poza właśnie ukończoną misję. Nawarstwiają się tu efekty lotów i obsługi. Kopcenie z wydechów na niewielkich obrotach i na skrajnych obciążeniach, zaplanowane konstrukcyjnie wycieki oleju i innych płynów z drenów i te niepożądane, ale pojawiające się upływy, smaganie deszczem, śniegiem itd, czy oblodzenia. Pogoda zostawia swój ślad i na ziemi. Do tego mechanicy łażą po samolocie, kładą różne przedmioty na skrzydłach, rozlewają płyny, odkręcają i przykręcają, zrywają i ponownie kleją, a potem jeszcze czyszczą to co nasyfili i to co ubabrało się podczas lotów. Niektóre działania serwisowe skutkują regularnym uszkadzaniem powłoki lakierniczej i koniecznością wykonywania podmalówek. Te wielokrotnie powtarzane czynności: klejenie, zmywanie oleistych zabrudzeń itd. tworzą swoistą mapę śladów eksploatacji samolotu. Obicia i otarcia pojawiają się w określonych miejscach i w określony sposób. Zmienia się faktura powierzchni, bo wcierane w nią środki i inne czynności matowią podłoże, albo przeciwnie, generują połysk itd. Staranne przeanalizowanie tej mapy i odtworzenie jej w skali to jest prosta droga do tego by uzyskać świetną po względem realizmu prezentację modelu. Znacznie lepszą niż efekt uzyskany na modelarskie patenty i techniki. Wymyślne basingi, shadingi i modulacje mogą okazać się wtedy zupełnie zbędne. Oczywiście nadal trzeba będzie stosować m.in. efekty laserunkowe jako element palety potrzebnych czynności malarskich, ale nie jako oczywisty dla wszystkich schemat, który da się zamknąć jednowyrazowym określeniem. Zachęcam.
-
Hawker Hurricane Mk.I (LI592) 615 Sqn. / Airfix 1:72
greatgonzo odpowiedział Woit → na temat → [L]Galerie
Mogę tylko powiedzieć, że tu na zdjęciach jest ten gorszy. Ja się zatrzymałem na Model Masterach i ichni DE był całkiem niezły. -
Hawker Hurricane Mk.I (LI592) 615 Sqn. / Airfix 1:72
greatgonzo odpowiedział Woit → na temat → [L]Galerie
Ależ Panie Kolego, to nie jest tak, że tylko Wy kreujecie modelarskie tryndy! ;). -
Hawker Hurricane Mk.I (LI592) 615 Sqn. / Airfix 1:72
greatgonzo odpowiedział Woit → na temat → [L]Galerie
Żebra :). Chyba teraz w trendzie są jakieś farby, bo kolejny model prezentuje podobny, acz nieco dziwny Dark Earth. -
Mówiąc precyzyjniej lakier ma za zadanie zmniejszać krycie, rozcieńczyć kolor (nie rozcieńczać farby). Można to uzyskać samym rozcieńczalnikiem, ale wtedy mieszanka staje się mniej kontrolowalna i malowanie utrudnione. Chodzi o to, by nie wychodzić rozcieńczeniem ze strefy komfortu. Precyzyjna malowanie, tak, wymaga niskiego ciśnienia i minimalnych otwarć dyszy, a tym samym sporego rozcieńczenia, ale tu poruszamy się w znanym sobie standardzie i chcemy go zachować. To ogólnie piszę, nie do Ciebie. No i ta strefa komfortu nie musi być jednakowa dla każdego. Jeśli komuś idzie dobrze, to na ma co na siłę się zmuszać do zmian. Warto pamiętać, że stricte matowe okopcenie to nie jest jedyna wersja. Tłoki potrafią wyrzucić niespalony olej, znaczenie ma też aura. Na kadłubach, czy gondolach pojawić mogą się też tłustawe ślady. Ale to już na marginesie.
-
Cóż, zady i walety. Co prawda ja zawsze robiłem mieszankę z lakierem bezbarwnym właśnie po to, by minimalizując krycie, uniknąć jednocześnie nadmiernego rozcieńczania i utrzymywać komfort pryskania. Ale pewnie można w innym celu... .
-
OK, a po co jest to ekstremalne rozcieńczenie?
-
Dlaczego?
-
Chapeau bas!
-
Pochylenie masztu raczej niewiele pomoże, bo ten i tak wygnie się w łuk. Lepiej zmniejszyć napięcie, nitki z rajstop i tak poradzą. A w tym przypadku najlepiej usunąć linkę.
-
Nie, no, nie weryfikujemy tu uczuć. Jeśli chodzi o Spitfire to mnie najbardziej kręcą MkIa i MkIIa i to jeszcze koniecznie w TLS. I do diabła z MkIX ze swoim dwustopniowym Merlinem! Mam w sumie podobnie. Mustang jest dla mnie jakiś taki bezpłciowy. Powiedzmy P-51A jest w zasadzie fajny, B/C jeszcze ujdzie w tłoku. Ale kiedy budowałem model wkręciłem się w ten samolot i zaczął do mnie przemawiać. Przynajmniej dopóki nie jest to Bubbletop :).
-
Pominę tu jak kluczowym elementem był ten zasięg :). Do tego plus 50 km/h Vmax i jeszcze wygodniejsza kabina. Chodzi o to, że opinie pilotów naznaczone są z angielska zwanym confirmation bias (błąd potwierdzenia?). To bardzo subiektywne sprawy co wyraźnie widać w znanych przypadkach. Wywodząca się z Eagle Squadrons 4th FG wychowała się na Spitfire i przezbrojenie na P-47 traktowała jak karę. Piloci radzili sobie znakomicie latając Thunderboltami, ale i tak z ulgą i radością przywitali Mustangi, które bardziej przypominały Spitfire. 56th FG od początku używała P-47 i piloci nie wyobrażali sobie, że mogą przesiąść się na inny samolot. Nawet gdy cała VIII AF przezbroiła się na P-51, piloci grupy postawili veto i do końca wojny latali na Dzbankach. Specyficzna sytuacja logistyczna i gwiazdorski status jednostki sprawiły, że było to możliwe (ale takie rzeczy to chyba tylko u Amerykanów :). Chodzi o to, że piloci 4th i 56th to tacy sami, tak samo szkoleni i wykonujący takie same misje lotnicy. Mimo to ze skrajnie różnymi opiniami o samolotach. Podobne sytuacje były też np. na PTO z P-47 i Lightningiem. Oczywiście nie wypowiadam się tu, na temat który samolot był lepszy.
-
Bronze Green. DDG i BG to nie są zamienniki. Kolory są dość podobne, ale nie identyczne. Innymi słowy jeśli pomalować model DDG i twierdzić, że to BG to pewnie ujdzie, ale jeśli potem zestawi się z nim model innego samolotu, gdzie ma wystąpić DDG to pojawi się kłopot. Po 1943 to cezura czasowa wynikająca z ustaleń JAC i wprowadzenia systemu ANA. Jednak wiadomo, że wielu producentów nie stosowało się do tych ustaleń i rzecz trzeba konfrontować z działaniami poszczególnych wytwórni. Nie stosowało się, nie znaczy, że malowano tym co było pod ręką, jak to nierzadko można przeczytać w modelarskich komentarzach. Takie rzeczy uzgadniano z Wright Field, zanim wprowadzano je w życie. W przypadku takiego samolotu jak B-17 było w zasadzie niemożliwe, by wszystko co zielone we wnętrzu malowano jednym kolorem. Nawet w jednosilnikowych myśliwcach to była rzadkość. Znaczna część elementów, pochodziła od poddostawców i często różniła się odcieniem albo i kolorem użytej farby. W przypadku wielosilnikowego bombowca takich poddostawców było całkiem sporo. To dotyczy też kamuflażu. Niektóre części konstrukcji płatowca także trafiały do wytwórni od poddostawców jako gotowe do montażu, pomalowane podzespoły. Różnica stosowanych odcieni tej samej, teoretycznie, farby była na tyle wyraźna, że wychodzący z fabryki samolot prezentował się niczym klasyczny, amerykański patchwork. Na oryginalnych zdjęciach, te odróżniające się stateczniki, stery itp. często interpretowane są błędnie jako elementy wymienione w wyniku uszkodzeń. Tak było i z B-17, więc warto poszukać zdjęć z okresu tego, albo innych egzemplarzy ze zbliżonym s/n.
-
Ano właśnie. Nie będziesz wiedział, o ile nie wyrobisz sobie pojęcia o tym kolorze. To jednak sporo pracy, bo choć oglądanie kolorowych zdjęć z okresu w sieci i na papierze sprawia, że w świadomości tworzy się pewna uśredniona wersja, która na ogół przypomina oryginał, to lepiej jest dorzucić do tego trochę informacji. Ta istnieje, bo są ludzie, którzy poświęcili sporo wysiłku i czasu by rozgryźć temat. Ale jest to wiedza rozrzucona, bo raczej nie zdarza się by ktoś ogarniał wszystkie kolory świata. Modelarz, którego zainteresowania są szerokie w zasadzie musi polegać na autorytetach. Niestety, bo to nieco ryzykowne źródło. I tu tez jest trochę pracy, bo trzeba sobie znajdować typów, którym się zaufa, albo polegać na autorytecie zbiorowym, np. zadać pytanie na forum i wnioskować z odpowiedzi. Też z ryzykiem. Działając samemu trzeba jeszcze zobaczyć na własne oczy farbki różnych producentów. Jeśli chce się ten problem ograniczyć, to sporo pomaga nawet podstawowa umiejętność korygowania barwy mieszaniem farb. By zachować spójność kolekcji warto notować receptury. Producenci farbek tworzą kolory i podają odnośniki, których wartość bywa bardzo różna. Choć na ogół farby modelarskich producentów nieźle oddają docelowy kolor, to zdarzają się spore odchyłki. I jeszcze wśród modelarzy i producentów pokutują czasem pomyłki powstałe lata temu, ale inercja środowiska ciągnie błędny kolor przez dziesięciolecia. Dodatkowym problemem jest to, że powszechnie w modelarstwie przyjął się standard FS jako odnośnik do barw. A FS nie jest systemem kolorystycznym tylko ograniczonym zestawem kolorów i z definicji nie nadaje się do bycia wzorcem dla zdecydowanej większości używanych w modelarstwie odcieni. Tym samym nawet posiadanie fizycznego wzornika FS nie załatwi sprawy, co jest nawet dobrą informacją, bo kosztuje on absurdalne pieniądze. To trochę kłopot z tym FS-em, bo nierzadko bywa, że podane na etykiecie nazwa koloru i nr FS dotyczą wyraźnie innych odcieni. Ale na koniec to i tak tylko informacja do jakiego efektu dążył wytwórca. To, w jakim stopniu udało się mu ten efekt osiągnąć jest zupełnie inna kwestią.
-
Tu nie chodzi o to zdjęcie. Nie trzeba daleko szukać, a nawet wychodzić z Twojego wątku by znaleźć forumowiczów, którzy w avatarze, czy na profilowym mają nazistowskie klimaty. To nie generuje z automatu pretensji, więc musi chodzić o coś innego :). Mnie tylko zastanawiają te powielone byty . Skoro dostałeś amnestię, to dlaczego masz występować jako kolejny profil? To tworzy złe skojarzenia i rzecz dotyczy tak użytkownika jak i forum jako takiego. Moim zdaniem niepotrzebnie. Ale OK, to nie moja sprawa, tylko administracji.
-
Po Mosesie nie było co poprawiać. Najwyżej mogłeś dostać kilka kolejnych postów tej samej treści , nie wnoszących nic nowego z definicji. Tu już można trochę uzupełnić. To, że JAC wprowadził nowe standardy w 1942 nie znaczy, że wcześniej takie nie istniały. Nie było też tak, że każdy producent wymyślał sobie barwy wnętrza. Ale rzeczywiście, istniało pewne zróżnicowanie w doborze kolorów w tym elemencie. Tyle, że zalecenia JAC i wprowadzenie systemu ANA z różnych przyczyn tego nie zmieniły. No, trochę zmniejszyły to zróżnicowanie, ale nie wyeliminowały go. W temacie kolorów skrajne postawy są moim zdaniem niewłaściwe. Ani podejście, że i tak nie wiadomo, więc można jakkolwiek, ani że istnieje i znany jest idealny wzorzec, moim zdaniem nie prowadzi do sensownych rezultatów. Zadaniem modelarza jest poznanie i odwzorowanie koloru, w znaczeniu uzyskania realistycznej prezentacji modelu jako całości. Nakłada to na niego obowiązek kontrolowania wszelkich prac malarskich. Twierdzenie w stylu: nie przejmuj się kolorem, bo i tak kolejne etapy procesu malowania go zmienią nie ma wiele sensu, choć oczywiście zawiera w sobie prawdę. Tak, zmienią go, ale autor ma zadbać, by zmiany w ostatecznym efekcie przyniosły ów efekt realistycznej prezentacji kolorystycznej. Już to poprzez odpowiednią zmianę koloru podstawowego (wariant ewidentnie trudny), już to poprzez odpowiednie dobranie kolejnych działań związanych z prezentacją powierzchni malarskich (nie, że wariant łatwy, ale nie tak wredny jak poprzedni). Sztampowe stosowanie metod modelarskich na zasadzie regulaminu, na ogół związane z obowiązująca akurat modą, niekoniecznie się tu sprawdzi, bo raczej niewiele ma wspólnego z kontrolą. Modelarz zamiast realizować zaplanowany wygląd ostateczny modelu, stosuje techniki wg grafika i przygląda się co mu wyjdzie. Szanse, że wyjdzie dobrze są niewielkie, zwłaszcza że sporo popularnych technik zakłada korekty barwą. Te są dość kłopotliwe do opanowania i, moim zdaniem, występują w nadmiarze, tylko utrudniając uzyskanie dobrego rezultatu. Nic dziwnego, że potem pojawiają się uwagi, że nie ma co przejmować się kolorem, bo i tak się zmieni. Co nie zmienia faktu, że potem w galerii i tak pojawiają się uwagi, że kolor jest jaki dziwny :). To wszystko, naturalnie, liczy się tylko w przypadku, gdy komuś na tej realistycznej prezentacji modelu zależy. Nie jest to ani oczywiste, ani obowiązkowe. Ale wspominam o tym, bo wciąż od czasu, do czasu zdarza się modelarz, który zdradza symptomy zainteresowania takim modelarstwem.
-
A jaki to kolor? Bo FS, pomijając nawet to, że choć popularny w modelarstwie, różnie odzwierciedla oryginalne kolory, mnie akurat samym numerem niewiele mówi.
-
Dziękuję.
-
Siła doświadczenia!
-
Zatem si! Na inwencję ludzką nie ma lekarstwa :).
-
Mała, w sensie, że 1:35? Trochę podejrzanie to wygląda. Na kuchnię pomieszczenie jest przeraźliwie małe. Ten ausgus miałby się zmieścić i zamiast kozy z fajerką raczej westfalka. A jeszcze trzeba tam robić. O byfyju, to już nawet nie ma co gadać. To wg źródła, czy swobodna interpretacja? O szeregu wątpliwych rozwiązań budowlanych tylko wspomnę na marginesie, bo to typowa przypadłość dioramek zawierających elementy architektury. A temat okazuje się być fajny - generuje dyskusję!
-
OK, rzecz się rozmyła w komentarzach, a mnie na serio zainteresowało, co miałeś na myśli pisząc, że chcesz odwzorować model 1:1.
-
Telefonem, nie? Tak dla jasności: Bronze Green. Zdjęcia bez kontekstu są słabym materiałem źródłowym. Nie bez przyczyny samo zdjęcie nie może stanowić materiału dowodowego w sądzie. Np. pierwsza pokazana wyżej fotka prezentuje, jak najbardziej, prawidłowy kolor kabiny. Tyle że jest to inny typ samolotu, z innego okresu niż bohater tego wątku. Nawet ten sam egzemplarz może mieć inaczej malowaną kabinę w zależności od okresu. Kontekst się liczy!
-
Nie wiem o czym mówisz. Powtórnie powiem, że to Twoje zbójeckie prawo jak robisz model. Może być i na różowo. To oksymoron, który niebezpiecznie zbliża Cię do charakterystycznej postawy modelarskiej, gdzie ludzie próbują jednocześnie zjeść i mieć ciastko. Oczywiście niebezpiecznie z mojego punktu widzenia. To wciąż Twoja broszka co zrobisz z tym swoim rowerem za dwa koła. To, że nie budujesz modeli w oryginalnym rozumieniu pojęcia modelarstwa redukcyjnego ani nie eliminuje Cię z tego forum, ani nie określa jako człowieka. Nie ma powodu do tego by się tłumaczyć. A, że to wciąż jest kwestia wyboru, a nie doświadczenia pozostaje zupełnie inną kwestią... .
-
Ale jaką radę? Pomalowałeś czymś tam i nie mówisz czym, bo jako nowicjusz nie zamierzasz zajmować się odzwierciedlaniem rzeczywistości w modelu. OK, Twoja decyzja, Twoje zbójeckie prawo. To co ja Ci mogę radzić? Jak już będziesz na tyle doświadczonym modelarzem, że historyczne realia zaczną mieć dla Ciebie znaczenie to będzie o czym gadać. Mogę tylko dorzucić uwagę, że użycie właściwego koloru do malowania modelu, jak i w ogóle dążenie do odzwierciedlania rzeczywistości w modelarstwie redukcyjnym to nie jest kwestia doświadczenia tylko wyboru. Wcale nie oczywistego, bo wielu modelarzy nigdy go nie dokonuje i jest to postawa coraz częściej spotykana. Nie zgadzam się z nią fundamentalnie i mam nadzieję, że zawrócisz z tej drogi, ale tyle mojego co sobie ponadziejuję.
